Tomasz Kwiatek: Pazerność władzy w łataniu dziur nie zna granic


Kataryniarz warszawski jeszcze baz kasy fiskalnej na gościnnych występach w Gdańsku, 2012. Fot. W. Glodek / PCO
Kataryniarz warszawski jeszcze bez kasy fiskalnej na gościnnych występach w Gdańsku, 2012.
Fot. W. Glodek / PCO

Grajek z kasą fiskalną, opodatkowanie spółek komandytowych, podatek ekologiczny dla rowerzystów – to wizje, które rząd chce nam sprezentować. Do tego dochodzą mandaty wystawiane przez urząd skarbowy za każde najmniejsze wykroczenie. Sprawdzane są deklaracje podatkowe jeszcze sprzed pięciu lat i urzędnicy wystawiają solidne mandaty z odsetkami. Wszystko po to, by załatać dziurę budżetową.

– Najlepiej wychodzą w naszym kraju ci, którzy np. wynajmują mieszkania na czarno. Ja dostałam 160 zł mandatu za złożenie deklaracji dwa miesiące po terminie – przyznaje rozżalona czytelniczka „Niezależnej Gazety Obywatelskiej”, która zapłaciła fiskusowi mandat o wartości całorocznego podatku. Teraz zastanawia się, czy jest sens ujawniać najem przed opresyjnym urzędem skarbowym. Trzeba pamiętać, że urząd może ukarać odsetkami również za nieterminowe wpłacanie ujawnionych kwot.
– Jak nie włączymy zdrowego rozsądku, to możemy dojść do paradoksów – mówi doradca podatkowy Andrzej Marczak w porannym programie TVN. – To jest bardziej darowizna – twierdzi, odnosząc się do grajka, który z kasą fiskalną grał na dworcu.

Kto może spać spokojnie?

Wszyscy zauważają, że na tych słabych i mało majętnych nasze państwo chce się dorobić. Ci, których stać na opłacenie doradcy podatkowego, śpią spokojnie. Oni mają czas wystąpić po interpretację podatkową, odwołać się, jak trzeba, czy zasugerować zmianę urzędu skarbowego na bardziej przychylny. – Dziś firmy to nawet boją się dostać wyróżnienie czy laur „Przejrzysta firma” czy „Uczciwy pracodawca” – mówią dziennikarze gazet, którzy przyznają tytuły firmom. Przecież zaraz może znaleźć się niezapowiedziana kontrola skarbówki czy Państwowej Inspekcji Pracy. Po co im więcej problemów, dość mają swoich na co dzień, gdy np. muszą ograniczać koszty, by utrzymać pracowników. Nie wszyscy widzą „zakończenie kryzysu” – jak premier Donald Tusk, który obwieścił to narodowi w Krynicy na Forum Gospodarczym.

Wskaźnik płatniczej moralności

To, że wskaźniki PMI zaczęły się podnosić na świecie, jeszcze nie ma bezpośredniego wpływu na przeciętnego Kowalskiego. To zresztą ciekawy wskaźnik, gdyż jest oceną, która zostaje wystawiona na podstawie przeszłych oraz bieżących zachowań kontrahenta. Jest nazywany wskaźnikiem moralności płatniczej, ponieważ bierze pod uwagę wysokość zadłużenia oraz liczbę dni opóźnienia w spłacie należności. Wskaźnik osiągający wartość niższą niż 40 wskazuje na poważny kryzys. Wskaźnik PMI dla Polski w sierpniu 2013 r. wzrósł do 52,6 pkt z 51,1 pkt w lipcu – tak podał we wrześniu HSBC. To najwyższy poziom od dwóch lat i na tym m.in. zbudowano sobie mit wyjścia z kryzysu. Przypomnę, że wskaźnik ten może dochodzić do 100 punktów. Sama strefa euro w podobnym okresie zanotowała w sierpniu 2013 roku 51,4 pkt wobec 50,3 pkt na koniec lipca 2013 roku, przy kryzysie euro w Grecji. Tak więc nie ma szału, poza jak zwykle „zieloną wyspą” dostrzeganą tylko przez rząd, który jest aktywnym pracodawcą. W tym walka Platformy Obywatelskiej z biurokracją w szóstym roku rządzenia jest imponująca.

Przerośnięta administracja

– Za rządów PO, a więc w latach 2008–2012 w administracji publicznej przybyło około 150 tysięcy zatrudnionych, a ustawa o 10 proc. redukcji zatrudnienia w administracji rządowej uchwalona w 2010 r. została skonstruowana tak, że zakwestionował ją Trybunał Konstytucyjny – informuje poseł PiS Zbigniew Kuźmiuk na łamach „Niezależnej Gazety Obywatelskiej”. Poseł dodaje jeszcze, że rządy PO słyną jednak nie tylko ze znacznego przyrostu zatrudnienia w administracji w ogóle, ale także gwałtownego wzrostu liczby zatrudnionych w tzw. R-ce.

Do tego, jak podaje „Dziennik Gazeta Prawna”, w samorządach wojewódzkich od 2008 r. zwiększono zatrudnienie – nawet o 60 proc., urzędników przybyło też w urzędach marszałkowskich i powiatach. Urzędy marszałkowskie są współrządzone przez PO, poza Podkarpaciem, gdzie PiS odzyskał niedawno zdolność koalicyjną, stąd musiały się odbyć wybory uzupełniające do Senatu RP, zresztą wygrane przez największą partię opozycyjną w Polsce.

Pazerni politycy z Polski

17 września może być uznany za symbol kompromitacji polskiego rządu na arenie światowej. Steve Forbes – twórca i redaktor naczelny, prezes wydawnictwa i były kandydat na prezydenta USA – rozpoczyna felieton od słów, że rządowy pomysł na emerytury godzien jest raczej Argentyny. Trik związany z umorzeniem obligacji posiadanych przez OFE jest, zdaniem autora, w sowieckim stylu. – Duchy Stalina i Lenina muszą się uśmiechać – czytamy w materiale pt. „Pazerni politycy z Polski – nie są sami”. Felietonem tym „Forbes” otwiera najnowsze wydanie amerykańskiej wersji swojego magazynu.

Zaproponowane przez rząd Donalda Tuska rozwiązania dotyczące Otwartych Funduszy Emerytalnych, na czele z przesunięciem części obligacyjnej z OFE do ZUS-u i wprowadzeniem dobrowolności uczestniczenia w drugim filarze, trudno nazwać inaczej niż biletem w jedną stronę. To zamach na indywidualne konta emerytalne, czyli pieniądze, które udało się oszczędzić, a które teraz większości Polakom mają zostać zabrane. Pazerność i pomysłowość tej władzy w łataniu dziury budżetowej nie zna granic!

Tomasz Kwiatek

Autor jest absolwentem Wyższej Szkoły Biznesu WSB-NLU w Nowym Sączu, redaktorem naczelnym „Niezależnej Gazety Obywatelskiej” w Opolu, prezesem Stowarzyszenia Stop Korupcji.

Artykuł pochodzi z portalu wGospodarce.pl i został opublikowany 21 września 2013 roku.
Źródło: http://wgospodarce.pl/opinie/6967-pazernosc-wladzy-w-lataniu-dziur-nie-zna-granic

POLISH CLUB ONLINE, 2013.09.22

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek