Dr Lucyna Kulińska o 70. rocznicy zbrodni UPA: PRAWDA PRZEGRYWA Z POLITYKĄ (Część 2)


W 60. ROCZNICĘ ZBRODNI
W 60. ROCZNICĘ ZBRODNI

Część 2. – dokończenie wywiadu z panią dr Lucyną Kulińską o 70. rocznych zbrodni UPA.

Przeczytaj >  >  >  Część 1.

*     *     *

P.S.: Czy współcześni Ukraińcy, nie mają tej świadomości, że stawiają pomniki mordercom również własnego narodu?

L.K.: Starzy ludzie znają prawdę, ale oni wymierają, a chwalić się nie mają czym. Czy ktoś, kto uczestniczył bezpośrednio w zbrodni będzie opowiadał o tym, że umoczył swoje ręce we krwi? Nikną ostatnie ślady po polskich wsiach, wiele miejsc zarosło chaszczami i lasem Ale z opowiadań wiem, że istnieje na Ukrainie zabobonny strach przed miejscami, gdzie doszło do masowych mordów. Unikają ich, przenoszą się w inne miejsca. Zresztą do tej pory idąc na te ziemie wystarczy kopnąć nogą i odsłaniają się kości. Młodzi nie wiedzą, bo o tych zbrodniach ich nie informowano, za to przy pomocy forsownej propagandy zbudowano etos bohaterskiej, nieskazitelnej OUN i UPA, walczącej z Niemcami i Rosjanami o niepodległość. O tym, że ci „bohaterowie” mordowali, torturowali niewinne kobiety i dzieci, a palenie i rabowanie polskich domostw było ich głównym zajęciem nie dowiedzą się nigdy. Nie informuje się ich też o tym, że OUN i UPA ma na sumieniu dziesiątki tysięcy zabitych Ukraińców. Na idoli młodzieży wykreowano zbrodniarzy i terrorystów takich jak Stefan Bandera czy Roman Szuchewycz. Chociaż z drugiej strony fakt, że pomników tych idoli musi dziś pilnować policja, bo inaczej są stale niszczone, też daje do zastanowienia…
Generalnie jednak na Ukrainie trwa „naprawianie historii” i wypieranie niechcianych faktów ze świadomości zbiorowej. Ich historycy starają się lawirować, kręcić, by w konsekwencji udowodnić tezę o rzekomej „wojnie polsko- ukraińskiej” czy „zrównaniu win” itp. Ale to na Ukrainie.
Prawdziwy problem istnieje w Polsce, gdzie ze względów politycznych zaniechano jasnego postawienia sprawy i wyjaśnienia kwestii odpowiedzialności Ukraińców za ludobójstwo. Nie zajęły się tym zagadnieniem uczelnie polskie. Nie podjęto rzetelnych badań. Jedynie, pojedyncze osoby lub stowarzyszenia kresowian podejmują od lat ten temat, a reszta, reszta zajmuje się nie wyjaśnianiem, ale usilnym usprawiedliwianiem sprawców.

P.S.: A czy to nie jest wobec tego trochę tak, jakby Niemcy teraz usprawiedliwiali nazistów, że są odpowiedzialni za holocaust?

L.K.: Dokładnie! Dochodzi do takich paradoksów, że każda konferencja w Polsce, która dotyczy kresowego ludobójstwa nie może się odbyć bez Ukraińców, którzy dezawuują polskie tezy i usprawiedliwiają sprawców. Wielu wręcz ujawnia w trakcie debat probanderowskie sympatie. Powiedzmy sobie jasno: do dziś nawet nie pozwolono rodzinom pomordowanych godnie odbyć żałoby. Nie usłyszeli, że ich niewinnym rodzinom uczyniono coś strasznego, że ginęli za przynależność do narodu polskiego, że ich władze dopilnują, by Ukraińcy winni tych zbrodni ponieśli należyta karę i zostaną publicznie na wieki w opinii świata potępieni za swoje okrutne czyny. Nie usłyszeli nawet z ust przywódców narodu, że zbrodnia ta, to było ludobójstwo. Mijają lata , a słowa Leona Karłowicza są dalej aktualne : „Może w końcu obudzi się sumienie w polskim narodzie, a przede wszystkim w rządzących krajem, w politykach, uczonych, dysponentach mediami, którym z nieznanych do dziś powodów – bliżsi zdają się być sprawcy straszliwych rzezi niż ich bezbronne ofiary. Może przemówią do wyobraźni Polaków zbiorowe mogiły, rozsiane po całym Wołyniu, a o których tak często wspominają autorzy relacji. Wymazane z map setki polskich wsi, spalonych i wyniszczonych tak dokładnie, by najmniejszy ślad po byłych ich mieszkańcach nie pozostał. Może przemówią krwawe blizny, noszone przez jeszcze żyjących, po ranach doznanych od noży, siekier, żelaznych łomów.”

P.S. A na Ukrainie sprawcy mają się dobrze…

L.K. Wielu jeszcze żyje , uczestniczą w marszach, ku czci UPA, Bandery, SS- Galizien. Przyznają im kombatanckie renty, podnoszeni są pod niebiosa jako wielcy zbawcy Ukrainy. Przez zaniechanie naszych polityków zrealizował się najczarniejszy scenariusz. Ukraińcy już nie czują się winni za te zbrodnie, ba, za banderowcami dowodzą, że właśnie dzięki ludobójstwu dokonanemu przez OUN-UPA Ukraina jest dziś niepodległa!!! To też moja wielka przegrana, przez lata ostrzegałam, że taki scenariusz może się ziścić przez błędy i zaniechania ze strony polskiej.

P.S.: Odeszliśmy jednak trochę od głównego wątku tzn. od docieczenia przyczyn rzezi?

L.K.: Nie można pomijać kolejnego czynnika, oprócz silnego zideologizowania i zwykłej grabieży – to niespełnione aspiracje Ukraińców, co do posiadania własnego państwa. To, że oni wchodząc w tej masie kilku milionów do II Rzeczypospolitej stali się po ideologicznym „przepracowaniu” przez szowinistów elementem rozsadzającym nasze państwo „piątą kolumną”. Wzięliśmy sobie kilka milionów ludzi o złamanych aspiracjach, potencjalnych terrorystów. Co gorsza od początku dogadali się w dziele szkodzenia Polsce z naszymi wrogimi sąsiadami, głównie z Niemcami, choć nie tylko. Pisałam o tym w jednej ze swoich prac na temat ukraińskiego terroryzmu.

P.S.: Czy może błędna polityka Piłsudskiego mogła się do tego przyczynić? To, co obiecał Petlurze, a z czego potem nie mógł się wywiązać? Że będzie ta Ukraina miała jakąś formę państwowości?

L.K.: Druga Rzeczpospolita posiadła i zarządzała dzielnicami kresowymi – w tym Małopolską Wschodnią i Wołyniem – legalnie i za zgodą gremiów międzynarodowych. W takiej sytuacji stałe podważanie owej legalności i obarczanie Polaków winą za wszystkie możliwe nieszczęścia i krzywdy jakie dotknęły Ukraińców w ich drodze do narodowego usamodzielnienia jest nieuzasadnione. Trudno też robić Polakom zarzuty, że po I wojnie światowej nie chcieli bliżej niedookreślonemu i zanarchizowanemu bytowi politycznemu dobrowolnie oddać terenu, zamieszkałego w dużym procencie przez siebie, ze zdecydowanie polską infrastrukturą, nieruchomościami i własnością ziemską. Z takich ziem i jego polskich mieszkańców nie można było po prostu zrezygnować, tym bardziej, że istniało realne zagrożenie szybkiego włączenia ich do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Rad.
Jeśli nawet Piłsudski myślał o jakiejś formie państwowości dla Ukraińców, to ta Ukraina miała być za Zbruczem, bo tu była Rzeczpospolita. Wołyń, Podole to była Polska! Nam to teraz z głowy wytarto, ale tak było. Mieszkały tam różne nacje, ale przez wieki wszystko spinała kultura polska.
Ukraińcy w czasie II wojny światowej wybrali, mówiąc brutalnie, najprostszą metodę – metodę fizycznego pozbycia się Polaków z tych terenów. Dokonali tego najpierw przy pomocy okupantów, potem samodzielnie. Najpierw przyczynili się walnie do wyniszczenia i deportacji polskich elit przez wydawanie, donosy, współpracę z Rosjanami i Niemcami. Kiedy pozbyto się naturalnych przywódców Polaków, wieś została wydana na pastwę hajdamackich band. Uwieńczeniem było wypędzenie reszty Polaków… W takim kontekście też musimy zrozumieć tę tzw. „ekspatriację” czyli tzw. „dobrowolne opuszczenie Kresów przez obywateli polskich”. To taka straszna hipokryzja. Jak można kogoś „repatriować z własnej ojczyzny? Polacy byli w swojej ojczyźnie! To była Polska! Gdyby nie ukraińskie ludobójstwo i okrucieństwa, szczucie przez Rosjan i kolejna fala aresztowań i deportacji Polacy nie musieli by opuszczać swoich siedzib.

P.S.: Czy możliwe jest zatem pojednanie z narodem ukraińskim? Oczywiście na zasadach prawdy historycznej?

L.K.: Pojednanie jest możliwe. Ale musi to być pojednanie w prawdzie. Nie do przyjęcia jest honorowanie na Ukrainie, na taką skalę, morderców – to wysoce niemoralne. Muszą też rozliczyć się ze współpracy z hitlerowskimi Niemcami i przestać czcić esesmanów z SS-Galizien – winnych zbrodni na Polakach. Oczekuję też na ekspiację ze strony kleru grecko–katolickiego, który współdziałał z nacjonalistami i tej części społeczeństwa ukraińskiego, które czynnie brało udział w ludobójstwie. Trzeba, by z pełną bezwzględnością nazwać zbrodniarzy, zbrodniarzami, nie zapominając, że w tych mordach generalnie nie uczestniczyli Ukraińcy ze wschodniej części kraju. Najwyższy czas na denazyfikację. Dla Ukrainy pielęgnującej faszyzm i zbrodnicze ideologie nie może być miejsca w dzisiejszej Europie.

P.S.: A czy jest wola uporania się z tym problemem, po stronie ukraińskiej?

L.K.: Na ten moment takiej niestety woli nie ma, przynajmniej na zachodniej Ukrainie. Tam trwa niekończący się banderowski festiwal. Przeciwnicy ideologii nacjonalizmu są dziś zastraszani i zakrzykiwani. To zły znak na przyszłość, z faszyzmem się nie igra. Należy oczekiwać dalszej brutalizacji życia politycznego w tym kraju.

P.S.: Często po stronie ukraińskiej pojawiają się takie zarzuty, że Armia Krajowa dokonywała też może nie zbrodni, ale pewnych nadużyć, represji, wobec ludności ukraińskiej?

L.K.: To są zarzuty żałosne. Nie pozwalajmy byśmy musieli Ukraińców przepraszać, że się nie daliśmy się wyrżnąć do końca. Jak ktoś rozpoczyna niewyobrażalną rzeź cywilów, wcześniej pacyfikuje i represjonuje razem z Niemcami ludność polską, nie ma prawa oczekiwać, że nie będzie z polskiej strony ŻADNEJ próby obrony, czy powstrzymywania sprawców. Większość strat o stronie ukraińskiej to napastnicy zabici w trakcie ludobójczych antypolskich akcji lub osoby czynnie szkodzące Polakom przez współpracę z Niemcami. Żadne rozkazy w przeciwieństwie do ukraińskich nie dopuszczały atakowania ludności cywilnej. Nawet wtedy, gdy były straty w ukraińskiej ludności cywilnej – jak np. w Sahryniu – atak na ta wieś został spowodowany tym, że w tej wsi miała swoja bazę banda terroryzująca i paląca wszystkie okoliczne polskie wsie. Banda, której członkowie byli odpowiedzialni za śmierć setek niewinnych ludzi! Należy tylko wyrazić, żal, z jednej strony, że w ogóle doszło do strat wśród cywilnej ludności ukraińskiej, a z drugiej, że nasza obrona nie była wystarczająca i nie była w stanie powstrzymać upowskich band przed napadami na polskie wsie. Niestety brak im było przywódców- wcześniejsze deportacje i pacyfikacje zrobiły swoje. Tak naprawdę nie miał kto Polaków na prowincji bronić.
Samoobrona Polaków polegała najczęściej na tym, że ktoś łomem walił w szynę kolejową, a ludzie uciekali do lasu, w pola, albo ukrywali się w ziemiankach czy skrytkach. Przykładów skutecznej obrony przed tą zbrodnią było naprawdę niewiele. Mówi się dużo o 27. Wołyńskiej Dywizji AK. Ale kiedy ona się pojawiła? Po kilku miesiącach po rzezi, gdy Wołyń już dawno spłynął krwią, a ¾ Polaków było wymordowanych lub wypędzonych. Mogła jeszcze pomaszerować na południe i bronić przed ukraińskimi bandami Polaków w Małopolsce Wschodniej, ale niestety podjęto złą decyzję o jej rozwiązaniu. Oznaczało to, że ludność województw południowo-wschodnich została zdana praktycznie sama na siebie. Kiedy Polacy zwrócili się do władz niemieckich o ochronę, o broń do obrony, to usłyszeli, że ją dostaną, ale w zamian muszą iść z nimi bić Rosjan. W jakiej strasznej stanęli sytuacji? Nie mogli przecież odwrócić sojuszy.
Ukraińcy nie mieli takich dylematów. Wysłali 80 tys. swoich ochotników do formacji SS Galizien a Andrzej Szeptycki im błogosławił. No cóż… Niemcy, którzy jak wskazują dokumenty byli nawet początkowo skłonni ochraniać ludność polską, w nagrodę dali Ukraińcom wolną rękę w kwestii dalszego mordowania Polaków w Małopolsce Wschodniej i jeszcze ich dozbroili. Tu mamy odpowiedź.

P.S.: Czy AK podejmowała jakieś działania odwetowe?

L.K.: Były takie przypadki, ale, jak wspominałam wcześniej, nie było ich dużo i z reguły akcje te wiązały się bezpośrednio z próbami neutralizowania banderowskich baz wypadowych lub miejscami, których mieszkańcy (co ustalił wywiad) wymordowali wcześniej jakąś polska wieś. Najwięcej takich przypadków było w okolicach dużych miast, głównie Lwowa. Czasem odwetów- pacyfikacji dokonywały oddziały niemieckie, czy węgierskie, które szły ewakuować Polaków po napadach – i widziały te okropności. Wiemy z dokumentów i raportów, że oddziały OUN–UPA rozsmakowane w łatwych zwycięstwach nad kobietami i dziećmi zabijanymi na progach swych chat, w zetknięciu się z prawdziwym oporem czy regularnym wojskiem rejterowały. Okazało się, że tam gdzie doszło do odwetów, ilość napadów wyraźnie spadła. Jest to dowód, ze argument siły był decydujący i gdybyśmy nią dysponowali ochronilibyśmy tysiące naszych obywateli przed męczeńską śmiercią. Nieprawdopodobnym nadużyciem jest te bardzo ograniczone formy oporu stawiać na równi z ludobójstwem OUN – UPA!

P.S.: Jak Pani ocenia, w świetle swoich badań, „Operację Wisła”? Jest to często też wykorzystywane, jako taka forma represji na ludności ukraińskiej?

L.K.: Decyzja o tym, żeby odseparować Polaków od Ukraińców po tym wszystkim, co się stało w latach 1943 i 1944 roku, była moim zdaniem trafna. Już przed wojną pojawiały się pomysły rozdzielenia ludności np. na linii Złotej Lipy, więc ta idea nie była zupełnie abstrakcyjną. Jest faktem, że akcja „Wisła” przerwała przelew krwi na tych ziemiach, a pozbycie się banderowców wraz z ich zapleczem, było jedynym sensownym zakończeniem konfliktu. Myślę, czy gdyby ci ludzie tam zostali, może dzisiaj mielibyśmy na Rzeszowszczyźnie podobny problem jak np. w Kosowie? Absolutnie nie zgadzam się więc z krytyką tej decyzji i zrzucania całej winy na „komunistów”. Jest to nadużycie. Ta akcja miała przyzwolenie społeczne, bo po wojnie synonimem Ukraińca był krwawy „rezun”, pomocnik Niemców, pastwiący się nad swoimi polskimi ofiarami. Generalnie nie było, żadnego współczucia dla Ukraińców, była głownie nienawiść i poczucie krzywdy.
Mamy za to dzisiaj zupełne odwrócenie i pomieszanie pojęć. Syn człowieka skazanego za zbrodnie na Polakach, członka UPA, przewodzi w polskim Sejmie komisji, która ma potępiać Operację Wisła jako „zbrodnię komunistyczną” i domaga się odszkodowań.
Czołowy autorytet z IPN (instytucji, która ma bronić polskiej racji stanu) pan Motyka prezentuje i uzasadnia ukraińskie racje. Słowem koniec świata! W Jaworznie, gdzie osadzono banderowców, w większości złapanych z bronią w ręku, z rękami umoczonymi w polskiej krwi stawia się im pomniki pamięci. Do dziś nie ma w Warszawie pomnika upamiętniającego ofiary ludobójstwa ukraińskiego na Kresach.

P.S.: Mówiąc językiem dzisiejszym, robi się z banderowców, tzw. „żołnierzy wyklętych?”

L.K.: Tak! Z katów robi się ofiary. Mało tego, od kilku lat wykorzystuje się to, że formuła ludobójstwa, która wyklucza przedawnienie, nie padła oficjalnie – umarza się więc sprawy. Mamy w publikacjach np. wykazy ludzi pomordowanych, a w IPN jest umorzenie sprawy z powodu nie wykrycia sprawców. Takich rzeczy nie można robić w momencie, kiedy badania nie są ukończone.

P.S.: Nie chcę usprawiedliwiać Ukraińców, ale czy to nie jest trochę tak, że oni jako młode państwo, nie młody naród, który się jakoś tam formował, ale jako państwo, nie mają się odwołać do jakiś wzorców państwowotwórczych w swojej historii?

L.K.: Dobrze, tylko budowanie swego etosu na banderowcach zbrodniarzach czy ss-manach, to chyba nie jest najlepsza droga. Widziałam we Lwowie akcję propagandową „oni bronili Ukrainy” czy na każdej ulicy podświetlane bilbordy z emblematami SS Galizien. Są postulaty „Sława żołnierzom z SS Galizien ”. Gdzie w Europie żołnierze formacji SS – są wzorem do naśladowania przez społeczeństwo? To chore. Jest wiele państw w Europie, które miały wspólne tradycje z innymi krajami. Nie można budować tylko przez negację tych związków, wypieranie. To nasze wspólne dziedzictwo, a dzisiejsze planowe niszczenie śladów polskości w dawnych województwach kresowych jest tylko gwałtem na historii tych ziem. Przez 600 lat była tam Rzeczpospolita i można sobie to tak…wytrzeć z pamięci

P.S.: Ale to chyba chodzi o zachodnią Ukrainę prawda? Bo ta wschodnia jej część jest raczej przeciwna takim „bohaterom”?

L.K.: No właśnie i tu się pan myli, otóż nie do końca! W tej chwili mamy taką sytuację, że i we wschodniej części zaraza banderyzmu zaczęła się szerzyć. Dr. Krzysztof Łada – badacz z Australii napisał ciekawy artykuł pod znamiennym tytułem: „Wszczepianie żywej bakterii w ciało narodu”. Owa bakteria to ideologia OUN- UPA. W tej chwili zaczyn tego skrajnego nacjonalizmu jest wszczepiany na całej Ukrainie. Spełnia się marzenie Bandery oraz ideologów OUN –poprzez propagowanie kultu Bandery i pozostałych nacjonalistów wśród młodych i sukcesom agresywnej „Swobody”, oni już przeniknęli na wschód Ukrainy. To jest rzecz porażająca. Wschodnia część Ukrainy jest biedna. Pozostaje mentalnie jeszcze w stanie „homo sovieticus”. Zamiast prawdziwej demokracji dochodzi do prostej podmiany komunizmu na faszyzm. Takie procesy są szybkie i bardzo niebezpieczne.

P.S.: Czyli tendencja w państwie ukraińskim jest niestety taka, że promowany jest nacjonalizm ukraiński?

L.K.: Dokładnie tak to wygląda. To jest czytelna przyszłość, bo w „Swobodzie” dominują ludzie młodzi. Młodzi fanatycy. Są już w Dniepropietrowsku i Odessie, nie mówiąc o pozostałych miastach. Znajdują dzięki swoim radykalnym hasłom coraz więcej zwolenników. Na Ukrainie głośno mówi się nawet o tym, że w następnych wyborach prezydenckich będzie kandydował i to z dużymi szansami na zwycięstwo pan Tiahnybok- jeden ze wschodzących przywódców nacjonalistycznych z partii „Swoboda”.
Kiedy prześledzimy jego wypowiedzi na różnych portalach internetowych, to Polska i Europa powinna zadrżeć. Hasła ksenofobiczne, domaganie się rewizji granic – z Polską też, żądanie broni jądrowej. Według danych napływających z Ukrainy, „Swoboda” ma już ponad 30% poparcia i jej akcje stale idą w górę. Wiemy, że nie jest to tez jedyna partia odwołująca się do dziedzictwa banderowskiego. Ich zwolennikami podkreślam– są ludzie młodzi lub bardzo młodzi. Odnoszę wrażenie, że problem jest w Polsce ignorowany, a on narasta.
Jest za to „oswajanie banderyzmu” realizowane przez polityków i zwolenników Związku Ukraińców w Polsce i ich sympatyków wśród niektórych naukowców, publicystów – głównie związanych z Gazetą Wyborczą. Przypominanie o zagładzie kresowych Polaków jest passe, nazywa się je „rozdrapywaniem ran”. Trudno zrozumieć tylko, dlaczego nie nazywa się tak promocji związanej z upamiętnieniami zagłady Żydów.

P.S.: Była taka inicjatywa jakiś czas temu – „kolarski rajd Bandery”…

L.K.: Była to akcja w ramach tzw. „oswajania banderyzmu”. Wjadą sobie młodzi z symbolami ludzie i tyle. Ale to nie tak, to już ingerencja w naszą historię.

Bandera za swoją działalność terrorystyczną dostał w Polsce kilka wyroków śmierci. Był odpowiedzialny za zabójstwa i organizował zamachy. Przyzwolenie na taki „rajd” – to gwałt na pamięci własnego narodu, na jego honorze. Bóg strzegł, że do tego nie doszło. Ja wtedy byłam za granicą, ale dostawałam informacje, że starsi ludzie, których rodziny wymordowali banderowcy, planowali się tej młodzieży rzucać pod koła, że po ich trupach gloryfikatorzy oprawcy Polaków wjadą do naszego kraju.

Trzeba też pamiętać o szerzącym się rewizjonizmie nacjonalistów np. o wiecu zorganizowanym przez ukraińskich szowinistów w Korczowej pod hasłami odzyskania 19 powiatów dzisiejszej Polski – które oni uważają za część „Wielkiej Ukrainy”. Wiecowi przewodził syn Romana Szuchwycza – kata Polaków, który nakazywał Lachów w pień ciąć… Niestety informacje o wybrykach neobanderowców niestety nie przebijają się w polskich mediach, są w jakiś sposób cenzurowane.

P.S.: Chciałem też Panią zapytać, dlaczego IPN, który niejako w nazwie swojej pełnej ma zapisane to, że jest instytutem do spraw walki i męczeństwa narodu polskiego, nie podejmuje tych tematów?

L.K.: Tzn. to są dwie instytucje: Instytut Pamięci Narodowej i pod nią jest Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu… Proszę o następne pytanie…

P.S.: Rozumiem, że jest to temat drażliwy.

L.K.: Bardzo, szczególnie w tej chwili, kiedy usiłujemy nakłonić Instytut, by nie podejmował pewnych działań, które w kontekście obchodów 70. rocznicy ludobójstwa polskiej ludności dokonanego przez OUN-UPA wyglądają na drwienie z ofiar.

P.S.: A jak historycy ukraińscy ustosunkowują się do Pani badań? Bo przecież historia jako nauka opiera się na faktach, więc trudno, żeby historyk z faktami polemizował?

L.K.: Prawda wygląda tak, że z inicjatywy strony polskiej, konkretnie kombatantów 27. Dywizji Wołyńskiej historycy dochodziło do spotkań badaczy pod hasłem. „Polska – Ukraina; trudne pytania”.

Pomysł był dobry, choć od początku mieliśmy do czynienia z relatywizowaniem pewnych faktów. Dzisiaj Ukraińcy niesieni duchem odrodzonego nacjonalizmu spotkania te zerwali. Trwa festiwal wybielania banderyzmu.
Natomiast jeśli chodzi o stronę polską, to żadna placówka naukowa w sposób pełny i zorganizowany nie podjęła się badań dotyczących tego tematu. Są jedynie ustalenia wycinkowe. Jak w piosence Skaldów – nie o to chodzi , by złapać króliczka, ale by gonić go… Największe osiągnięcia badawcze w tym temacie mają dzisiaj prywatni ludzie lub stowarzyszenia kresowe.
Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, ma osiągnięcia na tym polu, ale działała za wolno, pozwolono by świadkowie wymierali. Ponadto z ustaleń prokuratorów, nikt nie korzysta. Prokuratorzy przygotowali prawną wykładnię kwalifikacji tej zbrodni jako zbrodni przeciwko ludzkości, a oficjalnych dokumentach Prezydent używa sformułowania o „znamionach ludobójstwa”. Pomocnicy zbrodniarzy tę koniunkturę wykorzystują. Sprawy dotyczące kresowych rzezi IPN w Rzeszowie i Wrocławiu się umarza. Ukraińskich morderców polskiej ludności zamienia się w „represjonowanych przez władze komunistyczne”. Brakuje tylko tego jeszcze, ale to może się stać, że podatnicy będą wypłacać im renty i odszkodowania. To woła o pomstę do nieba. Tak nie powinno być! Ważne jest tez to, by polskie uczelnie podjęły się kompleksowo, a nie jak dotychczas wyrywkowo i niechętnie, badania tych trudnych tematów.

P.S.: Czy to jest zmowa milczenia? Czy taka odgórna polityka, żeby te kwestie jakoś przekłamywać? Mówię tu o stronie ukraińskiej?

L.K.: Nie; jeżeli chodzi o stronę ukraińską to w tych sprawach obowiązujące zasada „ratuj się, kto może”. Wyobraźcie sobie państwo sytuację, w której są niepodważalne dowody na dokonanie jednej z największych, najokrutniejszych i najobrzydliwszych masowych zbrodni w Europie. Ukraińcy są tu zmuszeni zaciemniać, kluczyć, przerzucać odpowiedzialność na innych, czyli zrobić wszystko, by to odium z siebie zdjąć.
Co innego strona polska. Powinna postawić sprawę jasno i dochodzić prawdy, żądać napiętnowania sprawców, ich wyraźnego nazwania i oczekiwać moralnego, a nawet finansowego zadośćuczynienia. Dlaczego tego nie robimy? Dlaczego tacy polscy badacze jak Motyka, Wnuk, Hryciuk, Pisuliński, Drozd, Misiło, Mokry i wielu innych im podobnych, uchodzących wobec władz i mediów za „autorytety” w kwestiach ukraińskich, robią wszystko, by zaniżać liczbę polskich ofiar ludobójstwa, by kręcić, zaciemniać, relatywizować, ukrywać prawdę, ba udowadniać, że „Polacy nie byli lepsi”.
Wydaje się oczywistym, że polski naukowiec nie będzie tłumaczyć sprawców takich strasznych przestępstw, to nie jego zadanie. A jednak to się dzieje, adwokaci morderców są w Polsce na każdym kroku. I cóż z tego, że takie postępowanie jest niemoralne i nieuczciwe wobec pokrzywdzonych. Przyczyna jest prosta, zdecydowana większość z tych „niekwestionowanych autorytetów” ma ukraińskie korzenie lub jest zaangażowana w pilnowanie ukraińskich interesów. Nie mają ochoty pochylać się nad polskimi ofiarami…

P.S.: Mówiąc brutalne, boją się jakiś potencjalnych roszczeń finansowych ze strony ofiar? Odszkodowań, które państwo ukraińskie będzie musiało spłacić?

L.K.: Oni się w ogóle boją jakiejkolwiek odpowiedzialności. Przecież tego rodzaju zbrodnia, to jest hańba na pokolenia! Która pada na cały naród. Ja nie mam żalu do nich, ale do nas, do naszych naukowców, do naszych władz. Przecież oni nie mogą grać przeciwko sobie, ale to my powinniśmy ich przygwoździć naszymi badaniami i ustaleniami.

P.S.: Dlaczego strona polska nie podejmuje tego tematu? Przecież, używając pewnej analogii, naród żydowski czy państwo Izrael, wzięło pamięć o holocauście na swoje sztandary?

L.K.: Prawda przegrywa z tą wielką polityką. Mamy się nie kłócić z Ukraińcami, bo taka jest wola wielkich, z którymi związały się kolejne polskie władze. Stanęliśmy po stronie Ameryki, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Mamy się opowiedzieć przeciwko Rosjanom będąc w obozie NATO– wskim, w związku z powyższym jest nakaz przemilczania prawdy. Niestety Ukraińcy korzystając z tej koniunktury odbudowali banderowskie struktury, odrodzili jeden z najstraszniejszych nacjonalizmów, jaki kiedykolwiek istniał.

P.S.: W świetle tego, co Pani powiedziała do tej pory jest to niezrozumiałe, dlaczego państwo tzw. komunistyczne czy PRL, nie podejmowało tej tematyki? Skoro Armia Czerwona wyzwalała tamte tereny czy ratowała życie tej ludności, no to aż by się prosiło, żeby ten temat w tamtym okresie poruszyć?

L.K.: On dla każdej ze stron i w każdym okresie był tematem niewygodnym. Już wcześniej wspominałam, że ruszenie tych spraw przez komunistów oznaczałoby przywołanie sprawy Katynia, deportacji łagrów… Na to nie mogli sobie Rosjanie pozwolić, na żadną dyskusję na temat polskich województw wschodnich, zmian terytorialnych, martyrologii Polaków. To byłoby otwarcie puszki Pandory. Ale zupełnie inaczej po roku 1989.
Tu mogliśmy rozpocząć z Ukrainą od początku. Po męsku załatwiając sprawy, bez lęku i z odpowiedzialnością. Brakło widać wyobraźni, chęci, odwagi. Zapomniano, że jak powiedział Churchill: „pod szubienicą trawa nie wyrośnie”.
Dlatego mamy problem i my Polacy, których po raz kolejny władze zignorowały, nie uszanowały, ale mają i Ukraińcy, bo ta kainowa zbrodnia, tak wypierana, zostawiła jednak ziarno destrukcji w duszach, pozwala teraz neobanderowcom dalej psuć Ukraińców, skłócać ich wewnętrznie, manipulować nimi.

P.S.: Jaką Pani widzi przyszłość dla tych swoich badań? Czy ten temat przebije się do opinii publicznej, czy dalej będzie traktowany po macoszemu?

L.K.: Mamy w tym roku 70. rocznicę rozpoczęcia ludobójstwa Polaków. Przyjęliśmy jako symbol datę 11 lipca, bo w ten dzień Piotra i Pawła 1943 roku równocześnie sto polskich wsi na Wołyniu zostało zaatakowanych i wymordowanych przez Ukraińców, to strasznie krwawy dzień. Dlatego właśnie 11. lipca wśród środowisk wywodzących się z wszystkich kresowych województw stał symbolem martyrologii związanej z tym ludobójstwem. Przygotowujemy w Warszawie marsz pamięci; najpierw o godzinie 12.00 ma się odbyć Msza Święta żałobna za ofiary mordów w kościele przy placu Trzech Krzyży, a potem przemarsz przez Warszawę. Jeżeli się uda, rodziny zostaną zaproszone na koncert, gdzie wykonane będzie Oratorium Wołyńskie Krzesimira Dębskiego – naszego wspaniałego artysty, którego rodzina została dotknięta ludobójstwem. Jego własny ojciec został ciężko ranny podczas ataku na kościół w Kisielinie. Przyjadą rodziny kresowe z różnych stron Polski od Zamościa po Dolny Śląsk, Ziemię Lubuską, spod Olsztyna. To będzie taki sprawdzian dla naszych władz, ale i rodaków.
Zaangażowanie w obchody, oddanie hołdu pomordowanym, pochylenie się nad tą tragedią, to będzie odpowiedź! Jeżeli to się stanie, jeżeli władze tym razem staną na wysokości zadania, to będzie bardzo dobry sygnał. Polacy może w końcu poczują opiekę własnego państwa. Kto uszanuje nasze państwo, jeżeli ono samo nie uszanuje własnych skrzywdzonych obywateli?

P.S.: Mam do Pani jeszcze takie pytanie na koniec, bo nasz portal porusza też tematykę demografii; wiem, że historyk nie powinien pytać o to, co by było gdyby, ale postawmy to pytanie: co by było, gdyby nie doszło do tego ludobójstwa? Czy można tutaj doszukiwać się genezy tego, co mamy dziś, tzn. ogromnego kryzysu demograficznego?

L.K.: Druga wojna światowa zadała Polsce cios, z którego tak naprawdę nie podniosła się do dziś. Populacja została nie tylko zredukowana ilościowo, ale i jakościowo. Wołyniacy – przypomina mi się jeden z raportów RGO – gdzie ze zgrozą wizytujący obóz w Bakończycach polski przedstawiciel badał, w jakich warunkach wegetują owi ludzie. Pisał, że to niedobitki wspaniałego „wykształconego elementu polskiego” i straszna strata dla Polski. Wzywał, by jakimś cudem wyrwać ich z tych obozów i ocalić.

Tak wyniszczono to, co w Polsce było najcenniejsze – inteligencję, szczególnie tę zaprawioną w bojach o Polskę – kresową, będącą największym nośnikiem naszej kultury i tradycji. Wymordowano w czasie wojny i w czasach stalinowskich największych patriotów, często z rodzinami. Resztę „oswojono” lub represjonowano. W trakcie wojny i okupacji uległa zagładzie potężna grupa najaktywniejszych i najbardziej przedsiębiorczych młodych, zdrowych, mężczyzn. To też ma swoje znaczenie, kiedy mówimy o demografii. Nie możemy zapominać ilu Polaków w czasie wojny trafiło na emigrację i ten proces trwał latami – trwa do dziś. Znowu najaktywniejsi i wykształceni opuszczają kraj – to pogłębia populacyjną zapaść. Coraz mniej Polski w Polsce…, coraz mniej sił witalnych…

P.S.: Dziękuję bardzo za rozmowę.

Rozmawiał Przemysław Serednicki.

Za: http://wirtualnapolonia.com/2013/07/10/dr-lucyna-kulinska-o-70-rocznicy-zbrodni-upa-prawda-przegrywa-z-polityka/ – 2013-07-10

Zobacz również:  Dr Lucyna Kulińska o 70. rocznicy zbrodni UPA: PRAWDA PRZEGRYWA Z POLITYKĄ (Część 1)

POLISH CLUB ONLINE, 2013.07.10

Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci