Robert Winnicki: Podsumowanie czterolecia (Cz. 1)


Robert Winnicki na spotkaniu w Stalowej Woli. 22.01.2013. Fot. Jacek Rodecki/stalowka.net
Robert Winnicki na spotkaniu w Stalowej Woli. 22.01.2013. Fot. Jacek Rodecki/stalowka.net

Kilka tygodni po Walnym Zjeździe Młodzieży Wszechpolskiej można na spokojnie zebrać myśli i spróbować choć pokrótce podsumować minione cztery lata, w których przyszło mi szefować naszemu stowarzyszeniu. Dlatego pozwalam sobie przedstawić Państwu tę mocno subiektywną i dosyć osobistą historię minionego okresu w pigułce. Z racji długości tekstu, podzieliłem go na trzy części, które będą publikowane w kilkudniowych odstępach.

Doświadczenia i wątpliwości

Byłem zaskoczony, kiedy na początku 2009 roku usłyszałem propozycję wysunięcia mojej kandydatury na prezesa podczas zbliżającego się zjazdu. Od kilkunastu miesięcy kierowałem wówczas dolnośląskim okręgiem MW. Organizacja, choć miała już chyba najcięższy, „post-ligowy” okres, za sobą, nadal wymagała mnóstwa pracy. By odbudować struktury, odbudować zaufanie wśród najbliższego otoczenia ideowego. Byłem przygotowany na „długi marsz”, w łączności z MW w całym kraju, ale mając na horyzoncie przede wszystkim swój okręg.

Po usłyszeniu propozycji nie byłem przekonany; co do swoich osobistych możliwości i przygotowania, co do faktu, że musiałbym kierować organizacją z Wrocławia, co do tego, czy, będąc anonimowy dla części działaczy, zostanę zaakceptowany jako nowy lider. Dużą rolę w podjęciu ostatecznej decyzji odegrało kilku starszych wszechpolskim stażem kolegów, którym dziś jestem wdzięczny. Nie dlatego, że dzięki ich namowom udało mi się osiągnąć jakąś względną, środowiskową rozpoznawalność. Jestem wdzięczny, bo w dużej mierze udało nam się zrealizować wizję organizacji, o jakiej mówiliśmy i o jakiej marzyliśmy na długo przed 2009 r.

Nie jestem typem człowieka, któremu kierowanie innymi przychodziło od razu łatwo, niejako „z marszu”. Do MW dołączyłem w 2001 r., a prezesem okręgu zostałem po ponad sześciu latach aktywności, w międzyczasie pełniąc różne funkcje, nie tylko w MW, ale również np. w Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży. Do swojej roli dojrzewałem długo, odnosząc sukcesy, ale i ponosząc porażki w trakcie tej wieloletniej wędrówki.

Dziś patrzę na pięć, osiem a nawet dziesięć lat młodszych kolegów i koleżanki, którzy po kilku miesiącach zostają szefami dobrze działających kół czy pełnomocnikami okręgów, z podziwem i z dużą dozą zrozumienia dla błędów, jakie niekiedy popełniają. Fakt długiego dojrzewania ma swoją niezaprzeczalną zaletę; człowiek nabywa doświadczenia. Zwłaszcza, jeśli stara się działać szeroko, wychodząc poza najbliższy krąg ideowy i towarzyski, poznając różne środowiska. Teraz, gdy z działalnością Ruchu Narodowego wypływamy na szerokie wody, to doświadczenie lat aktywności i obserwacji bardzo pomaga.

Odcinanie pępowiny

Prezesem MW zostałem w marcu. Od pierwszych miesięcy na funkcji zderzyłem się z organizacyjną przeszłością. W czerwcu 2009 roku odbywały się wybory do Parlamentu Europejskiego, podczas których część naszych starszych kolegów zaangażowała się w ogólnounijny projekt Libertasu, w Polsce kierowany z tylnego siedzenia przez Romana Giertycha. Powiedzieć, że wobec stylu zarządzania ruchem i w ogóle myślenia o idei narodowej, jakie prezentował Roman Giertych oraz skupione wokół niego środowisko, byłem krytyczny – to powiedzieć mało. Ów krytyczny stosunek dojrzewał wśród wielu Wszechpolaków, w tym we mnie, przez kilka ładnych lat.

Byłem w grupie, która klęskę LPR-u w 2007 r. przyjęła z nadzieją, widząc w niej szansę na nowe otwarcie. Trzeba jednak wiedzieć przy tym, że MW przez lata była kształtowana jako środowisko, w którym niewyobrażalne było zgłaszanie wątpliwości wobec działań czy decyzji ekipy, na której czele stał Giertych. Dlatego na początku trzeba było działać ostrożnie.

Będąc bardzo „świeżym” liderem, z nieugruntowaną jeszcze pozycją, nie mogłem sobie wtedy pozwolić na otwartą konfrontację. Co więcej, nie chciałem jej, ciągle mając cień nadziei, że Giertych i jego środowisko przemyślą być może klęskę roku 2007 i jej, tkwiące w dużej mierze w podejściu do idei narodowej, w błędnym myśleniu o ruchu, przyczyny. Nadzieje okazały się płonne, o czym dosyć szybko się przekonałem.

W okresie ścisłej współpracy Młodzieży Wszechpolskiej i Ligi Polskich Rodzin udział naszej organizacji w kampaniach wyborczych partii był czymś oczywistym, czymś czego się w ogóle nie dyskutowało. Polecenia wydawane były strukturom i każdy miał obowiązek im się podporządkować. Dlatego też część starszych działaczy ze zdziwieniem, a „ośrodek kierowniczy” z niekłamaną irytacją przyjął moją decyzję dotyczącą kampanii Libertasu. Postanowiłem bowiem, że działacze MW mogą się angażować w tę kampanię wyłącznie ze względu na własną chęć; nikt nie ma prawa ich do tego zmuszać, powołując się na organizacyjną dyscyplinę i hierarchię (wartości skądinąd bardzo ważne, które w MW były, są i będą pielęgnowane).

Cele takiego zabiegu były następujące: raz, to nie zmuszać ludzi do zaangażowania w projekt ideowo, mimo wszystko, mocno wątpliwy i dwa – rozpocząć proces przecinania więzów łączących nas ze środowiskiem giertychowskim.

Kolejnym, istotnym momentem w tym procesie był czerwcowy wyjazd kilku autokarów, w większości wypełnionych Wszechpolakami, na kongres Libertasu w Rzymie. Pomijając detale, wyprawa do Rzymu skończyła się horrendalnym skandalem, ponieważ na miejscu okazało się, że w roli autorytetu wystąpił… Lech Wałęsa, co wszechpolska brać przyjęła ze zrozumiałym oburzeniem, któremu dała publiczny wyraz. Skandal doprowadził również do otwartego spięcia nowego prezesa z poleceniami wydawanymi przez „warszawski ośrodek kierowniczy”.

Finał był taki, że Giertych i skupione wokół niego środowisko stracili resztki autorytetu, jakie mogli jeszcze w MW posiadać. Libertas okazał się projektem wyjątkowo chybionym, wybory przegrał, w związku z czym i nasi „starsi koledzy” zapadli w roczną śpiączkę – do następnej kampanii wyborczej.

Ostateczne zerwanie, połączone z otwartą polemiką, miało przyjść w 2010 r. Choć napięcie i „zimna wojna” trwały od początku rządów nowej ekipy, to dopiero właśnie w lecie 2010 r. doszło do jej uzewnętrznienia, którego elementem była moja publiczna polemika z Wojciechem Wierzejskim (jeśli kogoś interesuje, co pisałem w lipcu 2010 r., tutaj jest pełna treść tekstu.

Kropkę nad i naszego „rozwodu” z tym środowiskiem stanowiły głosowania Rady Naczelnej MW, która niemal jednogłośnie poparła stanowisko, jakie zaproponowałem. RN odwołała wtedy również z funkcji wiceprezesa kolegę jawnie manifestującego, że w zaistniałym sporze swoją lojalność lokuje właśnie w otoczeniu b. wicepremiera, a nie w stowarzyszeniu. Od tego momentu problem związany z nazwiskami Giertycha i Wierzejskiego czy zdarzające się niekiedy wzajemne komentarze w mediach, są traktowane w Młodzieży Wszechpolskiej jako temat zupełnie zewnętrzny.

Praca u podstaw

Tymczasem w MW rok 2009 i pierwsza połowa 2010 przeszły pod znakiem kontynuacji ożywienia działalności i odbudowy struktur. Proces ten zaznaczył się już pod koniec kadencji poprzedniego prezesa, kol. Konrada Bonisławskiego, a jego znakami były wydarzenia drugiej połowy 2008: pierwsza Szkoła Letnia Młodzieży Wszechpolskiej i Dzień Narodowej Dumy z okazji 11 listopada. W 2009 drugi i – jak się później okazało, ostatni w tej formule – Dzień Narodowej Dumy odbył się we Wrocławiu. W Katowicach z kolei zainaugurowano imprezę kulturalną pod hasłem „Endorado”. Nawiązaliśmy, a raczej odnowiliśmy współpracę ze środowiskiem „Myśli.pl”, niektórzy działacze zaangażowali się w „Politykę Narodową”. Zaczęliśmy również wychodzić poza grono stricte narodowe i nawiązywać sieć serdecznych relacji wśród organizacji patriotycznych, niepodległościowych, konserwatywnych i katolickich.

Dawał się zauważyć powolny, ale stabilny rozwój struktur, zjawiali się nowi ludzie, a pozbawiona szerszego zaplecza MW zaczęła zyskiwać „zdolność koalicyjną”, niezbędną do realizacji swoich podstawowych zadań: formacji własnych działaczy oraz pracy społecznej. Kontynuowaliśmy marsz obliczony na wiele lat żmudnego i mało spektakularnego wysiłku.

Lato 2010 roku okazało się bardzo ważne z wielu względów, również z powodu tego, co działo się w naszej ojczyźnie. Ale o tym w drugiej części podsumowania.

Robert Winnicki
Prezes Młodzieży Wszechpolskiej, jeden z liderów Ruchu Narodowego

Źródło: http://prawica.net/34452

POLISH CLUB ONLINE, 2013.05.27

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek