Ks. dr Mariusz Sztaba: O co troszczy się prof. Hartman?


Ks. dr Mariusz Sztaba, KUL
Ks. dr Mariusz Sztaba, KUL

Po raz kolejny prof. Jan Hartman, etyk z zawodu, występuje jako „znawca” Kościoła, Stolicy Apostolskiej i jej międzynarodowych stosunków z państwami. Ostatnio w „Gazecie Wyborczej”(bo i gdzież indziej?) przy użyciu całej swojej wiedzy i kompetencji pytał się, szukając odpowiedzi, „czy nie nadszedł czas, by Polacy stali się panami we własnym domu, a demokratyczne państwo mogło się szczycić tym, że wszystkich obywateli traktuje jednakowo?”. Zagrożenie dla suwerenności państwa polskiego dostrzega w konkordacie. Posługując siępropagandą polegającą na upowszechnianiu pewnych idei w sposób mało racjonalny, przez odwoływanie się do schematów, reklamy, sloganów itd., oraz perswazją, która przybiera formę pozornych zabiegów uzasadniających jakieś przekonania, mające prowadzić do zaakceptowania twierdzenia przez słuchacza – próbuje wmówić czytelnikom, że konkordat jest „reliktem przeszłości”, a średniowiecze nigdy nie skończyło się w Polsce, bo zabrakło nam prawdziwej rewolucji demokratycznej. A ponad to bardzo razi pana etyka fakt, że polscy biskupi zabierają głos w sprawach narodu i społeczeństwa. Uważa to za przykład naruszania autonomii pomiędzy państwem a Kościołem. Profesorowi Hartmanowi w głowie się nie mieści także i to, że można dyskutować o sprawach stosunków religijnych na płaszczyźnie politycznej. I dlatego uważa, że należy uwolnić państwo polskie od „upokarzającego zobowiązania do posiadania ze Stolicą Apostolską konkordatu oraz samego konkordatu”. Sposób myślenia i argumentowania prof. Hartmana jest rodem z PRL-u.

Nie wiem, jakiej klasy etykiem jest profesor Hartman. Wiem natomiast, że chcąc być coraz bardziej politykiem i dostrzeganym oraz docenianym przez obecną władzę (z czym się wcale nie kryje), zamiast dyskusji będącej zespołowym rozwiązywaniem autentycznych problemów w celu dochodzenia do prawdy, zajmuje się pseudoproblemami i antykatolicką oraz antykościelną działalnością. Posługuje się przy tym demagogią, tj. odwoływaniem się do poczucia krzywdy; agitacją, tj. odwoływaniem się tylko i wyłącznie do uczuć rozmówcy i do wspomnianych wcześniej propagandy i perswazji. A przecież naukowiec występujący w mediach jako autorytet-ekspert, powinien posiadać minimum pokory i zdrowego krytycyzmu, pamiętając o tym, że jest ekspertem tylko i wyłącznie w swojej dziedzinie. Gdy zaś wypowiada się na tematy nie związane z nią bezpośrednio, reprezentuje tylko i wyłącznie swoje własne poglądy. W takim razie filozof nie koniecznie musi znać się na teologii i Kościele.  A poza tym, już starożytni wiedzieli, że używany w dyskusji argument z autorytetu jest najsłabszym z możliwych. Artur Schopenhauer w Erystyce, czyli sztuce prowadzenia sporów już w 1830 r. zaprezentował sofistyczne chwyty będące wynaturzoną erystyką, służącą do prowadzenia pozornej dyskusji. Jako trzydziesty z kolei „chwyt” podał argumentum ad verecundiam – argument uczestniczą w tej sofistycznej manipulacji.

O co troszczy się prof. Hartman? O Kościół – na pewno nie, bo raz po raz wypowiada swoje antykościele opinie nie poparte żadnym trafnym merytorycznym argumentem. Czy dba o dobro państwa polskiego? Niekoniecznie, gdyż podjudza i szczuje państwo polskie na Kościół, który ma niezaprzeczalny wkład w ponad 1000 letnią historii państwa polskiego, również w tę najnowszą. Czy dba on o ethos naukowca? Swoimi demagogicznymi wypowiedziami raczej go obniża i ośmiesza. O co więc dba pan etyk m- dyżurny ekspert? Wydaje się, że o swoją „karierę polityczną”, gdyż „znudziło się” być mu autentycznym naukowcem. Profesor Hartman ma wielki problem. Gubi się w swojej tożsamości. Zapomina o tym, że wyższe wykształcenie (studia magisterskie) zdobył na KUL-u i to w czasie, kiedy społeczeństwo katolickie płaciło na KUL, gdyż nie było wtedy żadnej państwowej dotacji. To Kościół go wykształcił i dbający o funkcjonowanie w tym czasie KUL-u biskupi. A on dziś bezpodstawnie i pezpardonowo atakuje Kościół i biskupów. Czy to tylko brak elementarnej kultury i wdzięczności, czy jakąś pomroczność? Pan etyk musi to sam przemyśleć. A jest co.

A kim powinien być autentyczny naukowiec? W 1936 roku Florian Znaniecki w książce Społeczne role uczonych, opisał zjawisko „postępowego bankructwa ludzi czynu” (prezydenci, ministrowie, dyrektorzy departamentów itd.), którzy uważając się za „samowystarczalnych kierowników życia”, popełniali podstawowe błędy w kierowaniu rzeczywistością społeczną, nie umiejąc planować w perspektywie przyszłości i marnując tym samym szanse rozwojowe. Przyczyną tych braków oraz nie urzeczywistnianych możliwości mimo tego, że owi kierownicy „mają energie i zdolności praktyczne”, była ignorancja, brak wiedzy o kierowanej przez nich rzeczywistości oraz brak wyobraźni. Dlatego też Znaniecki przypominał uczonym o ich doniosłych funkcjach społecznych, do których zaliczał w pierwszym rzędzie: służbę prawdzie na drodze poznania, badań, diagnozowania rzeczywistości, a następnie służbę rozwojowi, poprzez budowanie przyszłości opartej na swoistym twórczym wizjonerstwie.

Zdaniem F. Znanieckiego od uczonych powinno wymagać się perfekcjonizmu w sztuce myślenia i wytyczania praktyki, przy równoczesnej niezależności badawczej. Uczeni powinni dbać o rzetelną wiedzę, która adekwatnie opisuje i interpretuje rzeczywistość, a ponad to wyznacza nowe kierunki głębszego myślenia o rzeczywistości w przyszłości. Zadaniem naukowców jest więc chronić wiedzę przed iluzjami i utopiami. Naukowiec w trakcie wytwarzania wiedzy naukowej powinien kierować się prawdą, odpowiedzialnością i samokrytyką. Sam czując się odpowiedzialny za naukowy status tworzonej i rozpowszechnianej przez siebie wiedzy, powinien także zachować zmysł krytyczny odnośnie innych twórców wiedzy i ich wytworów. Człowiek, który używa swojego naukowego autorytetu jako argumentu w dyskusjach nad ważnymi społecznie problemami, stając się zideologizowanym „dyżurnym autorytetem” obniża status dyskusji, ośmiesza siebie samego i środowisko naukowe, z którego wywodzi się. Polsce nie potrzeba dyżurnych autorytetów-ekspertów, ale prawdziwych naukowców, którzy w sposób rzetelny i metodologiczny dzielą się swoją wiedzą i umiejętnościami ze społeczeństwem, spełniając wzglądem niego ważną rolę społeczną: myśliciela i stróża prawdy.

Ks. dr Mariusz SztabaInstytut Pedagogiki KUL

WirtualnaPolonia

P.s. Zobacz także:

http://ekai.pl/wydarzenia/polska/x69018/o-polske-wolna-od-demagogii/

Za: http://wirtualnapolonia.com/2013/07/23/o-co-troszczy-sie-prof-hartman/ , 2013-07-23

Przeczytaj również inne teksty tego autora:

POLISH CLUB ONLINE, 2013.07.23

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek