Witold Gadowski: Czarny Wrzesień został rozbity przez Mossad, Abu Daud był jednym z ostatnich żyjących członków jego kierownictwa.


Między Moskwą, islamistami, Arafatem i Mossadem. Tajna historia PRL… Rozmowa z Witoldem Gadowskim

Hotel Victoria w Warszawie. Fot. AccorHotels.com
Hotel Victoria w Warszawie. Fot. AccorHotels.com

– Wśród tysięcy studentów arabskich, którzy przebywali na terenie PRL, znalazło się bardzo wielu członków Bractwa Muzułmańskiego. Służby specjalne PRL miały w tych środowiskach ponad stu agentów-Arabów. Nie zdarzyło się, aby Arabowie nie chcieli współpracować. Robili to chętnie. Współpraca dotyczyła handlu bronią i przekazywania idei płynących z Kremla. Służby PRL miały transmitować pomysły kremlowskie do arabskich organizacji terrorystycznych, w tym do Bractwa Muzułmańskiego – mówi Witold Gadowski, dziennikarz śledczy, publicysta i pisarz, autor m.in. książki „Tragarze śmierci” opisującej związki służb specjalnych krajów komunistycznych, w tym PRL, z międzynarodowym terroryzmem.

Tomasz Plaskota: 1 sierpnia 1981 r. w hotelu „Victoria” w Warszawie do Abu Dauda, palestyńskiego terrorysty i jednego z przywódców Czarnego Września, strzelał Dauer Hussajn Nassif. Po co Abu Daud przyleciał do Warszawy? Dlaczego miał zginąć?

Witold Gadowski: Nie była to pierwsza wizyta Abu Dauda w Polsce kupował broń od „ludowego” Wojska Polskiego, miał dobre kontakty ze służbami specjalnymi PRL. Czarny Wrzesień został rozbity przez Mossad, Abu Daud był jednym z ostatnich żyjących członków jego kierownictwa. Ten zamach, oprócz zemsty za zabicie izraelskich sportowców podczas olimpiady w Monachium w 1972 r., miał jeszcze jeden, chyba najważniejszy powód; otóż, zabójstwo Abu Dauda miało udaremnić zamach na prezydenta Egiptu, Anwara as Sadata, który w tym czasie zmienił swój kurs polityczny i zrezygnował z sowieckich doradców.

T.P.: Kto zlecił zamach na prezydenta Egiptu?

W.G.: Według wszelkich poszlak, jakie zdobyliśmy z Przemkiem Wojciechowskim, chciały to zrobić służby sowieckie. W książce „Tragarze śmierci” jako pierwsi powiązaliśmy zamach w „Victorii” z późniejszym zamachem na prezydenta Egiptu. KGB starał się wpłynąć na Jasera Arafata przez najbardziej radykalnych terrorystów, skupionych w palestyńskich organizacjach terrorystycznych, aby jak najszybciej dokonali zamachu na prezydenta Egiptu. Jednym z jego architektów był Abu Daud. Zabijając Abu Dauda, Izrael chciał uratować Anwara as Sadata.

T.P.: Jak doszło do zamachu na Abu Dauda w Warszawie? Przecież był chroniony…

W.G.: Cały czas chroniła go Służba Bezpieczeństwa, ale na moment przed zamachem zdjęto mu ochronę. Dosłownie na godzinę ochraniający go esbecy zniknęli; ktoś ich odwołał. Wtedy nastąpił zamach na Abu Dauda. Moim zdaniem była to akcja tzw. szczurzego śladu, czyli agentury Mossadu wewnątrz SB, wykorzystanej tylko do tej jednej akcji.

T.P.: Agentura Mossadu w SB pomogła uciec niedoszłemu zabójcy Abu Dauda?

W.G.: Oczywiście, zamachowca zatrzymano na granicy, ale został wypuszczony.

T.P.: Dlaczego?

W.G.: Działali wysocy oficerowie, którzy już wtedy brali pieniądze od Mossadu.

T.P.: Kim byli?

W.G.: Tego jeszcze nie wiem. Nie zdołał tego ustalić Czesław Kiszczak, kiedy był szefem SB.

T.P.: Dlaczego nie udało się ich namierzyć?

W.G.: Byli dobrze zakonspirowani i dobrze prowadzeni.

T.P.: Mogli to być tzw. sayani?

W.G.: Tak, Mossad zawsze działa na takiej zasadzie, ponieważ ma szczupłe kadry i zawsze posiłkuje się miejscowymi współpracownikami. Sayani to ludzie, którzy ideowo współdziałali z Izraelem przeciwko PRL, ale w kilku przypadkach brali za to pieniądze.

T.P.: Dla kogo pracował Dauer Hussajn Nassif, który strzelał do Abu Dauda?

W.G.: To jest właśnie bardzo ciekawe, bo ten człowiek według informacji, które ustaliliśmy, ten człowiek był Palestyńczykiem, członkiem organizacji Abu Nidala. Abu Nidal w owym czasie często wysługiwał się różnym służbom, w tym przypadku pomógł Mossadowi. W 1990 r. został zatrzymany w Bejrucie, następnie – na podstawie wyroku trybunału Organizacji Wyzwolenia Palestyny – skazany na śmierć; powieszono go w gaju oliwnym na Zachodnim Brzegu Jordanu.

T.P.: Co się stało z rannym Abu Daudem?

W.G.: Przewieziono go do szpitala Akademii Medycznej, później do kliniki MSW w Warszawie przy ul. Komarowa (obecnie przy ul. Wołoskiej). Miał ścisłą ochronę, składającą się z dwóch pierścieni. Pierwszy stanowili ochroniarze ze służby bezpieczeństwa Organizacji Wyzwolenia Palestyny, którzy oficjalnie nosili w Polsce broń; drugi tworzyły wojskowe służby specjalne. Kiedy Abu Daud leżał w szpitalu w Warszawie, MSW zorganizowało przylot jego żony i czwórki dzieci do Polski. Potem został wywieziony do Berlina Wschodniego, gdzie poddano go rehabilitacji i przeprowadzono operacje plastyczne. W NRD opiekę nad nim przejęła STASI.

(…)

T.P.: Był Pan jedną z nielicznych osób, które dotarły do akt przechowywanych w IPN dotyczących współpracy fundamentalistycznego Bractwa Muzułmańskiego ze Służbą Bezpieczeństwa. Czego dotyczyła ta współpraca?

W.G.: Współpraca trwała od początku lat 70. do końca lat 80. Wśród tysięcy studentów arabskich, którzy wówczas przebywali na terenie PRL, i to na mocy umów z Organizacją Wyzwolenia Palestyny i kilkoma innymi organizacjami, znalazło się bardzo wielu członków Bractwa Muzułmańskiego. Wszystkie te środowiska, szczególnie w Krakowie, Łodzi, Gdańsku i Warszawie, SB ściśle inwigilowała. Służby specjalne PRL miały w tych środowiskach ponad stu agentów-Arabów. Rozmawiałem z oficerem, który znał się na tym najlepiej, bo odpowiadał z agenturę wewnątrz organizacji arabskich w Polsce. Nie zdarzyło się, aby Arabowie nie chcieli współpracować. Robili to z chętnie, stąd SB miała drobiazgowe informacje na temat tego, co dzieje się w środowiskach arabskich. Współpraca dotyczyła handlu bronią i przekazywania idei płynących z Kremla. Służby PRL miały transmitować pomysły kremlowskie do arabskich organizacji terrorystycznych, w tym do Bractwa Muzułmańskiego. Kreml nie angażował się bezpośrednio w negocjacje z terrorystami, więc zawsze wykorzystywał do tego celu służby innych krajów.

(…)

T.P.:Zapowiadał Pan również kolejne publikacje…

W.G.: Zakończyłem pracę nad książką „Arbuz z serca wojny” – prequelem „Wieży komunistów”. Będzie to pierwsza część przygód Andrzeja Brennera, które rozgrywają się w latach 90. podczas wojny na Bałkanach. Będzie to zupełnie inna książka niż „Wieża”. Będzie to opowieść o Bałkanach, które poznałem jako korespondent wojenny, opowieść przygodowa o ludziach, sytuacjach granicznych w życiu, o tym, czym jest bycie prawdziwym mężczyzną. Planujemy też z Maćkiem Grabysą napisanie reportażu na kanwie informacji zdobytych podczas kręcenia filmu o handlu organami ludzkimi, zatytułowanego „Mitzvah”. Będzie to podróż szlakiem ludzkiej nerki, który wiedzie z Mołdawii przez Turcję do Izraela.

Całość rozmowy w ostatnim 28 numerze czasopisma historycznego „Glaukopis” – do nabycia przez stronę www.glaukopis.pl lub w sieci Empik.

www.facebook.com/pages/Glaukopis

Źródło:  http://rebelya.pl/post/4174/miedzy-moskwa-islamistami-arafatem-i-mossadem-t , 05.06.2013

Wybor zdjecia wg/PCO

POLISH CLUB ONLINE, 2013.06.10

 

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek