Ewa Polak-Pałkiewicz: „W skarbcu wszystkich nieszczęść”. W przeddzień rocznicy śmierci Zbigniewa Herberta (Część 3 – zakończenie)


 Przeczytaj >  >  >  Część 1.  –   Część 2.

*     *     *

                        – pozwól o Panie (….)

                        żebym rozumiał innych ludzi inne języki inne cierpienia***

Jan Stanisławski - Limany Dniepru
Jan Stanisławski – Limany Dniepru

Wielu  polskich czytelników myśli o Zbigniewie Herbercie jako o chrześcijaninie. W życiu i w twórczości opowiadał się po stronie skrzywdzonych. Udzielał czynnej pomocy tym, którzy byli prześladowani. Znane jest jednak wyznanie poety: „Ja jestem rzymski katolik, ale bardziej rzymski niż katolik„, z „Hańby domowej”. Pochodził z religijnego domu. W życiu dojrzałym rozstał się z praktykami religijnymi. Wpływ prof. Elzenberga? Nie przestawał w swej twórczości, jak to niektórzy górnolotnie i protekcjonalnie ujmują,stawiać pytań Panu Bogu. Starał się żyć nie unicestwiając sumienia. Z jakim skutkiem? Prof. Krzysztof Dybciak na kartach książki  J. Siedleckiej przypuszcza, że przyczyną podejmowania przez niego w poezji zagadnień etycznych było silne poczucie winy, jakie mu przez wiele lat towarzyszyło, „co rzadkie i co. m.in. przyniosło mu światowe powodzenie, a pod koniec życia objawiło się w moralistyce politycznej”. O listach do Haliny Misiołkowej prof. Dybciak mówi: „wiele ich fragmentów to świetna medytacyjna proza, a pewnym sensie także katolicka – o winie, grzechu, modlitwie, jakiej niewiele mieliśmy we współczesnej polskiej literaturze”.

Dziś zapewne ten sam autor przyznałby, że to, co jest „w pewnym sensie katolickie” zgoła nie jest katolickie.

Można też przypuszczać, że to właśnie obserwowanie z bliska twarzy barbarzyńców depczących prawa moralne i kulturę łacińską, w jakiej Herbert wzrastał i którą żył, a której częścią jest polska tożsamość kulturowa, nie pozwoliło mu całkowicie od chrześcijańskiego myślenia odejść. W okresie stalinowskim, który był zarazem początkiem jego kryzysu wiary – o tym jednak na próżno w książce Joanny Siedleckiej szukać, choć z  pieczołowitością odnotowuje wszystkie libacje alkoholowe, w których uczestniczył jej bohater – starannie dobierał lektury, w dużej mierze za namową prof. Elzenberga. Postaci dwuznacznej, niby bliskiego katolicyzmowi, ale – jak sam lubił podkreślać – heretyka. Były wśród tych książek dzieła kardynała Newmana, „ukochany Błażej {Pascal]”, św. Augustyn, Biblia w cudownym tłumaczeniu ks. Wujka.

W jednym z listów do Haliny Misiołkowej, z 1951 Herbert pisał: „Chrześcijaństwo zakłada właśnie ideał człowieka, który żyje w zgodzie z Naturą tj. otaczającym go światem i z Bogiem.

Chodzi o to, aby nasza zgoda z naturą nie polegała na ułatwionej moralności i pogoni za szczęściem ( – sumą przyjemności). Zdaje mi się, że nie jest ważne to, co się z nami dzieje, ale ważne jest to, czemu jesteśmy. A to całkiem nie zależy od naszej siły, urody, szczęścia, bogactwa…(…) I wydaje mi się także, że są dobra, które można kupić tylko za cenę cierpienia. Tak jest z macierzyństwem, miłością, świętością. Tak jest z naszą sprawą główną, z naszym zbawieniem. Dlatego cierpienie jest moją siłą”.

„Odkrywanie tajemniczej substancji człowieczeństwa”, jak to ujmował, jest obecne w jego gestach wobec przyjaciół lub ludzi, których darzył szczególnym uczuciem. Do nich należał rosyjski poeta Josif Brodski. Ten sam, którego władza sowiecka oskarżyła w 1964, że uchyla się od pracy, a on bronił się, że „jest z zawodu  poetą i tłumaczem. >A gdzieście nauczyli się, żeby być poetą< – naciskał sędzia. >Nie myślałem, że można to zdobyć wykształceniem. Myślę, że to… od Boga<”. 9 III 1996 Zbigniew Herbert zamówił Mszę św. w intencji Josifa Brodskiego. Odczytano po jej zakończeniu jego słowa: „Wraz z nieliczną garstką największych twórców XX wieku Josif Brodski wiernie stał na straży słowa, strzegł jego powagi i godności. Władał nim mistrzowsko, z siłą i precyzją, aby stawić opór kłamstwu i barbarzyństwu. Pamiętajmy o nim z wdzięcznością, za to, że prowadził nas do tych – znanych tylko wielkim poetom – miejsc,

                                    Gdzie piękno łączy się z dobrem

                                   Zachwyt z dziękczynieniem

                                   Cierpienie z nadzieją 

Zgromadzeni tutaj z kapłanem przy Świętej Ofierze prośmy o spokój duszy dla naszego brata Josifa, o wieczny odpoczynek i wiekuiste światło”.

„..lecz przeciwników mieliśmy – przyznasz – nikczemnie małych” ****)

Jan Stanisławski - Biórków
Jan Stanisławski – Biórków

Czym innym wreszcie, jeśli nie wiernością chrześcijaństwu była herbertowska „odmowa, niezgoda i upór” wobec kłamstwa. Postawa, która  zamykała drogę do posad i tytułów, która nie pozwoliła na przyznanie mu Nagrody Nobla, (obdarowano nią komunizujących Czesława Miłosza i – właśnie wtedy, gdy poważną wydawała się być kandydatura Herberta – Wisławę Szymborską). Postawa tak drażniąca niegdyś bliskich mu ludzi z KOR i całą poprawnie polityczną śmietankę artystyczną Warszawy, która podniosła wielki krzyk, gdy okazało się, że ocena komunizmu i kolaborujących z systemem pisarzy, zawarta w wywiadzie udzielonym Jackowi Trznadlowi w „Hańbie domowej”, nie była jakimś niewiele znaczącym w jego biografii epizodem. Że Zbigniew Herbert, w ostatniej dekadzie życia  nie zamierza się bynajmniej ułożyć ze środowiskiem Adama Michnika, (niegdyś nazwał go człowiekiem naprawdę wolnym i uważał niemal za swego duchowego syna). Że nie przeprosi go i nie odwoła  swoich sądów na jego temat. Trzeba zauważyć, że walka o to trwała do ostatniego dnia życia Poety. Jej  opis powinien wejść na trwałe do historii zmagań z komunizmem, jako siłą duchowej destrukcji. To rzadki we współczesnej literaturze biograficznej najprawdziwszy opis szatańskiego kuszenia, walki o duszę.

Od czasu powrotu do Polski z ostatniej wyprawy na Zachód, w 1990 roku, Zbigniew Herbert odnalazł się w roli, której środowisko się po nim nie spodziewało. A już na pewno nie tak zagranej – życiem. Kalendarium tych lat jest bodaj najlepszą częścią książki Joanny Siedleckiej, bowiem jest świadectwem tak dziś zakłamywanej najnowszej historii, toczącej się w cieniu zakulisowych poufałości partnerów „okrągłego stołu”. Ostry atak propagandowy gazet zatrutych jadem pojednaniat, nadętych okrągłostołowym gazem historycznego kompromisu, przetrąconych grubą kreską – tą gilotyną wolności słowa,  odpierały jedynie pojedyncze, niskonakładowe pisma antykomunistyczne, wśród których prym wiódł „Tygodnik Solidarność”. Właśnie na „Tysol” padł wybór Herberta. To nie był wybór człowieka zajętego swoim bel esprit, lecz decyzja doświadczonego stratega, który obmyśla najskuteczniejszy atak. Ciężko już wówczas chory i całymi tygodniami przykuty do łóżka, sięgnął po broń krótką, ale celną.

W liście do Marii Oberc, przyjaciółki prof. Izydory Dąbskiej, pisał w 1996 roku„….[my] niewielka część tych, którzy nie chcą żyć na kolanach, my niedostrzeleni, posługujemy się anachronicznymi tablicami wartości. Nie chciałbym się >na starość dopasowywać<, ale >staram się patrzeć zimno prawdzie w oczy<. Prowadzi nas na sznurku ta koalicja spryciarzy, a my w kółko o Bogu, Ojczyźnie i Honorze. To bardzo ładnie, ale nie lubię moralnych zwycięstw, trzeba zmieniać realny układ sił”.

Zaangażował się na serio w publicystykę. Udzielał wywiadów, pisywał felietony, komentował, oceniał. Spieszył się. Jako pierwszy stanął w obronie skazanego na śmierć przez komunistów Ryszarda Kuklińskiego – jego list otwarty w tej sprawie zignorowany został przez ówczesnego prezydenta L. Wałęsę. Wypowiadał się zdecydowanie na temat Czeczenii  – na dwa dni przed śmiercią prezydenta Dudajewa napisał do niego list; organizował na rzecz Czeczenii wielki koncert. Podpisywał petycje Ligi Republikańskiej w sprawie Pyjasa i o odtajnienie akt UB. Grzegorz Wąsowski, współautor albumu „Żołnierze wyklęci”:

„Uważał siebie za niegodnego, który ocalał, ich [żołnierzy antykomunistycznego podziemia, AK-owców – EPP] rzecznika, stróża. Oni byli jego partią – poległych i rozstrzelanych >zdradzonych o świcie<, którzy, jak w >Prologu< nieubłaganie patrzyli mu w oczy”.

Nawet bliscy przyjaciele wtedy, u progu epoki transformacji, uważali, że zwariował.

Garstka nielicznych towarzyszyła mu wysyłanymi regularnie sygnałami przyjaźni i wsparcia – już wówczas prawie nikogo nie przyjmował, krępował się swojej fizycznej słabości. Jolanta Nowakowska: „Wszystko co mówił, nie było ogólnikowymi tyradami bez argumentów, przeciwnie – rozsądne, precyzyjnie uzasadnione, sprawiedliwe. Głębokie i logiczne. Wcale nie tendencyjne ani przegięte, jak mu zarzucano, a właściwie spokojne, wyważone. Był człowiekiem odpowiedzialnym, a nie psychicznym odrzutowcem, dla mnie – jednym z nielicznych, rozsądnych głosów politycznych w tym kraju. Miał zmysł, dar logicznego myślenia”. Marek Nowakowski: „Przypominał zapomniany ład semantyczny. A to jest A, B to jest B. PRL to nie wolna Polska, Jaruzelski nie jest bohaterem narodowym, a Kukliński zdrajcą”.

Józef Chełmoński - Królestwo ptaków
Józef Chełmoński – Królestwo ptaków

W tym czasie rozmawiałam ze Zbigniewem Herbertem przez telefon. Prosiłam o wywiad dla „Powściągliwości i Pracy”, którą wówczas redagowałam. Mimo poważnego stanu zdrowia nie mówił nie. Prosił o cierpliwość. Pismo katolickie, wskrzeszone po kilkudziesięciu latach – choć mogło uchodzić za niszowe – nie było mu nieznane. Powiedział kilka miłych słów, zaznaczył, że czyta. W wywiadzie dla „Tygodnika Solidarność” z uznaniem mówił o drukowanych tam wierszach.

Katarzyna Herbertowa w „Gazecie Wyborczej”: „To było w 1994 r., kiedy ukazał się wywiad Zbyszka dla Gelberga. W tym wywiadzie Zbyszek powiedział bardzo dużo złych rzeczy. [A. Michnika m.in. nazwał „komunistycznym Dyzmą” i „manipulatorem”, a Czesławowi Miłoszowi zarzucił „nieokreślony status narodowy” oraz przypominał spotkanie w USA, gdy Miłosz twierdził, że Polska powinna być w granicach ZSRR – przyp. EPP]. „W takim był nastroju, a Gelbergowi to bardzo dogadzało, Adam Michnik przeczytał ten wywiad chyba w samolocie. Jak tylko doleciał, zadzwonił do nas z Tokio. Bardzo chciał rozmawiać ze Zbyszkiem. Zbyszek był poruszony, że Adam do niego dzwoni. Ale miał rurę w tchawicy, dusił się, nie mógł mówić. Powiedziałam Adamowi, że Zbyszek nie może rozmawiać, a Adam pewnie pomyślał, że Zbyszek z nim nie chce”. Ileż w tym opisie napięcia! Adam czyta wywiad w samolocie, Adam dzwoni osobiście z Japonii. Adam może sobie coś pomyśleć…

Czesław Miłosz także nie wahał się komentować „ów nieszczęsny incydent” w tym samym duchu:„Cnota podziwiająca siebie w lustrze, uzurpująca sobie prawo do występowania w roli sędziego naszych bliźnich, niepostrzeżenie stępia wrażliwość na elementarne wymogi przyzwoitości. Nie mówiąc już o zasadach dobrego smaku…” („Rzeczypospolita” 281/1994) Pomiędzy poetami doszło zresztą już dawniej do zerwania niegdyś bliskiej zażyłości. Marek Nowakowski komentował ten spór: „Po konflikcie z Miłoszem szyto mu też surdut kolejny – zawistnika, który spierał się z nim z zazdrości o jego sławę, zaszczyty i sukcesy. Ale był to spór fundamentalny, musiało do niego dojść, mieli po prostu dwie różne biografie”.

Trzeba tu przypomnieć ostatni, nie napisany rozdział „hańby domowej”, gdy tłuszcza literacko – dziennikarska, w reakcji na „postawę wyprostowaną” Herberta wobec oślizgłego kłamstwa, okrągłostołowej mazi, oblepiającej  wszystkie dziedziny życia w kraju, zaczęła się prześcigać w wytykaniu mu psychicznej dewiacji („klinicznych przejawów obsesji”) i nienawiści. Marek Nowakowski: „Po jego głównym wywiadzie dla „Tysola” próbowałem zebrać parę głosów na tematy, które poruszał, ale bezskutecznie, nikt nie chciał. Nie próbowano nawet z nim dyskutować, spierać się, chciano wyłącznie zemsty – zniszczenia, zdyskredytowania, zdezawuowania przeciwnika przez przypisywanie mu skłonności dyskwalifikujących jego umysłową sprawność. Unieszkodliwiano prasowymi tekstami, środowiskową szeptanką, że ekstremista, fanatyk, hunwejbin z nożem w zębach…”

Gdy Zbigniew Herbert jest już prawie umierający, dzwoni raz jeszcze do niego Miłosz, dopomina się o gest „pojednania” z Michnikiem. Jacek Trznadel, który był u Herberta w ostatnich tygodniach życia wspomina: „Wcale się też nie pogodził z Miłoszem podczas ich ostatniej, zmitologizowanej już telefonicznej rozmowy. Miłosz rzeczywiście zadzwonił do niego ze Stanów w maju 1998, rozmawiali, namawiał go jednak, żeby znów nawiązał stosunki z Michnikiem, ale obruszył się: Nie mogę spotkać się z człowiekiem, na którego jednym kolanie siedzi Jaruzelski, na drugim Kiszczak”.

z Absolutem na migi?

Nagranie radiowe dokonane 8 maja 1998 roku, w domu ciężko chorego poety przez Radio Kraków, podczas którego czyta on dwadzieścia swoich wierszy, kończy muzyka Schumana

i Mahlera, jego ulubionych kompozytorów. I tylko fragment „Sowińskiego w okopach Woli”, bo glos chorego się urywa, a bardzo chciał wyrecytować całość :

 w starym kościółku na Woli

                                               został jenerał Sowiński

                                               starzec o drewnianej nodze

                                               i broni się

Jan Stanisławski - Cyprysy
Jan Stanisławski – Cyprysy

Czy Zbigniew Herbert odszedł jako człowiek nawrócony? Takich pytań nie stawia się u nas publicznie. Ostatnie godziny życia znanych postaci szczelnie osłania się woalem nietykalnej tajemnicy. Czy nie ma w tym hipokryzji? Czyż świadectwo umierającego nie jest najbardziej znaczącą jego wypowiedzią? (O nawróceniu Jacka Kaczmarskiego przed śmiercią ci, którzy najwięcej mają do powiedzenia na jego temat milczą jak zaklęci. Szkoda). W wypadku Herberta, któremu przypadła rola narodowego wieszcza w czasach największego upodlenia Polaków, a ponadto – gdy znane są tak dobrze szczegóły jego biografii, gdy publikuje się w obszernych tomach jego prywatną korespondencję – sprawa wydaje się jeszcze bardziej jednoznaczna. Okresy walki duchowej – jak poświadczają to chociażby listy do H. Elzenberga – trwały długo.

W liście z 23 XII 1953 pisał: „U mnie nic nowego a właściwie dużo nowego: na zewnątrz zmieniam posadę na głupszą ale rentowniejszą, na wewnątrz rozprawiam się z religią. Jedno i drugie bardzo wiele nastręcza kłopotów”. A jeszcze  rok wcześniej komunikował: „Namawiano mnie do studiowania tomizmu. Zacząłem chodzić na czytanie Summy*****). Rzeczywiście wiele rzeczy się układało i wyjaśniało. Poczułem się szczęśliwy i wolny. I to już był pierwszy sygnał, że trzeba uciekać, że coś w substancji człowieczej się przekręca. Czułem przyjemność sądzenia i klasyfikacji. A przecież człowieka bardziej określają słowa zaczynające się na nie: niepokój, niepewność, niezgoda. I czy ma się prawo porzucać ten stan”. Nie dodaje jednak, że po prostu wygodniej jest żyć uznając, że Bóg nie ma do nas żadnych praw, a rzeczy ostateczne są niepewne.

I znów zdanie z kwietnia 1953 roku: „Ostatnio wojażuję, konferuję, katolicy chcą mnie ochrzcić, ale nie wiem czy im się to uda, chociaż >większa polowa< mego serca jest z nimi”.

Jan Stanisławski - Bodlaki
Jan Stanisławski – Bodlaki

Jednym z ostatnich, którzy widział się z nim przed odejściem był autor „Hańby domowej” Jacek Trznadel. „Nie miał złudzeń co do swego stanu, dlatego tez chciał jak najwięcej po sobie

zostawić, do końca pisał, czytał, szkicował, snuł wielkie plany – może pismo albo wydawnictwo przeciw zwolennikom wybaczenia, fraternizatorom, jak mówił (…) Ale choć Wielki Niemowa, unieruchomiony chorobą – świeciła jasno, błyszczała jego myśl: jasna, ostra, cięta…”. Pan Cogito odchodził w postawie wyprostowanej. Rykoszetem odbijały się od jego tarczy rzymskiego wojownika, wzniesionej ku słońcu, jadowite pociski. Po wielkim utrudzeniu cierpieniem duchowym, o którym nie wspominał nawet najbliższym, nastał czas pogodzenia z Absolutem?

Słabe światło sumienia stuk jednostajny

                                   Odmierza lata wyspy wieki

                                   By wreszcie przenieść na brzeg niedaleki

                                   Czółno i wątek osnowę i całun 

– to zakończenie jednego z ostatnich wierszy, Tkanina z tomu Epilog burzy (1998). Czy Pan Cogito zdobył pokorę, ową jasność, za którą tęsknił i przed którą się bronił? Czy zdobył łaskę wiary?

W książce Joanny Siedleckiej znalazło się miejsce na świadectwo kapłana z dnia 27 lipca 1998  – w przededniu jego odejścia:

Rozmawialiśmy, i to nawet dość długo, wsparty na łokciu coś notował. Powiedział mi, co powtórzyłem później nad trumną, że Bóg był dla niego zawsze kimś ważnym, bo rozumiał jego cierpienie (…). Poprosił o spowiedź, po której – tyle tylko mogę powiedzieć – wyciszył się, wypogodził, rozjaśnił… 

 _________

Cytaty pochodzą z:
– „Zbigniew Herbert,  Henryk Elzenberg.  Korespondencja” , wyd. Zeszyty Literackie,
– Zbigniew Herbert, Stanislaw Barańczak. Korespondencja. Wyd.  Zeszyty Literackie 2005
– Listy do Muzy. Listy Zbigniewa Herberta do Haliny Misiołkowej, Gdynia 2000
– Pozostałe cytaty: Joanna Siedlecka: „Pan od poezji. O Zbigniewie Herbercie”. Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2002
– Wypowiedź Katarzyny Herbertowej  za: „Gazeta Wyborcza”, 30 XII  2000 – 1 I 2001
*) Z wiersza Do Ryszarda Krynickiego – list,  z tomu Raport z oblężonego Miasta(1983)
**) Tak podpisał się Poeta pod jednym z listów pisanych w okresie pracy w Torfprojekcie do p. Anny Łady – Swiderskiej
***) Z wiersza Modlitwa pana Cogito – podróżnika z tomu Raport z oblężonego Miasta(1983)
****) Z wiersza Do Ryszarda Krynickiego – list

*****) Herbert uczestniczył w wykładach z filozofii św. Tomasza prowadzonych w Laskach przez s. Teresę Zofię Landy (1894 – 1972) , krytyka literackiego, absolwentkę filozofii na Sorbonie, 1916, zaprzyjaźnioną z J Maritainem, od 1928 w Zgromadzeniu Franciszkanek Służebnic Krzyża. (za: Zbigniew Herbert Henryk Elzenberg Korespondencja. Op. cit.)

 Ewa Polak-Pałkiewicz

Źródło: http://ewapolak-palkiewicz.pl/w-skarbcu-wszystkich-nieszczesc/ – 08.07.2013

Przeczytaj >  >  >  Część 1.  ,  Część 2

POLISH CLUB ONLINE, 2013.07.12

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek