Artur Łoboda: Mistyfikacje na temat historii, a współczesność


Rynek krakowski

Upływ czasu i kolejne zgony ludzi, którzy przeżyli wojnę powoduje, że na świat wypełzają karaluchy pokroju Jana Grossa, który w obłędzie nienawiści do Polaków tworzy kolejne uwłaczające nam oskarżenia.
Niedawno trafiłem w Internecie na relacje ze spotkań – z Romą Ligocką, która jak wiele jej podobnych osób – w nawrocie do Judaizmu znalazła dla siebie niszę medialną.
Przez dziesięciolecia twórczość Ligockiej nie znajdowała większego zainteresowania i dopiero występ w roli „dziecka holokaustu” zrobił z Romy znaną postać – zapraszaną na spotkania.
Pamiętam jednak – jak w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych włóczyła się po krakowskich kawiarniach – podobnie do wielu Krakowian poszukujących sensu swojego życia.

Miałem kiedyś ciotkę, która posiadała niesamowity dar przyciągania do siebie ludzi.
Z końcem lat sześćdziesiątych widziałem w Jej towarzystwie pierwszych emigrantów odwiedzających Kraków, którzy znajdowali w Ciotce swoją powierniczkę – gdy nikt z bliskich im nie pozostał.
Wtedy pierwszy raz Ciotka opowiedziała mi o losach Polaków na Wchodzie – bo Jej rozmówcami byli żołnierze Armii Andersa.

Moja Ciotka była szczególną postacią.
W czasie wojny siedziała na Montelupich – bo myśleli, że jest Żydówką.
Wtedy – jeszcze jako dziewczyna – częściowo posiwiała.
A że w wieku dojrzałym miała kochanka w wieku swojej córki – to farbowała swoje włosy na czarno i mocno się malowała.
Któregoś dnia powiedziała mi, że z racji wyglądu – Cygani uważają Ją za Cygankę, a Żydzi za Żydówkę.
I często nawiązywali z Ciotką rozmowę.
A Ona – niczym spowiedniczka wysłuchiwała ich opowieści – z których historyczne informacje mi przekazywała.
Nigdy nie powiedziała mi niczego prywatnego.
W połowie lat osiemdziesiątych do Ciotki przykleiła się Roma Ligocka i często przebywała w Jej towarzystwie.
Niedługo potem ciotka zmarła.

Przez przypadek zainteresowałem się w 1996 roku dziejami Żydów na Krakowskim Kazimierzu.
Odkrywanie historii było dla mnie o tyle proste, że jako dziecko włóczyłem się po całym Kazimierzu i poznałem każde podwórko, a wręcz „każdy kamień”.
I gdy „cenieni” historycy mieli problemy z identyfikacją miejsca- bądź czasu wykonania historycznego zdjęcia – ja bez problemu je wskazywałem.
A ponieważ przez całe dzieciństwo słyszałem mimochodem – wspomnienia o przedwojennym Krakowie i latach wojny – to zrozumienie losów Żydów i współczucie dla ofiar wojny było dla mnie oczywiste..

Kiedy jednak trafiłem na polityczne wykorzystanie filmu „Lista Schindlera” w celu grabieży na Polakach – to po raz pierwszy zabrałem głos w imieniu prawdy.
Z czasem robiłem to coraz częściej.
Aż w końcu zrozumiałem, że być może jestem ostatnią osobą, która posiada wiedzę na temat wojennych losów Krakowskiego Kazimierza. Choć jestem tylko strażnikiem wspomnień mojej Rodziny.
Lecz nikt – poza mną nie wiedział, że w Starej Synagodze zrobili Niemcy magazyn, w którym gromadzili papierowe worki na trupy.
Tylko ja mogę dziś opowiedzieć o grasujących w dni targowe na Szerokiej – żydowskich odomanach (współpracownikach Niemców), w cywilu szukających Żydów usiłujących kupić tam żywność – którą później przemycali do Getta w Podgórzu.
A nawet historię – jak jeden rozpoznany uciekał w stronę Starowiślnej.

Tylko ja mogę przypomnieć, że zanim ulica Starowiślna przybrała w PRL-u nazwę „Bohaterów Stalingradu” to wcześniej Niemcy – przez kilka dni prowadzili tą ulicą dziesiątki tysięcy, albo setki tysięcy więźniów rosyjskich, a moja Babcia – widząc wynędzniałe twarze wbiegła do pobliskiej piekarni i wrzucając na stół wszystkie pieniądze – jakie posiadała – porwała kosz z chlebem by po chwili rozrzucić go wśród sołdatów, o których moja rodzina mówiła pogardliwie „kacapy”.
Co innego jednak nienawiść do głupich żołnierzy zbrodniczego totalitaryzmu, a co innego współczucie do poniżonych ludzi, których czekała śmierć głodowa.
Babcia miała wtedy szczęście – bo konwojujący jeńców Niemiec niecelnie strzelał – gdy uciekała w stronę „sztreki” – czyli nasypu kolejowego na ulicy Halickiej.

Obecnie mamy do czynienia z cała masą mitów i kłamstw historycznych – tworzonych najczęściej dla pieniędzy.
Jednym z nich jest opowieść: jakoby podczas likwidacji Getta w Podgórzu – wszyscy Żydzi zabierali ze sobą meble i w rezultacie tego na Placu Zgody, który dziś nazywają „Bohaterów Getta” – pozostało bardzo dużo krzeseł.
Ta legenda miała służyć za pretekst dla wątpliwego artystyczne i kłamliwego historycznie projektu ustawieniu na Placu Zgody metalowych krzeseł, które mają dziś przypominać o historii Getta.

Problem w tym, że ktoś coś usłyszał – tylko że – podobnie jak w przypowieści „nie wie w którym dzwonią kościele”.

Po ustanowieniu niemieckich władz w Krakowie – kazano wszystkim Żydom zgromadzić się na „Placu Nowym” – zwanym potocznie „Placem Żydowskim”.
Siedząc na ustawionych tam krzesłach Żydzi czekali na ogłoszenie urzędnika niemieckiego, a potem wszystkich brodatych Żydów ogolono.
Podobno wyli wniebogłosy gdy byli strzyżeni i goleni.
Po tym wydarzeniu nikt nie zabrał ze sobą ze strachu krzesła.
I to na Placu Nowym – na Kazimierzu, a nie na Placu Zgody – zostały pozostawione krzesła.
Opowieści pisane przez współczesnych oszustów historycznych przypominają przypowieść z cyklu „Radio Erewań odpowiada”
„Czy to prawda, że na Placu Czerwonym rozdają samochody? Radio Erewań odpowiada: tak, to prawda, ale nie samochody, tylko rowery, nie na Placu Czerwonym, tylko w okolicach dworca warszawskiego i nie rozdają, tylko kradną.”

I dokładnie taka sama jest legenda mówiąca, że po likwidacji w Getta w Podgórzu – pozostało na Placu Zgody dużo krzeseł.
Cała – zresztą polityka historyczna liberalnych rządów w Polsce prowadzi do nowej – szkalującej Polaków interpretacji historii.
Kiedyś na ten Portal zaglądał Roman Polański – kuzyn wspomnianej wyżej – Romy Ligockiej.

Czekam aż opowie prawdę o latach wojny i o tym, że dzięki poświęceniu Polaka dzisiaj żyje – podobnie jak jego kuzynka.
Skoro i tak narobił sobie Pan samych wrogów – to kilku więcej – nie zaszkodzi.
A może wtedy zyska Pan szacunek przyzwoitych ludzi.

Polański mówił nieraz prawdę o tym – komu zawdzięcza życie. Ale jego glos zniknął w medialnym chaosie.
Nadszedł czas – by jeszcze raz, ale dobitnie przypomnieć prawdę o tamtych latach.

O tym, że byli wśród Polaków szmalcownicy i kolaboranci – przypominam za każdym razem. Ale był to margines społeczny, który pojawia się w każdym narodzie.
Jak na warunki lat wojny – była to niewielka grupa. Kradli, szantażowali i zabijali – bo było to czasem warunkiem przetrwania.
Dziś natomiast – mordując Irakijczyków, afgańskie – czy palestyńskie dzieci, żaden bandyta nie ocala dzięki tej zbrodni – swojego życia.
I hańbą jest, że polscy żołdacy mają w tym współudział.

Życie zmusza nas do pokerowej gry.
Kiedy żydowskie kanalie będą fałszować historię to wyciągnę niejeden fakt ze znanej mi historii.
Lecz cały czas dążę do tego – by sami Żydzi sprzeciwili się łajdakom fałszującym historię, a tym samym obrażających pamięć żydowskich ofiar wojny.

Irytujące jest dla mnie – gdy Roma Ligocka bajdurzy – jak to w młodości nie znała wiary swoich przodków, a w domyśle, że nie miała ku temu warunków.
Nawet po marcu 1968 roku – cały czas czynna była Synagoga Remu. W Synagodze Tempel również modliły się niewielkie grupy Żydów.
Nikt im w tym nie przeszkadzał.
Pamiętam – jak kolo 1969 roku – jakiś elegancko ubrany człowiek mówiący po niemiecku – proponował mężczyznom na ulicy Szerokiej pieniądze – by poszli z nim pomodlić się do zamkniętej oficjalnie Starej Synagogi. (bez problemu można się było w niej modlić)
W ten sposób chciał zadośćuczynić tradycji religijnej.
I nie przeszkadzało, że towarzyszył mu chrześcijanin.

Kiedy będą kłamać i obrażać Polaków to ja wyciągnę kolejne fakty z historii.
A nie tylko że znam dużo wydarzeń, lecz rozumiem postępowanie ludzi.
Gdy Roma Ligocka była młodą dziewczyną to na podobieństwo krakowskiej kołtunerii – chciała być nowoczesna i światowa.
Wtedy żadna religia nie była modna – bo cywilizacja dążyła ku „postępowi”.
Dopiero Karol Wojtyła odwrócił tą zasadę i nastąpił nawrót do religijności wszystkich wyznań. Ale nie wiem – czy to na dobre wyszło dla ludzkości.

Patrzę na tą Ligocką z politowaniem i myślę sobie: to rzeczywiście „dziecko wojny”. Nie potrafiła stworzyć rodziny – a to jest najważniejszą formą spełnienia dla kobiety.

Wojna skończyła się prawie 70 lat temu, a zło trwa nadal.
Ile pozostanie ofiar po współczesnej polityce totalitaryzmu liberalnego? Gdy miliony rodzin zmuszonych jest do opuszczenia Ojczyzny, a dzieci pozbawione są właściwej opieki rodzicielskiej.

Foto: Rynek Krakowski – jeden z dwóch placów mojego dzieciństwa

Artur Łoboda
3 czerwiec 2013
zaprasza.net

Źródło: http://www.zaprasza.net/a.php?article_id=32263

POLISH CLUB ONLINE, 2013.06.05

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek