Przemysław Żurawski vel Grajewski: Rabacja wołyńsko-galicyjska


Przemysław Żurawski vel Grajewski. Fot. WBS
Przemysław Żurawski vel Grajewski. Fot. WBS

Nie istnieją żadne liczące się rozbieżności interesów Polski i Ukrainy odnośnie do problemów współczesności. Ciąży nam jedynie historia. Interesy Rzeczypospolitej wymagają zatem marginalizacji kwestii konfliktów historycznych w bieżących stosunkach polsko-ukraińskich i wiązania Ukrainy z Polską i z Zachodem, a odsuwania jej od Moskwy.

11 lipca 1943 r. miało miejsce apogeum rzezi rozpętanej przez UPA na Wołyniu i przeniesionej potem do Galicji Wschodniej, której ofiarą padło od 60 tys. do 130 tys. naszych rodaków i ok. 10-20 tys. Ukraińców, wliczając w to zamordowanych przez UPA za odmowę udziału w antypolskim ludobójstwie. W związku z przypadającą w tym roku 70. rocznicą owych wydarzeń w Sejmie Rzeczypospolitej znalazły się projekty uchwał dotyczących upamiętnienia tej tragedii. Najostrzejszy, mówiący o 200 tys. zabitych i podkreślający ludobójczy charakter akcji UPA, jest projekt PSL-u. Projekt PO unika terminu „ludobójstwo” i zawiera sformułowanie o „kilkudziesięciu tysiącach ofiar”. Inne partie, poza Ruchem Palikota, zajęły stanowisko pośrednie – PiS (Ryszard Terlecki) mówi o ludobójstwie, SLD zaś o ludobójczej zbrodni.

Informacja naukowa, akt moralny czy akt polityczny?

Zbrodnie UPA na Polakach były niewątpliwie ludobójstwem. Liczba ofiar po rzetelnych dociekaniach naukowych prof. Grzegorza Motyki i państwa Ewy i Władysława Siemaszków nie pozostawia wiele miejsca na spekulacje. Nie podlega też dyskusji moralny obowiązek godnego uczczenia pamięci swoich pomordowanych obywateli, ciążący na Rzeczypospolitej. Z faktu, że sytuacja w sensie moralnym i historycznym jest oczywista, nie wynika jednak, że jest ona taka także w sensie politycznym. Zanim poprzemy lub potępimy jakikolwiek projekt polityczny, zapytajmy najpierw, jakie będą tego konsekwencje. Jaki rezultat zamierzamy osiągnąć? Jaki przewidujemy dalszy rozwój sytuacji? Jak zareagują na nasz krok pozostali uczestnicy gry międzynarodowej? Kogo proponowane posunięcie zmartwi, a kogo ucieszy i dlaczego? Przewidywane następstwa przyjęcia wołyńskiej uchwały przez Sejm RP można podzielić na dwie kategorie – moralne i polityczne, przy czym w ramach tej ostatniej wyróżnić możemy konsekwencje wewnętrzne i zagraniczne.

Przyjęcie ostro zredagowanej uchwały będzie moralnym hołdem wobec prawdy historycznej i pamięci ofiar. Politycznym rezultatem tego kroku w wymiarze wewnętrznym będzie zdobycie sobie uznania ze strony środowisk kresowych przez tę partię, która poprze najradykalniejsze sformułowanie tekstu uchwały. Oddziaływanie deklaracji sejmowej na stan świadomości historycznej i politycznej Polaków będzie zależało od poziomu jej nagłośnienia w mediach. Przy założeniu, że będzie on duży, cała akcja obniży skalę sympatii proukraińskich w Polsce i zredukuje zdolność polskiej opinii publicznej do popierania tej linii polityki zagranicznej RP, która oparta jest na przeświadczeniu o konieczności wspierania niepodległości Ukrainy i politycznego przesuwania tego kraju na Zachód, czyli odsuwania go od Rosji.

W wymiarze zagranicznym ostra uchwała doprowadzi do komplikacji w stosunkach z Ukrainą. Będzie poparciem dla Partii Regionów Wiktora Janukowycza, reprezentującej sowiecką wizję historii II wojny światowej. Zapewne wywoła „kontruchwałę” Rady Najwyższej Ukrainy, a antyrosyjską i w wymiarze symbolicznym antysowiecką (burzenie pomników Lenina) dotąd aktywność silnej na zachodzie kraju nacjonalistycznej partii Swoboda, skieruje na tory antypolskie. MSZ Ukrainy już wezwał do wystrzegania się „upolityczniania historii”. Związane z Kremlem „Rossijskaja Gazieta” i „Niezawisimaja Gazieta” zaś z satysfakcją odnotowały szansę na ochłodzenie stosunków polsko-ukraińskich.

Cele polityki polskiej

Nie istnieją żadne liczące się rozbieżności interesów Polski i Ukrainy odnośnie do problemów współczesności. Ciąży nam jedynie historia. Konsekwencje ewentualnego przyjęcia ostrej uchwały wołyńskiej sprzeczne są więc z interesami Rzeczypospolitej. Naszym celem wszak nie może być ani konfliktowanie się z Ukrainą na tle sporów historycznych, ani odwracanie ostrza nacjonalizmu ukraińskiego od Rosji i kierowanie go ku Polsce. Celem polityki polskiej nie może być także zmuszenie obecnego pokolenia Ukraińców do przyjęcia naszej wizji historii rzezi wołyńskiej, gdyż jest to cel obecnie nieosiągalny. Jest to poza tym zadanie elit ukraińskich, a nie nasze, gdyż skutecznie przeprowadzić je mogą jedynie sami Ukraińcy, jeśli zechcą. Interesy Rzeczypospolitej wymagają zatem marginalizacji kwestii konfliktów historycznych w bieżących stosunkach polsko-ukraińskich i wiązania Ukrainy z Polską i z Zachodem, a odsuwania jej od Moskwy.

Rabacja galicyjska

W 1846 r. podjudzeni przez władze austriackie chłopi w Tarnowskiem, Sanockiem, Nowosądeckiem i Jasielskiem wystąpili zbrojnie przeciwko ówczesnym polskim elitom, czyli szlachcie, i orężnie przyczynili się do stłumienia polskiego powstania narodowego. Zbrojne bandy, na czele których stał Jakub Szela, dopuszczały się najdzikszych okrucieństw. Austriacy płacili za każdą przyniesioną głowę zabitego powstańca, a wspomnienie o tym, co działo się w rozgramianych dworach oddał ponad pół wieku później Stanisław Wyspiański w „Weselu” („Myśmy wszystko zapomnieli, Mego dziadka piłą rżnęli”). W wypadku rzezi wołyńskiej nikt nie nawołuje do zapomnienia. W imię dobra Rzeczypospolitej należy jednak na nią spojrzeć tak, jak nasi przodkowie spoglądali na rabację galicyjską. Czyż mimo jej prymitywnego okrucieństwa i obcej inspiracji, chłopów podkrakowskich i podkarpackich wykluczono z polskiej wspólnoty narodowej? Czyż domagano się, by dajmy na to zgromadzenie sołtysów potępiło Szelę i czy w oczekiwaniu na ów akt zamrożono pracę oświatową na rzecz włączenia do polskości potomków uczestników owej rzezi? Czy dziedziczną nienawiść do nich uznano za wymóg patriotyzmu polskiego?

Tak – prawda, Szeli, do czasów komunistycznych, nikt publicznie nie gloryfikował, czego nie można powiedzieć o UPA na Ukrainie, ale fakt ten, choć czyni wyzwanie, przed którym stoimy obecnie, moralnie trudniejszym od tego, które było udziałem naszych pradziadów, nie zmienia jego natury.

Lekcja historii

Warunkiem sine qua non rzezi wołyńsko-galicyjskiej z lat 1943-1944 było uprzednie zniszczenie państwa polskiego. Aktu tego zaś nie dokonali Ukraińcy, lecz Niemcy i Sowieci.

W latach 1918-1919 Polacy i Ukraińcy stoczyli ze sobą wojnę zakończoną polskim zwycięstwem. Po zmaganiach tych, we Lwowie, zostały dwa cmentarze – Łyczakowski, na którym spoczęły Orlęta Lwowskie i Janowski, gdzie zgromadzono mogiły poległych żołnierzy Halickiej Armii, sił zbrojnych Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej. Póki trwała II Rzeczpospolita, obie nekropolie otoczone były czcią. Żaden z nich nie krył ciał najeźdźców. I jedni, i drudzy leżeli we własnej ziemi. Gdy jednak Moskwa rozciągnęła swoje panowanie nad grodem Lwa, oba cmentarze zostały zrujnowane. Po zburzeniu pomnika Lenina we Lwowie w 1991 r. z jego cokołu wysypały się ułamki grobów polskich i ukraińskich żołnierzy. Jak pisał Tymko Padura: „Znajem z wisti, kto korysti z naszych swarok wyhljadaw. Z nich to zerno wzijszło skwerno, bo jijch woroh zasiwaw” (Wiemy z wieści, kto korzyści z naszych swarów wyciągał. Z nich to wzeszło gorzkie ziarno, bo je wróg zasiewał). Tak rabacja z 1846 r., jak i rzeź wołyńska były krwawą łaźnią osieroconych dzieci Rzeczypospolitej w zaślepieniu rozlewających krew bratnią na własną zgubę i na pociechę swoich wrogów. Pamiętajmy o tym.

Przemysław Żurawski vel Grajewski

Źródło: niezalezna.pl (pkn)

Za: http://www.katolickie.media.pl/publikacje/autorski-przeglad-mediow/4599-rabacja-woysko-galicyjska , 13 maja 2013

POLISH CLUB ONLINE, 2013.05.15

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek