Ks. dr Mariusz Sztaba: Autentyczny naukowiec czy zideologizowany „dyżurny autorytet”?


Narysował Arkadiusz Gacparski
Narysował Arkadiusz Gacparski (Wirtualna Polonia)

Przyzwyczailiśmy się już do tego, że w mass mediach pojawiają się raz po raz ludzie z tytułami i stopniami naukowymi, występujący w roli autorytetów-ekspertów. Niby wszystko jest normalne, ale nie do końca. Bowiem po pierwsze, zapraszani są przeważnie ci sami, wybrani i ideologicznie użyteczni uczeni-eksperci. Po drugie, ich obecność w mediach próbuje się wykorzystać jako potwierdzenie rzekomo toczącej się dyskusji na dany, palący temat. A przecież dyskusja to zespołowe rozwiązywanie problemu, w celu dochodzenia do prawdy. Autentyczna dyskusja kieruje się zasadami, zobowiązując dyskutantów do uzasadniania swoich twierdzeń rzeczowymi argumentami. Prawdziwa dyskusja nie może być więc agitacją (odwoływaniem się tylko i wyłącznie do uczuć rozmówcy); demagogią ( odwoływaniem się do poczucia krzywdy); propagandą(polegającą na upowszechnianiu pewnych idei w sposób mało racjonalny, przez odwoływanie się do schematów, reklamy, sloganów itd.) ani też perswazją (która przybiera formę pozornych zabiegów uzasadniających jakieś przekonania, mające prowadzić do zaakceptowania twierdzenia przez słuchacza – rozmówcę, np. poprzez iterację – przekonywanie do tezy przez częste jej powtarzanie; sugestywne przedstawianie tezy, którą ubiera się w postać aforyzmu, sentencji, zgrabnego sloganu).

Naukowiec występujący w mediach jako autorytet-ekspert, powinien posiadać minimum pokory i zdrowego krytycyzmu, pamiętając o tym, że jest ekspertem tylko i wyłącznie w swojej dziedzinie. Gdy zaś wypowiada się na tematy nie związane z nią bezpośrednio, reprezentuje tylko i wyłącznie swoje własne poglądy. W takim razie ekspert od owadów nie powinien uważać się za „wyrocznię” w sprawach ludzkiej moralności. Filozof nie koniecznie musi znać się na teologii i Kościele, itd. A poza tym, już starożytni wiedzieli, że używany w dyskusji argument z autorytetu jest najsłabszym z możliwych. Artur Schopenhauer w Erystyce, czyli sztuce prowadzenia sporów już w 1830 r. zaprezentował sofistyczne chwyty będące wynaturzoną erystyką, służącą do prowadzenia pozornej dyskusji. Jako trzydziesty z kolei „chwyt” podał argumentum ad verecundiam – argument odwołujący się do poważania i autorytetu. Schopenhauer stwierdzając za Seneką, że każdy woli wierzyć, niż wydawać własny sąd, wskazuje na odwoływanie się do argumentu z autorytetu jako na ucieczkę od trudu osobistego myślenia i sądzenia. Im człowiek posiada mniej wiadomości i zdolności, tym więcej potrzebuje rożnego rodzaju autorytetów, w myśl zasady, że „łatwiej jest umrzeć, niż myśleć”. Ów argument z autorytetu pozwala stosunkowo łatwo zawładnąć masą. „Doprawdy – napisze wspomniany autor – nie ma tak absurdalnego poglądu, którego by ludzie nie przyjęli jako własny, o ile tylko potrafi im się wmówić, że pogląd ten został przyjęty przez ogół (…). Krotko mówiąc, bardzo mało ludzi umie myśleć, ale jakiś pogląd chce mieć każdy”. Dlatego często w pseudodyskusji zamiast rzeczowych argumentów, używa się argumentu autorytetu. Tragizm tej sytuacji zwielokrotnia fakt, że często naukowcy, tzw. dyżurne autorytety świadomie uczestniczą w tej sofistycznej manipulacji.

A kim powinien być autentyczny naukowiec? W 1936 roku Florian Znaniecki w książceSpołeczne role uczonych, opisał zjawisko „postępowego bankructwa ludzi czynu” (prezydenci, ministrowie, dyrektorzy departamentów itd.), którzy uważając się za „samowystarczalnych kierowników życia”, popełniali podstawowe błędy w kierowaniu rzeczywistością społeczną, nie umiejąc planować w perspektywie przyszłości i marnując tym samym szanse rozwojowe. Przyczyną tych braków oraz nie urzeczywistnianych możliwości mimo tego, że owi kierownicy „mają energie i zdolności praktyczne”, była ignorancja, brak wiedzy o kierowanej przez nich rzeczywistości oraz brak wyobraźni. Dlatego też Znaniecki przypominał uczonym o ich doniosłych funkcjach społecznych, do których zaliczał w pierwszym rzędzie: służbę prawdzie na drodze poznania, badań, diagnozowania rzeczywistości, a następnie służbę rozwojowi, poprzez budowanie przyszłości opartej na swoistym twórczym wizjonerstwie.

Ks. dr Marian Sztaba, KUL
Ks. dr Marian Sztaba, KUL

Zdaniem F. Znanieckiego od uczonych powinno wymagać się perfekcjonizmu w sztuce myślenia i wytyczania praktyki, przy równoczesnej niezależności badawczej. Uczeni powinni dbać o rzetelną wiedzę, która adekwatnie opisuje i interpretuje rzeczywistość, a ponad to wyznacza nowe kierunki głębszego myślenia o rzeczywistości w przyszłości. Zadaniem naukowców jest więc chronić wiedzę przed iluzjami i utopiami. Naukowiec w trakcie wytwarzania wiedzy naukowej powinien kierować się prawdą, odpowiedzialnością i samokrytyką. Sam czując się odpowiedzialny za naukowy status tworzonej i rozpowszechnianej przez siebie wiedzy, powinien także zachować zmysł krytyczny odnośnie innych twórców wiedzy i ich wytworów. Człowiek, który używa swojego naukowego autorytetu jako argumentu w dyskusjach nad ważnymi społecznie problemami, stając się zideologizowanym „dyżurnym autorytetem” obniża status dyskusji, ośmiesza siebie samego i środowisko naukowe, z którego wywodzi się.

Polsce nie potrzeba dyżurnych autorytetów-ekspertów, ale prawdziwych naukowców, którzy w sposób rzetelny i metodologiczny dzielą się swoją wiedzą i umiejętnościami ze społeczeństwem, spełniając wzglądem niego ważną rolę społeczną: myśliciela i stróża prawdy.

Ks. dr Mariusz SztabaInstytut Pedagogiki KUL
Rys. Arkadiusz Gacparski
(WirtualnaPolonia)

Za: http://wirtualnapolonia.com/2013/06/25/autentyczny-naukowiec-czy-zideologizowany-dyzurny-autorytet/#more-27483

Przeczytaj również inne teksty tego autora:

POLISH CLUB ONLINE, 2013.06.25

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek