Krzysztof Niewola: Dzielił ich mur, łączyła wspólna walka (cz. II)


Oficerowie niemieccy przesłuchują złapanych powstańców. Fot. Raport Juergena Stroopa/WikiCom/jarekt
Oficerowie niemieccy przesłuchują złapanych powstańców. Fot. Raport Juergena Stroopa/WikiCom/jarekt

W związku z 70. rocznicą powstania w getcie warszawskim powróciły wrzucane nam przez „użytecznych idiotów” lub wyrachowanych manipulatorów zarzuty braku pomocy żydowskim powstańcom ze strony Armii Krajowej. Można je sprowadzić głównie do niedostarczenia większej ilości broni i niewyprowadzenia z getta większej liczby ludzi. Jednak biorąc pod uwagę okrutne realia tamtych czasów i realne możliwości polskiego ruchu oporu oskarżenia te są całkowicie nieuzasadnione.

Epizody wspólnej walk polskich i żydowskich bojowników potwierdzają nie tylko raporty szefa wywiadu Komendy Głównej AK Iranka Osieckiego, ale i raporty Jürgena Stroopa dowódcy SS i Policji na Dystrykt Warszawski[1]. Dotyczy to szczególnie największej bitwy tego powstania, stoczonej 27 kwietnia na placu Muranowskim. Żołnierze ŻZW i 18-osobowy oddział Korpusu Bezpieczeństwa mjr. Henryka Iwańskiego „Bystrego”, który podkopem przeszedł na teren getta, zniszczył niemiecki czołg i rozbił wspierającą Niemców kompanię Łotyszy[2]. Polski ruch oporu próbując pomóc powstańcom w getcie atakował niemieckie posterunki blokujące dostęp do getta i kanałami próbował ewakuować walczących i rannych powstańców.

Czy można było uczynić więcej?

Dzisiejszym propagandzistom i „użytecznym idiotom” łatwo jest dziś siedząc w wygodnym fotelu potępiać brak większej pomocy w ewakuacji ludzi z getta. Zapomina się o realiach niemieckiej okupacji i ofiarach poniesionych przez polskie społeczeństwo próbujące nieść pomoc eksterminowanym Żydom. Polska była jedynym krajem w okupowanej Europie, w której groziła za to kara śmierci pomagającemu i jego rodzinie.

Ocenia się, że w samej Warszawie ukrywanych było przez Polaków 28 tysięcy Żydów. Wśród nich 23 tys. stanowili uciekinierzy z getta[3]. Liczba uratowanych Żydów w Polsce waha się od 40 do 350 tysięcy[4]. Często można się spotkać z szacunkami mówiącymi o 100 tysiącach ocalonych. Niejednokrotnie w pomoc dla jednego ukrywającego się było zaangażowane 10-12 osób[5]. Daje to ogromną rzeszę Polaków ryzykujących własnym życiem i życiem swoich najbliższych. Czy można więc było zrobić więcej? Pewnie tak, ale za jaką cenę?

Obiektywne przeszkody

Choć przed wojną w Polsce mieszkało około 3,5 miliona Żydów, którzy stanowili 10 proc. populacji II RP, to tylko 15 proc. z nich znało język polski[6]. Było to wynikiem ich niechęci do asymilacji z polskim społeczeństwem. Żyli, więc w odrębnych zamkniętych społecznościach, w których 85 proc. stanowili chasydzcy ortodoksi. Z chwilą utworzenia gett przez okupacyjne władze niemieckie i umieszczania w nich Żydów z innych krajów okupowanej Europy odsetek nieznających języka polskiego musiał się zwiększyć. Utrudniało to jeszcze bardziej próbę zalegalizowania ich pobytu po „aryjskiej stronie” i – oprócz semickich rysów czy znaków obrzezania – zdradzało wobec Niemców.

Kolejnym problemem był uzasadniony strach przed pracującymi dla gestapo żydowskimi agentami  którzy udając uciekinierów starali się przeniknąć do partyzanckich oddziałów lub rozpracować siatki podziemnych organizacji. Niestety, rzeczywistość tamtych lat była bardziej skomplikowana niż przeciętny hollywoodzki film opowiadający o Holokauście. Nie każdy proszący o pomoc Żyd był naprawdę zbiegiem. Ocenia się, że na terenie każdego getta policja żydowska i administracja żydowska kolaborująca z niemiecką machiną zagłady stanowiły duży procent mieszkańców. W łódzkim getcie mogły one stanowić nawet 10-15 proc. populacji. W Warszawie w latach 1940/1941 mogło w niej być zatrudnione do 10 tysięcy ludzi[7]. W skali całego kraju mogły to być dziesiątki tysięcy osób żydowskiego pochodzenia. Najbardziej groźni byli agenci pochodzący z organizacji Żagiew. Podszywała się ona pod autentyczną organizację żydowskiego ruchu oporu i miała za zadanie rozpracowywać konspirację, w tym organizacje polskie pomagające Żydom po aryjskiej stronie. Polskie podziemie zbrojne jak i Żydowska Organizacja Wojskowa zdawały sobie doskonale sprawę ze skali i niebezpieczeństwa takiej kolaboracji. Rozpracowani żydowscy agenci gestapo byli likwidowani przez ruch oporu zarówno na terenie getta jak i po aryjskiej stronie[8]. W chwili wybuchu powstania, kiedy pozostało tam około 60 tysięcy ludzi liczba agentów gestapo musiała być o wiele większa niż w poprzednich latach, gdyż Niemcy chronili swoich agentów przed wywózką do obozów.

Mission impossible

Próba wyprowadzenia większej liczby ludzi z walczącego getta była w tamtych warunkach niewykonalna. Polski ruch oporu i polskie społeczeństwo nie miało ku temu możliwości i środków. Nawet gdyby dowództwo AK podjęło taką – samobójczą – próbę, spaliłoby swoje działające już kanały przerzutowe i naraziło własnych żołnierzy, jak i polskie społeczeństwo na masowe represje i straty. Nawet gdyby udało się ich przerzucić na aryjską stronę, gdzie ukryć taką rzeszę ludzi? Warszawa była już zapełniona uciekinierami z getta. Nie mogła wchodzić też w grę próba przerzucenia tak dużej grupy ludzi do lasów. Nawet gdyby udało się ich wywieźć jakimś cudem z Warszawy, to gdzie ich ukryć i czym wyżywić? Wczesna pora roku nie zapewniała dostatecznego schronienia w lesie i pozwoliłaby łatwo wytropić uciekinierów. Największy działający w tym okresie oddział partyzancki majora „Ponurego” w trudnodostępnych Górach Świętokrzyskich liczył 100 ludzi[9]. Zarzut niewyprowadzenia z getta większej liczby jego mieszkańców w świetle ówczesnych realiów jest bezsensowny.

Pamiętajmy o tym, co łączy a nie dzieli

Powstanie w Getcie Warszawskim jest kolejną chlubną kartą naszej historii. Naród polski i jego podziemne władze próbowały pomóc na miarę swoich skromnych możliwości żydowskim bojownikom jak i ludności cywilnej getta. Wspólnie przelewana krew polskich i żydowskich bojowników na barykadach getta powinna być dla nas powodem do dumy. Nie pozwólmy, by ofiara najlepszych synów naszego narodu została zapomniana i by narzucano nam fałszywe poczucie wstydu za bohaterskie czyny naszych ojców. Jako naród nie mamy sobie nic do zarzucenia, a zdarzające się przypadki wydawania Żydów przez kryminalne elementy naszego społeczeństwa nie mogą przesłonić poświęcenia tysięcy Polaków, którzy narażając siebie i swoich najbliższych starali się za przykładem z Pisma Świętego pełnić rolę dobrych Samarytan.

Krzysztof Niewola

[1] http://www.rp.pl/artykul/122686.html?print=tak&p=0
[2] Tamże

[3] http://www.historicus.pl/newsy/2974.html
[4] http://www.blogpress.pl/node/16049
[5] Tamże
[6] http://www.innyswiat.most.org.pl/15/zagiew.htm
[7] Tamże
[8] Tamże
[9] http://ponury.republika.pl/jan_piwnik8.html

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek