Prof. Romuald Szeremietiew: Małpa z brzytwą


Prof. Romuald Szeremietiew. Fot. YT
Prof. Romuald Szeremietiew. Fot. YT

 

W listopadzie 2010 roku Komorowski podpisał decyzję o powołaniu zespołu do opracowania Strategicznego Przeglądu Bezpieczeństwa Narodowego. W końcu maja 2013 szef BBN zaprezentował efekt wysiłków dwustuosobowego zespołu ekspertów – „Białą Księgę Bezpieczeństwa Narodowego Rzeczypospolitej Polskiej”. Dowiedzieliśmy się, że opracowano tajny raport, a „Księga” jest jego jawną wersją. Wspólne dla obu opracowań są „rekomendacje”, czyli co trzeba zrobić. Jedną z takich rekomendacji są wprowadzane właśnie zmiany w systemie kierowania i dowodzenia siłami zbrojnymi RP.

Musi to być dla rządzących Polską kwestia istotna skoro przed ogłoszeniem „Księgi”, 16 stycznia br. na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego dokonano prezentacji „założeń reformy systemu kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi RP.  Otocznie Komorowskiego przekonywało do projektu argumentując, że: „Zmiany pociągną za sobą zmniejszenie o połowę obecnej liczby centralnych organów dowódczych. Powstałe oszczędności finansowe i etatowe mają zostać skierowane do jednostek liniowych Wojska Polskiego. Uproszczeniu ulegną również procedury związane z dowodzeniem. Wzmocni się też cywilna kontrola nad Siłami Zbrojnymi, poprzez bezpośrednie podporządkowanie ministrowi obrony narodowej wszystkich konstytucyjnie najwyższych organów wojskowych.”.

Zabrać małpie brzytwę

Konstytucja RP postanawia, że wojsko powinno służyć do obrony niepodległości, ma ochraniać integralność terytorium i całość granic państwa. Podobnie opisywała zadania sił zbrojnych konstytucja PRL. Tymczasem w grudniu 1981 r. Polacy dowiedzieli się, żeludowe wojsko będzie bronić „socjalizmu jak niepodległości”. Pierwszy sekretarz KC PZPR, prawda że w generalskim mundurze zdecydował o wprowadzeniu tzw. stanu wojennego usiłując uratować reżim przed katastrofą. Następnie pod ochroną wojska, posługując się tajną agenturą komuniści zapewnili sobie decydujący wpływ na przebudowę „socjalistycznej” PRL w „kapitalistyczną” RP. Uzyskali przy tym nie tylko faktyczne gwarancje bezkarności za popełnione zbrodnie, ale także wpływy i majątki. Często też, aby zostać kimś zamożnym, trzeba było mieć ubeckie “korzenie”. Dobrym przykładem transformacji ustrojowej są przymierający głodem dawni działacze antykomunistyczni i opływający w dostatki ich komunistyczni prześladowcy. Przydatność wojska „ludowego” w osłonie operacji określanej naiwnie „rewolucją okrągłego stołu” była bezsporna.

Z historii wiemy, że wojsko było wielokroć używane do zdobycie lub utrzymanie władzy. Robili to politycy, nie zawsze w mundurach, ale posiadający władzę wydawania rozkazów wojsku. Rozkazujący dzięki temu miał ogromną szansę pokonania oponentów. Nawet marna armia, źle uzbrojona i wyszkolona poradzi sobie z bezbronnymi ludźmi. W 1917 r. w czasie pierwszych wyborów w Rosji bolszewicy je przegrali. Lenin kazał wojsku rozpędzić rosyjski parlament. Przemoc zbrojna, a nie kartka wyborcza była fundamentem bolszewickiej władzy w Rosji.

Skutki komunistycznych rządów były straszliwe. Także dlatego, że komuniści posługiwali się siłami zbrojnymi niczym przysłowiowa małpa brzytwą. W państwach demokratycznych ustanowiono mechanizm tzw. cywilnej kontroli nad wojskiem, aby wykluczyć sytuacje, w których ktoś zechce zastąpić wybory parlamentarne siłą karabinów. Ustalono zgodnie, że wojsko powinno być neutralne politycznie i podporządkowane władzy dysponującej mandatem społecznego zaufania.

W Polsce z racji stanu wojennego 1981 roku, ale także późniejszych poczynań Lecha Wałęsy, który usiłował wykorzystywać wojsko dla umocnienia własnej pozycji twórcy Konstytucji RP z 1997 r. stworzyli specyficzny system kontroli nad siłami zbrojnymi. Prezydent „najwyższy zwierzchnik” sił zbrojnych mianuje samodzielnie najwyższych dowódców, ale nie może im rozkazywać. Nie ma też bezpośredniego wpływu na obsadę stanowiska ministra obrony. Minister obrony jest przełożonym służbowym żołnierzy, ale bez prawa wydawania im rozkazów. „W imieniu ministra” rozkazy może wydawać szef Sztabu Generalnego WP, zawodowy wojskowy nazywany „pierwszym żołnierzem Rzeczypospolitej”. Wymienionych w Konstytucji szefa SG WP i najwyższych dowódców na stanowiska mianuje nie minister, ale prezydent RP. Do tego minister obrony odpowiedzialny za obronność kraju wykonuje obowiązki pod nadzorem premiera i w każdym momencie może być przez szefa rządu odwołany. W składzie rządu utworzono Komitet Spraw Obronnych Rady Ministrów do wytyczania polityki obronnej państwa, ale także do nadzoru i kontroli poczynań MON.

Polski system cywilnej kontroli nad wojskiem wymaga współdziałania i współpracy wielu ośrodków. Także opozycji. Wojsko nie ma jednego decydenta. Chodziło o to, aby uniemożliwić rządowi i dowódcom wojskowym użycie  siły zbrojnej do działań sprzecznych z porządkiem konstytucyjnym.

Polityka prezydenta Wałęsy, ale także obawy ujawnione przy obalaniu rządu Jana Olszewskiego bezzasadnie podejrzewanego  o przygotowywanie wojskowego zamachu stanu sprawiły, że ugrupowania znajdujące się na scenie parlamentarnej z pełną aprobatą przyjęły wypracowane w Konstytucji RP rozwiązania. Odtąd obowiązywały one bez względu na to, kto w Polsce sprawował rządy. Zmiany w tym systemie są wprowadzane dopiero teraz, za sprawą polityków Platformy Obywatelskiej.

Kto w roli małpy?

Po przeprowadzeniu „uzawodowienia” armii, nazywanego fałszywie „profesjonalizacją”, w MON Bogdan Klich, a następnie Tomasz Siemoniak zaczęli domagać się zmiany systemu dowodzenia wojskiem. Klichowi nie udało się tego dokonać, ale jego następca miał więcej szczęścia. Jaki będą zmiany? Dzięki wsparciu Kancelarii Prezydenta, zgodnie z zapowiedziami Siemoniaka szef Sztabu Generalnego WP wkrótce przestanie być najwyższym dowódcą wojskowym, a Sztab Generalny straci kompetencje dowódcze. Odtąd będzie tylko zajmować się planowaniem, nie wiadomo czego oraz nadzorem nie wiadomo nad czym. Jednocześnie mają powstać DWA RÓWNORZĘDNE NOWE DOWÓDZTWA: od dowodzenia na co dzień (Dowództwo Generalne) oraz dowodzenia ekstra (Dowództwo Operacyjne). Przy czym minister obrony twierdzi, że pierwsze będzie odpowiedzialne za działania armii w czasie pokoju, a drugie w czasie wojny, a szef BBN, że dowództwo operacyjne będzie zajmować się misjami (sic!). Mamy mimo to zagadkę dlaczego mała polska armia ma mieć dwa dowództwa szczebla centralnego (strategicznego) i w jaki sposób będzie oddzielone jedno dowodzenie od drugiego; to „codzienne” od operacyjnego. Ponadto w takim dwójkowym układzie kto ma być najwyższym dowódcą (reguła jednoosobowego dowodzenia)  – wypada, że cywil minister.  Ta dziwaczna konstrukcja, nie znana w innych armiach oznacza też, że będziemy mieli inny system dowodzenia w okresie pokoju, a inny w razie wybuchu wojny, co może mieć katastrofalne skutki na polu walki.

BBN i MON twierdzą że: „Reforma pozwoli skonsolidować rozproszony dotychczas system dowodzenia i wdrożyć obowiązującą w krajach NATO ideę ‘połączonych struktur i połączonego działania’.” Pomijając taki drobiazg, że natowski wymóg  „połączonego działania” można było umieścić w Sztabie Generalnym powstaje pytanie na ile minister cywil poradzi sobie kierując armią za pomocą dwu równorzędnych dowódców? Jakie to będzie miało skutki organizacyjne. Obaj dowódcy zaczną przecież umacniać swoją pozycję rozbudowując podległe struktury; będą potrzebne etaty i pojawią się dublujące się komórki, przybędzie wojskowej biurokracji, także z generalskimi szlifami. W bezpośrednim kierowaniu dwoma dowództwami ministrowi ma „doradzać” szef SG WP, „organ pomocniczy” ministra, ale co się stanie, gdy minister nie zechce korzystać z rad szefa sztabu? Wzmocnienie ministra w dziedzinie rozkazodawstwa nie ma nic wspólnego z wzmocnieniem cywilnej kontroli.

Rozkaz wydany żołnierzowi podlega bezwzględnemu wykonaniu. Odmowa lub złe wykonanie w warunkach bojowych grozi rozstrzelaniem. Wydawanie rozkazów wymaga wielkiego poczucia odpowiedzialności i musi opierać się o wiedzę i żołnierskie doświadczenie. Oficer przechodząc ścieżki awansu, osiągając coraz wyższe stopnie i stanowiska dowódcze wydaje rozkazy podwładnym, ale także je otrzymuje z wyższego szczebla. Nabiera doświadczenia i zna wagę oraz ciężar rozkazodawstwa. Takiego doświadczenia nie mają cywilni ministrowie obrony. Stąd funkcje rozkazodawcze w siłach zbrojnych pozostawia się wojskowym. Po degradacji szefa Sztabu Generalnego minister stanie się jedynym rozkazodawcą zależnych od niego dwu dowódców wojskowych.

Jaki wniosek można wysnuć z powyższego?  Po zmianach w systemie dowodzenia minister, a więc rząd uzyska wyłączność na decydowanie o tym, co ma robić armia, tak jakby rząd aspirował do odgrywania roli małpy z brzytwą.

Bronić stanowisk jak niepodległości

Stan wojenny: okazać dokumenty!  Fot. RSz.
Stan wojenny: okazać dokumenty! Fot. RSz.

 

W ostatnich latach w Wojsku Polskim nacisk położono na kształcenie żołnierzy w wykonywaniu funkcji quasi policyjnych. Mamy oddziały zaprawione w sprawdzaniu dokumentów, kontrolowaniu ludzi i pojazdów – tego uczyli się żołnierze w Iraku, a teraz doskonalą się w Afganistanie. Pojawiły się opinie, że wojsko zostało zamienione w formację pacyfikacyjną i może służyć do działań represyjnych.

W dyskusjach nad stanem Sił Zbrojnych RP dominują krytyczne opinie. Nawet najwięksi optymiści nie potrafią odnaleźć zapowiadanego profesjonalizmu zawodowej armii. Eksperci spoza kręgu rządowego wskazują na liczne braki i zaniedbania. Ostrzegają, że wojsko znalazło się w stanie zapaści. Polscy żołnierze posługują się uzbrojeniem z czasów PRL, zdarza się starszym od nich samych. W Marynarce Wojennej mamy więcej admirałów niż pełnowartościowych okrętów bojowych. W lotnictwie nie jest lepiej, poza samolotami F-16 są prymitywnie wyposażone Mig-29 oraz proszące się o złomowanie Su-22. Nie ma samolotów szkolnych i nie wiadomo kiedy one będą. Fatalny jest stan obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Siły jakie Polska  może teoretycznie wystawić do obrony kraju wg norm taktycznych mogą bronić około jednego procenta terytorium RP.

Irak: okazać dokumenty!
Irak: okazać dokumenty! Fot. RSz.

Czy jest możliwe, aby tego wszystkiego nie widzieli ludzie odpowiadający za wojsko; czy trudno przewidzieć kiedy jakieś uzbrojenie trzeba będzie złomować lub co należy zrobić, aby byli rezerwiści, których będzie można zmobilizować w razie zagrożenia wojennego? Takich pytań jest bez liku, można by je zadawać bez końca. Czy więc fatalny stan sił zbrojnych RP to efekt braków umysłowych lub niedbalstwa rządzących? Niegdyś premier Tusk przechwalał się, że jego partia nie ma z kim przegrać. Dziś takiej pewności już nie ma. A politycy PO przyzwyczaili się do rządzenia. Stracić władze z racji przegranych wyborów – fatalne perspektywa. Może więc nie chodzi w tym wszystkim o obronę kraju, ale tak jak w 1981 roku o gwarancje utrzymania się na stołkach. Widoczne są przecież wśród rządzących przygotowania, aby sprostać przyszłym niekorzystnym zdarzeniom. Trwają różne prace przy ustawach o stanach nadzwyczajnych, o zgromadzeniach, są w pilnym trybie reorganizowane służby tajne. W takiej perspektywie wojsko też mogłoby odegrać istotną rolę. A do pacyfikowania buntującego się społeczeństwa nie są potrzebne nowoczesne okręty i rakiety. W zupełności wystarczy kilkadziesiąt tysięcy „zawodowców” na Rosomakach, lojalnych wobec tego, kto im płaci.

Bronić stanowisk jak niepodległości może tylko wojsko odseparowane od społeczeństwa, bez głębszych związków z polską tradycją wojskową. Obrona Terytorialna skupiająca obywateli patriotów gotowych bronić swoich domów jest niepotrzebna, a mogłaby okazać się dla rządzących szkodliwa. Dlatego warto tworzyć zawodową armię do sprawdzania dokumentów, a rozwiązano wszystkie jednostki OT.  Gdyby więc od tej strony spojrzeć na Siły Zbrojne RP, to dotychczasowe poczynania rządzących są tak racjonalne, jak racjonalny był plan przeprowadzenia stanu wojennego.

Prof. Romuald Szeremietiew

Por. rez. WP, dr hab. nauk wojskowych, prof. KUL, publicysta.

Źródło: http://romualdszeremietiew.salon24.pl/ , 04.06.2013

POLISH CLUB ONLINE, 2013.06.04

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek