Waldemar Glodek: W rocznicę tragedii


Pomnik 96 - Warszawa Cmentarz na PowazkachMamy dwie ważne rocznice w kwietniu.

Jedna, to rocznica KATYNIA, zbrodni komunistycznej – rozstrzelania wiosną 1940 roku przez sowieckie NKWD co najmniej 21 768 obywateli Polski, w tym ponad 10 tysięcy oficerów wojska i policji. … Wiele kwestii związanch ze zbrodnią katyńską nie zostało dotąd wyjaśnonych (Wikipedia.pl)

Druga to tragedia delegacji państwowej z Prezydentem RP Lechem Kaczyńskim udającej się 10 kwietnia 2010 roku z warszawskiego lotniska Okęcie do Smoleńska rządowym samolotem aby uczestniczyć w 70 rocznicy katyńskiej zbrodni komunistycznej, części polskiego holokaustu. Wszyscy uczestnicy wraz z załogą samolotu zginęli w okolicznościach niewyjaśnionych po dziś dzień.

Zarówno pierwsza jak i druga nasza tragedia narodowa zostałay szeroko opisane przez fachowców, ekspertów i publicystów łącznie z politykami.

Rozstrzelanie elity intelektualistów polskich, władze ZSRR określiły jako “jedną z cięższych zbrodni stalinizmu” i dały do zrozumienia, że na nic więcej z ich strony nie mamy co liczyć.

Okoliczności dojścia do tragedii 10 kwietnia 2010 roku, pomimo wielkich możliwości technicznych i naukowych jakie mamy w dzisiejszych czasach, pomimo zaangażowania szerokiego grona fachowców którzy rozwiązaniem zajmują się formalnie i nie formalnie nadal są zagadką. Jest wiele sprzecznych osądów.

Pierwszą i najważniejszą trudnością – w zasadzie nie do pokonania – jest brak zainteresowania Rządu wyjaśnieniem tragedii.

Odnoszę wrażenie, takie odczucie nie jest żadną rewelacją, że tragedia została przyjęta ze zrozumieniem przez nowych urzędników państwowych, którzy awansowali na zwolnione stołki rządowe. Przy walce partyjnej o kierowanie nadwiślanskim krajem taka szansa należy do rzadkości. Nie mniej jak uważają dokciekliwi analizując wcześniejsze wypowiedzi co bardziej wylewnych dostojników państwowych można odnieść wrażenie ich szczególnych zdolności przewidywania.

Brak zainteresowania rządu wyjaśnieniem tak poważnej tragedii przy jednoczesnym udziale w mataczeniu świadczy o tym że krajem suwerennym to my nie jesteśmy, a rządzący to marionetki realizujące zadania z zewnątrz. Na to jest jeszcze wiele mocnych argumentów jak wejdziemy w strefę gospodarzenia krajem ale że prokuratura i sądy są poprawne więc zabawa idzie na calego.

Giną najwyżsi urzędnicy państwowi z prezydentem na czele (i małżonką), ginie trzech wicemarszałków Sejmu, ginie szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, ginie całe dowództwo wojska, giną generałowie NATO, ginie prezes Banku Narodowego …..

Nabożeństwo pogrzebowe zorganizowano dla wszystkich bardzo nowocześnie – bilbordowo – na placu wcześniej nomen omen Zwycięstwa zwanym.

Prezydencką parę dla odwrócenia uwagi złożono na Wawelu. Resztę ofiar mniej oficjalnie pochowano lokalnie nawet nie zaglądając do trumny kogo i gdzie; pozostając z wielkim zaufaniem do tego co przysłali lotniczą towarzysze radzieccy. I już rach, ciach zaczęto umywać ręce …. Sprawa jednak okazała się bardziej skomplikowana.

Temat przez minione trzy lata został opisany na wszystkie sposoby, na papierze, w internecie i dyskach. Każdy może znaleść coś satysfakcjonującego.

Coraz mniej interesuje się już tym czy skrzydło lewe spadło z prawej strony i w odwrotnym niż wg fizyki kierunku? Czy samolot doleciał bez kokpitu? Czy pasażerowie siedzieli w fotelach przypięci czy też nie; bo jak się okazuje to trudno ustalić ile i czy w ogóle były w tym samolocie w czasie lotu? Czy brzoza była grubsza czy cieńsza; czy wyższa czy niższa? Czy wybuch był jeden, dwa a może trzy? Co do trotylu to ustalono że mógł być. Czy byli tacy co przeżyli i kto ewentualnie dobijał ich do kompletu na ziemi? Nie dociekam już jak skomponowano czarne skrzynki i ich spreparowano ich zawartość. Jak rownież wiele innych tematów już nie dotykam. Czy tym daje dowód braku zainteresowania? Nie, po tym jak Brytyjczycy przedłużyli o następne 50 lat zaglądanie do informacji o pobycie gen. Sikorskiego w Giblartarze, to sądzę że wcale nie szybciej coś się wyjaśni w sprawie Smoleńska. Tym bardziej, że z determinacją grzebiemy po stronie towarzyszy radzieckich. a przecież towarzyszka generalna Anodina już wszystko po tamtej stronie ustaliła i przekazała nam na piśmie.

Jest tak wiele dostępnych opisów przekonywujących, są dokładniejsze lub mniej, bardziej fachowe lub amatorskie. Bywa że się wykluczające i wtedy strony stają się nerwowe.

Ważne, że obalono błąd pilota o którym to minister spraw zagranicznych już wiedział zanim cokolwiek zbadano. Okazało się również, że generał aczkolwiek pilot to wcale nie pchał się za stery i do śniadania żadnych wyskokowych napoi nie pił; co wcześniej sugerowali na potrzeby nadwiślańskiego rządu towarzysze radzieccy. No i wiele innych spraw zostało poprostowanych, co w zasadzie stworzyło bardzo złą sytację dla rządzącej ekipy.

Ale przejdę do sprawy zasadniczej, która bulwersowała mnie od początku a była pomijana.

Od pierwszej chwil kiedy dotarła do mnie wiadomość o tragedii i podano kto leciał smolotem zainteresowało mnie i do tej pory nie znalazłem nigdzie na to odpowiedzi:

Wg jakiego regulaminu, wg jakich procedur jak to dzisiaj się ładnie nazywa, ustalono listę oficerów Wojska Polskiego mających lecieć samolotem z Prezydentem do Katynia?

Kto spowodował i jakich środków użył, że w jednym samolocie, w tym samym czasie, (wyprodukowanym i remontowanym z Sowieckim Sojuzie) z Prezydentem Lechem Kaczyńskim lecieli najwyżsi rangą wojskowi RP:

– Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego,
– Dowódca Wojsk Lądowych RP,
– Dowódca Sił Powietrznych RP,
– Dowódca Marynarki Wojennej RP,
– Dowódca Wojsk Specjalnych RP?

To jest szekspirowski dylemat jeżeli rozważamy czy Polska jest krajem wolnym. Reszta jest beletrystyką.

W trzecią rocznicę tragicznego lotu do Katynia łącze się w bolesnych wspomnieniach z rodzinami i bliskimi ofiar tragicznego lotu z 10 kwietnia 2010 roku.

Zdjęcie: Pomnik pamięci 96 ofiar katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 roku – Warszawa, Powazki. Fot. wg.PCO/08.2012.

Waldemar Glodek
www.polishclub.org

POLISH CLUB ONLINE, 2013.04.09

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek