Andrzej Solak: Miecz Mesjasza


Góra Didgori - Pomnik wielkiego zwycięstwa Gruzinów 12.08.1121 Fot. za wikimapia.org
Kaukaz. Góra Didgori – Pomnik wielkiego zwycięstwa Gruzinów nad Turkami 12.08.1121 r.
Fot. za wikimapia.org

12 sierpnia 1121 r. w pobliżu Didgori w Górach Trialeckich, w masywie Małego Kaukazu, armia gruzińska stanęła naprzeciw nieprzeliczonych tłumów muzułmanów.

Król Dawid IV, władca Gruzinów, powiódł wzrokiem po zastępach mężnych, których miał za chwilę wysłać na śmierć. Nabrał powietrza w płuca i zagrzmiał:

– Rycerze Chrystusa!…

Mówił długo, a jego słowa rozpalały serca. Nadchodzące starcie przedstawił w wymiarze kosmicznym, jako walkę za Wiarę, bitwę rycerzy Zbawiciela z piekielnymi hufcami Diabła. Potężny głos monarchy odbijał się echem od szczytów gór i wędrował daleko turniami. Jego przemowę unieśmiertelnią kronikarze i poeci, dotrze ona do najdalszych zakątków Zakaukazia, do kołyski każdego gruzińskiego dziecka…

 

Szata i cedr

Ta historia rozpoczęła się prawie jedenaście wieków wcześniej, w pewne piątkowe popołudnie, w dalekiej Jerozolimie. Do tego świętego miasta przybył rabin Elioz, gruziński Żyd z Mcchety. Ujrzał tam wielki tłum, rzeszę ludzi o rozradowanych twarzach. Ich radość była upiorna, rozbrzmiewała szaleńczym śmiechem potępieńców, zdawała się pochodzić z samego dna piekieł. Poczucie szczęścia u uczestników zbiegowiska wynikało z faktu, że biorą udział w okrutnej kaźni. Ich zgromadzenie było korowodem śmierci.

Rabin obserwował Skazańca pędzonego ulicami, słaniającego się pod ciosami strażników, upadającego raz po raz pod ciężarem drewnianej belki. Widział jak przybijano Go do krzyża. Usłyszał Jego głos w godzinie śmierci, Jego krzyk; słowa rozdzierające najbardziej ze wszystkich kiedykolwiek wypowiedzianych, uderzające mocą bólu i goryczy wprost w filary Niebios: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?!”

Sceny publicznych egzekucji nie były w owym czasie niczym nadzwyczajnym. Ale właśnie ten Człowiek na krzyżu wstrząsnął sumieniem rabina Elioza, całym jego jestestwem. Kiedy żołnierze rzymscy rzucili losy o szatę Skazańca, Elioz przecisnął się do zwycięzcy. Oświadczył, że chce kupić chiton (tunikę) Ukrzyżowanego. Nie wiemy, czy odwiecznym obyczajem ludzi Wschodu targował się zawzięcie o każdy grosz, czy też może zapłacił żądaną stawkę bez słowa. Potem wziął chiton i odszedł.

Powrócił do ojczystej Mcchety, jednak myśl o Zamordowanym nie dawała mu spokoju. Ofiarował chiton swej ukochanej siostrze, Sydonii. Kobieta z uwagą wysłuchała opowieści brata. Relacja musiała być plastyczna, pełna bólu i krwi, pochodząca wprost z głębi serca i duszy wstrząśniętego widza. Sydonia ze łzami w oczach przycisnęła chiton do piersi – i padła martwa. Jej dobre serce nie wytrzymało żalu z powodu Męki nieznanego jej Człowieka. Nikt z  rodziny nie potrafił rozewrzeć palców zmarłej, więc gdy spoczęła w grobie, w zaciśniętych dłoniach wciąż trzymała szatę Nazarejczyka. Na jej mogile wyrósł olbrzymi cedr.

Po latach do Gruzji dotarli uczniowie Ukrzyżowanego – apostołowie Andrzej, Szymon, Barłomiej i Maciej. Miejscową ludność, żyjącą w mrokach pogaństwa, wzywali do nawrócenia. Odnieśli umiarkowany sukces.

 

Nina

W 319 r. na ziemi gruzińskiej stanęła szczupła, jasnowłosa kobieta z krzyżem w ręku. Była to święta Nina, znana również jako Nino, Nona czy po prostu Christiana (Chrześcijanka).

Pochodziła z Kapadocji. Jej rodzice przyjęli wiarę w Chrystusa. Ona sama miała widzenie – objawiła się jej Matka Boża, nakazując jej wziąć krzyż i udać się do Iberii (Gruzji), głosić tam Ewangelię.

Nina niezwłocznie wyruszyła w drogę. Krzyż, który ufnie trzymała w dłoni, uplotła sama z gałązek winorośli, następnie przewiązanych kosmykiem włosów. Ramiona krzyża Niny były zgięte w dół, niczym ramiona człowieka uginające się pod ciężarem trosk i grzechów.

Dotarła bez przeszkód do Kartlii (wschodniej Gruzji). Pierwsze lata spędziła w górskiej samotni, modląc się o siłę. Zaciekawieni górale coraz częściej zaglądali do jej szałasu. Ogromne wrażenie na tych twardych ludziach budziła dobroć Niny, jej pobożność i życiowa mądrość, a także liczne uzdrowienia, których dokonywała w imię Chrystusa. Wkrótce jej sława zaczęła rozchodzić się między ludnością. Coraz uważniej wysłuchiwano nauk, które głosiła.

Wreszcie o pomoc świętej poprosił sam władca Kartlii, król Mirian III. Jego ukochana małżonka Nana zachorowała ciężko, a nadworni medycy bezsilnie rozkładali ręce. Święta Nina rzeczywiście uzdrowiła królową. Uszczęśliwiony władca zapragnął wynagrodzić tę dziwną, skromną pustelniczkę. Nina poprosiła o zgodę na budowę kościoła i sprowadzenie kapłanów z Konstantynopola.

Kościół wzniesiono w Mcchecie, w miejscu pochówku Sydonii, od blisko trzech wieków oznakowanym przez wielki cedr; tam gdzie w ziemi spoczęła szata Zbawiciela. Na polecenie świętej Niny cedr ścięto, a następnie sporządzono z niego kolumnę podtrzymującą sklepienie świątyni. W przyszłości, jakieś 700 lat później, stanie tutaj wspaniała katedra Sweti Cchoweli (Katedra Życiodajnej Kolumny), odtąd będąca miejscem wiecznego spoczynku gruzińskich władców.

Tymczasem król Mirian III i jego żona postanowili przyjąć wiarę w Chrystusa. W 337 r. Gruzja, jako drugie państwo w historii (po Armenii) stała się chrześcijańska.

 

Wielkie poturczenie

Przyjęcie chrześcijaństwa pomogło w scaleniu plemion gruzińskich. Niestety, w następnych stuleciach kraj ten padł ofiarą najazdów, wpierw ze strony Persów, potem Arabów. Ci drudzy opuścili Zakaukazie dopiero w X wieku. Kiedy wreszcie najeźdźcy ustąpili, nastał czas rozbicia dzielnicowego – na ziemiach Gruzji wyrosło szereg niezależnych, często skłóconych ze sobą księstw. Świetne niegdyś państwo o starożytnym rodowodzie zdawało się chylić ku ostatecznemu upadkowi. Wszakże tamtejsi chrześcijanie pamiętali o najważniejszym – mimo wielowiekowej agresji ze strony pogaństwa, zaratusztrianizmu i islamu, wciąż nieugięcie trwali przy Krzyżu.

W XI stuleciu władcom z dynastii Bagratydów udało się zjednoczyć większość kraju. I wtedy, w 1080 roku przyszedł kolejny cios – inwazja Turków Seldżuckich. Zaczęło się didi turkoba – wielkie poturczenie.

Tureccy muzułmanie podbili wschodnią Gruzję, bezlitośnie łupili ją, dokonywali rzezi ludności chrześcijańskiej i porywali tłumy jasyru, sprzedawanego potem na targach niewolników, co doprowadziło do wyludnienia sporych obszarów. Na ziemiach Kartlii panoszyli się coraz liczniejsi tureccy osadnicy. Władcy gruzińscy zmuszeni byli każdego roku płacić Seldżukom haracz.

 

Bóg tak chce!

Turcy Seldżuccy zbudowali gigantyczne imperium. Opanowali olbrzymie obszary Azji Środkowej i Bliskiego Wschodu, podbili Persję, Irak, Syrię, Palestynę, upokorzyli Bizancjum, zajęli Anatolię, Armenię, Gruzję… Przejęli od Arabów islam i nieśli go w świat na ostrzach swych jataganów. Wydawali się niepokonani.

27 listopada 1095 roku, w dalekiej Europie, pewien starszy mężczyzna rzucił im wyzwanie. Papież Urban II na synodzie w Clermont wezwał do obrony Ziemi Świętej przed hordami wyznawców Mahometa. Swą porywającą mowę zakończył słowami: „Bóg tak chce!”

Rozpoczęła się epoka krucjat – zbrojnych pielgrzymek, kiedy to cios miecza miał wartość żarliwej modlitwy. W 1099 r. krzyżowcy wyrwali z rąk Turków Jerozolimę. Chrześcijański grot wdarł się głęboko w cielsko islamskiego smoka. Jednak walki trwały nadal.

 

Powrót króla

W owym czasie w Gruzji rządy sprawował król Dawid IV Budowniczy. W pełni zasłużył na swój przydomek. Wpierw odbudował swój kraj, wspierał rozwój kultury i edukacji, usprawnił administrację i wojsko. Stopniowo podporządkowywał sobie książąt i wodzów gruzińskich, osetyjskich i ormiańskich. Zawarł przymierze z Połowcami (Kipczakami), koczowniczym ludem zamieszkującym stepy Kaukazu Północnego. Wziął za żonę córkę wodza Połowców, a w zamian zgodził się na to, by ziemie gruzińskie zasiedliło 40 tysięcy kipczakich rodzin. Po przyjęciu chrześcijaństwa Kipczacy ulegli szybkiej asymilacji z Gruzinami. Każda rodzina kipczacka zobowiązana była dostarczyć królowi jednego wojownika. W ten sposób możliwości militarne władcy Gruzinów niepomiernie wzrosły. Teraz można było pomyśleć o zrzuceniu tureckiego jarzma.

Krzyżowcy walczący z Seldżukami w Ziemi Świętej byli dla króla Dawida naturalnymi sprzymierzeńcami. Rychło nawiązał z nimi kontakt. Istnieją przekazy, że wojska gruzińskie walczyły już w szeregach Pierwszej Krucjaty w bojach o Jerozolimę.

Dawid odmówił dalszego płacenia haraczu muzułmanom. Kiedy ci zorganizowali przeciw niemu ekspedycje karne, wystąpił przeciw nim zbrojnie. Odniósł szereg zwycięstw, m.in. w krwawych bitwach pod Ercuchi (1105) i Trialeti (1110). Jego wojska docierały aż do Araksu i Morza Kaspijskiego.

 

Wielki najazd

Nie wszyscy mieszkańcy Gruzji chcieli żyć pod berłem prawowitego monarchy. Miasta Tbilisi, Dmanisi i Gandża urosły w siłę, stały się prawdziwymi republikami kupieckimi, zazdrośnie strzegącymi swych interesów. Z niepokojem obserwowały wzrost potęgi Dawida Budowniczego. Zwróciły się zatem do władcy Seldżuków, sułtana Mahmuda II z prośbą o interwencję zbrojną, która ostatecznie rozwiązałaby problem niepokornego króla kaukaskich chrześcijan.

Sułtan również dążył do obalenia króla Dawida. Gruzja wyrosła na jeden z trzech głównych bastionów (obok Bizancjum i państwa krzyżowców) stojących na drodze ekspansji islamu. Turcy zorganizowali więc wielką wyprawę wojenną. Na jej czele stanął zarządca Bagdadu Nadżim al-Din Ilgazi. Kronikarze szacowali liczebność tej gigantycznej armii na 300, a nawet 600 tysięcy żołnierzy!

Latem 1121 roku najeźdźcy wtargnęli do wschodniej Gruzji, by w sierpniu dotrzeć w okolice góry Didgori, 40 kilometrów na zachód od Tbilisi. Tutaj oczekiwały ich wojska Dawida.

 

Góra Didgori

Dawid miał pod rozkazami 40 tysięcy Gruzinów, 15 tysięcy posiłków kipczackich, 500 Osetyjczyków z Alanii oraz 100 do 200 „Franków”, tj. łacińskich krzyżowców. Przed bitwą przemówił do nich, zagrzewając do walki w obronie Wiary.

Niedługo potem rozproszony, bezładny tłum 200 gruzińskich wojowników zbliżył się pędem do pozycji muzułmańskich. Turcy myśląc, że mają do czynienia z dezerterami wpuścili ich do obozu i zaprowadzili przed oblicze swych wodzów, spragnionego informacji o sile i zamiarach Gruzinów. A wtedy… w rękach domniemanych „dezerterów” niespodziewanie zalśniły miecze. Dwustu „zbiegów” w rzeczywistości było oddziałem dywersyjnym, mającym za zadanie zniszczyć dowództwo mahometan. Teraz uderzyli na dostojników tureckich, kładąc trupem wielu z nich.

Wybuchło ogromne zamieszanie, które wykorzystała armia gruzińska. Natarła zaraz gwałtownie na obu skrzydłach. Atak prowadzili król Dawid IV oraz jego syn, królewicz Dymitr. Po kilku godzinach boju wyznawców Proroka ogarnęła panika. Rzucili się do ucieczki, znacząc gęsto trupami szlak odwrotu. Pościg za uchodzącym wrogiem trwał jeszcze tydzień. Opowiadano później o 400 tysiącach zabitych Turków. Szacunki średniowiecznych kronikarzy wypada traktować z najwyższą powściągliwością, ale nikt nie zaprzeczy, że klęska wojsk sułtańskich była totalna. Trupy muzułmanów zaścielały górskie przełęcze na przestrzeni 70 kilometrów od centrum pola bitwy!

Batalia pod Didgori okazała się przełomowa w dziejach Kaukazu, choć nie oznaczała końca walk. Dawid kontynuował swą kampanię przeciw muzułmanom. W następnym roku zdobył Tbilisi, nadając mu rangę stolicy zjednoczonego państwa gruzińskiego. Potem wkroczył na ziemie ormiańskie – tamtejsza ludność powitała go jako wyzwoliciela i utworzyła bitne oddziały ochotnicze walczące u jego boku. Mniej więcej wtedy pojawiła się w obiegu miedziana moneta, na której wygrawerowano imię monarchy wraz z nowym przydomkiem: „Król Królów, Dawid, syn Gruzji, Miecz Mesjasza”.

 

Las mieczy

Jego Dostojność, Najwyższy Król Dawid, syn Jerzego, z woli Naszego Pana Król Królów Abchazów, Kartwelów, Azerów, Kachetów i Ormian, Szirwanszach i Szachinszach całego Wschodu i Zachodu, Miecz Mesjasza – zmarł 24 stycznia 1125 roku. Zapisał się złotymi zgłoskami w historii jako jeden z najwybitniejszych władców i wodzów chrześcijańskich. Jego panowanie było początkiem „Złotego Wieku” Gruzji. Stała się ona potęgą, obejmującą obszar niemal całego Kaukazu Południowego, od Morza Czarnego do Morza Kaspijskiego. Mądre rządy Budowniczego kontynuowali potem Dymitr I, Georgi III oraz królowa Tamar.

W 1990 roku, kiedy Gruzja wyzwalała się z okowów kolejnej, tym razem sowieckiej niewoli, na pobojowisku pod Didgori wzniesiono gigantyczny monument. Z daleka przypomina on cmentarz, las krzyży, które z bliska okazują się być wbitymi w ziemię ogromnymi mieczami.

Bo też ów gruziński miecz przeobrażający się w krzyż, zatopiony w skale Kaukazu, to jakby streszczenie dziejów tego narodu i dziejów chrześcijaństwa. Historii w której jest miejsce na Mękę Zbawiciela zgładzonego przez wiarołomnych Żydów i na łzy szlachetnej Żydówki Sydonii; na klęskę narodu chrześcijan, upadek sięgający niemal dna oraz na blask wiekopomnych zwycięstw; na dobroć świętej Niny uzdrawiającej pogan w imię Chrystusa i na królewski miecz, niosący śmierć wrogom Wiary.

„Wzrastanie” lipiec-sierpień 2013

Andrzej Solak 
www.krzyzowiec.prv.pl

Za: http://cristeros1.w.interia.pl/crist/rekonkwista/miecz_mesjasza.htm

POLISH CLUB ONLINE, 2013.08.16

Avatar

Autor: Andrzej Solak