Poseł prof. Krystyna Pawłowicz: Tekst „GW” to najzwyklejsza szczujnia


Pawlowicz-fot-Pietruszka1107Rozmowa z posłanką PiS, prof. Krystyną Pawłowicz.

Stefczyk.info: „Gazeta Wyborcza” publikuje tekst na Pani temat. Przedstawiono Panią w skrajnie niekorzystnym świetle. W swoim oświadczeniu napisała Pani o manipulacji i naruszeniu etyki dziennikarskiej przez autora tekstu. O co chodzi w tej sprawie?

Prof. Krystyna Pawłowicz: Doszło do ewidentnej manipulacji. Przyszedł do mnie człowiek, przedstawiając się, jako dziennikarz „Gościa Niedzielnego”. Ja staram się unikać kontaktów z dziennikarzami, ale on mówił, że zbiera materiały o nowych ludziach w polskiej polityce. Chciał porozmawiać, ciągle powtarzał, że jest z „Gościa”. I w życiu nie przyszło mi do głowy, że on z tym materiałem pójdzie do „Gazety Wyborczej”. Szczególnie, że robił ze mną kiedyś wywiad dla „Gościa Niedzielnego”. Nie miałam powodu przypuszczać, że to jest człowiek nieuczciwy. Wydawało mi się, że ma dobrą rekomendację. Jednak w tekście wszystko zostało pomieszane, pokręcone. Tam nie ma żadnych cytatów. Myśmy prowadzili luźne rozmowy, raczej w żartobliwej konwencji. Część przytoczonych w tekście wypowiedzi to w ogóle zdaje się treść m.in. mojej interpelacji poselskiej ws. zmiany płci. Obecnie widzę, że nasza rozmowa może wręcz posłużyć do ataku na Radio Maryja. Czytam, że on przygotowuje paszkwil na to radio. Ja bym się nie zgodziła w życiu na rozmowę z takim człowiekiem, gdybym wiedziała. Mamy zdaje się próbkę tego paszkwilu.

Wójcik nadał moim żartobliwym wypowiedziom charakter poważny, wulgarny. To jest szokujące, ja jestem zszokowana. On dodaje jakieś swoje prostackie uwagi do moich tekstów, wszystko miesza. Traktuję tę sprawę, jako napaść człowieka, który podszywa się pod dziennikarza innej redakcji. To dla mnie szok. Co więcej, ten człowiek mnie tropił.

Jak to tropił?

Udając dziennikarza „Gościa Niedzielnego” pojechał do mojej rodziny do Łowicza i tam, bez moje wiedzy, zbierał o mnie informacje. Dopiero jeden z członków rodziny zadzwonił do mnie i powiedział, że ktoś o mnie wypytuje. Skontaktowałam się z dziennikarzem wtedy i powiedziałam, że nie życzę sobie takiej sytuacji, żeby on mnie osaczał. Moja rodzina bardzo przeżyła ten tekst. Dopuszczono się skandalicznych manipulacji. W tekście można przeczytać, że licytuję się z prezesem Kaczyńskim, a to „Wyborcza” jakiś czas temu pisała o jakimś rankingu. Po jednej z konwencji zaznaczano w „GW”, że otrzymałam więcej oklasków niż prezes Kaczyński. I obecnie przytacza się to, jako moją wypowiedź. To stek kłamstw, by mnie pokazać w złym świetle. Pierwszy raz się spotykam z taką napaścią dziennikarza.

Pani znała red. Wójcika, jako dziennikarza „Gościa Niedzielnego”? On nie kłamał, że miał związki z tym pismem?

Marcin Wójcik – razem z Bogumiłem Łozińskim – robił ze mną wywiad dla „Gościa Niedzielnego” na początku tego roku. Rozmawialiśmy wtedy o ustawie o związkach partnerskich. Ja nie rozumiem, jak tak można działać. Ciekawa jestem również, jak redakcja „Gościa” się do tego człowieka odnosi. On mnie wprowadził w błąd, zrobił ze mnie idiotkę, ogarniętą obsesją. Zadrwił z mojej rodziny, mojej mamy, pozmieniał całą konwencję naszej rozmowy. Jestem bezsilna wobec takiej sytuacji.

Zdaje się, że ona dowodzi, że przeszkadza Pani środowiskom lewicowym w Polsce.

To jest ewidentne. To zbiega się ze złożeniem przeze mnie interpelacji ws. zmiany płci w Polsce. Ten tekst, jeżdżenie, tropienie, zmyślenia tego faceta to jednak przesada. To jest wstrętne. To jest najzwyklejsza szczujnia. I niestety przynosi groźne efekty. Co rusz dostaję jakieś pogróżki.

Rozmawiał Nal
[Fot. PAP/Radek Pietruszka]