Prof. dr hab. Artur Śliwiński: Geopolityczna sytuacja Polski (1)


Zdjęcie za: iStockphoto/Thinkstock
Zdjęcie za: iStockphoto/Thinkstock

Sytuacja geopolityczna Polski jest bardzo zła – we wszystkich azymutach. To jest żniwo kolejnych rządów funkcjonujących po 1989 roku. Lecz wiele wskazuje na to, że zabawa prowadzona przez kolejne rządy już się kończy. Mija czas wodzirejów i kuglarzy.

Zabawa polega na tym, że im bardziej sytuacja Polski się komplikuje, tym głośniejsze są oświadczenia prezydenckie i rządowe o rzekomo nadzwyczaj dobrej sytuacji geopolitycznej kraju. Fałsz takich oświadczeń (niezwykle niebezpiecznych, gdyż demobilizujących system bezpieczeństwa) nie jest tylko wyrazem lekceważenia interesów narodowych Polaków i coraz bardziej widocznej pogardy dla „polskiego motłochu”. Jest oczywiste, że wiarygodność podobnych oświadczeń jest pochodną odpowiedzialności politycznej prezydenta, rządu i parlamentu, a wiadomo, że są to organy państwowe, które same demonstrują żenujący brak odpowiedzialności wobec społeczeństwa polskiego i nie zamierzają się ani usprawiedliwiać, ani tym bardziej rozliczać. Są to organy państwowe, które bawią się Polską.

Stany Zjednoczone
Zasadnicza trudność w rozpoznaniu sytuacji geopolitycznej Polski polega na tym, że większość polskich analityków nie chce podejmować oceny długofalowej strategii USA i kształtujących tę strategię sił globalistycznych względem Polski, w tym ich odpowiedzialności za wywołanie potężnego kryzysu w latach 1992-1994, który przesądził o ponad dwudziestoletniej stagnacji ekonomicznej naszego kraju. Imperialna polityka rządu Stanów Zjednoczonych i globalnych centrów finansowych dawno powinna wywoływać silne zaniepokojenie w Polsce, a nie entuzjastyczne poparcie we wszystkich wektorach tej polityki: doktrynalnym, politycznym, militarnym, kulturowym (antykatolickim), ekonomicznym i propagandowym.

Wywołanie kryzysu w latach 1992-1994 przypisuje się „planowi Balcerowicza”, co jest mało przekonywujące. Natomiast jest faktem, że udanie przemycono do świadomości społecznej przekonanie, że tzw. transformacja ustrojowa była autonomicznym dziełem Polaków, gdy tymczasem wszystko wskazywało, że została ona zaprojektowana i przeforsowana przez słabo i niechętnie do tej pory identyfikowane czynniki zagraniczne. Rola czynników krajowych zamykała się w gruncie rzeczy w obszarze działalności wykonawczej. Ale i w tym przypadku identyfikacja czynników krajowych jest niedostateczna, często nadmiernie spersonifikowana i ujmowana najczęściej w kontekście wewnętrznych gier politycznych.

Tymczasem polityka realizowana przez kolejne rządy w Polsce od 1989 roku była przede wszystkim skutkiem dyktatu wspomnianych, słabo zidentyfikowanych czynników zewnętrznych. Sztuczne zamazywanie prawdziwych relacji między tymi czynnikami i polityką tych rządów jest szczególnie widoczne w dziedzinie ekonomii i polityki gospodarczej.

Co do ekonomii nie ma najmniejszych wątpliwości: to było brutalne narzucenie neoliberalnej doktryny ekonomicznej ośrodkom akademickim, instytucjom państwowym, mediom publicznym oraz polskim środowiskom biznesowym. Dzięki silnym wpływom politycznym, finansowym, a także opanowaniu i odpowiednim ukierunkowaniu służb specjalnych, skutecznie zablokowano odrodzenie polskiej myśli społeczno-ekonomicznej, podstawiając na jej miejsce fałszywe teorie ekonomiczne, „uzasadniające” destrukcyjne działania polityczno-gospodarcze; w tym również dokonano czystki w nauce – wyeliminowano setki polskich naukowców zdolnych do odrodzenia ekonomii i pozostałych nauk społecznych. Po poprzedniej, powojennej czystce przeprowadzonej wśród polskiej profesury przez komisarzy politycznych oznaczało to katastrofę. Takie działania trudno nazwać inaczej, aniżeli działania przestępcze, które powinny znaleźć odzew w postaci rewizji pozytywnego stosunku do rządu Stanów Zjednoczonych oraz ośrodków finansowych, które miały przemożny wpływ na kształt personalny tego rządu i korzystały z aktywnego wsparcia rządowego dla agresywnej ekspansji politycznej i gospodarczej na kraje byłego bloku komunistycznego.
Co do realizowanej pod dyktando czynników zewnętrznych polityki gospodarczej w Polsce długo nie było jasności, czy nie była to polityka jednostronnych, asymetrycznych korzyści, polityka rujnująca polską gospodarkę. Ale nawet wówczas, gdy doszło do głosu, że flagowy okręt tej polityki, czyli „prywatyzacja” jest gigantycznym szwindlem (co stało się jasne dopiero w 2007 roku), nie odnotowaliśmy żadnego przełomu. Jedynie sytuacja stała się jeszcze bardziej schizofreniczna: powszechny sprzeciw wobec „prywatyzacji” istniał równolegle z powszechnym wsparciem polityki kontynuującej ową „prywatyzację” (co znalazło wyraz w wyborach parlamentarnych w latach 2007 i 2011). To jest najpoważniejszy poważny problem, mający znamiona skłonności samobójczych. Niestety, nadal jest on daleki od rozwiązania.

Innymi słowy, imperialna polityka rządu USA i globalnych centrów finansowych z pewnością przekłada się na stosunki polityczne w Polsce. Transfer władzy jest jednak zaciemniony rzekomo spontanicznością zmian zachodzących w świecie i w Polsce, zwłaszcza jakoby mających charakter rynkowy (Wall Street nie jest rynkiem!). Jest także niejasny z powodu skrywanych, zakulisowych negocjacji w nieformalnych, czasem mafijnych „gremiach międzynarodowych”. Transfer ten jest chroniony przez stosowanie silnej presji wobec tych, którzy wykazują „nadmierną dociekliwość” oraz punktują oszukańcze lub agresywne działania antypolskie.

Unia Europejska
Kręgi władzy w Stanach Zjednoczonych nie są jedynym promotorem i beneficjentem ubezwłasnowolnienia gospodarczego i politycznego Polski po 1989 roku. Po „udanej” akcesji Polski do Unii Europejskiej szybko mogliśmy się przekonać, że Unia stała się powolnym wykonawcą strategii niszczenia krajów europejskich, w tym również Polski (vide: likwidacja polskiego przemysłu okrętowego). Dziś łatwiej przychodzi mówić o ciemnych stronach „integracji europejskiej”, ponieważ zarówno despotyczne wypowiedzi przywódców unijnych, jak też widoczny brak solidarności europejskiej (vide: projekt likwidacji Grecji) nie pozostawiają cienia wątpliwości co do rzeczywistej natury tej – de facto fasadowej – organizacji wykonawczej.

Jest zastanawiające, że podobnie jak w przypadku relacji ze Stanami Zjednoczonymi dominuje w Polsce brak wrażliwości na ewidentne przejawy agresji ekonomicznej. Nie ulega wątpliwości, że likwidacja polskiego przemysłu okrętowego powinna być głośnym dzwonkiem alarmowym, sygnalizującym złowrogi charakter takiej praktyki i skłaniającym do zasadniczej rewizji stosunku Polaków do tej organizacji, a przede wszystkim do „niemieckiego przywództwa” w Unii Europejskiej.

Jednakże problemem, którego nie można przeoczyć jest problem relacji Unii Europejskiej (i Niemiec) ze Stanami Zjednoczonymi. Jest oczywiste, że relacje te podlegają obecnie zmianom. Niemniej jednak są one stosunkowo dobrze zgrane i raczej bezkonfliktowe, jeśli chodzi o Polskę.

W szerszym układzie stosunków międzynarodowych zgranie to nie jest równie klarowne, toteż trudno dostatecznie dokładnie określić, co wynika na przyszłość z dotychczasowych relacji USA i UE (w tym Niemiec), a zwłaszcza – na jakich warunkach ten układ może dalej działać (podporządkowania? partnerstwa?). Traktat o współpracy handlowej UE – USA może wiele zmienić. Jest to jedna z najważniejszych kwestii dla Polski, gdyż jest to dla Polski układ niekorzystny i niebezpieczny w tym sensie, że dodatkowo wzmacnia wpływy zagraniczne. Wiele wskazuje na to, że obecnie Niemcy spełniają rolę wasalną wobec Stanów Zjednoczonych (lub raczej kręgów rządzących w tym kraju), czyli są niejako narzędziem dotychczasowej polityki globalistycznej (imperialnej) Stanów Zjednoczonych. To oznacza, że aspiracje niemieckie (zwłaszcza terytorialne) wobec Polski będą się nasilać.

Przyjrzenie się stosunkom między Niemcami i Stanami Zjednoczonymi jest ważne również dlatego, że przypisywana Niemcom rola „żandarma Europy” nie tylko wywołuje złe skojarzenia i niepokój niemal we wszystkich krajach europejskich, lecz także może okazać się niemożliwa do utrzymania dla samych Niemców. Sprzeczności narastają także z innych powodów.

Ten ewentualny rozdźwięk (albo odejście od dotychczasowej komitywy) może wyzwolić silną konkurencję polityczną i gospodarczą Niemiec i Stanów Zjednoczonych na terenie „peryferii europejskich”, w tym również w Polsce. To z pewnością byłoby dla Polski bardziej korzystne, aniżeli wzmocnienie sojuszu niemiecko-amerykańskiego, który – jak pamiętamy – zaowocował przecież likwidacją Jugosławii, a obecnie jest motorem likwidacji Grecji i Cypru.

Amerykańskie kręgi władzy
Staramy się uniknąć wrażenia, jakoby nasze zastrzeżenia i obawy były kierowane pod adresem społeczeństwa amerykańskiego, które – paradoksalnie – boryka się z podobnymi trudnościami jak społeczeństwo polskie. W jednym i drugim przypadku „postacie negatywne” są te same.

Najsilniejszą bronią Stanów Zjednoczonych, a zarazem największym zagrożeniem dla nich samych jest sektor finansowy – wykorzystujący agencje rządowe do realizacji własnych celów geopolitycznych. Znajduje to szerokie odzwierciedlenie w amerykańskich wpływach politycznych w Polsce.

To, co jest zwyczajowo określane mianem sektora finansowego w niczym nie przypomina jednej z wielu gałęzi gospodarki. Jest to silnie rozbudowana technostruktura, obejmującą wielkie banki, FED, fundusze inwestycyjne, Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy, agencje ratingowe, a także media i wylansowane przez nie gwiazdy ekonomii i biznesu. Jest to technostruktura niejawna (więc trudna do identyfikacji), z pewnością w znacznym stopniu nieformalna, oparta na silnych koneksjach personalnych. Jest to technostruktura stanowiąca jaskrawe zaprzeczenie „rynku finansowego”, pod którego egidą działa w skali globalnej. Nasz pogląd, że wymaga ona dokładnej identyfikacji, a nie ogólnikowej charakterystyki, jest trudny do podważenia. Brak gruntownej identyfikacji tej technostruktury zapewnia jej szczególną pozycję: bez tej identyfikacji krytyka i sprzeciw wobec praktyki „sektora finansowego” Stanów Zjednoczonych przypomina więc walkę z cieniami.

Warto zauważyć, że jest to technostruktura skrajnie antydemokratyczna, co gorsze – wypierająca (słabe) struktury demokratyczne. To dotyczy w pierwszym rzędzie Stanów Zjednoczonych, ale także innych krajów. Skutkiem przechwycenia władzy politycznej przez „sektor finansowy” w USA jest podważenie podstaw demokracji nie tylko w tym kraju, lecz również w Europie i w Polsce. Toteż demokracja w Polsce jest od początku tzw. transformacji ustrojowej mitem (co najwyżej, można przystać na określenie „fasadowa demokracja”). Tak więc, wbrew fałszywym opiniom, owa „transformacja ustrojowa” nie doprowadziła Polski do demokracji, lecz pozostawiła praktycznie nienaruszone struktury prawno-administracyjne z epoki komunistycznej, które zostały wciągnięte w orbitę imperialnej polityki Stanów Zjednoczonych. To zaś przesądziło o tym, że niepowodzenie polityczne oraz gospodarcze (ujmowane w kategoriach interesu Polski) stało się nieuchronne.

Szczególnie niepokojący jest fakt, że wszystkie zawarte w niniejszym tekście spostrzeżenia są dobrze w świecie znane. Zarazem słabo docierają do polskiej opinii publicznej. Pod koniec 2010 roku George Friedman pisał, że Polska nie jest panem swego losu, że „żyje i ginie z woli innych”, że „idea narodu polskiego nie jest w polskich rękach”. Friedman powierzchownie i ryzykownie charakteryzuje historię Polski. Nie o to jednak tutaj chodzi. Stwierdza to, co wyraża popularny w świecie stosunek do Polski jako kraju pozbawionego autonomii, podległego woli silniejszych krajów. Trudno temu zaprzeczyć, co nie znaczy, że bijący z wypowiedzi Friedmana fatalizm jest czymś więcej niż intelektualnym przejaskrawieniem. Może się bowiem okazać, że jest on rezultatem naginania rzeczywistości do subiektywnego obrazu Polski, a może nawet pobożnym życzeniem.

***

W następnej części publikacji znajdą się m.in. „akcenty rosyjskie”.

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Źrodło: Europejski Monitor Ekonomiczny – Европейский Экономический Moнитop – European Economic Monitor

Wybor zdjecia wg/PCO

Przeczytaj więcej:

POLISH CLUB ONLINE, 2013.08.06

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek