Magdalena Ziętek: Chesterton jako propagandzista


gk-chestertonIdee, aby mogły się rozprzestrzeniać, potrzebują „nosicieli”, czyli ludzi, którzy będą innych zarażać swoimi przekonaniami. Niewątpliwie osobą, która osiągnęła prawdziwe mistrzostwo w propagowaniu swojego światopoglądu, był G.K. Chesterton.

Działalność Chestertona jako „propagandzisty” stała się przedmiotem pracy doktorskiej pt. „Gilbert Keith Chesterton als Propagandist” („Gilbert Keith Chesterton jako propagandzista”), napisanej przez Gretel Hoffmann i wydanej w 1937 roku w Dreźnie.  Informacje dotyczące miejsca i czasu wydania tej książki sugerują, iż bynajmniej nie jest ona przychylna temu znanemu apologecie chrześcijaństwa. Tak też jest w rzeczywistości. Książka Gretel Hoffmann napisana jest w duchu obowiązującej wtedy w Niemczech ideologii narodowego socjalizmu. Z kilku powodów praca zasługuje jednak na uwagę. Po pierwsze zawiera ona kilka interesujących przemyśleń dotyczących zjawiska propagandy, których wartość nie jest zależna od kontekstu ideologicznego książki.  Po drugie, na pewno jest ona interesującym przykładem oceny dorobku Chestertona dokonanej przez mu współczesnych (książka ukazała się rok po śmierci Chestertona). Po trzecie, jest ona także ważnym świadectwem recepcji jego myśli w kraju, który Chesterton wielokrotnie krytykował i postrzegał jako zagrożenie dla tego, o co sam zacięcie walczył. Jest jeszcze jeden powód. Książka powstała w czasie, kiedy nikt nie mógł przypuszczać, do jakich zbrodni posuną się Niemcy pod rządami Adolfa Hitlera. Praca Gretel Hoffmann stanowi więc pewnego rodzaju ostrzeżenie dla wszystkich tych, którzy łatwo posądzają innych o działalność propagandystyczną, podczas gdy sami, jak się później często okazuje, łatwo poddają się wpływom propagandowej maszynerii.

Teoria propagandy

Swoją pracę autorka rozpoczyna od podania definicji oraz historii pojęcia propagandy. Zgodnie z przyjętym przez nią rozumieniem tego pojęcia, oznacza ono systematyczne uświadamianie narodów albo ich części w celu pozyskania zwolenników dla danego światopoglądu albo idei politycznej. Nie wchodząc w szczegóły tej części pracy, warto za autorką przypomnieć,  że pojęcie propagandy po raz pierwszy zostało użyte w nazwie założonej przez papieża Grzegorza XV w 1622 roku „Congregatio de propaganda fide”, której celem była działalność misjonarska.

Autorka słusznie wskazuje, że najprostszym środkiem propagandy jest wpływanie na organy zmysłowe adresatów. Oddziaływanie na zmysły stanowi punkt wyjścia do tego, by zachwycić ludzi jakąś ideą i zmotywować  do działania w jej imieniu. Propaganda ma na celu wprowadzenie człowieka w nastrój, który uczyni go podatniejszym na przyjęcie propagowanego światopoglądu. Autorka słusznie wskazuje, że Kościół katolicki przez wieki skutecznie stosował tę metodę. Zapachy, dźwięki, obrazy, przepych, towarzyszące liturgii, były środkiem, który miał umocnić w wiernych przywiązanie do religii katolickiej (czego, niestety, nie można powiedzieć o współczesnym Kościele).

Autorka wykłada także podstawy nauki o propagandzie z punktu widzenia teorii rasowej. Krótko: zgodnie z tą teorią, na charakter skutecznej propagandy rzutuje rasowa konstytucja narodów, czyli rasowe uwarunkowania religii, kultury, obyczajów, jak i formy państwowej danego narodu. Podstawową kwestią, którą musi uwzględnić propagandzista, jest stopień pobudliwości grupy docelowej. I tak ludy śródziemnomorskie łatwo pobudzić do przyjęcia jakiejś idei, jednakże ich zainteresowanie tą ideą równie szybko opada. Inaczej sprawy mają się w przypadku ras północnych. Trudniej jest na nie wpłynąć, gdyż potrafią skuteczniej zapanować nad swoimi emocjami i są bardziej odporne na wpływy z zewnątrz. Po omówieniu tych zagadnień autorka dochodzi do wniosku, że Chesterton, który przede wszystkim pisał dla Anglików, nieświadomie trzymał się „reguł rasowych”: Anglicy, należą do rasy północnej,  a Chesterton propagował wolno, ale wytrwale…

Autorka omawia następnie kilka psychologicznych aspektów propagandy. Wskazuje na zjawisko selektywnej percepcji i uwarunkowania społeczno-kulturowego. Dobry propagandzista potrafi bowiem rozeznać, które kwestie u adresatów propagandy, ze względu na ich pochodzenie, wychowanie itd., będą budzić zainteresowanie, a które nawet umykać ich uwadze. Potrafi także odpowiednio rozpoznać nastawienie odbiorców, które może sprzyjać, albo i nie, temu, by dotarły do nich idee, które propaguje.  Autorka porusza także rolę podświadomości, w której przechowywane są ślady po różnych dawnych przeżyciach i które w połączeniu z nowymi treściami tworzą nowe obrazy. Kwestia psychologicznych mechanizmów powiązana jest z problematyką środków propagandy, do których zalicza się np. stosowanie powtórzeń. Za każdym kolejnym powtórzeniem ludzki mózg staje się bowiem coraz bardziej podatny na przyjęcie danej idei; powtórzenia mogą nawet wywołać sztuczne podnoszenie nastroju, w efekcie czego człowiek zostaje ogłuszony i obniża się jego zdolność do jasnego rozumowania. Autorka stwierdza, że propaganda może wyciągać wnioski z psychologii, a nowoczesna nauka może ulepszyć techniki propagandowe.

Strona-tytułowaChesterton jako propagandzista

Po omówieniu kwestii natury teoretycznej, autorka przyznaje, że Chesterton w wybitny sposób posługiwał się wszystkimi dostępnymi mu środkami propagandowymi. Zdaniem autorki czerpał on z bogatego doświadczenia Kościoła katolickiego, który na przestrzeni wielu stuleci opanował techniki propagandowe do perfekcji. Autorka zarzuca Kościołowi intensywność, z którą uprawiał swoją propagandę, a której celem było „zagarnięcie dla siebie wszystkich ludzkich umysłów”. Autorka skarży się, że nawet poświęcanie dzieci w łonie matki ma na celu zapanowanie nad nimi przez Kościół…  Zdaniem autorki, Chesterton bazował na tej tradycji i posługiwał się środkami wypracowanymi przez Kościół, jednocześnie rozwinął także swoje własne metody. Jednym słowem, Chesterton w mistrzowski sposób posługiwał się różnymi środkami stylistycznymi. Autorka postawiła sobie za cel zbadanie tych metod, aby m.in. w ten sposób pozyskać wiedzę na temat tajników skutecznej propagandy.

Nie będę przedstawiać szczegółowych rozważań autorki, gdyż mają one charakter techniczny. Hoffmann analizuje między innymi stosowane przez Chestertona powtórzenia. Autorka pokazuje, że w wielu swoich pracach Chesterton powtarzał nie tylko tematy, ale także wprowadzał te same postaci, porównania, symbole,  gry słowne czy także struktury zdań. Powtórzenia łączone więc były ze stałymi obrazami i porównaniami, które przewijały się przez całą twórczość Chestertona. Autorka podaje przykład, w którym Chesterton porównuje wiarę katolicką do klucza, za pomocą którego otwierane są drzwi do „wszystkich pytań świata”.  Symbol klucza pojawia się m.in. w „Ortodoksji” oraz w „Wiekuistym człowieku”, jak również w „Autobiografii”. W tej ostatniej nawet w tytułach dwóch rozdziałów:  w drugim – „Człowiek ze złotym kluczem” oraz ostatnim – „Bóg ze złotym kluczem”. Autorka przywołuje także inne, chętnie stosowane przez Chestertona porównanie: Kościoła jako przystani, prawdziwej ojczyzny, w której każda podróż musi znaleźć swój kres.

Zdaniem autorki, mistrzostwo Chestertona polegało na tym, że w konsekwentny sposób używał właśnie powtórzeń. Jeśli bowiem częściej natrafiamy na te same obrazy, łatwiej je sobie przyswajamy. We wszystkim pracach pisał na ten sam temat, ale za każdym razem w nowej formie. Przede wszystkim jednak jego siła brała się z uporczywego dążenia do celu, którym – zdaniem – autorki było propagowanie katolickiego światopoglądu. Autorka ocenia to oczywiście krytycznie, i stwierdza nawet, że Chestertonowi sprawiało olbrzymią przyjemność podejmowanie ciągle na nowo tych samych tematów, które leżały mu na sercu, nawet jeśli nie podobały się one czytelnikom… A jego główne tematy to katolicyzm, wojna i picie.

Chesterton i katolicyzm

W tym miejscu należy zatrzymać się nad zagadnieniem, które dla autorki jest zupełnie kluczowym, a które zostało potraktowano przez nią w bardzo – można pokusić się o takie wyrażenie – propagandowy sposób. Autorka uporczywie twierdzi, że głównym celem pisarskiej twórczości Chestertona było uprawianie propagandy na rzecz katolicyzmu. Twierdzenie takie może budzić uzasadnione wątpliwości, gdyż Chesterton dopiero w 1922 r. konwertował na katolicyzm. Przypomnijmy, że  jego pierwsze prace o charakterze apologetycznym ukazały się dużo wcześniej: „Heretycy” w 1905 r. a „Ortodoksja” w 1908 roku. Autorka twierdzi jednak, że Chesterton jeszcze przed porzuceniem anglikanizmu tak naprawdę był już katolikiem, a jego konwersja miała charakter czysto formalny.

Takie postawienie sprawy jest autorce potrzebne do udowodnienia innej tezy, która stanowi główne przesłanie jej książki. Zdaniem Hoffmann, Chesterton był kimś w rodzaju religijnego fanatyka, który nigdy nie zadawał sobie żadnych pytań, tylko ślepo wierzył w katolickie dogmaty i przesądy. W jej przekonaniu, Chesterton nigdy nie szukał prawdy, jego książki także nie służyły temu zadaniu, tylko były środkiem do walki o jedną ideę. Fakt, że Chesterton przeszedł na katolicyzm jako dojrzały mężczyzna, oczywiście wydaje się przeczyć propagowanemu w omawianej książce poglądowi. Taki argument autorki jednak nie przekonuje, i uporczywie trzyma się ona tezy, że Chesterton ZAWSZE był katolikiem. Dla poparcia swojego stanowiska stwierdza, że patrzy na Chestertona, tak jak on sam patrzył na siebie. Autorka przypomina, że Chesterton sam o sobie mówił, iż zawsze rozwijał się w tym samym kierunku, że zawsze poruszały go te same problemy i że zawsze szedł tą samą drogą. Hoffmann zdaje się jednak nie rozumieć, że słowa Chestertona wskazują na to, iż jego życie było wypełnione intensywnym poszukiwaniem prawdy i że proces ten zakończył się dotarciem do bezpiecznej przystani Kościoła katolickiego. Autorka czepia się jednak także i tej metafory, dopatrując się w niej próby nachalnego udowodnienia, że poza Kościołem nie ma prawdy i że dla człowieka myślącego nie ma żadnej innej opcji.

Co ciekawe, Hoffmann porusza problem konwersji Chestertona i przytacza podane przez niego uzasadnienie decyzji. Pierwszym powodem było to, że w katolicyzmie znalazł odpowiedź na wszystkie nękające go pytania. Jako racjonalista, Chesterton nie mógł sobie pozwolić na to, by którekolwiek  z jego pytań pozostało bez odpowiedzi. Drugim powodem było to, że religia katolicka jest jedyną, która poprzez sakrament pokuty uwalnia człowieka od jego grzechów. Autorka przytacza także słowa Chestertona, w których stwierdził, że wiele innych powodów odkrył dopiero po przejściu na katolicyzm. Wydaje się, że to ostatnie stwierdzenie autorka potraktowała jako dowód na słuszność swojej tezy, iż Chesterton jednak zawsze był katolikiem…

Barbarzyństwo Berlina

Hoffmann poświęca także sporo uwagi działalności Chestertona jako propagandzisty wojennego. Przypomnijmy, że podczas I Wojny Światowej Chesterton mocno zaangażował się w walkę propagandową skierowaną przeciwko Niemcom. Autorka uczciwie przyznaje, że Chesterton nie krytykował Niemiec z perspektywy obrońcy angielskiego imperializmu, gdyż był on krytycznie nastawiony do imperializmu jako takiego. Można nawet powiedzieć, że sprzeciwiał się  niemieckiemu imperializmowi, gdyż był przeciwnikiem angielskiego. Zdaniem autorki, jego propaganda tylko częściowo wynikała z postawy patriotycznej. Autorka stwierdza dalej, że w przeciwieństwie do innych angielskich propagandzistów Chesterton nie używał „prymitywnych metod „pokazujących okropności wojny i „odwołujących się do instynktów”. Jego działalność propagandysty wojennego reprezentowała ten sam poziom publicystyczny co wszystkie jego prace. Podczas gdy inni, wyłącznie na potrzeby bieżącej polityki, ukazywali Niemców jako chwilowego wroga Anglii,  Chesterton unikał takiego stawiania sprawy. Jego krytyka skierowana pod adresem Niemiec była gruntowna, gdyż traktował ten kraj jako stałego wroga. Autorka przyznaje, że Chesterton krytycznie wypowiadał się głównie o Prusach, a nie o wszystkich Niemcach. W końcu to „duch pruski”, którego szczytowym punktem rozwoju był przedwojenny militaryzm cesarskich Niemiec, stanowił główny temat chestertonowskiej propagandy.

Kiedy więc Chesterton pisze o okropnościach wojny, to zdaniem autorki po to, żeby udowodnić swoją tezę o antychrześcijańskim charakterze Niemiec. Jednym słowem: propaganda wojenna także służyła Chestertonowi do szerzenia katolicyzmu. Hoffmann stwierdza, że Chesterton odczuwał osobisty wstręt do Niemiec, gdyż dla niego, jako konwertyty, Niemcy były ojczyzną reformacji i protestantyzmu. Teza ta jest o tyle ciekawa, że podczas I WŚ Chesterton był jeszcze anglikaninem. Pomińmy jednam ten „drobny” szczegół i przejdźmy do drugiego argumentu, który jest bardziej przekonywujący. Zdaniem autorki, niechęć Chestertona do Niemiec powiązana była z jego krytyką pruskiej organizacji państwowej, która była nie do pogodzenia z jego liberalnymi (w rozumieniu Chestertona) ideałami. Podsumowując swój wywód, Hoffmann stwierdza, że przyczyną jego osobistej niechęci w stosunku do Niemiec było to, że w Niemczech katolicyzm i liberalizm „nie padły na żyzny grunt”. Autorka słusznie stwierdza, że podczas gdy inne produkty angielskiej propagandy wojennej stały się po zakończeniu wojny bezwartościową makulaturą,  najważniejsza praca propagandowa Chestertona, czyli wydana w 1914 r. książka pt. „The Barbarism of Berlin” („Barbarzyństwo Berlina”), nadal może być czytana. Autorka wyraża wręcz obawy, że dziełko to może zostać potraktowane przez czytelników jako traktat filozoficzny, a nie jako tekst propagandowy (z taką tezą jak najbardziej należy się zgodzić!). Przypisuje ona dalej Chestertonowi intencję wytworzenia u Anglików postawy stałej pogardy w stosunku do Niemców. Autorka ocenia to krytycznie, gdyż działalność Chestertona uważa za szkodliwą z punktu widzenia potrzeby zacieśnienia współpracy między Niemcami i Wielką Brytanią oraz za przeszkodę do pojednania między tymi dwoma narodami.

Hoffmann oczywiście podejmuje próbę obrony Niemiec. Chestertonowi zarzuca „antideutsche Gesinnung” (nastawienie antyniemieckie), twierdząc przy tym, że Chesterton nie posiadał żadnych argumentów, które przemawiałyby na rzecz jego tez. Jednakże sama nie była w stanie przeprowadzić miażdżącej krytyki twierdzeń Chestertona. M.in. stwierdza, że propaganda dotycząca odpowiedzialności Niemiec za wybuch I WŚ została wreszcie, po 20 latach, obalona przez … Führera.

Wielkość Führera czy wielkość Chestertona?

Autorka nie omieszkała oczywiście dotknąć kwestii krytyki, którą Chesterton uprawiał pod adresem III Rzeszy. Jej zdaniem, stanowiła ona kontynuację jego wcześniejszej antyniemieckiej propagandy i wynikała z tej samej postawy niechęci do wszystkiego co niemieckie. Hoffmann wspomina między innymi o sprawie zamordowania Dollfußa. Zdaniem Chestertona,  dokonali tego „nordyccy naziści”, a Hoffmann temu zaprzecza. Wypomina także Chestertonowi, że ten krytykował reżim Hitlera za zamordowanie wielu jego przeciwników 30 czerwca 1934 r. (czyli podczas tzw. „nocy długich noży”).  Autorka broni nazistów, uważa bowiem, że „rozstrzelanie wielu zdrajców ojczyzny” było uzasadnione, gdyż państwo niemieckie musiało się bronić przed swoimi wrogami.

Tak więc również w tym przypadku autorka uważa, że Chesterton oskarżał Niemcy tylko po to, by osiągnąć swój prywatny cel. Nie chodziło mu o prawdę, tylko o upowszechnienie postawy pogardy w stosunku do jej narodu. Jeszcze raz stwierdza, że Chesterton nienawidził Niemiec, bo nie są państwem katolickim (tak, jakby Anglia nim była…). W grę wchodził także liberalizm Chestertona, który – jej zdaniem – stanowił przyczynę tego, dlaczego Chesterton krytykował wprowadzone przez Hitlera środki służące utrzymaniu czystości rasowej. Jak stwierdza Hoffmann, podczas gdy angielski pisarz na pierwszym miejscu stawiał dobro jednostki, narodowy socjalizm stał na straży dobra całości. Autorka pisze dalej: „I tak Chesterton odczuwa przymus w tym, w czym Niemcy upatrują oczywistą dla nich konieczność wypełnienia narodowych i socjalistycznych obowiązków”. Autorka dalej krytykuje Chestertona za jego negatywny stosunek do polityki rodzinnej Führera. Hoffmann przypomina, iż Chesterton obarczał komunizm i kapitalizm odpowiedzialnością za niszczenie rodziny. Jednakże jeszcze bardziej pogardzał tym, w jaki sposób ingerował w życie rodziny Hitler. Zdaniem Chestertona, Hitler rzekomo bronił niezależności rodziny, podczas gdy de facto każdą rodzinę uzależniał od siebie osobiście, jak również od swojego na wpół socjalistycznego państwa. Autorka cytuje słowa Chestertona, w których stwierdził, że Hitler rzekomo zachował autorytet rodziców, podczas gdy sam, autorytarnie, rozkazywał rodzicom, co mają robić. Chesterton krytykował także Hitlera za to, że nie tylko udzielał ideologicznych instrukcji rodzicom, ale także dyktował im, jak mają żyć i odżywiać się. Odpowiadając na zarzuty Chestertona, autorka stwierdza, że Anglik nie miał żadnego zrozumienia dla narodowych i politycznych obowiązków, którym Niemcy muszą sprostać w pierwszej kolejności, i że wykonywanie obowiązków religijnych jest sprawą prywatną. Hoffmann zarzuca Chestertonowi ponadto, że próbował on udowodnić, iż III Rzesza nie szanowała autonomii chrześcijaństwa, gdyż jego zdaniem pod rządami Hitlera „Niemcy najpierw powinni być Niemcami, a dopiero potem chrześcijaninami”.  Autorka odpiera krytykę Chestertona, stwierdzając, że Hitler jest wielkim mężem stanu i przywódcą wielkiego narodu, a Chesterton nie jest w stanie, albo nie chce zrozumieć Führera i jego dzieła. Chesterton rzekomo nie miał możliwości zrozumienia takich wielkich wydarzeń, gdyż był ograniczony przyjętym przez siebie punktem wyjścia i dojścia, czyli obroną katolicyzmu.

Pozwalając sobie na krótki komentarz, należy stwierdzić, że historia pokazała, kto w tym sporze miał rację. Chesterton prawdopodobnie w ogóle nie przypuszczał, że „duch pruski” w kolejnym, tym razem nazistowskim wydaniu, będzie w stanie osiągnąć taki poziom bestialstwa, jaki wkrótce osiągnął…

Nauka i dogmaty

Sprawa krytyki Chestertona, wymierzonej przeciwko nazistowskim Niemcom, powiązana jest z jeszcze jedną kwestią, którą Hoffmann porusza  w swojej pracy i o której warto wspomnieć. Autorka krytykuje Chestertona za jego przywiązanie do dogmatyki katolickiej. Hoffmann stwierdziła, że dogmatyczne ograniczenie stanowiło ojczyznę Chestertona (zarzuciła mu, że kocha ograniczenia, które wprowadzają dogmaty). Wypomniała mu także przywiązanie do obrzędów, liturgii, obrazów świętych, których znaczenia nie da się wyjaśnić racjonalnie. Hoffmann atakuje Chestertona i za to, że ten nienawidził modernizmu i nauki (raczej scjentyzmu) i że rzekomo dlatego „uciekał do świata cudów i średniowiecza”. Jej zdaniem, Chesterton był zdolny do tego, by uwierzyć we wszystko, co rozum odrzuca. Autorka przypomniała słowa, w których Chesterton kpi z naukowca, który tworzy teorię naukową na podstawie obserwacji kilku kości (należy przypomnieć, że nazistowska teoria rasowa powstała mniej więcej w taki właśnie sposób). Zdaniem Hoffmann, Chesterton zamierzał w ten sposób dokonać celowej dyskredytacji nauki, tak by łatwiej mu było propagować swoją chrześcijańską teorię. Autorka przyznaje, że – jako liberał – Chesterton wierzył w rozum i prawo każdego człowieka do wszechstronnego rozwoju.  Niemiecka „uczona” nie jest jednak w stanie pojąć tego, że osoba racjonalnie myśląca może … być katolikiem. Hoffmann krytykuje także przekonanie Chestertona, że wolność jest możliwa tylko wtedy, kiedy ma oparcie w wysokich ideałach etycznych, a takie właśnie ideały głosi  katolicyzm.  Autorka uważa, że Chesterton z góry odrzucał inne opcje i nie był w stanie rzeczowo z nimi dyskutować. I dlatego jej zdaniem angielski pisarz uprawiał propagandę, i tylko propagandę.

Ostatecznie autorka omawianej tu książki stwierdza, że Chesterton był „zabawnym teoretykiem”, który „gra ze wszystkim, aby osiągnąć swój własny cel” (który stanowi propagowanie jego idei).  Hoffmann posuwa się do stwierdzenia, ze dla Chestertona nie było ważne, co pisał, chodziło mu tylko o realizowanie swojego celu. Dla udowodnienia tej tezy powołuje się na słowa Chestertona z „Autobiografii”, w których stwierdził on, że nie traktował poważnie swoich książek, ale już swoje poglądy jak najbardziej. Autorka stwierdza ponadto, że Chesterton rzekomo nie tworzył pod wpływem wewnętrznego naporu, tylko zachowywał się jak wyborny retoryk, który poprzez zastosowanie różnych metod psychologicznych propaguje swoje idee.  Hoffmann dochodzi więc do wniosku, że: „I tak Chesterton pozostaje dla nas mistrzem słowa, ale nie jego artystą; jest wzorcowym propagandzistą,  – ale też tylko propagandzistą”.

Niemiecka-propagadna-1

Bezrozumny racjonalizm

Krytyka kierowana przez Hoffmann przeciwko Chestertonowi jest symptomatyczna dla naszych czasów. Jej podłożem była ideologia narodowego socjalizmu, która stanowiła wykwit modernizmu i pseudonaukowości, które Chesterton tak zaciekle zwalczał. Ideologia narodowego socjalizmu przyjmowała nowożytną koncepcję rozumu, zgodnie z którą to, co nadprzyrodzone jest niepoznawalne albo nawet nie istnieje. Nowożytny rozum rzekomo stoi na straży takich ideałów  jak „naukowość”, „otwartość” i „prowadzenie rzeczowej dyskusji”. De facto stał się on narzędziem propagowania coraz to nowszych zabobonów, na podstawie których realizowane są kolejne wizje  „ulepszania” świata i człowieka. Chesterton doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nazizm stanowił taką właśnie kolejną, na wskroś materialistyczną i fałszywą wizję urządzenia świata. Nie pierwszą i, niestety, nie ostatnią.

Sam Chesterton uważał się za racjonalistę, ale jego racjonalizm był innej proweniencji niż ten nowożytny. Chesterton był racjonalistą spod znaku realizmu tomistycznego. Został  katolikiem, bo właśnie w dorobku intelektualnym Kościoła znalazł odpowiedzi na wszystkie swoje pytania. Jego zdaniem, nikt tak dobrze nie rozumie prawdy o człowieku jak Kościół katolicki. Ostatecznie historia potwierdziła, że rozum stał po stronie Chestertona, gdyż w przeciwieństwie do ocen ferowanych przez nazistowską pseudouczoną jego sądy wynikały z realistycznego spojrzenia na rzeczywistość.

Czy Chesterton był propagandzistą? Jeśli przyjąć neutralne znaczenie tego pojęcia, bez wahania można stwierdzić, że był, i to wybitnym. Głęboko wierzył w prawdziwość swojego światopoglądu, chciał i potrafił o nim pisać. Natomiast teza, że jego pisarstwo było czymś w rodzaju nachalnego, pozbawionego autorefleksji, wręcz technicznego propagowania katolickiego światopoglądu, sama jest przejawem propagandy w znaczeniu pejoratywnym. Praca Hoffmann świetnie wpisywała się w linię programową nazistowskiej propagandy. Naziści w końcu dobrze wiedzieli, że twórczość tego wybitnego pisarza stanowiła dla nich poważne zagrożenie.

Na zakończenie pozostaje mi tylko wyrazić nadzieję, że prawda zawsze będzie miała do swoich usług takich wytrawnych „pijarowców”,  jakim w swoich czasach był G.K. Chesterton…

Magdalena Ziętek

Zrodlo: http://www.dystrybucjonizm.pl/zietek-chesterton-propaganda/

Polecamy blog autorski dr Magdaleny Zietek W służbie orthos lógos

POLISH CLUB ONLINE, 2013.03.24

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek