Wyświetlenie historii i mechanizmu współczesnego kryzysu ekonomicznego jest wyraźnie nie na rękę obydwu opozycyjnym względem siebie stronnictwom.


Festiwal hipokryzji

krolikiZrozumienie faktu, że w Polsce mamy kryzys ekonomiczny przyszło kilka lat za późno. Teraz głośni politycy, dziennikarze i ekonomiści wiją się jak mogą, aby dowieść, że nie całkiem są pozbawieni orientacji w rzeczywistym świecie. 

Koalicja rządowa (zaś szczególnie jej mętna polityka ekonomiczna) ulega całkowitemu rozkojarzeniu. Opozycja nie może wydźwignąć się z niedostatku wiedzy ekonomicznej. Do tego dochodzi paplanina mediów, której ludzie zaczynają mieć dosyć.

Nic w tym dziwnego. Ludzie odpowiedzialni za stan gospodarki polskiej nie byli (i nadal nie są) skorzy do zrozumienia przyczyn i mechanizmu współczesnego kryzysu ekonomicznego, a z drugiej strony – z wieloletnim opóźnieniem – nareszcie doszło do społeczeństwa, że jako zbiorowość znajduje się w skrajnie trudnej sytuacji społeczno-gospodarczej.

To się szybko nie zmieni. Im dłużej bowiem kryzys ekonomiczny był tolerowany, a mechanizmy kryzysowe wspierane przez fałszywą oraz antyspołeczną politykę ekonomiczną, tym wyjście z kryzysu musi być trudniejsze, jeśli nie beznadziejne. Po obecnym rządzie (i prawdopodobnie po kilku następnych) nie można się spodziewać, że zdobędzie się na konieczną rewizję dotychczasowej polityki. Bowiem rząd oraz jego zaplecze polityczne (i niestety przeważająca część opozycji) nie są zdolne do wyplątania się z pajęczyny zależności stanowiących integralną część wspomnianego mechanizmu współczesnego kryzysu, z których to zależności wiele stanowi tabu a ich rozerwanie grozi unicestwieniem status quo.

Czyli zamiast strategicznego programu wyjścia z kryzysu nadal będą pisane i głoszone bajeczki. Zamiast koniecznych do ożywienia gospodarki pieniędzy, będzie emisja zadłużenia publicznego i prywatnego. Żadne transakcje handlowe, finansowe i inwestycyjne zawierane przez rząd nadal nie będą miały związku z interesem publicznym. Zamiast rzetelnej wiedzy ekonomicznej, opartej na studiach nad polską gospodarką, nadal będą dostępne ogółowi tzw. „poglądy ekonomiczne”. Jak zwykle żadne obietnice nie będą spełnione.

Za tym idzie głód finansowy skompromitowanego rządu. Jego myśl skupi się na tym, jak opodatkować wszystko co się jeszcze rusza, z wyjątkiem wielkich międzynarodowych korporacji finansowych, handlowych, przemysłowych, wydobywczych, zbrojeniowych, farmaceutycznych, medialnych i kilku innych, a także z wyjątkiem ich krajowych dilerów (operacyjnych i politycznych). Nie mówimy nic nowego, a jednak nostalgia za „wolnym rynkiem” ciągle przesłania rzeczywistość. To wszystko wielu z nas widzi niedokładnie; nie bardzo chce jasno stwierdzić, że działalność wielkich grup interesów z „wolnym rynkiem” nie ma żadnych punktów stycznych. Nie badamy mechanizmów, które tym korporacjom zapewniły sukces, a nam ufundowały obecny kryzys. Fakt, że międzynarodowe korporacje skonsumowały opiekę socjalną i zdrowotną łagodzi bezsensowna, lecz popularna myśl o konieczności odejścia od państwa opiekuńczego – bezsensowna, ponieważ państwa opiekuńczego w Polsce nigdy nie było.

Boimy się (nie wszyscy!), że możemy być postawieni przed osądem mediów lub zawisłymi sądami nawet za samo zainteresowanie tajnikami pochodzenia i funkcjonowania wspomnianych korporacji, które niszczą Polskę. To jest przejściowe. Przejście do zrozumienia rzeczywistych stosunków społecznych, ekonomicznych i politycznych jednak nie będzie łatwe i krótkie.

Takie jest ogólne tło kongresów partyjnych (Platformy Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości), które odbyły się w okresie wakacyjnym tj. na przełomie czerwca i lipca bieżącego roku. Właściwie obydwa kongresy przeszły bez echa, a ściślej biorąc miały znikome oddziaływanie zewnętrzne, co jednak nie oznacza, że nie wymagają one oceny zewnętrznej, zwłaszcza wątków ekonomicznych. Najkrócej ocenę tę można streścić następująco: nie ma rozwiązania, oni niczego nie rozumieją i niczego nie naprawią.

Letnie kongresy partyjne

Najpierw warto ocenić, jakie stanowiska przywódcy obydwu partii zajmują wobec globalnego kryzysu ekonomicznego. Donald Tusk widzi jedynie kryzys za granicą. Widzi i … ubolewa. Natomiast jeśli chodzi o sytuację w Polsce nadal z uporem lansuje tezę o tym, że kryzys ekonomiczny nie jest tutaj problemem. Teza, którą przedstawia swym kolegom partyjnym (i opinii publicznej) z ekonomicznego punktu widzenia jest absurdalna: Polska jest … odporna na kryzys. „…przez te cztery lata zachowaliśmy w sobie wiarę w cel polskich marzeń, w energię, która pozwoliła nam stanąć na nogach także wtedy, kiedy dramaty, kryzys, chciały nas przygiąć do ziemi. Za tę odporność, za tę nadzwyczajną cechę, za tę gotowość do działania nawet wtedy, kiedy nie wszystko idzie tak, jak planujemy, za to chciałem Polakom i wam tutaj bardzo serdecznie podziękować” – stwierdza Tusk.

Jarosław Kaczyński jest, podobnie jak jego główny adwersarz polityczny przekonany, że Polska jest … odporna na kryzys i nie widzi w tym stanowisku absurdu. „To nie sam kryzys, na który nasz kraj z wielu powodów jest odporny, jest przyczyną obecnej sytuacji, ale fatalne rządy” – stwierdza Kaczyński.

Tego rodzaju zgodność wymaga zastanowienia. Nie chodzi bynajmniej o chęć upiększania obrazu Polski jako „jedynego w Europie” kraju, którego kryzys nie dotyka. Nie chodzi zapewne również o to, aby dodać optymizmu. Chodzi o to, że wyświetlenie historii i mechanizmu współczesnego kryzysu ekonomicznego (co dzisiaj nie jest już szczególnie trudne i kontrowersyjne) jest wyraźnie nie na rękę obydwu opozycyjnym względem siebie stronnictwom. Toteż wcześniej czy później musi pojawić się pytanie: dlaczego? Wstępna odpowiedź nie nastręcza trudności. Historia obecnego kryzysu ekonomicznego sięga około trzydziestu lat wstecz. Jest to zarazem m.in. historia tzw. transformacji ustrojowej w krajach Europy Środkowej i Wschodniej, którą można opisać w czterech terminach: historia prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych, historia prywatyzacji sektora publicznego, historia prywatyzacji władzy państwowej oraz historia prywatyzacji bogactw naturalnych.

Trudno się dziwić, że aktywni uczestnicy tak szeroko rozkręconej prywatyzacji nie są skłonni spojrzeć krytycznie na swój „dorobek” w tej dziedzinie. Są oczywiście niuansowe różnice, dotyczące jednak tylko tempa i zakresu prywatyzacji, która w każdym przypadku nie była niczym innym jak ideologicznym i biznesowym oszustwem na wielką skalę. Była ona zarazem głównym elementem strategii tzw. transformacji ustrojowej. Ten negatywny „dorobek” po stronie ludzi i środowisk składających się na dzisiejszą Platformę Obywatelską jest oczywiście nieporównywalnie większy, aniżeli podobny „dorobek” ludzi i środowisk włączonych do Prawa i Sprawiedliwości. Prawo i Sprawiedliwość nie uporało się z tym „dorobkiem”, co zakotwicza tę partię w sytuacji nacechowanej bezradnością i bezsensem w kwestiach ekonomicznych. Jarosław Kaczyński cały dorobek dwudziestu dwóch lat cenił sobie wysoko i zapewne przy tym obstaje. „Prezes PiS podkreślał, że kluczowe będzie ocalenie tego, co w ciągu ostatnich 22 lat zbudowaliśmy wysiłkiem milionów Polaków” (Nasz Dziennik, 22.08.2011).

Trudno akceptować wyzbywanie się za bezcen majątku narodowego, a zarazem głosić postulat inwestowania w tenże majątek narodowy jako rozwiązanie mające zapewnić rozwój ekonomiczny Polski. Z politycznego punktu widzenia jest to pozycja schizofreniczna. I tutaj również dostrzec można zadziwiającą zgodność dwóch opozycyjnych stron, które proponują … rozwój inwestycji.

Najwyższa pora, aby rozliczyć prywatyzację.

(aby czytać dalej pobierz plik z pełną wersją artykułu po zarejestrowaniu się na EEM)

Przeczytaj interesujące opracowania prof. Artura Śliwińskiego na tematy ekonmiczne  > > > TUTAJ

POLISH CLUB ONLINE, 2013.08.13

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek