Prof. Andrzej Kaźmierczak: OFE narzędziem wyborczym.


Prof. dr hab. Andrzej Kaźmierczak Fot. Sadej / NDz
Prof. dr hab. Andrzej Kaźmierczak
Fot. Sadej / NDz

Celem reformy otwartych funduszy emerytalnych nie jest wyłącznie  załatanie dziury budżetowej. Strategia gospodarcza rządzących jest bardziej ambitna. Pseudoreformę OFE wprzęgnięto w realizację nadrzędnego celu politycznego, jakim jest zwycięstwo w kolejnych wyborach do europarlamentu, do samorządów i do Sejmu.

To, że system emerytalny będzie ofiarą polityków, nie ma najmniejszego znaczenia. Establishment III RP hołduje zdroworozsądkowej zasadzie, że przy władzy należy utrzymywać się jak najdłużej, aby maksymalnie opóźnić nieunikniony czas rozliczeń. Szczególnie bolesne może być przecież rozliczenie tragedii smoleńskiej. Po nas choćby potop. A o wypłatę emerytur dla następnych pokoleń niech martwią się już one same.

Propozycje zmian w systemie emerytalnym nie tylko  oznaczają rozmontowanie OFE. Podważają również zaufanie 16 milionów obywateli do państwa prawa. Społeczeństwo nie może być już niczego pewne, ponieważ władza łamie reguły zawartej umowy społecznej. Decydenci najwidoczniej uznali, że obywateli można odrzeć ze wszystkiego i jeszcze wmówić im, że czynią to dla ich dobra. Za komuny takie zachowanie określano jako arogancję władzy.

Przesunięcie części obligacyjnej z OFE do ZUS obniży dług publiczny na sumę równą 8% wartości PKB. Dzięki temu zadłużenie państwa nie będzie wynosić już 56,5% PKB, ale zaledwie 49,8% PKB.  Polska nie tylko będzie spełniała kryteria drugiego progu ostrożnościowego wynoszącego 55% PKB, ale będzie również spełniać warunek pierwszego progu ostrożnościowego wynoszącego równowartość 50% PKB. Władza liczy, że tak obniżone zadłużenie pozwoli bezkarnie zwiększyć wydatki budżetowe. Uda się ustrzelić dwa ptaszki jednym kamieniem.

Przesunięcie zadłużenia wobec OFE w formie obligacji skarbowych do ZUS teoretycznie nie powinno umniejszać należnych emerytur z dotychczasowego II filaru. To, co miały wypłacać OFE, ma wypłacać ZUS. Pieniądze zabrane OFE mają bowiem być gromadzone na oddzielnych subkontach w ZUS i to godziwie oprocentowanych. Środki te wyrażone w formie odrębnego zapisu elektronicznego dla każdego beneficjenta będą podobno dalej pracować tak, że żaden emeryt na tej operacji nie powinien stracić.

Jest to jednak nieprawda. Fundusze zabrane OFE i gromadzone na subkontach służą wypłacie bieżących emerytur w starym systemie. Są już włączone do systemu repartycyjnego, międzypokoleniowego według zasady, że składki pracujących dzisiaj finansują dzisiaj wypłacane emerytury. Składki te nie są zatem odkładane. Są przez ZUS realnie wydatkowane na łatanie bieżącej dziury tej instytucji. Tych funduszy po prostu nie ma i nie będzie. Zapisy elektroniczne na subkontach w ZUS są tyle warte, ile wynosi wartość farby drukarskiej na krążących w kraju banknotach. Decydenci bezkarnie kontynuują politykę kreatywnej księgowości.

Obok sztucznego obniżenia długu państwa wobec społeczeństwa reforma OFE ma jeszcze jeden bardzo ważny cel.  Pozwoli wygospodarować dodatkowo 5 miliardów złotych w 2014 roku i podobne fundusze w latach następnych. Te dodatkowe środki pojawią się dzięki ograniczeniu wypłat z odsetek od wycofanych z OFE obligacji skarbowych.

Dodatkowe 5 miliardów złotych w kolejnych latach przydadzą się przed następnymi wyborami. Będzie można przecież serwować obywatelom kiełbasę wyborczą poprzez dodatkowe rozdawnictwo. Oczywiście nie z własnej kieszeni. I tak na przykład można wyobrazić sobie, że przed wyborami zostanie podniesiona płaca minimalna czy zwiększona waloryzacja emerytur starego systemu.

Po udanym kancie z OFE będzie z czego szastać publicznym groszem. Frontem do wyborcy.  To, że wzrost bieżącej konsumpcji biednych dokona się kosztem przyszłych emerytów z OFE, to wprawdzie kłopot, lecz odległy. Ale władza zawsze pamięta o ubogich przed wyborami.

Należy współczuć obywatelom, którzy zaufali państwu, zapisując się do OFE. Ich emerytury będą nędzne. Jest jednak dla nich i dobra wiadomość. Od października bieżącego roku sklepy będą zwolnione z podatku VAT przy oddawaniu za darmo jedzenia potrzebującym.

Do tej pory dla właścicieli sklepów bardziej opłacalne było wyrzucanie jedzenia, aniżeli przekazywanie go na cel charytatywny. Największe hipermarkety zapewniają, że ich gigantyczne nadwyżki nie będą lądować w śmietnikach. Jest też nadzieja na dynamiczny rozwój banków żywności i darmowych jadłodajni przy parafiach. Jak było tak było, ale jeszcze nigdy tak nie było, żeby nic nie było.

Prof. Andrzej Kaźmierczak

Członek Rady Polityki Pieniężnej, pracownik Katedry Bankowości Szkoły Głównej Handlowej.

Źródło: http://www.naszdziennik.pl/blogaid/ekonomia-i-polityka.html , 21 września 2013

POLISH CLUB ONLINE, 2013.09.21

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek