Niepoprawni.pl: władcy marionetek – wersja beta (cz.I)


Kadr z filmu "Władcy marionetek" Grzegorza Madeja i Tomasza Sekielskiego. Fot. za VimeoPRO
Kadr z filmu „Władcy marionetek” Grzegorza Madeja i Tomasza Sekielskiego. Fot. za VimeoPRO

Uprzedzam, że tekst w sporej części składa się z cytatów. Co prawda w kraju, w którym za tęgiego eseistę uchodzi Adam Michnik takie ostrzeżenia nie wydają się potrzebne (a nawet są nie na miejscu), ale – kto wie? – może jednak są czytelnicy, którym nadmiar cytatów przeszkadza? Tych ostrzegam… Po drugie – będę mówił o filmie, którego nie widziałem (ale czyż nasze oczy nie oglądały protestów różnych autorytetów przeciw nie wydanym książkom?). Chodzi mi o film „Władcy marionetek” Tomasza Sekielskiego, a ściślej – o ten fragment filmu, w którym powraca sprawa Marcina Tylickiego zatrzymanego kilka lat temu przez ABW pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji. Sprawa okazała się dęta, w związku z czym Sekielski z Tylickim ganiali ponoć z kamerą za byłym szefem ABW, Andrzejem Barcikowskim, chcąc wydusić z niego jakiś komentarz (przeprosiny?), z czego niewiele wyszło. Ale czy Sekielski potraktował sprawę – że tak powiem – „systemowo”? Z relacji, które czytałem coś takiego nie wynika. Wydaje się, że rzecz sprowadzono raczej do przykrej anegdoty: kilku panów kłamało chcąc chronić drugiego pana, za co zapłacił pan trzeci. Michał Karnowski i Piotr Zaremba tak pisali o tym epizodzie filmu: „Oto (…) Marcin Tylicki, człowiek, któremu polityka złamała życie. Gdy komisja badająca aferę Orlenu bezskutecznie próbowała wezwać ówczesnego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego na przesłuchanie, Tylicki, wtedy asystent przewodniczącego Andrzeja Gruszki, został zatrzymany pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosjan. Trafił do aresztu. Czołowi politycy- szef ABW Andrzej Barcikowski i zastępca prokuratora generalnego Kazimierz Olejnik, rozstrzygali publicznie, że dopuścił się szpiegostwa. Twierdzili, że dowody są mocne. Dziś Sekielski sprawdza, co z tego zostało. Okazuje się, że nic. Sąd oczyścił Tylickiego, przyznał mu odszkodowanie, zmiażdżył akt oskarżenia. Ale pewnych rzeczy nie da się naprawić – w czasie afery umarła mama Marcina”. Słowem hipoteza Sekielskiego zdaje się wyglądać tak: sprawę Tylickiego sprokurowano w ABW chcąc „przykryć” kwestię przesłuchania prezydenta Kwaśniewskiego przez komisję ds. Orlenu (jeśli źle rekonstruuję przekaż „Władców marionetek – niech mnie ktoś poprawi). Tu pojawia się pytanie: ile warte byłoby takie „przykrywanie” bez współdziałania mediów? Zdaje się, że Tomasz Sekielski takiego pytania nie postawił..

Ale cóż, skoro Sekielski zaniedbał, to chociaż my spróbujmy umieścić sprawę Tylickiego na szerszym tle, przedstawiając krótki szkic na temat relacji służby specjalne-media. A cóż ty autorze możesz wiedzieć o tych sprawach? – zapyta w tym miejscu podejrzliwy czytelnik. Z własnego doświadczenia – na szczęście – nic, ale są przecież jeszcze uwagi, refleksje i relacje takich, którzy coś wiedzieć mogą, to jest dziennikarzy i polityków. Z tych właśnie relacji skorzystamy i stąd ta ilość cytatów… Zaczniemy od prehistorii, to jest od PRL-u, a za przewodnika posłuży nam Marek Barański, którego starsza młodzież może pamięta z telewizji lat 80-tych ubiegłego wieku. Jakiś czas temu Barański wydał książkę pt. „Dziennik Telewizyjny. Tajemnice” w której poruszył interesujące nas sprawy. Barański pisał: „…cała telewizja współpracowała z MSW. Radio też”, „…można na upartego twierdzić, że prasa również współpracowała z MSW”, „dodam, że od wysokiej rangi oficera z Wydziału Prasowego MSW dowiedziałem się, że wydział ten współpracował w samej tylko Warszawie z 300 dziennikarzami”. Barański zaznaczał, ze mówiąc o współpracy nie ma na myśli współpracy agenturalnej, lecz „normalną współpracę dziennikarzy ze zwykłym ministerstwem, jakie jest w każdym państwie”, ale – umówmy się: czy można przypuszczać, że funkcjonariusze ówczesnej bezpieki gardzili współpracą agenturalną? Wszak nie gardzą taką współpracą funkcjonariusze państw dużo mniej policyjnych niż „Polska Ludowa”. Powiedzmy więc, że współpraca o której pisze Barański była pewnie tyleż „normalna” ile PRL-owskie MSW miało ze „zwykłego ministerstwem”. A, że było to ministerstwo nadzwyczajne przekonuje nas sam Barański, wskazując, że z czasem: „…MSW umacniało się i coraz głębiej wchodziło w strukturę partii i państwa”. Proces ten nie ominął mediów, w związku z czym „…był taki okres, kiedy prezesem do Spraw Radia i Telewizji był Mirosław Wojciechowski – pułkownik, były pracownik wywiadu, szefem DTV Stanisław Kaczmarski – pułkownik, były pracownik SB, rzecznikiem prasowym KC PZPR Jan Bisztyga – pułkownik, były pracownik wywiadu. Około jednej trzeciej pracowników Wydziału Propagandy KC stanowili byli funkcjonariusze MSW. Reporterem obsługującym najważniejsze wizyty I sekretarza KC PZPR też był były pracownik SB” (1)

Wobec powyższego można chyba wierzyć Dorocie Kani, która pisała w „Gazecie Polskiej”, że „…w archiwach IPN zachowały się dokumenty świadczące o relacjach Kiszczaka z dziennikarzami w latach 80-tych. Przez jego biuro przechodziły wszystkie rozporządzenia dotyczące wynagradzania dziennikarzy – faktycznie to Kiszczak i podległe mu MSW decydowało o ich zarobkach” (2). Wydawać by się mogło, że to – jako się rzekło – prehistoria, ale przecież z PRL do III RP środowisko medialne przeszło z przytupem niemal bez strat własnych, bo ostatecznie większych rozliczeń nie było. Co prawda niewielka ilość szczególnie mocno zużytych twarzy zeszła publiczności z oczu, ale – po pierwsze – ile tego było?, a – po drugie – część z nich dalej robiła w mediach, tyle, że innych (Marek Barański – na przykład – wylądował w „Nie”). Krótko mówiąc: można zaryzykować twierdzenie, że – gdy idzie o media – „transformacja ustrojowa” nie naruszyła zasadniczego zrębu stanu ukształtowanego w latach 80-tych przez współpracowników generałów Jaruzelskiego i Kiszczaka. Nie chodzi przy tym wyłącznie o dziennikarzy. Celowo mówię „szerzej” o „środowisku medialnym”, bo przecież są jeszcze ci, których mniej widać – owi producenci, wydawcy, dyrektorzy programowi, spece od finansów… Dodajmy też, że media to coś więcej niż przekaz informacji. To również rozrywka i do formującego zbiorową wyobraźnię przekazu medialnego wypada zaliczyć i takie fenomeny jak chociażby „Uprowadzenie Agaty” – osławiony film, który współfinansował Budimex, kierowany przez Grzegorza Tuderka pojawiającego się na tzw. „liście Nizińskiego” jako „konsultant” PRL-owskich służb, scenariusz zaś napisał i rzecz wyreżyserował Marek Piwowski, który – po latach – „…przyznał się do współpracy z tajnymi służbami PRL”(3), a całość wyprodukował „Heritage Films” Lwa Rywina…

Zatrzymajmy się przy tym ostatnim, co by nie mówić – kultowej postaci III RP… Otóż, mentorem Rywina był nie kto inny, jeno przywołany wyżej Mirosław Wojciechowski – pułkownik PRL-owskiego wywiadu w stanie spoczynku (pułkownik mawiał ponoć o Rywinie „mój wychowanek”). Panowie przypadli sobie do gustu jeszcze w czasach, gdy Wojciechowski był szefem Interpressu W 1983 roku Wojciechowski został szefem Radiokomitetu i zrobił Rywina zastępcą szefa biura handlu zagranicznego. Później Rywin szefował „Poltelowi”. Przychodzi „koniec komunizmu” i „nasz” Andrzej Drawicz robi Rywina wiceprezesem TVP odpowiedzialnym za sprawy finansowe. Powiadają przy tym, że pozycja Rywina w telewizji była silniejsza od pozycji Drawicza, w co chyba można wierzyć, bo – w przeciwieństwie do Drawicza – był kimś zasiedziałym we wnętrzu firmy. Czy kariera Rywina zasadzała się wyłącznie na jego talentach okołomedialnych? W gorących chwilach „afery Rywina” płk Wojciechowski co prawda zapewniał Pawła Reszkę i Luizę Zalewską z „Rz”, że Rywin nie jest „ze służb” (4), ale później okazało się, że jednak „…Rywin był w latach 1982 -1986 tajnym współpracownikiem ps. Eden” (5).

A znów wydawcą „Wiadomości” bywał w pionierskich latach „transformacji” Milan Subotić, o którym – po latach – media doniosły, że „…współpracował z wojskowymi służbami w czasach PRL od 1984 roku, zaś od około 1993 roku był współpracownikiem WSI”(6). Dodajmy, że i sam prezes Drawicz miał na swoim koncie epizod TW „Kowalskiego”. W tej sytuacji dość humorystycznie wypada Krzysztof Kozłowski zapewniający „…że rząd Tadeusza Mazowieckiego prowadził lustrację przy obsadzie ważnych stanowisk, lustrację oczywistą, niezbędną i skuteczną. Premier chciał wiedzieć – i wiedział” (7). Kozłowski co prawda zaznacza, że lustracja była „ograniczona liczbowo”, ale przecież najwyższe posady w Radiokomitecie (chyba tak się to ciągle nazywało) należały właśnie do „ważnych stanowisk”. No, chyba, że premier Mazowiecki faktycznie wiedział, ale mu to nie przeszkadzało, a może nawet przeciwnie…

Spróbujmy teraz wczuć się w sytuację młodego, ambitnego adepta żurnalistyki zaczynającego pracę w „dużych mediach” na początku lat 90-tych. Otóż, inteligentny młody człowiek szybko musiał rozpoznać układ sił panujący w tym światku. Wiedział skąd wywodzi się stara gwardia, zauważył też, że „nowi”, ci z zaciągu „solidarnościowego”, głoszą i praktykują ideologię antydekomunizacyjną i antylustracyjną (robią tak przynajmniej ci najsilniejsi „nowi”). O tym jak trzeźwo patrzyła na świat stojąca u progu kariery dziennikarska młodzież, niech zaświadczy Tomasz Lis, który w książce „Nie tylko fakty” zrobił następującą uwagę o TVP: „…wiadomo było, że w dawnych czasach bez rekomendacji z MSW albo z KC PZPR pracy na placu raczej się nie dostawało” (8). W tej sytuacji nietrudno było zgadnąć jakie poglądy, postawy tudzież protektorzy dają dobre widoki na przyszłość, a od jakich poglądów, postaw i ludzi lepiej trzymać się z daleka (lub wręcz z nimi walczyć…). A „stara gwardia” też widziała kto z narybku dobrze rokuje na przyszłość. Co pewnie wytwarzało synergię napędzającą kariery. Tak czy owak, gdy kilka lat temu wybuchła sprawa Suboticia Piotr Semka opowiadał – bodajże w programie III PR – że na początku lat 90-tych w TVP funkcjonowało tzw. „combo Suboticia” w skład którego wchodzili – między innymi – Tomasz Lis i Katarzyna Kolenda-Zaleska, wtedy początkujący adepci telewizyjnej żurnalistyki, a dziś – jak sądzę – mentorzy aktualnej młodzieży dziennikarskiej. Jak sądzę Semce szło o jakiś rodzaj protekcji…

Nawiasem mówiąc, gdy Janusz Korwin Mikke, swoim zwyczajem palnął coś o agentach w mediach głośno oburzyła się właśnie Kolenda-Zaleska, twierdząc, że – po 20 latach od „upadku PRL” – takie gadanie jest już cokolwiek nie na czasie… Ale pani Katarzyna nie doceniła chyba żywotności PRL-owskiej agentury, skoro jeszcze latem 2006 roku „Życie Warszawy” donosiło: „Według naszych informacji w materiałach IPN są dokumenty potwierdzające, że z SB współpracowało co najmniej 5 wciąż aktywnych zawodowo publicystów jednego z największych polskich tygodników opinii” (9). Diabli wiedzą, czy po redakcjach wszystkich „największych polskich tygodników opinii” nie przetoczyło się wtedy westchnienie ulgi, że niby „Bogu dzięki – mają papiery tylko na pięciu…”, ale nie bądźmy tak złośliwi i wracajmy do tematu… O ile pamiętam Korwin Mikke odpowiedział wtedy Zaleskiej, że agentura nie musi być wyłącznie PRL-owska, bo służby werbują i dziś. I mógł mieć rację, bo skoro podobne rzeczy dzieją się w USA czy Niemczech (wywołując tam skandale), to czy można przypuszczać, że postkomunistyczna III PR jest „czysta”? Chyba nie można, tym bardziej, że o sprawie mówią – z rzadka, ale jednak – sami dziennikarze. Dajmy na to Jerzy Jachowicz mówił w „Rz”: „Między bajki należy też włożyć (…) oświadczenia byłych szefów UOP, że po 1990 r. zabroniono służbom werbowania nowych agentów spośród ludzi mediów. Sam byłem świadkiem próby werbunku przez oficerów UOP jednego z moich młodszych kolegów z „GW” (10). Jakiś złośliwiec powiedziałby w tym miejscu, że może UOP werbował młodszych dziennikarzy, bo „starsi koledzy” byli już zwerbowani (przewerbowani po PRL-u?), ale my złośliwi nie jesteśmy… Jerzy Jachowicz nie jest ze swoimi spostrzeżeniami jedyny. Niedawno Witold Gadowski podejmując na swoim blogu temat dziennikarze-służby pisał o kilkudziesięciu agentach UOP (a potem ABW), wspominał też o pracujących w mediach „kadrowych oficerach udających dziennikarzy” (11). Mniej więcej to samo miał do powiedzenia (Robertowi Mazurkowi) Sylwester Latkowski. Według Latkowskiego „poważnym problemem w polskim dziennikarstwie, nie tylko śledczym, jest agentura służb specjalnych. I nie tylko SB, ale służb nowych”. Ponieważ ustawa o ABW pozwala na werbowanie dziennikarzy (za zgodą premiera, lub koordynatora służb) więc „…dziennikarze są nadal werbowani”. A nawet więcej: „…w połowie lat 90. W polskich mediach funkcjonowali oficerowie pod przykryciem, czyli nie żadni dziennikarze-agenci, ale wręcz kadrowi oficerowie UOP. (…). Do dziś nie wiadomo, czy wszyscy zostali wycofani (…) Więc może nadal w mediach pracują oficerowie służb specjalnych?”. Latkowski dodaje przy tym, że „mówi się o kilku znaczących postaciach i pewne rzeczy są ewidentne” i zapewnia: „Widziałem dokument świadczący o tym, że bardzo znana dziennikarka jest etatowym oficerem, ale dopóki nie będę mógł dostać jego kopii, nie podam jej nazwiska” (12). O dziennikarzach „posłusznych służbom od lat” wspominał też Jerzy Jachowicz w wywiadzie dla „Frondy”. Jachowicz: „Doszło do brutalnego ataku, przeprowadzonego w szczególności przez media sprzyjające PO, na pierwszy raport o WSI. Kiedy to minęło, zaczęto się doszukiwać innych „braków i nadużyć”, jak „niszczenie i wywożenie dokumentów”, a dziennikarze posłuszni służbom od lat i będący w ich rękach masą plastyczną, bezmyślnie publikowali to, co usłyszeli od oficerów, którym zależało na tym, aby skompromitować PiS. Chciano pokazać, że to środowisko, które dokonywało likwidacji i weryfikacji WSI, jest także przeżarte korupcją” (13). Gdy idzie o skalę penetracji środowiska medialnego przez służby – najbardziej precyzyjny szacunek (na jaki trafiłem) podał Leszek Szymowski w „Najwyższym Czasie”. Szymowski pisał: „Sporządzona w 2007 roku lista agentów polskich służb w mediach liczyła 304 nazwiska. Jednak po 1990 roku premierzy zgadzali się na werbunek kilkanaście razy. Oznacza to, że ponad 90 procent agentów służb w mediach ulokowanych było z pominięciem prawa. Prowadzi to do Smutnego wniosku o tym, w jakim stopniu polskie służby specjalne tegoż prawa przestrzegają” (14) (przy innej okazji – o ile pamiętam – Szymowski podał, że wspomniana lista powstała jeszcze w czasach premiera Kaczyńskiego)

Tu ktoś powie: Cóż się dziwić? Dziennikarze to osobnicy dużo wiedzący, obracający się w interesujących miejscach, mający znajomości i kontakty – cóż w tym złego, że służby wykorzystują ten potencjał? Rzecz jednak w tym, że – jak wieść niesie – służby wykorzystują dziennikarzy wychodząc poza swoje „obowiązki ustawowe”. Tu znów pomogą nam cytaty. Nie, no oczywiście, że nie będziemy powoływać się na jakiegoś „pisowca”, bo to ludzie szaleni. Zacytujemy samego premiera Tuska. Donald Tusk w lutym 2008 roku powiedział: „Otóż stwierdzam, że zasób informacji dostarczanych przez służby, niezbędnych dla premiera i prezydenta, jest po prostu bardzo ubogi. Mógłbym natomiast już dziś napisać książkę, jakie klany walczą ze sobą wewnątrz poszczególnych służb. Odnoszę przygnębiające wrażenie, że bardzo wielu oficerów służb specjalnych to są prywatne armie byłego szefa, aktualnego szefa czy przyszłego szefa i zajmują się głównie intrygami” (15).

No tak, ale u premiera nie ma nic o mediach. O mediach mówił za to prezydent. I to nie prezydent Kaczyński, tylko – Kwaśniewski, do tego nie gdzie indziej, jeno na łamach „Gazety Wyborczej”, więc nawet Waldemar Kuczyński z Mazowieckim juniorem nie doszukaliby się w tych rewelacjach swądu „IV RP”. Pozwolimy sobie na dłuższy cytat, bo rzecz jest smaczna. A więc- prezydent Kwaśniewski w „GW”: „Jestem przekonany, że mamy do czynienia z grupą osób z dawnych służb, która skutecznie dba o własne interesy, bo jest na powierzchni, bo odnosi sukcesy. Kreują bohaterów i ich obalają… . (…). Nie jest tak, że służby rządzą wszystkim. Ale też nie jest tak, że nie istnieją i nie rządzą. Jak mówimy służby, to mamy na myśli tych, którzy dziś są w służbach, i tych, którzy z nich odeszli. Oni mają swoje ambicje, interesy, układy, wpływy. Rola służb może się wyradzać, przykładem afera FOZZ.(…). Służby oczywiście tkwią w różnych miejscach biznesowych. Są w mediach. Ale media twardo bronią się przed dyskusją o tym problemie. A moim zdaniem temat jest.(…). Nie ma żadnej wątpliwości, że jest część środowiska dziennikarzy, która wprost współpracuje ze służbami. Często ich tzw. dziennikarstwo śledcze jest po prostu przykrywką. Nie mogę dać żadnego dowodu, ale na podstawie faktów i zbiegów okoliczności stawiam tę tezę – ryzykowną dla mnie samego”. Na pytanie, czy opowiadał o tych rzeczach ABW Kwaśniewski odpowiedział: „Nie, ale mam nadzieję, że ABW jest na tyle rozsądna, że sama coś powie. A jak nie powie, to też będę wiedział co o tym myśleć” (16).

W tym miejscu wypadałoby pewnie napisać coś w stylu: „w każdym względnie normalnym kraju, po podobnym występie urzędującego prezydenta….” itd., itp., ale nie będziemy sobie strzępić pióra, tym bardziej, że wreszcie możemy przejść do rzeczy. Bo doceń mój kunszt czytelniku: cytując Kwaśniewskiego sprytnie znalazłem się w samym centrum wydarzeń, których epifenomenem była sprawa Marcina Tylickiego nad którą pochylił się Tomasz Sekielski w swoich „Władcach Marionetek”. Ale o tym wszystkim – w części drugiej, bo nikt względnie normalny nie lubi czytać z ekranu tekstów dłuższych niż cztery strony….

tad9 – blog, niepoprawni.pl
27 marca 2013

przypisy:

1 Marek Barański, Dziennik Telewizyjny. Tajemnice
2. Dorota Kania, Kiszczak dociska Kiszczaka, GP 811
3. Marek Piwowski współpracował z SB, http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/35944.html)
4.Paweł Reszka, O Lwie, który nie jest rekinem, w: System Rywina, czyli druga strona III Rzeczypospolitej
5. „Rzeczpospolita”: Rywin współpracował z SB, PAP 17.05.2007
6. Gazeta Polska: Milan Subotić współpracował z WSI” , mediafm.net, 03.10.06
7. w: Historia z konsekwencjami.
8. Tomasz Lis, Nie tylko fakty
9 za: Kto czyta nie błądzi, NCz! 837
10. za: Kto czyta nie błądzi, NCz! 837
11. za: Kto czyta nie błądzi, NCz! 1028
12. Mam na pieńku z każdą ekipą, rozmowa Roberta Mazurka z Sylwestrem Latkowskim, Rz.16.01.2010
13. za: http://www.facebook.com/note.php?note_id=1850671…
14. Leszek Szymowski, Czwarta władza pod kontrolą, NCz! 1031
15. za: Tusk utrzymuje lukę w kontrwywiadzie, rozmowa Mariusza Bobera z Andrzejem Zybertowiczem, ND 6.03.2010
16. Przesłuchujemy Kwaśniewskiego, z Aleksandrem Kwaśniewskim rozmawiają Agnieszka Kublik, Piotr Pacewicz, Piotr Stasiński, GW 9.03.2005

Źródło: http://niepoprawni.pl/blog/469/wladcy-marionetek-wersja-beta-czi , 27 marca 2013

Wybor zdjecia wg/PCO

POLISH CLUB ONLINE, 2013.06.01

 

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek