Andrzej Solak: 1 maja – odzyskana data


„Zemsta! Zemsta! Robotnicy, do broni!” – wzywały plakaty rozlepione na murach. W robotniczych dzielnicach Chicago wrzało. Tego dnia, 3 maja 1886 roku, trwający w mieście konflikt pracowniczy wkroczył w nową, dramatyczną fazę.

W Chicago już trzeci miesiąc strajkowały liczne zakłady pracy. Robotnicy uczestniczący w protestach wysuwali postulaty socjalne, m.in. domagali się 8-godzinnego dnia pracy. Niestety, grupa aktywistów anarchistycznych (wśród nich przybyli z Europy zawodowi rewolucjoniści) postanowiła „ubojowić” te wystąpienia…

Krew na bruku

3 maja 1886 roku przed wytwórnią maszyn rolniczych McCormicka tłum radykałów, zbrojnych w siekiery i łomy podjął próbę ataku na grupę 300 chińskich robotników, którzy odmówili przyłączenia się do strajku. Zanosiło się na krwawy pogrom, na szczęście interweniowała policja. Doszło wówczas do gwałtownych starć, w trakcie których padły strzały. Wedle różnych wersji zginęło dwóch, czterech lub sześciu uczestników zamieszek.

Wśród ekstremistów emocje sięgnęły zenitu. Wezwano do podjęcia walki zbrojnej z „kapitalizmem”, w tym do przeprowadzania zamachów bombowych. „Funt dynamitu wart jest buszla kul” – szczuli podżegacze.

Nazajutrz na placu Haymarket anarchiści zwołali wiec. Pojawił się oddział policji, który usiłował przerwać nielegalne zgromadzenie. Nagle powietrzem wstrząsnęła potężna eksplozja. To wybuchła bomba rzucona w zwarty szereg funkcjonariuszy. Wielu stróżów prawa padło brocząc krwią. Niektórzy ich koledzy, rozwścieczeni bądź zaszokowani śmiercią i ranami towarzyszy, oddali strzały rewolwerowe w stronę tłumu demonstrantów. Sama policja również znalazła się pod ostrzałem ze strony bojówkarzy obecnych na wiecu.

Chaos trwał zaledwie kilka minut, jednak w tym czasie zginęło siedmiu policjantów (ósmy funkcjonariusz zmarł z powodu doznanych wtedy obrażeń dwa lata później), a sześćdziesięciu zostało rannych. Odnotowano również co najmniej czterech zabitych i siedemdziesięciu rannych cywilów (propaganda anarchistów mówiła o kilkunastu ofiarach śmiertelnych wśród uczestników wiecu).

Kilka miesięcy później, po kontrowersyjnym procesie skazano ośmiu anarchistów, uznanych winnymi wywołania krwawych zajść. Czterech z nich skazano na karę śmierci i powieszono. Piąty, również z wyrokiem śmierci, popełnił samobójstwo, wysadzając się  w powietrze przy pomocy bomby, którą udało mu się skonstruować w celi (!), co uznano za symboliczne przyznanie się do winy. Pozostali trzej spędzili w więzieniu szereg lat.

„Święto wiosny”?

W 1889 roku w Paryżu, w stulecie Rewolucji Antyfrancuskiej, zwołano kongres założycielski II Międzynarodówki. Uczestnicy zjazdu, dążąc do zacieśnienia współpracy organizacji i partii rewolucyjnych z całego świata, ogłosili coroczne obchody Międzynarodowego Dnia Solidarności Ludzi Pracy.

Początkowo nie wskazano konkretnej daty, jednak wkrótce lewica rewolucyjna zaczęła obchodzić „Święto Pracy” w pierwszym dniu maja. Oficjalnie miał to być dzień upamiętniający „męczenników z Chicago” i taką też wykładnię usłyszymy dziś z ust przeciętnego aktywisty lewicy. Wytłumaczenie to budzi spore wątpliwości, skoro krwawe zajścia miały miejsce nie 1 maja, ale w dniach 3 i 4 maja 1886 roku, nie mówiąc już o tym, że znaczną cześć poległych „męczenników z Chicago” stanowili policjanci zamordowani przez terrorystów.

Niekiedy jednak u lewicowych autorów znajdziemy inną, zaskakującą interpretację – pierwszy dzień maja miano wybrać dlatego, ponieważ był „świętem wiosny i odrodzenia”, obchodzonym „od wielu stuleci”. Wskazywałoby to na pogańskie korzenie „Święta Pracy”.

Z ciemności wypełzają demony

Istotnie, pierwszy dzień maja wraz z poprzedzającą go nocą miał wielkie znaczenie w niektórych religiach pogańskich. Wśród dawnych Celtów uroczyście obchodzono wtedy początek lata. Związane z tym obrzędy miały ponury, demoniczny charakter. 30 kwietnia wieczorem wygaszano wszystkie ognie; świat okrywały ciemności. W mroku odżywało zło, wracał okres pierwotnego chaosu. Nazajutrz uroczyście rozniecano ogień, symbolizujący odrodzenie królestwa Słońca.

Postać Św. Walburgi w kościele w Contrn, Luksemburg. Fot. WikiComm.
Postać Św. Walpurgii w kościele w Contern, Luksemburg. Fot. WikiComm.

U Germanów noc z 30 kwietnia na 1 maja czczona była jako noc złych duchów. Podczas rytuałów składano hołd bogini śmierci Hel, władczyni mrocznej krainy zmarłych utożsamianej z piekłem. Hel była przerażającym i bezlitosnego monstrum, którego ciało w połowie uległo trupiemu rozkładowi. Wedle mitów Hel oczekuje z utęsknieniem na Ragnarök – „przeznaczenie bogów” (bądź „zmierzch bogów”) – apokaliptyczną bitwę, w której królowa krainy śmierci poprowadzi swych poddanych, u boku zbuntowanych olbrzymów, przeciwko bogom sprawującym rządy nad światem (Hel to również jedna z nazw piekła w mitologii norweskiej).

W następnych wiekach w noc z 30 kwietnia na 1 maja zwoływały się na sabaty czarownice (do dziś jest to jedno z ośmiu najważniejszych świąt tzw. Ruchu Czarownic). Nadal jest ona ważna dla okultystów i satanistów jako Noc Walpurgii (wyjątkowo perfidnie zawłaszczono tu uroczystość św. Walburgi, wielkiej misjonarki, patronki rolników i żeglarzy, prawdopodobnie pierwszej kobiety parającej się pisarstwem w Anglii i Niemczech, zmarłej w 777 lub 779 r., której relikwie przeniesiono do kościołów 1 maja 893 r., co w średniowieczu było odpowiednikiem kanonizacji).

Sojusz dla chaosu

Czy zatem wybór pierwszego dnia maja jako święta lewicy rewolucyjnej rzeczywiście mógł być swoistą deklaracją buntu wobec cywilizacji chrześcijańskiej?

Nie sposób tego wykluczyć. Stwierdzenie to może wywołać spore zdziwienie u osób, którym lewica rewolucyjna kojarzy się wyłącznie z ateistycznym komunizmem. Wszakże trzeba pamiętać, że chrześcijaństwo, a szczególnie Kościół katolicki uznawane było powszechnie za jeden z głównych filarów Starego Ładu, stąd alians wywrotowców politycznych i religijnych wydawał się naturalny. Do walki z cywilizacją zbudowaną na Ewangelii w jednym szeregu stanęli ateiści, heretycy, okultyści, również i czciciele diabła.

Wszak 1 maja 1776 roku Adam Weishaupt, bawarski filozof i rewolucjonista, założył Zakon Iluminatów – tajną organizację o znamionach sekty, wzorowaną na masonerii, stawiającą sobie za cel obalenie monarchii oraz wyrugowanie chrześcijaństwa jako religii panującej. Niektórzy adepci Zakonu Iluminatów zajmowali prominentne pozycje na dworach ówczesnej Europy, wykorzystując posiadaną władzę do walki z Kościołem oraz do szerzenia idei oświeceniowych. Formację w Zakonie Iluminatów (a także w loży masońskiej) przeszedł np. wpływowy polityk bawarski Maksymilian Józef von Montgelas, przez szereg lat faktyczny władca Królestwa Bawarii, którego brutalne działania wymierzone w Kościół katolicki w okupowanym Tyrolu doprowadziły do wybuchu powstania ludowego w obronie prześladowanej wiary (1809), krwawo stłumionego przez wojska bawarskie i francuskie.

Również wśród XIX-wiecznych wichrzycieli było wielu sekciarzy, wolnomularzy, okultystów, satanistów. Pierwszy nielegalny związek zawodowy w USA – Zakon Rycerzy Pracy – był organizacją konspiracyjną odwołującą się do socjalizmu, anarchizmu oraz… radykalnego protestantyzmu, z rytuałem masońskim. Co ciekawe, niektórzy przypisują jego aktywistom zorganizowanie manifestacji pierwszomajowej w Chicago w 1886 r., poprzedzającej krwawe starcia w następnych dniach.

Szatan – „pierwszy rewolucjonista”

Niejeden z burzycieli starego porządku brał na swe sztandary szatana jako „pierwszego rewolucjonistę”, walczącego o wolny świat, nieskrępowany nakazami i zakazami. Właśnie w takim duchu wyrażał się m.in. główny teoretyk anarchizmu, Michaił Bakunin: „Diabeł jest pierwszym wolnomyślicielem i zbawicielem świata. On uwolnił Adama, wycisnął mu na czole zwycięstwo i wolność ludzkości przez uczynienie go nieposłusznym”.

Mizdrzący się do szatana Bakunin wstąpił do masonerii, którą usiłował wykorzystać do swych rewolucyjnych celów. Ponieważ poniósł na tym polu porażkę, pisał rozeźlony:

„Szukać pociechy w masonerii, to to samo, a może gorzej, niż szukać pociech w trunku”.

Nawet Karol Marks, twórca „socjalizmu naukowego” miał podobno w młodości uprawiać rytualny satanizm, na co dowodem mają być niektóre jego wiersze.

Szczególnie często przywoływały szatana „antyklerykalne” koła we Francji i Włoszech. Jozue Carducci, mistrz 33-ego stopnia wolnomularstwa włoskiego, skomponował nawet hymn ku jego czci: „L’Inno di Satana” liczący aż 50 zwrotek (1863). Uczestnicy „antyklerykalnych” seansów nienawiści śpiewali z emfazą:

„Bądź pozdrowiony, o szatanie!
Buntowniku, mściwa potęgo rozumu!
Niech uroczyście wznoszą się ku tobie kadzidło i śluby
Ty zwyciężyłeś Jehowę kapłanów.”

Sztandary z podobizną Lucyfera noszono na „procesjach” masońskich. Wielbiły szatana jako władcę dzienniki „Il Lucifero” i „Ateo”, zaś „Rivista della Massoneria Italiana” nadała mu tytuł: „Wielki”. Mario Rapisardi stworzył poemat „Lucyfer” wychwalający zbuntowanego anioła zwyciężającego Boga. Utworem tym zachwycał się m.in. rewolucjonista i wolnomularz Giuseppe Garibaldi, przywódca zbrojnej agresji na Państwo Kościelne (1867).

Od Lenina do Hitlera

Tak czy inaczej, pierwszy dzień maja stał się wyjątkowy dla „postępowców” walczących ze Starym Ładem. Marsze i wiece organizowane w tym dniu wielokrotnie kończyły się aktami przemocy i zamieszkami. Podczas pierwszomajowych manifestacji, oprócz wystąpień antypaństwowych, dochodziło również do krwawych porachunków między skłóconymi frakcjami lewicowców (czego przykładem brutalne starcia między komunistami i socjalistami w Warszawie w 1926 i 1928 roku).

W XX stuleciu „Święto Pracy” szczególnie podniośle celebrowano w krajach komunistycznych oraz w nazistowskich Niemczech, gdzie zyskało rangę jednego z najważniejszych świąt państwowych. Obchody „Święta Pracy” w tych krajach były swoistym naśladownictwem (oraz niezamierzoną parodią) procesji religijnych – tłumy spędzonych obywateli maszerowały pod czujnym okiem funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa, posłusznie skandując hasła i śpiewając pieśni wysławiające „świetlany ustrój”, składając pokorne hołdy czerwonym władcom, którzy „pozdrawiali” łaskawie swych poddanych z wysokości trybun.

Wyjście z mroku

Kościół postanowił wydrzeć ów dzień spod władzy sił ciemności. W 1955 roku uroczyście ofiarował go świętemu Józefowi. Wybór patrona nie mógł być lepszy. Wszak 18 lat wcześniej papież Pius XI  w encyklice Divini Redemptoris powierzył „całą akcję Kościoła skierowaną przeciwko komunizmowi na całym świecie pod opiekę św. Józefa, możnego protektora Kościoła katolickiego. On bowiem należał do stanu robotniczego i doświadczył na sobie goryczy ubóstwa wraz z powierzoną sobie Świętą Rodziną, której był kochającym i gorliwym opiekunem. […] Wypełniając wiernie i sumiennie swe codzienne obowiązki, stał się wzorem dla tych, którzy na chleb zarabiać muszą pracą własnych rąk. Jak najsłuszniej nazwany sprawiedliwym, jest jaśniejącym przykładem tej chrześcijańskiej sprawiedliwości, która winna przenikać życie społeczne.”

W rządzonej przez marksistów Polsce w pierwszym dniu maja zaczęto organizować niezależne demonstracje antykomunistyczne jako alternatywę dla zwoływanych przez władze oficjalnych pochodów. Jedne z pierwszych takich wystąpień miały miejsce w 1971 roku w Gdańsku i Szczecinie. Uczestnicy tych protestów domagali się ukarania winnych masakry na Wybrzeżu w grudniu 1970 r. W latach 80. akcje takie, zawiązujące się często po wyjściu z kościołów po okolicznościowych Mszach Świętych, przybierały niejednokrotnie postać starć wielotysięcznych tłumów z milicją.

Np. 1 maja 1983 roku niezależne demonstracje odbyły się w 20 miastach, a do ich rozpędzenia władze użyły 151.000 żołnierzy i milicjantów. Najgwałtowniejszy przebieg miały protesty w krakowskiej Nowej Hucie, gdzie podczas walk ulicznych rannych zostało 124 milicjantów i nieznana liczba demonstrantów. W owym dniu dwie osoby poniosły śmierć w wyniku ataków oddziałów ZOMO (w Nowej Hucie i Wrocławiu). Obaj zabici byli robotnikami, co ostatecznie skompromitowało „robotniczą władzę” i jej „Święto Pracy”.

Życie dopisało do tych zmagań niezwykłą puentę. 1 maja 2011 roku Ojciec Święty Benedykt XVI ogłosił błogosławionym swego poprzednika na Stolicy Piotrowej – Jana Pawła II. Było coś symbolicznego w fakcie, że właśnie w owym dniu wyniesiony został na ołtarze papież „z dalekiego kraju” zniewolonego jeszcze niedawno przez komunizm; człowiek którego słowa „Nie lękajcie się!” zburzyły wzniesiony za Żelazną Kurtyną mur strachu.

Andrzej Solak
www.krzyzowiec.prv.pl

Wybrana bibliografia:

Z. Chocimski, Ezoteryczne źródła komunizmu, „Fronda. Pismo poświęcone” nr 9-10/1997; A. Dudek, T. Marszałkowski, Walki uliczne w PRL 1956-1989, Kraków 1999;P. Gulisano, Zapomniane powstanie. O ludziach, którzy rzucili wyzwanie Napoleonowi, tłum. M. Osocha, Kraków 2010; K. Marks, Poezje satanistyczne, w: „Fronda” nr 1/1994; J.R. Nowak, Michaił Aleksandrowicz Bakunin, w: Encyklopedia „Białych Plam”. Tom II, Radom 2000; J.S. Pelczar, Masonerya. Jej istota, zasady, dążności, początki, rozwój, organizacya, ceremoniał i działanie, Wyd. IV, Poznań 1997; M. Poradowski, Nowy Światowy Ład, Poznań 1994; P.M. Siano, Święty Maksymilian Kolbe i wolnomularstwo, tłum. T. Mondan,http://wolnomularstwo.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=239&Itemid=51;

B.W. Tuchman, Wyniosła wieża. Świat przed pierwszą wojną światową 1890-1914, tłum. J. Zawadzka, Warszawa 1997; A. Zwoliński, Wokół masonerii, Wyd. II, Kraków 1995.

„Egzorcysta” maj 2013 r.
http://miesiecznikegzorcysta.pl/

Źródło: http://krzyzowiec.prv.pl/ , 29 czerwca 2013

Wybór zdjecia wg/PCO

POLISH CLUB ONLINE, 2013.06.29

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek