Aleksander Ścios: O UDERZENIU „Z DEMOKRACJI”


Prezydent Bronislaw Komorowski Fot. Tomasz Gzell / wprost.pl
Prezydent Bronislaw Komorowski
Fot. Tomasz Gzell / wprost.pl

Układ rządzący niespecjalnie przejmuje się krytyką ze strony partii opozycyjnej i niezależnych mediów. Ujawnianie kolejnych afer, punktowanie błędnych decyzji czy prezentacja nieudolności rządzących, spotyka się zwykle z nonszalancją polityków PO-PSL i tradycyjnym przemilczeniem sprawy przez ośrodki propagandy.

Zupełnie odmienną reakcję mogliśmy obserwować przed kilkoma dniami, gdy w jednym z wywiadów Jarosław Kaczyński wspomniał o lokatorze Belwederu i jego najbliższym otoczeniu. Dla każdego, kto zna sylwetkę Bronisława Komorowskiego, opinie prezesa PiS-u nie były niczym zaskakującym, jednak na tle powszechnego przemilczenia dokonań tej postaci, musiały zabrzmieć szczególnie mocno. Następnego dnia, w wywiadzie radiowym Kaczyński ponownie nazwał Komorowskiego „politykiem opcji bardzo lewicowej” i uznał, że powinien on pożegnać się z polityką.

Na reakcję nie trzeba było długo czekać, bo już kilka godzin później pojawiły się histeryczne wypowiedzi urzędników kancelarii oraz komentarz szefowej prezydenckiego biura prasowego. Następnego dnia, sam Komorowski udzielił prezesowi PiS rady, by nie „posuwał się do inwektyw, podejrzeń, insynuacji„. Występy dyżurnych ekspertów deliberujących nad „nadszarpniętym wizerunkiem” Kaczyńskiego oraz natychmiastowy spadek sondażowych notowań PiS-u, uzupełniały ten medialny spektakl. Słowa Jarosława Kaczyńskiego okazały się również inspirujące dla dziennikarzy, którzy nagle przypomnieli sobie o lokatorze Belwederu i zdobyli na odwagę napisania kilku słów na temat tej postaci.

Tak szczególna reakcja na krytykę Komorowskiego, wydaje się potwierdzać, że osoba byłego marszałka jest dziś najważniejszym wspornikiem sił rządzących III RP, zaś środowisko Belwederu odgrywa rolę decydenta. Próba podważenia fałszywego wizerunku Komorowskiego oraz przypomnienie o rodowodzie urzędników prezydenckich, została trafnie odebrana jako realne zagrożenie. Naruszała dotychczasowe status quo, w którym przeszłość lokatora Belwederu i jego współpracowników jest uznawana za medialne tabu. Wywołując tak silne poruszenie, Jarosław Kaczyński najwyraźniej trafił w newralgiczny „punkt”.

Od wielu miesięcy ośrodek belwederski stanowi centrum decyzyjne w sprawach kluczowych dla bezpieczeństwa Polski. Wszystkie projekty zmian systemowych w Siłach Zbrojnych, służbach specjalnych i przemyśle zbrojeniowym, powstały w środowisku Komorowskiego i są fundamentem budowy reżimu prezydenckiego. Trzeba sięgnąć do opracowań gen. Kozieja z roku 2009 oraz tzw. rekomendacji Strategicznego Przeglądu Bezpieczeństwa Narodowego (SPBN), by dostrzec, że realizowane dziś przez urzędników Tuska „projekty rządowe” zostały opracowane przez ludzi związanych z Belwederem.

Wyjątkowa pozycja Komorowskiego w polskim życiu politycznym została ustalona już na początku 2010 roku, gdy w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach doszło do nagłej rezygnacja Tuska z ubiegania o prezydenturę i wystawienia kandydatury marszałka Sejmu. Potwierdzenie tej pozycji przyniosły wydarzenia po 10 kwietnia 2010 roku, gdy Komorowski w sposób bezwzględny zawłaszczał prerogatywy prezydenckie i dokonywał przejęcia Kancelarii Lecha Kaczyńskiego.

Wywołanie i eskalacja konfliktu wokół krzyża smoleńskiego ukazały z kolei prawdziwe oblicze „spokojnego konserwatysty”, a pierwsza inicjatywa ustawodawcza – nowela ustawy o stanie wojennym i rozpoczęcie SPBN, dały początek projektom legislacyjnym zmierzającym do budowy reżimu prezydenckiego.

Powstałe w tym środowisku pomysły zmierzają do wzmocnienia lobby wojskowego, przejęcia nadzoru nad przemysłem zbrojeniowym, poszerzenia zwierzchnictwa nad armią oraz dogłębnej przebudowy służb specjalnych, dokonywanej pod hasłem „integracji i koordynacji”, której efektem będzie m.in. wyłonienie nowej formacji, jako „zbrojnego ramienia” reżimu. Prezydent sprawujący zwierzchnictwo nad Siłami Zbrojnymi, stanie się nie tylko faktycznym decydentem w kwestiach bezpieczeństwa, ale uzyska realny wpływ na działania potężnej służby specjalnej. Celem końcowym jest zmiana Konstytucji i stworzenie modelu rządów prezydenckich.

Nietrudno zauważyć, że ośrodek belwederski odgrywa dziś zasadniczą rolę w kreowaniu „nowego rozdania”. W tle tych działań można dostrzec intencje Kremla, obliczone na pozbycie się niewygodnych wspólników kłamstwa smoleńskiego i zastąpienie obecnej ekipy ludźmi, którzy zadbają o strategiczne interesy Rosji i dominację Pałacu Prezydenckiego. Zwieńczeniem dzieła będzie kontrolowana wymiana ekipy, zaś rok 2015, ogłoszony już „rokiem Polski w Rosji i Rosji w Polsce” wydaje się datą graniczną obecnej akcji.

Plan ten jest wymierzony wprost w dążenia całego obozu patriotycznego, ma bowiem zamknąć sprawę Smoleńska, „oczyścić” atmosferę polityczną i spacyfikować niezadowolenie społeczne. Pozorowane zmiany będą dokonywane pod mecenatem Komorowskiego, posłużą wzmocnieniu jego pozycji i na długo zamkną drogę do obalenia układu III RP.

Opozycja może wygrać tylko wówczas, gdy główne wysiłki będą zmierzały do storpedowania planów Belwederu i pozbawienia Komorowskiego prezydentury.

Wszelkie symulowane konfiguracje, w tym wymiana Tuska na narzuconą przez Pałac Prezydencki „ekipę techniczną”, nie mogą leżeć w interesie partii opozycyjnej.

Bez zamknięcia Komorowskiemu drogi do reelekcji, nawet potencjalna wygrana w wyborach parlamentarnych nie zapewni PiS-owi przejęcia władzy.

Obecne uprawnienia prezydenta (choćby w zakresie blokowania ustaw i prawa zatwierdzania składu rady ministrów) zapewniają mu pozycję umożliwiającą torpedowanie prac nowego rządu. Wywołany tym paraliż, doprowadzi do kolejnych wyborów lub wyłonienia koalicji PO-SLD. W sytuacji poważnego zagrożenia interesów układu, możliwe jest również wprowadzenie stanu wyjątkowego.

Chciałabym wierzyć, że niedawne wystąpienie prezesa PiS-u niesie zapowiedź zmiany dotychczasowej taktyki partii opozycyjnej i jest sygnałem, że zaczęto dostrzegać wyjątkowo groźną pozycję Komorowskiego.

Konsekwencją takiej zmiany powinno być przede wszystkim wskazanie silnego kandydata opozycji w wyborach prezydenckich i przejęcie inicjatywy w sferze informacyjnej.

Kandydat oraz skupiona wokół niego grupa ekspertów, powinni już dziś przystąpić do zbilansowania obecnej prezydentury i sporządzenia rzetelnego raportu z działań ośrodka belwederskiego.

Trzeba pokazać Polakom, nie tylko prawdziwą sylwetkę Komorowskiego i tragiczne saldo jego dokonań na zajmowanych dotąd stanowiskach, ale ujawnić realne zamysły Belwederu i zagrożenia związane z budową reżimu prezydenckiego. W miejsce fałszywego wizerunku „męża stanu” lub obrazu „miłego i niegroźnego safanduły”, trzeba pokazać postać o niewspółmiernych do potencjału ambicjach, człowieka tyleż nieudolnego, co owładniętego nienawiścią, powiązanego ze środowiskiem „ludowych” oficerów i ludzi komunistycznych służb.

Bronisław Komorowski musi mieć świadomość, że jego działania są na bieżąco analizowane i opiniowane. Powinien być pozbawiony dotychczasowej osłony medialnej i – jak każdy polityk – poddany osądowi publicznemu i rzetelnej krytyce.

Człowiek, który jeszcze w roku 2009 wykrzykiwał – „w demokracji nie ma świętych krów”, a dziś kreuje się na obrońcę pluralizmu i wolności obywatelskich – nie może odczuwać dyskomfortu w zderzeniu z realiami. Trzeba dać mu szansę potwierdzenia demokratycznego „sznytu” i sprawić, by przez ostatnie dwa lata swojej prezydentury znajdował się w centrum uwagi publicznej i doświadczał dobrodziejstw płynących z działalności opozycji i wolnych mediów.

Tekst przesłany do publikacji w Gazecie Polskiej. Nie ukazał się „z powodu braku miejsca”. 

Aleksander Ścios
bezdekretu.blogspot.com

Źródło:  http://bezdekretu.blogspot.com/2013/09/o-uderzeniu-z-demokracji.html , 24 września 2013.

Przeczytaj więcej artykułów Aleksandra Ściosa  >   >   >   TUTAJ.

POLISH CLUB ONLINE, 2013.09.25

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek