Waldemar Glodek: Trwa rozpoznanie bojem odporności Polaków


Kopia z "Polityki". Fot. wPolityce.pl
Kopia z „Polityki”. Fot. za wPolityce.pl

Stary, wielce zasłużony dla komunistycznej awangardy tytuł „POLITYKA” od chwili jego utworzenia nie poprzestawał na tym aby dokopać Polakom. Masy żydowskich komunistów po dojściu do Berlina uznało, że dawno nie mieli tak korzystnej okazjie aby usadowić sie na polskich terenach jako panowie i władcy zajmując prominentne stanowiska we wszystkich dziedzinach. Z powodu walki Polaków o swój Dom mordowali ich przy każdej nadarzającej się okazji, kontynuując bandyckie dzieło, którego Hitler nie dokończył.

Właśnie na łamach czasopisma POLITYKA  Andrzej Romanowski, stały publicysta Tygodnika Powszechnego a w latach 1990 – 2002 jego redaktor, profesor Uniwersytetu Jagielońskiego, rozpoczął rozpoznanie bojem zachowania się Polaków wobec obrzucenia błotem rotmistrza Witolda Pileckiego.

Musimy walczyć o prawdę” – w ten sposób Zofia Pilecka-Optołumowicz komentuje brutalny atak na ojca. – czytamy w artylule „Łączka oddaje bohaterów” w Naszym Dzienniku.

Wcale nie trzeba być specem od analiz aby zauważyć, że od zakończenia wojny szczególnymi przywilejami cieszą się rodziny i potomkowie tych co  wiechali do Polski na sowieckich czołagach. Jak odmienną ofertę otrzymali powracający po zwycięskich walkach na frontach innych niż przy boku Armii Czerwonej. Dla Bohateroów spod Tobruka, zdbywców Monte Cassino i Bredy, Obrońców Anglii zachecające obiecanki powrotu nad Wisłę kończyły się z czasem brutalną rzeczywitością, więzieniem, a nawet śmiercią.

W podobny sposób traktowani byli żołnierze podziemia, którzy wcześniej walczyli z Niemcami a później nie mogli pogodzić się z okupacyjną rzeczywistością. Nie wielu miało w miarę spokojny żywot. Nawet jeżeli żyli na uboczu, z dala od deklaracji politycznych, często i takich pogodzonych z losem również wykańczano; o ile przez ten czas nie ulegli zniewoleniu przez nachodzące ich peerelowskie służby polityczne.

Utrwalanie systemu totalitarnego pochłania wiele ofiar. Jego kontunuacja również. Od więzień i zabójstw po zmuszanie ludzi do ciągłego świnienia się. Dlatego też, Andrzej Romanowski, nobilitowany człowiek komuny wypichcił artykuł na temat naszego Bohatera rotmistrza Witolda Pileckiego.

Trudno nazwać to zbiegiem okoliczności, że w momencie kiedy na warszawskich Powązkach na Łączce odkrywa się kolejne wcześniej niedostępne miejsca i rozpoznaje nazwiska zamordowanych przez ówczesną bezpikę bohaterów II wojny światowej i walki o niepodległość Polski, ukazuje się na łamach POLITYKI artykuł Andrzja Romanowskiego pod zachecającym czytaników tytułem „Tajemnica Witolda Pileckiego„. Żeby jeszcze bardziej socjoliogicznie wzbogacić swój oczerniający materiał dodaje w podtytule: „IPN podważa legendę rotmistrza Pileckiego” – czemu zaprzecza na swoim portalu prof. Antoni Dudek piszac: To nie Instytut (a dokładnie jeden z jego historyków Jacek Pawłowicz) podważa legendę Pileckiego, ale czyni to właśnie prof. Romanowski i redakcja tygodnika zamieszczająca jego pokrętne wywody.

Będąc przy prof. Antonim Dudku, na łamach internetowego wydania wPolityce.pl pisze: Prof. Romanowski miotając ciężkie oskarżenia pod adresem „historyków IPN”, choć autorem albumu jest tylko jeden z nich (rola Janusza Kurtyki ograniczyła się do napisania kurtuazyjnego wstępu), nie zadał sobie trudu obejrzenia całej dokumentacji dotyczącej śledztwa bezpieki wobec grupy Pileckiego. Do formułowania kulawego skądinąd zarzutu o „manipulowaniu przeszłością” pod adresem instytucji, w której pracuje ponad dwustu badaczy wystarczyła mu reprodukcja dokumentów na kilku stronach albumu. Jeśli to właśnie nie jest manipulacja, to co nią jest? – pisze prof. Dudek.

Komunistyczne sądy i funkcjonariusze słóżb wewnętrzych tamtego czasu zasłynęli z wielkiego okrucieństwa. Ofiary ich politycznych wyroków śmierci i morderstw dokonanych przez zwyrodnialców w polskich mundurach były zakopywane właśnie na Łączce pod cmentarnym murem. Wtedy jeszcze oprawcy czuli się na tyle pewni, że nie dbali o zmianę nazwisk, dopiero z czasem wraz z możliwością utraty wpływów zaczynali nazwyać się bardziej swojsko. Później ci z bardziej upapranymi w polskiej krwi rękoma wyjeżdżali do Ameryki, Angli, Francji, Szwecji a i do Izraela jak najbardziej też.

Pozostały jednak dokumenty sądowe i śledcze, dokumenty współpracy i kolaboracji. Jeżeli nawet Adam Michnik i Tadeusz Mazowiecki po magdalenkowych ustaleniach i okrągłostołowych zobowiązaniach grzebiąc w ubeckich archiwach wynieśli co uznali za stosowne, to i tak wiele jeszcze zapewne pozostało. Stąd te trzęsące się portki pentakom.

To nic innego jak obawa przed tym, że kości wykopane na Łączce dadzą się powiązać nie tylko z konkretnymi osobami bestialsko zamordowanymi  przed laty i zakopanymi ukradkiem wczesnym rankiem, co już w kilku przypadkach miało miejsce, ale także mogą przyczynić się do identyfikacji osób, które swoim podpisem skazały Bohaterów na tragiczną śmierć i łajdacki pochówek pozbawiając bliskich śladów dokonanej zbrodni.

Za ten bandytyzm tamtych lat winni boją się ponieść karę. Wielu z nich już nie żyje, ci co jeszcze na tym świecie się krzątają, jak ognia boją się, że  RĘKA SPRAWIEDLIWOŚCI MOŻE ICH DOSIĘGNĄĆ.

Jak przekonaliśmy się, sądy nad Wisłą są bardzo wyrozumiałe dla stetryczałych morderców.

Czy tylko z powodu, że pozostawili po sobie na polskiej ziemi rodzeństwo, dzieci, wnuki, które często dzisiaj nazwyją się już inaczej ciągle jednak się wspierając, wspólnie prywatyzując w swoje ręce wiekowy dorobek Polaków, przy okazji poza kolegami reszcie utrudniając życie?

Tak bardzo skrzywdzeni Żydzi swoich oprawców niemieckich ścigali jeszcze długimi latami po zakończeniu II wojny światowej. Wielu ze schwytanych poniosło zasłużoną karę za wyrządzone im krzywdy. Bywało jednak, że przy okazji oskarżali niewinnych. Żydzi mieli pomoc w tym zakresie Aliantów, my jak zwykle musimy liczyć na siebie.

Artykuł Andrzeja Romanowskiego napisany jak można łatwo zauważyć dla zniesławienia Pileckiego i umycia zakrwawionych rąk jego zabójców nie zmienia nic w tym kto był katem a kto ofiarą na powojennych salach sądowych, w więzieniach i śledztwach. Sama zmiana nazwiska to za mało aby zmyć piętno mordercy.

Krzysztof Cierpisz ze Szwecji, w odróżnieniu od krajowych komentatorów  przeprowadził znacznie szerszą analizę artykułu profesora Uniwersytetu Jagielońskiego. Zagłębił się w te różne dziwne machlojki i antypolskie chucpy decydentów. W swoich rozważaniach pisze:

Koszer u żydów to sprawa zasadnicza i wręcz tajemnicza. Choć sam w sobie nie jest on warunkiem wystarczającym do sukcesu w życiu ziemskim, to z drugiej strony jest surowo bezwzględnie niezbędny do pełnienia wielu całkowicie pierwotnych funkcji społecznych. Andrzej Romanowski jest niewątpliwie koszerny, bo powierzono mu bardzo ważną rolę ześwinienia pamięci Rotmistrza Witolda Pileckiego, czego to dobitnym wyrazem jest poniższy artykuł   – zatytułowany „Tajemnica Witolda Pileckiego” (KC na swojej stronie na zakonczenie analizy podaje pelny artykul prof. Romanowskiego – wpis wg) – a takiego draństwa nie może uczynić byle kto, a jedynie ktoś z nadanym mu tym ważnym namaszczeniem.

 

Zaraz po publikacji i tego artykułu w Polityce pojawiły się zarzuty wobec Romanowskiego mówiące to, że jest on żydem. To niekoniecznie tak być musi, bo wiadomo przecież, że nie wszystko złoto, co się świeci. Niechlujna zapluta broda i znerwicowane oczy, łatwo zauważalna zmienność nastrojów  czy świnienie na poziomie Urbana nie czynią jeszcze człowieka żydem. Niewątpliwie powyżej zaznaczany problem certyfikacji koszerem musi tu występować, jest to w tym wypadku absolutnie niezbędne, ale Romanowski może być koszerny nie koniecznie przez to, że jest żydem, ale np. przez to, że jest nieochrzczony,  lub że certyfikuje go żydowska żona lub partnerka, albo nawet i partner, bo to u żydów zawsze było popularne, a teraz to jest nawet bardzo „trendy”.

W swojej analizie Krzysztof Cierpisz podkreślił, że podobnych antypolskich przypadków mieliśmy wiele. Z ważniejszych, kiedy to nadwiślańskie władze wydawały spolegliwe żydowskim rządaniom decyzje przytacza wyrzucenie Karmelitanek i wstrzymanie śledztwa w Jedwabnem.

Pan Cierpisz pisze również, że „pomyj Romanowskiego nie jest pierwszy, ani jedyny w najnowszej historii Polski, jest on bardzo podobny do świństwa  pt.  „Biedni Polacy patrzą na getto” – Jana Błońskiego opublikowanego w 1987 roku. Dodajmy, że artykuł Błońskiego przytoczony przez KC opublikowany został w Tygodniku Powszechnym nr 2/1987.

Artykuł Krzysztofa Cierpisza „Tajemnica Witolda Pileckiego (pełna wersja)” wraz z omawianym artykułem Andrzeja Romanowskiego z Polityki przeczytasz  >   >   >   >   TUTAJ

Waldemar Glodek
www.polishclub.org

POLISH CLUB ONLINE, 2013.05.20

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek