Odpowiedź USOPAŁ na artykuł Gazety Wyborczej dotyczący bestialskiego uboju rytualnego


USOPAL-naglowek3.jpg

DO „GAZETY WYBORCZEJ” W ODPOWIEDZI NA ARTYKUŁ MICHAŁA WILGOCKIEGO „LIST ORGANIZACJI KOBYLAŃSKIEGO W SPRAWIE UBOJU RYTUALNEGO. NAŁĘCZ: JAK Z NAZISTOWSKIEJ PROPAGANDY” OPUBLIKOWANY 26.08.2013

 

USOPAŁ jako organizacja patriotyczna i katolicka z przedstawicielstwami w wielu krajach świata, czuje się w obowiązku odpowiedzieć i wyjaśnić swoje stanowisko w tej kwestii wszystkim przyjaciołom, czytelnikom i Rodakom na świecie, którzy są zainteresowani naszą ojczyzną i chcieliby uczynić wszystko, aby Naród Polski mógł i potrafił się uwolnić od przeszłego i obecnego zaboru żydokomuny, gdyż od roku 1989 to się w Polsce nie zmieniło. A nowe wytyczne wiązały się z tym, by Naród wrócił do demokracji i do wolności, tego chcieli Polacy.

Już od wspomnianego roku 1989 zaczęto tworzyć „nowe” organizacje rządowe do kierowania państwem, opracowywać nową konstytucję (mamy na myśli tę ostatnią ustawę zasadniczą zawierającą zapisy na niekorzyść państwa polskiego), podjęto negocjacje przy Okrągłym Stole i rozmowy w Magdalence. Ci wszyscy, którzy byli tam obecni to antypolacy, wrogowie Narodu Polskiego i przykład, który stale podajemy i będziemy podawać, że na 57 uczestników, którzy te najważniejsze decyzje podejmowali, aż 47 było żydokomuną, a pozostali szabsgojami na ich usługach! To było i do dzisiaj jest wielką tragedią, z której Naród nie potrafi i nie może się otrząsnąć ani wyciągnąć odpowiednich wniosków!

Znana jest nam osoba Michała Wilgockiego, jego krótka przeszłość, bo jest to młody człowiek, przypuszczalnie Polak i katolik, który ukończył studia w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej. Jest to uczelnia, z której dziś my Polacy jesteśmy niezwykle dumni, że istnieje, że tworzy kadry wykształconych ludzi, również wśród niezamożnej młodzieży polskiej. To ogromna praca na rzecz naszego Narodu. On w tej szkole się kształcił i co sobą teraz reprezentuje? Przypuszczalnie za parę srebrników zdradził swoje ideały z tego okresu życia i dziś jest na usługach żydokomuny.

Ten autor w swoim artykule powołuje się nieprawdopodobnego kameleona i hochsztaplera polskiej polityki Tomasza Nałęcza, który biega jak świnia od koryta do koryta. Dla przybliżenia i przypomnienia tego o czym jest mowa, załączamy trzy artykuły (A,B,C), aby dobrze zapamiętać kim był i kim jest Nałęcz.

Ten pajac Nałęcz ma czelność obrażać organizację polską i jej przedstawicieli takimi żydowskimi epitetami, „przyklejanymi” ludziom, którzy nie mają z tym nic do czynienia, a chodzi tu o antysemityzm i nazizm. Gdyby miał trochę rozumu to zdawałby sobie sprawę, że takich porównań nie ma prawa robić. Pan Prezes Jan Kobylański był w wielu obozach koncentracyjnych od Auschwitz poczynając, na KL Dachau kończąc. Matka Pana Prezesa Jana Kobylańskiego była sanitariuszką w czasie Powstania Warszawskiego w 1944 roku, została zabita przez Niemców- nazistów. Jego brat Ryszard brał czynny udział w Powstaniu Warszawskim, został wywieziony do obozu koncentracyjnego. Jak można więc stosować takie porównania i tak kłamać???

Kierujemy kilka zapytań do Michała Wilgockiego, który najważniejsze kwestie pomija, a skupia się na fantazjach i oszczerstwach jak antysemityzm i nazizm. Czy nie jest prawdą, że w Magdalence było 57 delegatów i 47 z nich było Żydami? Mamy ponownie publikować listę nazwisk?

Kolejne zapytanie do autora artykułu Michała Wilgockiego.

To wszystko co napisał Dyrektor USOPAŁ w liście dotyczącym uboju rytualnego jest prawdą. POWTARZAMY: PRAWDĄ. Niech on nam odpowie, czy któraś z cyfr, spraw, które zostały poruszone- nie zgadza się z rzeczywistością?

Jeszcze raz głośno mówimy: Naród Polski, którego my jesteśmy częścią, ma prawo i obowiązek żądać, aby w Polsce była demokracja. Nie zgadzać się z tym, żeby w polskim parlamencie zasiadało 45% posłów żydokomuny popierających bestialski ubój rytualny. Czy coś w tym jest nieprawdą? Dołączyliśmy fotokopię dokumentacji Sejmu RP. Czy Michał Wilgocki jej nie widział? Jak można pisać takie bzdury? Przecież nawet najmniej poinformowani czytelnicy to rozumieją. To wszystko jest śmiechu warte i podejrzewamy, że redaktor odpowiedzialny nie skontrolował tego artykułu przed jego publikacją.

Mamy nadzieję, że Naród się obudzi i stanie do walki o swoje prawa. W naszej Ojczyźnie jest ponad 90% Polaków katolików i liczymy na to, że tyle samo ich będzie w przyszłym rządzie i parlamencie. USOPAŁ, jak i cały Naród Polski nie mają nic przeciwko żadnej narodowości, ale jesteśmy przeciwni rujnowaniu kraju przez żydokomunę. Chcemy wolności i demokracji!!!

Nie chcemy nikogo niesłusznie krytykować. Musimy jednak stale powtarzać, że Naród musi iść zjednoczony do wyborów. Wybrać nowe partie lub z istniejących usunąć wszystkich obcych pachołków żydokomuny i innych antypolaków.

Aby jeszcze wyraźniej podkreślić, co dzieje się w polskich władzach, kto się z nich znajduje przytoczymy kilka nazwisk: marszałkiem senatu jest Bogdan Borusewicz, zależny od żydokomuny i niszczący politycznie nasz kraj, jego żydowskie nazwisko: Zwi Bronstejn. Prezydentem stolicy Polski Warszawy jest Hanna Gronkiewicz-Waltz, antypolka, jej żydowskie nazwisko to Hajka Grundbaum, wspólniczka Balcerowicza w przeszłości; były marszałek Sejmu Stefan Niesiołowski, kameleon polityczny, prawdziwe żydowskie nazwisko to Aaron Nusselbaum. I można wymieniać całą listę. Proszę dołączyć do tego posłów, którzy głosowali „ZA” bestialskim rytualnym ubojem zwierząt oraz uczestników rozmów w Magdalence i Okrągłego Stołu, i otrzymacie obraz dzisiejszego polskiego parlamentu, rządu i MSZ. Czy Michał Wilgocki o tym wie? Gdyby wiedział, to nie zmieniałby tematu na zakłamane frazesy.

Nasz apel do Polaków brzmi: idźcie do głosowania, stawiajcie na polskich parlamentarzystów, którzy uwolnią Polskę od okupacji, która trwa już od około 70 lat! To jest obowiązek wszystkich i w minionych wyborach żydokomuna tak skutecznie zadziałała, że tylko ok. 40%  społeczeństwa poszło do wyborów. Namawiano, żeby nie głosować dla sprzeciwu, bądź aby tworzono małe partie powodując tym samym ich rozdrobnienie, lub obiecywano „złote góry”, których nikt nigdy nie otrzymał. Taka sytuacja nie może się powtórzyć!

Redakcja USOPAŁ
www.usopal.pl

*     *     *

Załącznik A.

http://kontrowersje.net/towarzysz_tomasz_na_cz_pigu_ka_i_soczewka_patologii_rpiii

Towarzysz Tomasz Nałęcz – pigułka i soczewka patologii RPIII

posted by MatkaKurka on pon., 18.02.2013 – 18:01

Mało oryginalny tytuł tłumaczę sztampową postacią, towarzysz Tomasz Nałęcz jest idealnym przykładem partyjnego aparatczyka, który zawsze potrafił łapać się na właściwe halsowanie. Jego dorobek życiowy jest charakterystyczną jednostkową patologią, dla patologii generalnej. Tak się wieczny doradca Nałęcz ustawiał do wiatru, że wcześniej czy później dopływał do ciepłej przystani. Jak na modelową karierę przystało, towarzysz Nałęcz zaczynał jako lektor PZPR trzymał się dzielnie na partyjnej placówce, aż do wyprowadzenia sztandaru. Dzisiejszy popularny demokrata, historyczny ekspert, firmował swoim nazwiskiem i członkostwem najpodlejsze zbrodnie ludowej władzy, a gdy reżim upadał towarzysz sprawnie przerobił się ze wschodniego realnego socjalisty na socjalistycznego zachodniego demokratę. Kariera rozwijała się Nałęczowi skokami, tu skoczył, tam skoczył, tu się załapał na mandat poselski, tam odebrał pensję państwową. Wszystkich szyldów i wolt towarzysza Nałęcza nie będę liczył, bo taka lista zajęłaby połowę laudacji, którą zamierzam towarzyszowi poświęcić, jednak jest parę epizodów zasługujących na szerszy komentarz. Przede wszystkim warto pamiętać, że towarzysz Nałęcz trwając w PZPR do końca, nagle obraził się na „moskiewską pożyczkę”, po czym z SDRP, przepoczwarzonej PZPR, przeszedł do nowoczesnej i zapomnianej już Unii Pracy, gdzie kariery zaczynali socjaliści wszelkiej maści, od sekretarzy komitetów POP, po przewodniczących regionów NSZZ. Ta uniwersalność ideowa będzie towarzyszowi Nałęczowi pomagać w pokonywaniu kolejnych szczebelków drabinki prowadzącej do przysłowiowego korytka.

Gdy Unia Pracy przestała karmić, poszedł towarzysz w szeregi SDPL, była taka i chyba już nie ma owej kanapki zorganizowanej przez towarzysza Borowskiego i rapera Mezo. Kilka chwil i Nałęcz zamiast wspierać w wyborach swojego szefa partii poszedł do komitetu wyborczego towarzysza Cimoszewicza. Niespodziewanie prowadzona za rękę przez pułkownika Miodowicza, nadeszła sromota z faksymilą Jaruckiej, swoją drogą kto jeszcze pamięta takie smaczki, przy których konferencje Zbyszka Ziobro wyglądają jak okolicznościowe akademie w przedszkolu. W każdym razie Cimoszewicz uciekł do puszczy, a towarzysz Nałęcz na dłuższy czas musiał się zająć znojem etatowym, pracą na uczelniach prywatnych i państwowych. Suche lata miały przeminąć dzięki nowym europejskim horyzontom, wybitny maż stanu i obecny doradca innego męża stanu, stanął przed urną w roli kandydata komitetu, którego nazwy zapewne sam nie pamięta: „Porozumienie dla Przyszłości”. Uzyskał zawrotne 1,21% poparcia i znów bieda zajrzała w oczy profesora, podpierana skromną pensyjką z tygodnika „:Wprost”, gdzie publikował ramoty „Widziane z lewej strony”. Ponowna próba dobijania się do wysokich drzwi o wysokich progach pojawiła się w nieszczęsnym roku 2010 i tutaj towarzysz Nałęcz rozegrał swój najnowszy etap kariery idealnie, jak na obrotowego towarzysza przystało.

Pod ladą dogadał się z Bronisławem Komorowskim, któremu oddał swoje ułamki poparcia sondażowego w wyborach prezydenckich 2010 roku. Ubił interes życia, za marny grosz kupił sobie bezstresową posadę doradcy do spraw historii i dziedzictwa narodowego. Wstaje rano, robi przedziałek i biega po stacjach radiowych, a jak TVN da, to telewizyjnych również. Przed mikrofonami i kamerami opowiada swoje nie dokarmione kawałki, przez zasiedziałych redaktorów zwane wyjątkowo smakowitymi anegdotami. Jedną z takich opowiastek dla ubogich rozumem i niezbyt bogatych duchem opowiedział towarzysz Nałęcz w ostatnim trudnym, dla poniektórych sejmowych marszałków, czasie. Zawarł był towarzysz w bajce o chciwej babie z sejmu, taki oto morał: „Gdy naród postnymi grulami wypełnia trzewia i pasa zaciska na chudych biodrach, panowie po sejmach premię radzili. Basta, sromota, nie godzi się, oj nie ładnie!”. Słońce nie więcej jak 10 razy zaszło i oto pojawił się kurier z fatalną dla towarzysza Nałęcza pocztą. W kancelarii prezydenckiej, która zatrudnia towarzysza, rozpusta i pycha – prawie milion przepuszczony na premie. Średnio po 30 tysięcy dukatów na łeb zatrudnionych od skryby, przez mędrca krajowego Nałęcza, po marszałka wojny Kozieja. I kto sobie pomyślał, że nosił towarzysz razy kilka, czas by wyniesiono towarzysza, grubą popełnia śmieszność i jeszcze większą naiwność.

Sztandary i szyldy się zmieniają, a towarzysz Nałęcz zawsze w pocztach maszeruje. Wybroni się i jeszcze wygra doradca Nałęcz, piękną i życiową anegdotą, pewnie będzie jakiś wers z Pisma Świętego i raczej z Nowego Prawa, może i sentencja łacińska się pojawi. Jakaś fundacja szwagra, czy innego Śpiewaka, dostanie czek na biżuterię dla biednych dzieci, ale najważniejsze, żeby się wszystko rozlazło po gnatach, bo jest o co walczyć. Towarzysz Nałęcz zadbał nie tylko o siebie, dba również o swoje małżeństwo, którego za Boga na związek partnerski nie zamieni, bo się nie opłaca odstępować na krok małżonki na urzędzie. Doradca Nałęcz siedzi w kancelarii prezydenta, gdzie przyznaje się naukowe tytuły, te wymarzone profesury belwederskie, natomiast szanowna małżonka zajmując wice-ministerialny stolec w MEN, podsyła odpowiednie kandydatury. Proszę sobie teraz wyobrazić jakiż to musi być złoty interes, ileż to nowych wspaniałych profesorskich autorytetów wyjdzie z tej kuźni towarzysza i towarzyszki Nałęcz i jak pięknie owi fachowcy rozbiorą dowolne weekendowe samobójstwo, tudzież drzewo na skrzydło. Towarzysz Nałęcz jest niczym towarzysz matryca, jego kariera, mentalność i czerpanie z talentów, w pigułce zawierają i w soczewce pokazują całą degrengoladę zwaną RPIII, która narodziła się przy owalnym meblu. Komu się nie chce poznawać historii patologii RPIII, niech sobie przeczyta ze dwa akapity życiorysu towarzysza Nałęcza i parę zdań z CV towarzyszki Nałęcz – ten bryk wystarczy.

*     *     *

Załącznik B.

http://wpolityce.pl/wydarzenia/55091-nalecz-cieszy-sie-z-wyborow-z-1989-roku-i-sugeruje-ze-wygrana-kaczynskiego-nie-musi-oznaczac-zmian-politycznych

Nałęcz cieszy się z wyborów z 1989 roku i sugeruje, że wygrana Kaczyńskiego nie musi oznaczać zmian politycznych

opublikowano: 4 czerwca, 17:21

4 czerwca nie mogło być inaczej. W sympatycznej rozmowie gwiazda polskiego dziennikarstwa, która karierę zawdzięcza reżimowemu radiu, w rozmowie z byłym działaczem komunistycznym Tomaszem Nałęczem komentuje wybory z 1989 roku.

Nałęcz mówiąc w Radiu Zet o wyborach z 1989 roku wskazywał, że to “wielka, polska radość i wielkie, polskie zwycięstwo”. Zaznaczył, że tego samego dnia mieliśmy do czynienia z “wielką katastrofą wolności w Chinach i z potworną masakrą”.

Doradca prezydenta był pytany, czy polska delegacja powinna tego dnia być obecna w Chinach. Nałęcz zaznacza:

Dzisiaj każdy polski polityk musi godzić z jednej strony bieżące, żywotne interesy, z drugiej strony wierność tamtej tradycji. Jestem przekonany, że pani marszałek Kopacz tak też będzie w Chinach postępowała, że nie zapomni o tym. (…) Ja czekam na zachowania polskiej delegacji i pani marszałek. Jestem przekonany, że to będą zachowania godne też tej polskiej tradycji 4 czerwca, i że będą też tam takie zachowania, które będą przypominały o tym, o tej drodze polskiej do wolności.

Dodaje, że ws. terminu “prezydium sejmu decyzję podjęło jednomyślnie”. Decyzji o dacie wyjazdu zdecydowanie broni:

No jesteśmy zainteresowani stosunkami z Chinami. Z drugiej strony w grę wchodzi ten argument historyczny. Zdecydowano się pewnie mając przemyślany sposób postępowania w Chinach, bo to jest moim zdaniem czynnik rozstrzygający, żeby jednak jechać w tym terminie. Wykluczam sytuację, zbyt dobrze znam panią marszałek Kopacz i pozostałych wicemarszałków, żeby zapomniano, co znaczy 4 czerwca dla Polski i dla Chin.

Zdaniem Nałęcza jednak nie najważniejsze są słowa, ale sama obecność:

Sama obecność polskiej delegacji, ja na przykład należę do osób, które uważają, że polska delegacja w tym czasie, w Chinach, to jest też przypomnienie polskiej drogi do wolności i myślę, że i znaczna część Chińczyków będzie mogła o tym pamiętać, jeśli tylko ta informacja dotrze do nich.

O tym, że zapewne wizyta Kopacz zostanie przez chińską propagandę wykorzystana do celów politycznych zgodnych z potrzebami politycznymi Pekinu, Nałęcz nie mówił, a Monika Olejnik nie pytała.

Pytała za to o to, co dziś ludzi władzy boli zdaje się najbardziej. O sprawę kolejnych sondaży politycznych, które pokazują wzrost poparcia dla PiS i spadek PO.

Tomasz Nałęcz zaznacza, że Platforma może jeszcze odbić się i wyjść na prostą:

Premier Tusk jest politykiem ogromnych jeszcze możliwości i myślę, że ci, którzy go w tej chwili grzebią, popełniają zasadniczy błąd. Dzisiaj mamy do czynienia z różnymi ruchami tektonicznymi na polskiej scenie politycznej, różne, dotykają one i prawicę i Platformę i lewicę, ale wydaje mi się, że premier Tusk jest ciągle jednym z rozgrywających na tej scenie. Owszem, Platforma jest dotknięta pewnym przesileniem, tą klątwą połowy kadencji, ale myślę, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Lepiej, że to ma miejsce dwa lata przed wyborami niżby miało miejsce pół roku przed wyborami.

Na szczęście Tomasz Nałęcz uspokoił, jak się zdaje, red. Olejnik. Ale tylko na chwilę.

Powiedział bowiem coś, co chyba zaskoczyło redaktor. Stwierdził, że zarówno w PiS jak i w PO są “ruchy tektoniczne”. Przyrównanie PiS i PO Olejnik podburzyło krew w żyłach. Nagle kurtyna opadła:

Monika Olejnik: No tak, ale jednak prezes PiS a szef PO to są dwie różne postaci.

Tomasz Nałęcz: Ależ oczywiście, zgadzam się z panią w stu procentach.

Monika Olejnik: Jarosław Kaczyński ma wyznawców, a Donald Tusk ma członków partii, także to jest…

Tomasz Nałęcz: Nie, dokładnie, tylko widzi pani, dlatego w Platformie nie ma rozłamu, bo w Platformie jest lider, a nie wódz, z wodzem się nie dyskutuje.

I wszystko jasne – PiS jest ugrupowaniem rządzonym żelazną ręką, a Tusk jest politykiem aksamitnym. Wielu – Jan Rokita, Paweł Piskorski, Zyta Gilowska – może to zapewne potwierdzić…

Nałęcz był pytany również o emisję w TVP szkalującego Polskę i polską historię niemieckiego filmu „Nasze matki, nasi ojcowie”. Doradca prezydenta w tej sprawie zabiera głos, właściwie popierając emisję.

ITD.

*     *     *

Załącznik C.

Niewierny Tomasz (Nałęcz)

kokos26, sob., 19/03/2011 – 10:11

Gdybym tak miał wskazać najbardziej niewiarygodnego, zakłamanego i ociekającego wazeliną polskiego polityka to znam świetnego kandydata.

Gdybym tak miał wskazać najbardziej niewiarygodnego, zakłamanego i ociekającego wazeliną polskiego polityka to znam świetnego kandydata.

Tomasz Nałęcz, bo jego mam właśnie na myśli, jest dla mnie wzorcowym przykładem karierowicza, mistrza obłudy i człowieka, który w torowaniu sobie drogi do kariery nie powstrzyma się przed żadną woltą, zmianą poglądów czy zdradą pryncypała. Profesor Nałęcz dzięki swojej wyjątkowej oślizłości i służalczości zawsze stara się przykleić do kogoś, kto zapewni mu pomyślność i karierę na kolejne kilka lat.

Dawniej w czasach PRL-u było mu łatwiej. Wystarczyło przytulić się do jedynej i słusznej partii żywicielki i trwać przy niej wiernie. Tak właśnie zrobił młody student historii na Uniwersytecie Warszawskim Tomasz Nałęcz.

Jako 21 latek, w roku, w którym władza ludowa strzelała do bezbronnych robotników na wybrzeżu wstąpił w szeregi Polskiej Zjednoczonej Partii robotniczej i trwał w niej całe dwadzieścia lat aż do momentu wyprowadzenia sztandaru.

Po 1989 roku sprawy się nieco skomplikowały i aby utrzymywać się na powierzchni polskiej polityki trzeba się był nieźle nagimnastykować i wiedzieć jak gospodarz Anioł z „Alternatyw 4” pod kogo się podwiesić. Do pewnego momentu świetnie się to udawało panu profesorowi. Wchodził do sejmu z list Unii Pracy czy wspólnych tworzonych wraz z SLD.

Krach nastąpił w najmniej oczekiwanym momencie i w chwili, kiedy wydawałoby się, że dzisiejszy doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego osiągnął apogeum popularności. Jako przewodniczący sejmowej komisji mającej wyjaśnić aferę „Rywin-Michnik” stał się najczęściej goszczącym w mediach politykiem. Wydawać by się mogło, że poselski mandat na kolejną kadencję ma Tomasz Nałęcz w kieszeni.

Spadające na łeb na szyję sondaże ferajny Leszka Millera podpowiedziały naszemu bohaterowi, że najwyższy czas zmienić polityczną trampolinę i wskoczyć póki czas do pojawiającej się szalupy.

Przystąpił wraz z Markiem Borowskim do akcji rozbijania postkomunistycznej lewicy tworząc SDPL, które jak szumnie zapowiadano miało być już wolne od afer, błędów i wypaczeń. Oczywistą koleją rzeczy było wsparcie Marka Borowskiego, jako „najlepszego” w 2005 roku kandydata na prezydenta i stanięcie w przyszłości na czele jego kampanii wyborczej.

Oto fragment peanów na cześć Marka Borowskiego wygłoszonych podczas konwencji SDPL przez Tomasza Nałęcza:

„Drogie Koleżanki, Szanowni Państwo i Koledzy!

Dam wyraz temu, co przepełnia serca nas wszystkich, zebranych w tej sali:

Marek Borowski jest najlepszym kandydatem na prezydenta Polski. Ogłosimy to, gdy tylko zarządzone zostaną wybory – z wielu powodów. Ja, jako historyk, najważniejsze atuty Marka Borowskiego widzę w jego wzorcowym, jakby pisanym na zamówienie Historii życiorysie. Jest tam skromność i odwaga, mądrość i oddanie ludziom, pryncypialność i pojednawczość.

Instynkt historyka podpowiada mi, że wierność zasadom i oddanie ludziom wyniósł Marek z rodzinnego domu.

O ojcu Marka, Wiktorze Borowskim (1), Leopold Unger, wielkiej klasy publicysta, pisze w swoich wspomnieniach, że był osobą wielkiej uczciwości i życzliwości dla ludzi. Że był ideowym człowiekiem lewicy, przekonanym o słuszności obranej drogi, ale wolnym od dogmatów i potrafiącym słuchać innych.”



Sprawy jednak zaczęły się komplikować. Miłość mediów do nowego ugrupowania okazała się być mniejsza niż przewidywano, a notowania Marka Borowskiego „najlepszego kandydata” nie były wcale oszałamiające.

Nagle na Czerskiej i Wiertniczej „zagrali Larum” i wezwano na ratunek ojczyzny „małego rycerza” Włodzimierza Cimoszewicza herbu „Carex”, który to, co prawda, zasnuł się tylko w puszczy, a nie w klasztorze kamedułów jak imć pułkownik Michał Wołodyjowski herbu Korczak, ale, że rycerz to znamienity nikt, a zwłaszcza salon III RP, nie mógł mieć wątpliwości.

Niemal na starcie sondaże dały Cimoszewiczowi 20% poparcia i Tomasz Nałęcz szybko zrozumiał, że to będzie „najlepszy kandydat”, a on będzie mu służył wiernie jak wachmistrz Luśnia Wołodyjowskiemu.

Wcześniej jednak, zanim zdradził i opuścił Marka Borowskiego nasz bohater się wahał i przeżywał rozterki tym razem niczym chorąży orszański Andrzej Kmicic w służbie Janusza Radziwiłła, o czym świadczy ta rozmowa z Moniką Olejnik:

Monika OlejnikA proszę powiedzieć, czym się różni Włodzimierz Cimoszewicz od Marka Borowskiego? Dlaczego Włodzimierz Cimoszewicz ma tak duże poparcie w ostatnich sondażach, a Markowi Borowskiemu tak się skurczyło?

Tomasz NałęczPani redaktor, ja jestem w trudnej sytuacji, bo znam obydwie te postaci, obydwu cenię, uważam, że to są postaci porównywalne, obydwie prezydenckiego formatu, obydwie przyzwoite.

Moim zdaniem jest nieporozumieniem, że te dwie postacie ze sobą rywalizują, ponieważ uważam, że powinni być razem już od wiosny ubiegłego roku, kiedy podjęliśmy wielkie dzieło reformowania polskiej lewicy, powinni być razem w walce o prezydenturę i w kontynuowaniu dzieła reformowania polskiej lewicy.

Wszyscy pamiętamy, co było dalej. To „mały rycerz” Cimoszewicz stał się dla Tomasza Nałęcza nagle „najlepszym” kandydatem i nasz profesor stanął na czele jego kampanii licząc zapewne, że wraz z nim zasiądzie w prezydenckim pałacu na jakimś wysokim stanowisku.

Nie mógł jednak wtedy nasz „Luśnia” przypuszczać, że oprócz pułkownika Chorągwi Laudańskiej za kulisami działa jeszcze pułkownik kontrwywiadu Konstanty Miodowicz z Platformy Obywatelskiej, a „najlepszy” kandydat i niezrównany zagończyk wkrótce ponownie zaszyje się w puszczy za sprawą Anusi z tym, że nie Borzobohatej, a Jaruckiej.

I tak oto zdrada i próba rozbicia SLD, a następnie zdrada SDPL i Borowskiego spowodowały, że „Niewierny Tomasz” nie miał listy, z której mógłby w 2005 roku wystartować w wyborach do parlamentu. Nie trafił nie tylko do sejmu, ale nawet do Księgi Guinnesa, choć ilość zdrad popełnionych w tak krótkim czasie na pewno na taki rekord zasługiwała.

Szczerze się wówczas ucieszyłem tym, że choć jedna z najbardziej zakłamanych i faryzejskich postać III RP odstawiona został raz na zawsze na polityczną bocznicę.

Niestety, nie doceniłem profesora Tomasza Nałęcza.

W przyspieszonych po katastrofie smoleńskiej wyborach prezydenckich pojawił się i jak zwykle poparł „najlepszego kandydata” oraz dostał to, na co liczył w 2005 roku najpierw u boku „najlepszego kandydata” Marka Borowskiego, a później „najlepszego kandydata” Włodzimierza Cimoszewicza.

Czy ma ktoś jeszcze wątpliwości, że dzisiejszy prezydent był „najlepszym” ze wszystkich „najlepszych” startujących w III RP kandydatów na prezydenta RP? Oczywiście dla Niewiernego Tomasza Nałęcza.

1)Wiktor Borowski (Aron Berman) – Urodził się w rodzinie polsko-żydowskiej. W latach 1921–1926 był działaczem Komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej. W latach 1925–1929 należał do Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej “Życie”. W latach 1925–1927 był redaktorem naczelnym “Głosu Robotniczego”. Od 1926 należał do Komunistycznej Partii Polski. W latach 1933–1939 przebywał w więzieniu – trzykrotnie skazywano go za działalność wymierzoną przeciwko suwerenności i niepodległości Polski. Ponad rok spędził w strukturach Kominternu w Moskwie. W PRL był między innymi zastępcą redaktora naczelnego „Trybuny Ludu”.

Artykuł opublikowany w Warszawskiej Gazecie (11/2011)

*     *     *

Źródło: 129. Informacje USOPAŁ 30.08.2013 e-male: [email protected]

Przeczytaj również:  List z USOPAŁ do wszystkich Polaków, Teneryfa, 24.08.2013

POLISH CLUB ONLINE, 2013.08.30

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek