Wizja spontanicznego porządku. Ślepy i głuchy przewodnik gwarantuje katastrofę


drogaduzeWizja spontanicznego porządku

Gdy zwracamy uwagę na powszechne przekonanie (chociaż nie zawsze świadomie przyjmowane), o spontanicznym przebiegu procesów gospodarczych, powinniśmy przede wszystkim odrzucić sugestię, że jest ono czymś drugorzędnym. Przekonanie to jest rezultatem neoliberalnej indoktrynacji ekonomicznej.
Mówiąc dokładniej, przekonanie o możliwości i faktycznym istnieniu spontanicznego porządku jest rezultatem indoktrynacji ekonomicznej, w której skompromitowanej koncepcji „gospodarki planowej” przeciwstawia się koncepcję gospodarki uwolnionej od planowania i wpływów politycznych. Jest także w pewnym sensie uogólnieniem „niewidzialnej ręki rynku”.
Wkraczamy tutaj w obszar teorii ekonomicznej, w której wizja „spontanicznego porządku” jest niezwykle doniosła, chociaż trudno dostrzegalna przez osoby trzymające się z dala od ekonomii. Na czym polega doniosłość tej idei? Dlaczego jest ona nie mniej szkodliwa od idei totalitarnych?

Wizja „spontanicznego porządku” jest kamieniem węgielnym współczesnej ekonomii neoliberalnej. Wynika z przekonania, że istnieje porządek, który wyłania się w wyniku swobodnej, konkurencyjnej działalności ludzi, a nie wskutek zabiegów rządu, organizacji (prywatnych i publicznych) czy choćby pojedynczych ludzi. Wizję tę wzmacnia przeświadczenie, że taki „spontaniczny porządek” jest lepszy od porządku kształtowanego przez rząd, organizacje czy jednostki.

Dalej wizji tej omawiać nie będziemy, ponieważ wymagałoby to ukazania ogólnych ram metodologicznych neoliberalizmu, co nie jest naszym celem.

Problem, który powinien wywoływać szczególne zaniepokojenie, wynika z niedoceniania planów i projektów podejmowanych przez wielkie grupy interesów, rządy i organizacje działające w skali międzynarodowej oraz ich wpływu na procesy ekonomiczne. Wpływy te w ostatnich 30-latach niezmiernie wzrosły. Bez ich uwzględnienia żadne rozważania ekonomiczne nie mogą być wiarygodne.

Z praktycznego punktu widzenia wizja spontanicznego porządku wyklucza lub znacząco osłabia podejmowanie pozytywnych, wielkich, zorganizowanych przedsięwzięć gospodarczych, co w istocie rzeczy przekreśla możliwości inwestycyjne i działania długookresowe. Tak więc działa na społeczeństwo destrukcyjnie, kierując je w stronę mocno zindywidualizowanej, drobnej wytwórczości. I odpowiednio, wizja ta sprzyja podejmowaniu wielkich zorganizowanych przedsięwzięć gospodarczych przez działające w skali globalnej instytucje, grupy interesów i osoby. Z jednej strony bowiem dostarcza im wolne pole dla ekspansji, a z drugiej – odwraca od nich uwagę, dając tym samym sposobność do niekontrolowanego przejmowania rynku i kapitału.

Tak więc problem ten można skwitować następująco: wizja „spontanicznego porządku” nadaje tym wpływom globalnym status działań nieistotnych, a zarazem sprzyja anonimowości. Jednak warto dodać, że nie jest to jedynie problem światopoglądowy. Otóż omawiana wizja jest w pełni aprobowana, demonstrowana i forsowana przez rządy oraz wpływowe organizacje międzynarodowe. W tym sensie jest ona ideologicznym narzędziem ekspansji. A gdy do tego dochodzą prawne i polityczne ograniczenia, utrudniające rozpoznanie i ujawnianie publiczne takich wpływów, problem nabiera jeszcze większego znaczenia. Nawet kiedy dochodzi z znacznym opóźnieniem do ujawnienia tych wpływów, problem nie znika. Obserwacje i rozważania ukazujące poważne pęknięcia w fasadzie „spontanicznego porządku” nadal nie dają się zrozumieć w ramach ortodoksyjnej ekonomii (neoliberalnej), lecz jedynie przypisują tym obserwacjom i rozważaniom status… nienaukowy. W ten sposób ekonomia „pracuje” przeciwko uwzględnianiu egzogenicznego wpływu rządów, organizacji międzynarodowych, a także wielkich korporacji na procesy gospodarcze. To rzekomo zawsze „rynki” są przyczyną zachodzących zmian, a nie konkretne organizacje polityczne, finansowe czy mafijne. Dlatego ekonomia neoliberalna chcąc nie chcąc chroni i zwiększa te wpływy, często je usprawiedliwia jako wymuszone przez rynek, a co najważniejsze – uniemożliwia zaangażowanie ekonomistów w wyjaśnienie roli tych organizacji , zwłaszcza jeśli ich rola jest istotnie negatywna.

To przekłada się z na politykę. Politycy w Polsce chętnie przyjmujący wizję „spontanicznego porządku”, „nie widzą” skandalicznych wyczynów wpływowych ośrodków władzy politycznej i finansowej o zasięgu globalnym i europejskim, uderzających w podstawy życia kulturowego i ekonomicznego kraju, „nie widzą” ich agentur, „nie widzą”, kto zawłaszcza polski majątek narodowy, „nie widzą” ambicji i zabiegów związanych z „rządem światowym”, czyli dominacji globalnej. „Nie chcą słyszeć” o winnych grabieży mienia narodowego, „nie chcą słyszeć” o obcej korupcji w Polsce, „nie chcą słyszeć” o groźnej dla Polski symbiozie niemiecko-żydowskiej, „nie chcą słyszeć” o konieczności kontroli agresywnych i przestępczych globalnych funduszy inwestycyjnych, nie chcą słyszeć” o faktach wskazujących na utratę suwerenności ekonomicznej i politycznej kraju, etc.

Jest to jaskrawy przejaw politycznej głupoty. Wrażenie, że politycy tylko udają ślepych i głuchych jest błędne. Są rzeczywiście tacy. Naprawdę nie wiedzą, co się dzieje, ponieważ wizja spontanicznego porządku wyklucza potrzebę posiłkowania się konkretną wiedzą społeczną i ekonomiczną. Jedynie niektórzy z wpływowych polityków, jako najemnicy wpływowych ośrodków władzy o zasięgu globalnym, mogą mieć poczucie wtajemniczenia, ale to również nie jest rzetelna wiedza.

Tacy politycy są niebezpieczni nie dlatego, że są groźni, lecz właśnie dlatego, że są ślepi i głusi.

Ślepy i głuchy przewodnik gwarantuje katastrofę.

K. T.
Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek