Krzysztof Kopeć: Reparacje wojenne


Od lewej: C.R. Attlee, H. Truman, J. Stalin. Konferencja poczdamska, lipiec 1945. Fot. East News
Od lewej: C.R. Attlee, H. Truman, J. Stalin. Konferencja poczdamska, lipiec 1945. Fot. East News

Jeśli chodzi o tematykę odszkodowań wojennych, zarówno w stosunku do Niemiec jak i Rosji sprawa jest otwarta i do wygrania.

Dotarłem do informacji, iż parę lat temu jeden z amerykańskich dziennikarzy zwrócił się do znanych prawników Edwarda Kleina i Michaela Hausfelda z pytaniem, czy podjęliby się sporządzenia i wniesienia pozwu o reparacje wojenne dla Polski.

Edward Klein m.in. oskarżał powojenne władze komunistyczne Polski o zagarnięcie mienia Żydów, a także reprezentował wobec niemieckich i nie tylko firm byłych robotników przymusowych z Polski i innych krajów Europy Wschodniej.

Michael Hausfeld reprezentował z kolei polski rząd podczas negocjacji o odszkodowania za pracę przymusową i niewolniczą (zakończone porozumieniem z Niemcami z 2000 r.).

– Taka sprawa musiałaby być rozpatrywana przez międzynarodowe sądy, tu nie wystarczyłby cywilny pozew, bo chodzi o roszczenia państwa wobec państwa – powiedział mecenas Edward Klein. Michael Hausfeld stwierdził z kolei, że można by znaleźć podstawy prawne do wniesienia takiego pozwu i nie byłby on bez szans. Jakie są więc możliwości uzyskania przez Polskę reparacji wojennych od Niemiec?

Furtka znajduje się w komunikacie rządu PRL z sierpnia 1953 r. Wtedy to, po zamieszkach robotniczych w Berlinie Wschodnim, rząd sowiecki zrzekł się reparacji od NRD. Dzień później to samo zrobił rząd PRL. W komunikacie mówiono wprawdzie o Niemczech, a nie NRD, lecz ZSRR pobierał reparacje tylko ze swojej strefy okupacyjnej, czyli właśnie z terytorium wschodnich Niemiec. Polska miała otrzymać 15 proc. z tego, co trafi do władz sowieckich. Rząd PRL nie mógł więc zrezygnować z czegoś, do czego de facto nie miał prawa, czyli z odszkodowań od całych Niemiec.

Mimo iż w dyplomacji światowej uznano, że Polska jednostronnie zrzekła się wtedy należnych jej reparacji od całych Niemiec, podstawy prawne takiego stanowiska są wątpliwe. Zdają sobie z tego sprawę sami Niemcy, dlatego gdy w 1990 r. w Polsce pojawiły się głosy nawołujące do ponownego rozpatrzenia sprawy odszkodowań wojennych, Bundestag podjął uchwałę, w której stwierdzono, że „rezygnacja Polski z reparacji od Niemiec z 1953 roku zachowuje moc obowiązującą także dla zjednoczonych Niemiec.” Polski rząd w ogóle nie odniósł się do tej deklaracji.

Gdyby niemieccy politycy zanegowali obowiązujące obecnie porozumienia, można w zgodzie z prawem międzynarodowym rozpatrywać kwestię reparacji wojennych – przekonuje prof. Jan Sandorski z Katedry Prawa Międzynarodowego Publicznego UAM w Poznaniu.

Niemieccy politycy już to robią, choćby Erika Steinbach i w bardziej zawoalowany sposób Edmund Stoiber. – Polacy powinni być świadomi tego, że żądania Związku Wypędzonych nie są częścią niemieckiej polityki.

Ważne, żebyśmy nie słuchali tych wszystkich złych podszeptów, które pojawiają się w obu naszych krajach, lecz by nasze rządy zdecydowanie kroczyły pojednawczą drogą – przekonuje Markus Meckel, deputowany SPD do Bundestagu.

Rzeczywistość niestety jest inna. To prawda, że roszczenia Związku Wypędzonych nie są częścią polityki niemieckiego rządu, ale w wypadku Niemiec to, co dzisiaj wydaje się niemożliwe, jutro może być realne. Nieraz już tak było w przeszłości.

Również roszczenia w stosunku do Rosji spadkobierczyni ZSRR, która oficjalnie przyznała, że pakt Ribbentrop – Mołotow jest nieważny i był bezprawny z punktu widzenia prawa międzynarodowego (a więc zgodnie z prawem międzynarodowym ponosi ona odpowiedzialność za jego skutki) mają szanse powodzenia. I w tym wypadku ekspertyza panów Edwarda Kleina i Michaela Hausfelda dla Polski jest pozytywna.

Reszta zależy od władz polskich. Możliwości do działania są bardzo duże.

Krzysztof Kopeć

Źródlo: http://www.krzysztofkopec.pl/podstrony/polityka/reparacje.html

POLISH CLUB ONLINE, 2013.07.31

Avatar

Autor: Krzysztof Kopec