Coryllus: Czy Łysiak też kochał Monikę Jaruzelską?


picture-181 (1)Bywają w życiu zaskoczenia poważne i mniej poważne, bywają prawdy, które się zna od dzieciństwa i takie, które się jedynie wyczuwa, a one w pewnej chwili ujawniają się z całą mocą i właściwie nie wiadomo co potem zrobić. Ja wczoraj, skuszony linkiem łączącym mnie z blogiem człowieka o nicku herbu grabie, zacząłem interesować się wywiadem, którego Rafałowi Ziemkiewiczowi udzieliła Monika Jaruzelska. Zanim jednak dotarłem do samego wywiadu przeczytałem to co herbu grabie umieścił u siebie, czyli wpis Ziemkiewicza z FB, który zniknął podobno, ale został skopiowany, a we wpisie tym czytamy: Cześć czytam książkę i dziękuję za tych parę miłych słów o mnie i Monice (drapnęło po starej ranie, ale to nie twoja wina)…

To co jest dalej moim zdaniem nie ma znaczenia, bo Rafał Ziemkiewicz po prostu chce jakoś skontaktować się ze swoją dawną koleżanką ze studiów, która na pewno była mu w jakiś sposób bliska. Musiała być, skoro pisze „drapnęło po starej ranie”. Nie powiem, zdziwiłem się kiedy to przeczytałem, bo okazuje się, że publicysta bezwzględny, dynamiczny, ostry i waleczny, umie, a może tylko umiał kiedyś okazać wrażliwość, a może nawet czułość. Drapnęło po starej ranie, kochani, to nie jest w kij dmuchał, to po prostu oznacza, że Ziemkiewicz zakochał się w Monice Jaruzelskiej i nie była to miłość przelotna.

Dziś zaś przypomniał sobie o tych dawnych czasach i postanowił umówić się z Moniką Jaruzelską na wywiad i ona się zgodziła. I cóż to jest za wywiad? Moim zdaniem jest to najlepszy wywiad Ziemkiewicza, po prostu najlepszy. Już widzę, co na jego miejscu zrobiłby taki Mazurek, jaką wiochę by zapodał, jak by się popisywał tym swoim chamstwem. Tu nic takiego nie ma, wszystko jest utrzymane w znanej nam z wczesnych filmów Jana Machulskiego konwencji „dwoje ludzi na plaży”, która daje aktorom i reżyserowi ogromne możliwości. W przypadku Jaruzelskiej i Ziemkiewicza możliwości te wykorzystane są w całej pełni, a może jeszcze bardziej. Czegóż my tu nie mamy? Przede wszystkim mamy trudne dzieciństwo Rafała Ziemkiewicza i niezbyt łatwe, choć nie tak ponure dzieciństwo Moniki Jaruzelskiej. Oto Ziemkiewicz, wychowuje się w rodzinie, o czym mimo przeczytania licznych jego wynurzeń nie miałem pojęcia, byłego oficera, którego wyrzucono z lotnictwa za noszenie krzyżyka. W trudnej rzeczywistości PRL radzi sobie tata Rafała Ziemkiewicza dobrze, choć oczywiście nie tak dobrze jak tata Moniki Jaruzelskiej. Rafał zaś, dziecko zdolne i dobrze rokujące na przyszłość trafia, dzięki konkursowi świadectw do tej samej klasy co Monika Jaruzelska. Tak jest napisane w tym wywiadzie i ja tu niczego nie zmyślam, nie dodaję i nie konfabuluję, żeby mi potem nikt nie zarzucał, że znowu się czepiam Rafała Ziemkiewicza. Powiadam więc, że dostał się do tej samej klasy co Monika Jaruzelska z konkursu świadectw. Potem zaś studiowali oboje na jednym roku warszawskiej polonistyki. I tu wyznaje nam Monika Jaruzelska z rozbrajającą szczerością, że utrzymanie równowagi psychicznej było dla niej dość trudne, bo z jednej strony surowy tata, którego nikt nie lubił, a z drugiej grupa rówieśnicza, która ową niechęć do taty potrafi okazywać w sposób demonstracyjny. I ja rozumiem bolączki pani Moniki, a przynajmniej bardzo się staram, choć mój tata w wojsku był zaledwie kapralem. Byli jednak tacy, którzy dla – jak pisze Ziemkiewicz – wsparcia w karierze jakie dawała znajomość z Moniką Jaruzelską byli gotowi na wszystko. Mnie powiem wam nieszczególnie ciekawi co w tym wypadku znaczy słowo „wszystko”, interesuje mnie jedynie reakcja psychologiczna Moniki Jaruzelskiej, która odpowiada, że ten zespół zachowań był jeszcze gorszy niż pogarda. I ja to także rozumiem, przez długi czas bowiem przynosiłem do szkoły najlepsze chyba z dostępnych wówczas wędlin, które mój tata robił samodzielnie, przynosiłem w kanapkach rzecz jasna, i dobrze wiem do jakiego upodlenia zdolni są ludzie wobec człowieka posiadającego na własność kawałek obsuszonej, prawdziwej kiełbasy. Aż strach pomyśleć do czego są zdolni mając przed sobą córkę generała.

Dzięki Bogu, że Rafał Ziemkiewicz nie upadł tak nisko, by korzystać z protekcji Moniki Jaruzelskiej i na jej, przepraszam za kolokwializm, plecach, robić karierę. To by było, sami przyznacie, dość niesmaczne. No, ale nie musimy się tym przejmować, bo Rafał Ziemkiewicz do wszystkiego doszedł sam, własną pracą, uporem i konsekwencją w działaniu. Uczucie zaś, z którego tak nieopacznie zwierzył się na FB było jak mniemam niespełnione i nieszczęśliwe, co czyni Rafała Ziemkiewicza, postacią jeszcze głębszą i jeszcze bardziej dramatyczną niż nam się to zdawało do tej pory. Nie możemy mieć więc oporów ani nie możemy czuć jakiś wstrętów, jak to się pewnie zaraz przydarzy różnym purystom ideologicznym i nadal powinniśmy w spokoju czytać jego książki. Książki, które tak lubi Monika Jaruzelska, sama się do tego przyznaje i podkreśla, że Ziemkiewicz jest najlepszym polskim autorem. Nie sposób się z nią nie zgodzić proszę Państwa. Nie sposób….

W wywiadzie szczególnie urzekł mnie fragment dotyczący istoty zła. Od razu widać, po nim, że Rafał Ziemkiewicz był pilnym i uważnym uczniem, w przeciwieństwie do mnie na przykład. Ja, choć bardzo wcześnie odkryłem, jak należy postępować i co mówić, na języku polskim, by dostawać same dobre oceny, nie wyrobiłem w sobie jeszcze tego uporu i konsekwencji, która doprowadziłaby mnie do jednej klasy z kimś, może nie tego kalibru co Monika Jaruzelska, ale choćby tylko do klasy, gdzie siedziałby syn wojewody. Zabrakło mi dojrzałości, byłem zbyt infantylny i łatwo się nudziłem oraz rozpraszałem swoją uwagę interesując się głupstwami. Pamiętam jednak, że kiedy omawiało się postać jakiegoś ponurego złoczyńcy, jakiegoś złodzieja na przykład, albo pogubionego, agresywnego wariata, należało powiedzieć, że to nie on jest winny swojej sytuacji, ale społeczeństwo lub jeśli tego wymagała pani od polskiego, okoliczności. I proszę, sami popatrzcie co pisze Ziemkiewicz w tym wywiadzie:

Moniko, ja się już dawno wyzbyłem tego młodzieńczego złudzenia, że zło czynią tylko źli ludzie. Widzę po prostu generalną nieuczciwość tej sytuacji, w której zło komunizmu, PRL, jest w oczach dzisiejszego pokolenia zacierane tym, że generał Jaruzelski mógł być prywatnie przyzwoitym człowiekiem.

Rafał Ziemkiewicz po mistrzowsku odwraca sytuację, którą znamy z każdej klasy, gdzie uczono polskiego i przerabiano lektury i mówi: Mamy surowego tatę, który może być prywatnie przyzwoity, ale jego obecność nie gwarantuje, że świat będzie lepszy. On by chciał, ale powszechne przyzwolenie na lizusostwo i upodlenie, powszechne przyzwolenie na niszczenie życiorysów, jest i zmienić się tego nie da. Dodaje jeszcze Rafał Ziemkiewicz, że nie wyobraża sobie, by generał straszył strażnika wyrzuceniem z pracy, bo ten nie chciał go gdzieś wpuścić. Nie wyobraża sobie, że mógłby on wydawać publiczne pieniądze na papierosy czy wino. A Monika Jaruzelska dodaje, że przecież generał nigdy nie pił, nie palił i nie przeklinał.

Po wygłoszeniu tego wszystkiego oboje, acz z pewnymi oporami zaczynają rozwodzić się nad przewagami PRL nad dzisiejszym światem. Pan Rafał, mówi o tym konkursie świadectw, który doprowadził go do jednej klasy z córką I sekretarza i podkreśla, że dziś jego dzieci nie mają szans na to, by chodzić do klasy z wnuczkami Milera, choć status społeczny Ziemkiewicza jest wyższy niż jego wyrzuconego z wojska za krzyżyk, taty. I tu się zatrzymajmy, bo chyba trzeba jakoś te projekcje pana Rafała skomentować. A po cóż drogi pani Rafale, pańskie dzieci miałby chodzić do jednej klasy z wnuczkami Milera? Co tam takiego ciekawego może być w tej klasie, czego nie ma w żadnej innej? Jakie możliwości otwiera przed wnuczkami Milera ta klasa, z których nie mogą skorzystać pańskie dzieci? Przecież to porównanie nie ma sensu. Ja przynajmniej tak uważam i zrobiłbym wszystko, by moje dzieci nie chodziły do klasy z wnuczkami Milera.

Rafał Ziemkiewicz jednak wie swoje. Czy to znaczy, że mentalnie zatrzymał się w epoce późnego Jaruzelskiego? Ja nie wiem. Nie mnie oceniać, ale swoją obecność w jednej klasie z Moniką Jaruzelską traktuje do dziś jak poważne wyróżnienie, które doprowadziło go w konsekwencji do tego miejsca, gdzie jest dziś, do pozycji najlepszego pisarza współczesnej Polski.

Idźmy dalej. Idźmy, idźmy….tyle, że im dalej idziemy, tym mniej zrozumiały wydaje nam się ten wywiad, a to co pisze Rafał Ziemkiewicz o tym całym konkursie świadectw staje się dla nas wprost nie do uwierzenia. Oto mamy takie zdanie na temat Jerzego Urbana:

Nie rozumiem takich ludzi jak Urban, który – skoro nienawidzi patriotyzmu, nacjonalizmu, wojska i tak dalej – powinien twojego ojca zwalczać ze wszystkich sił, a nie go wychwalać.

Tak napisał Rafał Ziemkiewicz, który dostał się do uprzywilejowanej klasy z konkursu świadectw. Naprawdę. Napisał, że Urban powinien zwalczać Jaruzelskiego, bo nienawidzi patriotyzmu, wojska i nacjonalizmu, a jak to wcześniej zostało ustalone przez oboje protagonistów, generał Jaruzelski to patriota, wojskowy i nacjonalista, czyli ideowy przeciwnik Jerzego Urbana. Z tym nacjonalizmem to przyznam mnie zaskoczyli. Okazuje się bowiem, że jeszcze przed wojną generał, jako bardzo młody człowiek, nosił w klapie onerowski mieczyk Chrobrego. Dziś zaś, sami popatrzcie, jego córka rozmawia z ideologiem nowo powstałego ruchu narodowego, który próbuje rozwikłać meandry relacji pomiędzy dawnymi ideologami systemu. Tu Urban nihilista, tu Jaruzelski państwowiec, jak to, kurcze pogodzić? Głowa, jak powiadali ludzie w dawnych czasach, mała.

Monika Jaruzelska idzie całe szczęście w sukurs Rafałowi Ziemkiewiczowi i mówi: znowu stosujesz logikę zero-jedynkową. A ja staram się Jerzego zrozumieć. Nie dlatego, że przyjaźnię się z jego żoną i bywam u nich w domu…Ciebie też nazywają „Goebbelsem IV RP, tak jak Ubrana „Goebbelsem stanu wojennego”…

Tak mówi Monika Jaruzelska i niczym dobra wróżka w czerwonej sukience jednym dotknięciem czarodziejskiej różdżki stwarza na naszych oczach, prawie jak David Copperfield, płaszczyznę porozumienia pomiędzy ideologią narodową, na nowo się konstytuującą, a Jerzym Urbanem, człowiekiem, z którym się przyjaźni i który powinien nienawidzić generała, a jednak nie ma w nim nienawiści. I ja tu nie chcę powiedzieć, że to jest płaszczyzna, na której podadzą sobie ręce cham z Żydem, o nie, wcale nie… Ja chcę tylko powiedzieć, że Jerzy Urban będzie najprawdopodobniej kolejnym gościem tygodnika „Do rzeczy”, a wywiad z nim przeprowadzi Piotr Semka, bo czytając te wszystkie wypowiedzi Rafała Ziemkiewicza, mam wrażenie, że wśród różnych kluczy według których dobiera się rozmówców do tych wywiadów, nie bez znaczenia jest klucz, który nazwać możemy „posiłkowym”. A kiedy już do tego dojdzie to zostanie tylko Adam Michnik i on będzie gościł na łamach „Do rzeczy” gdzieś może w rocznicę porozumień sierpniowych. Mogę się oczywiście mylić, ale poczekajmy i sami zobaczymy.

Kolejnym istotnym momentem w tym wywiadzie jest wypowiedź Ziemkiewicza, w której pada zwrot „adres gettysburski”. Jeśli ktoś nie wie o co chodzi, to przypominam: pod miasteczkiem Gettysburg, gdzie w toczącej się kilka dni bitwie zginęło ponoć tyle ludzi co w całej wojnie wietnamskiej, Abraham Lincoln wygłosił przemówienie ku czci poległych żołnierzy Unii. Zawarł w niej w zwięzłych słowach cele wojny, które motywował koniecznością zjednoczenia państwa. Było to ważne i mocne przemówienie, które legło u podstaw nowej, zjednoczonej Ameryki. Od niego zaczęły się w bólach „narodziny narodu”, nowego amerykańskiego narodu. I Ziemkiewicz chce tego samego, marzy mu się polski adres gettysburski. To jest fantastyczna idea, chciałbym jednakowoż przypomnieć w co zamieniło się Południe po wojnie secesyjnej, chciałbym też przypomnieć, że Lincoln, nie wygłaszał swojego przemówienia ku czci poległych żołnierzy Konfederacji. Oto z kwitnącego, pełnego pałaców i plantacji kraju, Dixi Land stał się zrujnowaną ziemią zadłużonych degeneratów, którzy stracili wszystko. Uleciało zeń całe piękno i godność, a została tylko bieda i poniżenie. Ludzie zaś, którzy zamieszkiwali na południu zyskali po wielu latach złośliwe przezwisko rednack, co podobno tłumaczy się jako „czerwony kark”. No więc, spieszę uspokoić Rafała Ziemkiewicza, myślę, że nasz adres gettysburski został już dawno wygłoszony, tyle że on go nie zauważył. Myślę, że został on wygłoszony przez premiera Cyrankiewicza, dawno temu w Poznaniu. Bo o to chodziło, prawda? O narodziny narodu? I naród się narodził, a w tym nowym narodzie narodził się (o ludzie, co za zbitka) Rafał Ziemkiewicz, który uporczywie usiłuje zachować jakąś podmiotowość. Nie może mu się to udać, bo nie wie gdzie stoi. Ci wobec których wygłoszono nie jeden a pewnie z pięć „polskich adresów gettysburskich” już nie żyją. Ich domy są spalone, ziemia rozgrabiona, a pamiątki sprzedane dawno temu w sklepach Desy. Pozostał po nich mit, który dziś jest własnością Moniki Jaruzelskiej, co widać aż nadto dobrze, choćby w tytule jej książki „Towarzyszka panienka”. To o czym mówi Ziemkiewicz i w co chce nas wrobić, to nie żadne narodziny narodu, ale definitywny tego narodu koniec w takim kształcie, jaki chcielibyśmy zachować, to podniesienie rąk w górę i zgoda na wszystkie plany socjotechniczne, bankowe i medialne jaki wobec nas mają ludzie utożsamiający się dziś z wymordowaną i zniszczoną klasą posiadaczy, czyli z elitą w dawnym tego słowa znaczeniu. I ja rozumiem zaślepienie Rafała Ziemkiewicza. On nic nie widzi, bo mu się to świadectwo z konkursu do okularów przykleiło i mówi, mówi, mówi, mówi…

Mamy więc takie oto elementy: tatę generała, jego córkę, panienkę ze dworu, nie zapominajmy, że generał pochodzi z rodziny ziemiańskiej, nie ma więc mowy o fikcji, gołych aspiracjach, czy oszustwie, aspirującego pisarza ideologa narodowców, którego tata o mało nie został wyższym oficerem, bo rozumiem, że z wojska wylali go w stopniu kapitana, mamy wreszcie Jerzego Urbana, o którym panienka ze dworu mówi per Jerzy. No i mamy Polskę, w której po powyższej wyliczance zostali już tylko piłsudczycy. Oni akurat dziś są w odwrocie, ale wszystko może się zmienić. Ich właśnie reprezentuje w tygodniku „Do rzeczy” Waldemar Łysiak, który na szczęście nie uczestniczył w żadnych konkursach świadectw, nie zakochał się też nieszczęśliwie w pani Monice…nie zakochał się? Nie zakochał się, prawda? Nie robił kariery dzięki Monice Jaruzelskiej, nie tak jak Kora i Kamil Sipowicz, których zdjęcie wraz z Moniką znalazłem w sieci, nie tak jak Bogusław Linda, nie tak jak konkurs świadectw… prawda? Łysiak, normalnie po bożemu pisał książki i je wydawał. Nie musiał się zakochiwać, żeby zrobić karierę. Powiedzcie, że nie musiał….

No dobrze, na dziś koniec, jak zwykle zapraszam na stronę www.coryllus.pl

Coryllus
27 czerwca 2013

Źródło: http://naszeblogi.pl/39342-czy-lysiak-tez-kochal-monike-jaruzelska

POLISH CLUB ONLINE, 2013.07.23

Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci