Krzysztof Gędłek: Getto 1943 oczyma szmalcowników


Pomnik Bohaterów Getta w Warszawie. Fot. E. Helbert/Forum
Pomnik Bohaterów Getta w Warszawie. Fot. E. Helbert/Forum

Trudno przekonać salonowych pieszczochów, że na heroiczne powstanie w getcie można patrzeć inaczej niż oczami szmalcowników i ludzi z marginesu. W odruchu warunkowym na słowo „Polak” reagują oni bowiem, jak z automatu: „antysemita!”.

Można być złośliwym i zapytać, dlaczego lewicowe kręgi „mają problem” z obchodami Powstania Warszawskiego, w których dopatrują się czczenia polskiej klęski i niewychowawczej martyrologii, a z tak wielką estymą traktują powstanie w getcie. Bohaterskie powstanie Żydów i Polaków w 1943 roku było przecież aktem znacznie bardziej beznadziejnym niż akt zbrojny, do jakiego doszło rok później.

Ale nie spisujmy bezsensownego protokołu rozbieżności. Salon od dawna porzucił logikę w sporze o sprawy zasadnicze. Przywracanie nieco podupadłej pamięci o powstaniu w getcie jest ważne, pod warunkiem, że przyświecają jej w miarę uczciwe intencje. Tymczasem lewicowe elity, przypominając o powstaniu w getcie, zachowały się tak samo, jak zachowują się zawsze, gdy mowa o niemieckim terrorze wobec Żydów w czasach II wojny światowej – przyłożyły pałką w głowę Polsce Podziemnej i mieszkańcom Warszawy.

Wstydźcie się!

Publicysta Paweł Smoleński w jednej z radiowych audycji smętnym i frasobliwym tonem oświadczył, że AK nie pomogło powstańcom tak, jak pomagać powinno. Bo Smoleński doskonale wie, jak to się w okupowanej Warszawie żyło i zapewne, gdyby przyszło mu żyć w tamtych czasach, rzuciłby się z pepeszą na walczące z okupantem getto i gryzłby zębami jego mury.

Z kolei Aleksandra Klich i Jarosław Kurski z „Gazety Wyborczej” przeprowadzili rozmowę z Władysławem Bartoszewskim, któremu oświadczyli, że wstydzą się za „szmalcowników i szpicli”. Chyba na nic zdały się, zupełnie rozsądne, uwagi historyka i konspiratora, że on zachował się porządnie, że generalnie okupowana Warszawa współczuła powstańcom i, że nie ma sensu wstydzić się za podłości jakiejś grupki osób. Klich i Kurskiemu, zdaje się, nadal jest wstyd. Czyżby tak bardzo utożsamiali się z wojennymi mętami? Ich sprawa. Tylko dlaczego ma się z nimi utożsamiać też cała Polska?

Na falach eteru wyemitowana została też dyskusja dwóch naukowców, których prowadząca program zagajała refleksyjnymi pytaniami o to, jak Polacy radzą sobie dzisiaj z mordem Żydów, do jakiego doszło w okupowanej Polsce. Zupełnie jak gdyby to nasi żołnierze strzelali wówczas do Żydów. Inna sprawa, że prowadząca wyraziła też swoje oburzenie, że w jakiejś szkole dzieci stwierdziły, iż w czasie okupacji zginęło tyle samo naszych rodaków, co Żydów. Rozumiem, że dziennikarka postanowiła w ten sposób podjąć się żenującej licytacji na liczbę zabitych pod niemiecką okupacją. W dodatku towarzyszący jej naukowcy traktowali jej enuncjacje zupełnie poważnie. Komentarz raczej zbędny.

„Faszyści” na straży Żydów

Trudno chyba przekonać salonowych pieszczochów, że prawda była inna. Bo jeśli oni, niczym pies Pawłowa, w odruchu warunkowym łączą Polaka z antysemityzmem, to jak tu polemizować? Przyjrzyjmy się jednak temu, jak ten polski antysemityzm wyglądał. W jaki sposób „faszyści”, których przecież, zdaniem salonu, pełno było w AK, nie mówiąc już o NSZ, pomagali Żydom i jak bardzo „obojętni” okazali się wobec powstania w getcie.

Oto w 1943 roku Kierownictwo Walki Cywilnej zobowiązało walczących Polaków do wymierzania najsurowszej kary wszystkim szmalcownikom. Polskie Państwo Podziemne hojnie wspierało również finansowo, dzięki utworzeniu Żegoty (Rada Pomocy Żydom), żydowską konspirację. Nie wiadomo też,  jak szybko skończyłoby się powstanie w getcie, gdyby AK nie zaopatrzyła walczących w broń.

A jakie działania podjęli Polacy, gdy w getcie trwały walki? Usiłowali przedostać się do środka, poprzez wysadzenie muru (ostatecznie udało się to dzięki podkopowi). Żołnierze podziemia nie tylko ratowali rannych powstańców, ale też sami walczyli ramię w ramię z Żydami. Absorbowali także Niemców na zewnątrz. Ówczesny szef SS w Warszawie, Jurgen Stroop napisał w specjalnym raporcie, że jego oddziały są „ciągle ostrzeliwane spoza getta, a więc ze strony aryjskiej”.

Co natomiast robili dla getta i Żydów ci, którzy dzisiaj, w oczach salonu, są „najbardziej faszystowscy” wśród faszystów, czyli narodowcy? Ano, pomagali wyprowadzać dzieci z getta. Zasłużył się tutaj Jan Dobraczyński, pisarz i przedwojenny działacz Stronnictwa Narodowego. O Janie Mosdorfie, który przed wojną był przywódcą ONR (cóż za hańba, prawda?) wiadomo z pamiętników pisanych przez Żydów, że uwięziony w Oświęcimiu pomagał żydowskim współwięźniom, niejednokrotnie ryzykując życiem.

Żydów wcielano także do NSZ, za którą to walkę w tych oddziałach, otrzymywali odznaczenia. Narodowcy byli zresztą nierzadko bardzo zdeterminowani, by chronić swoich żydowskich towarzyszy broni. Po co te wszystkie, bardzo zresztą wycinkowe, przykłady? Nie po to, by się z kimkolwiek licytować, choć lewicowe kręgi robią wszystko, by do takiej wymiany ognia doprowadzić. Idzie po prostu o to, by odpowiedzieć, choćby w krótkim tekście, na wierutne bzdury, których przy okazji obchodów 70. rocznicy powstania w getcie naroiło się co niemiara w lewicowych mediach.

Lewicowe skundlenie

Mędrcy z sercem po lewej stronie, deklarując swój wstyd za Polaków, którzy okazali się „szmalcownikami”, lub „obojętnymi obserwatorami niemieckiej agresji wobec Żydów”, prezentują po pierwsze brak elementarnej wiedzy. Bo liczne akty heroizmu i oficjalne prawodawstwo Polskiego Państwa Podziemnego, same mówią za siebie, jak wiele Polacy zrobili, by pomóc Żydom w szalenie trudnych po temu warunkach.

Po drugie, czego salon zdaje się nie dostrzegać, obok Żydów prześladowani byli sami Polacy, w tym przecież i ci „obojętni warszawiacy”. I po trzecie w końcu, szmalcownicy, łotrzy i męty znajdowali się tak wśród Polaków jak i wśród Żydów, by przypomnieć choćby grupę kolaborantów Lejba Skosowskiego „Lonka”.

Lewicowe elity mają jednak to do siebie, że skundlenie towarzyszy im nie tylko na płaszczyźnie moralnej, ale także w ocenie historycznych wydarzeń. Wolą patrzeć na świat oczyma szmalcowników i mętów, zamiast dostrzegać to co wzniosłe. Szkoda, że miliony Polaków, łapczywie chłonących mądrości płynące z mainstreamowej prasy i mediów elektronicznych, poznają, obok historii Żydów, historię zbirów i ludzi z marginesu, od których, jakżeby inaczej, roić się miało wśród polskich konspiratorów.

Krzysztof Gędłek

Źródło: http://www.pch24.pl/getto-1943-oczyma-szmalcownikow,14276,i.html , 2013-04-22

POLISH CLUB ONLINE, 2013.04.26

Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci