Dymanie bacy – jak funkcjonuje układ sądowo – urzędniczy w Zakopanem.


Na Podhalu znowu grasują zbójnicy. Mają garnitury, krawaty i buldożery.

Mateusz Cieślak

Ludziska! Projekt ekspresowej, szerokiej i przejezdnej drogi przez Podhale został zablokowany przez jednego chytrego górala!

O sprawie i arogancji Prezesa Sądu Rejonowego –  Stowarzyszenie Przeciw Bezprawiu pisało 25.05.2013 r.  – polecamy.

Juz w Zakopcu wyzwaniajom, Janosika łapać majom

Posługując się lewym dokumentem, góral wyłudził od Starostwa Powiatowego w Zakopanem pozwolenie na budowę domu w miejscu, gdzie miał kończyć się nowy most nad Białym Dunajcem. Budowę zaczął oczywiście wyłącznie po to, by wyrwać od państwa sowite odszkodowanie. I blokuje budowę drogi ekspresowej do Zakopanego. Taki przekaz poszedł w świat po zwołanej przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA)konferencji prasowej.

Sad-ZakopaneNowy most na rzece powstać nie może, a stary się wali. I tak się jakoś złożyło, że jego stan gwałtownie pogorszył się akurat wtedy, gdy nadeszły wakacje. Trzeba było wprowadzić ruch wahadłowy na moście. Tak to wredny góral oraz jego samowolka budowlana nie tylko blokują budowę szybkiej i komfortowej drogi do Zakopanego, ale powodują, że na starej i ciasnej zakopiance tworzą się korki akurat w tym czasie, gdy do stolicy Tatr jadą letnicy. Darcie pasami to byłaby zbyt łagodna kara dla niego.

Na szczęście dzielnym urzędnikom udało się wykryć przekręt. Starostwo Powiatowe w Zakopanem złożyło doniesienie do prokuratury, że góral dopuścił się poświadczenia nieprawdy w dokumentach. To poświadczenie nieprawdy polegało na posłużeniu się złą mapą geodezyjną, na której nie było widać planowanego przez GDDKiA mostu. Prokuratura wszczęła śledztwo i postawiła góralowi zarzuty. Góral trafił na ławę oskarżonych.

Jyncom góry, jyncom, kie Janicka myncom

Toż to wzorcowa historia, potwierdzająca obiegowe opinie z kawałów o bacy, który nic innego nie robi, tylko goli ceprów i o niczym innym nie myśli, tylko o dutkach. Kopnąłem się pod Giewont, by obejrzeć to domostwo, które wstrzymało prace przy nowej zakopiance i przejechać się po moście, który lada chwila może się rozpaść.

Po moście przejechałem szczęśliwie i po dalszych 8 km dotarłem do Zakopanego. Tam zobaczyłem bardziej okazałe domostwo, które z pewnością samowolką budowlaną nie było. Obok drzwi widniał bowiem szyld „Sąd Rejonowy”. A w sądzie toczył się proces górala. Z punktu widzenia przepisów kodeksu karnego sprawa była błaha. Jakiś świstek papieru przedstawiony w urzędzie. Rzecz mogłaby zostać rozstrzygnięta w 5 minut i pod nieobecność oskarżonego.

Przynajmniej tak to widziała prokuratura, która aktu oskarżenia nie raczyła opatrzyć nawet jednym zdaniem uzasadnienia. Sprawa toczyć się bowiem miała w trybie uproszczonym. w trybie tym można by górala skazać w mgnieniu oka. Ogłosić światu, że winien i rozjechać budowane przez niego domostwo buldożerami. A gdyby przypadkiem buldożery rozjechały nieco więcej, stałoby się to tylko z pożytkiem dla tak potrzebnej światu inwestycji publicznej.

Ale góral nie dał się skazać w 5 minut i zażądał prawdziwego procesu. Wtedy okazało się, że sprawa bynajmniej błaha nie jest. W charakterze sędziego występował osobiście prezes Sądu Rejonowego w Zakopanem Marek Marchalewicz. Przesłuchiwany był osobiście starosta tatrzański Andrzej Gąsienica-Makowski.

Oprócz starosty zeznawali również inni świadkowie. Najpierw architekt, który projektował domostwo. Następnie naczelnik wydziału geodezji powiatu tatrzańskiego. Padają pytania do świadków. Oni zeznają. Sędzia-prezes dyktuje protokolantce co innego. Wcześniej sędzia-prezes zakazał dziennikarzom oraz oskarżonemu nagrywania przebiegu rozprawy. Obrońcy oskarżonego protestują, wskazując na rozbieżności między tym, co mówią świadkowie, a tym, co sędzia-prezes dyktuje. A sędzia-prezes albo uwzględnia ich protesty, albo nie. Domyślcie się, co częściej.

Sytuacja zmienia się nieco, gdy naczelnik zostaje przyłapany na składaniu fałszywych zeznań.

Wreszcie pada długo oczekiwane pytanie: Czy dokument, którym posłużył się góral, był autentyczny, aktualny i ważny?
Naczelnik: – Tak.
Konsternacja. Góral nie popełnił przestępstwa?

Jesce barziej jynceć bedom, kie ich wiesać bedom

To była zaplanowana pokazówka. Ludzie protestujący przeciwko zbójeckim metodom stosowanym przez GDDKiA wobec tych, których chce ona wywłaszczyć, mieli zobaczyć, co ich czeka, jeśli będą podskakiwać. Mają się cieszyć, że przez Podhale zostanie poprowadzona nowa szeroka droga, nawet jeśli ich pensjonaty, karczmy i budki z oscypkami znajdą się pod wiaduktami lub kilometry od zjazdów z drogi. Oczywiście, że przy samej drodze też będą knajpy i motele, lecz tylko dla wybrańców. Stare góralskie powiedzenie, że „gdziedroga, tam życie” stanie się nieaktualne. Dla wielu rodzin z Podhala nowa zakopianka będzie oznaczała śmierć.

Górale snują opowieści zaprawiane dokumentami, a opowieści tych słucha się niczym ballady o podhalańskich zbójnikach. Zbójnicy łupią, kogo się da. W tym przypadku łupić da się i ludzi, i państwo.

Dałbyk jo jom odmalować, śryblem, złotem wyobijać, ode spodu talarkami
Zbójowanie polega na tym, że nową drogę ekspresową przez Podhale zaplanowano w kawałkach. Ekspresową zakopiankę postanowiono budować na zasadzie inwestycji punktowych. Tam, gdzie mamy jakieś poważne problemy natury prawnej czy inżynieryjnej, odpuszczamy. Gdzie tych problemów nie ma bądź wyglądają niezbyt groźnie – przystępujemy do inwestycji.

Zatem nie wiadomo, kiedy i czy w ogóle te inwestycje punktowe da się spiąć z sobą w całość. Choćby z tego powodu, że UE przestanie nam dawać miliardy. Inwestycje punktowe, czyli krótkie odcinki drogi ekspresowej, połączone ze sobą starą i wąską zakopianką, oznaczają marnotrawstwo publicznych pieniędzy. No, ale ktoś na ich realizacji zarabia więcej niż na wykonaniu skromniejszych przedsięwzięć.

Specjaliści od zarządzania projektami pukają się w głowę. Zamiast inwestycji punktowych powinno się realizować jeden spójny projekt, bo w razie ostrego załamania koniunktury pozostaniemy ze zbędnymi pomnikami gigantomanii. Nie mówiąc o innych zastrzeżeniach, jak choćby do decyzji, którą częścią Podhala ma przebiegać ekspresówka do Zakopanego.

Taką inwestycją punktową jest most na Białym Dunajcu w miejscowości o tej samej nazwie. Most, który stanie na pylonach o wysokości 21 m, będzie miał 93 m długości i 17 m szerokości. Jednak GDDKiA już dziś wątpi, by do potężnego mostu w jakiejś określonej przyszłości udało się doprowadzić drogę ekspresową. Z jej planów wynika bowiem, że jezdnia na tym moście będzie miała szerokość 8 m. Więcej nie potrzeba, albowiem do mostu o szerokości drogi ekspresowej będzie dochodzić stara zakopianka. Nie wiadomo, co zrobić z poboczem o szerokości 9 m, więc GDDKiA zaprojektowała tam osobną drogę dla rowerów. W ten sposób miejscowość Biały Dunajec wzbogaci się o profesjonalną trasę rowerową.

Mniejsza o to, że cała długość tej trasy wyniesie 93 m, ponieważ za mostem już jej nie będzie i nie bardzo jest miejsce, gdzie można by ją wykonać.

Wpadli w kumore jak zgraja wściekła

30 lipca 2009 r. do Białego Dunajca przyjechali przedstawiciele GDDKiA. Mówili, że stary most jest do niczego. Powiedzieli, że wybudują nowy most, w nowym miejscu. Ludzie zaczęli się burzyć, gdyż w dolinie Białego Dunajca jest ciasno. Domy stoją jedne przy drugich. Niech nowy most powstanie w miejscu starego.

Tomasz D., którego ziemia graniczy z rzeką, powiedział, że na czas budowy pozwoli GDDKiA postawić na jego terenie most tymczasowy i wykonać dojazd. To samo zadeklarowali inni właściciele działek po obu brzegach Białego Dunajca.

Wyglądało na to, że się dogadali. Co potwierdzały kolejne wnioski i projekty GDDKiA. Aż tu nagle w 2012 r. wojewoda małopolski wydał zgodę GDDKiA na wielką inwestycję mostową, która obejmie około 100 działek. Budowa jest tak ogromna, że i tak się nie mieści na opisanym we wniosku do wojewody terenie i wymaga wyburzenia niektórych budynków. GDDKiA do wniosku dołączyła mapy.

Mieszkańcy Białego Dunajca porównali mapy okazane wojewodzie przez GDDKiA z oficjalnymi mapami powiatu tatrzańskiego. Okazało się, że GDDKiA dopuściła się fałszerstwa. Na mapach przez nią przedstawionych działki należące do mieszkańców są przesunięte. Gdyby je porównać ze stanem rzeczywistym, to jeden dom stoi na drugim. Ale gdyby patrzeć na mapy GDDKiA, to można pomyśleć, że wielka inwestycja zostanie zrealizowana nieomal w całości na gruncie już stanowiącym własność skarbu państwa. Wykup i wywłaszczenia będą minimalne, nie obciążą nadmiernie skarbu państwa, nie będą też specjalnie uciążliwe dla mieszkańców.

GDDKiA wprowadziła w błąd nie tylko wojewodę małopolskiego, lecz również ministra infrastruktury. Małopolski Wojewódzki Inspektor Nadzoru Budowlanego, używając delikatnych sformułowań, potwierdził fałszerstwo. Zauważył bowiem wadliwość map, ich rozbieżność z opracowaniami wcześniejszymi oraz z granicami faktycznego użytkowania. Do prokuratury trafiło doniesienie o popełnieniu przestępstwa. Prokuratura początkowo odmówiła wszczęcia śledztwa, ale sąd przywołał ją do porządku i śledztwo trwa.

Ciyni ciupazkom jaz krew pociekła

Wśród tych, których działki GDDKiA usiłowała zająć prawem kaduka, znajdował się m.in. Tomasz D. On sam mówi, że chętnie przeniósłby się gdzie indziej, gdyby odkupiono od niego cały teren, nie część i za godziwą cenę. Nikt bowiem nie chciałby mieszkać pod mostem (atak wynika z projektu). Cóż z tego, skoro GDDKiA, planując jego wywłaszczenie, oparła się chyba na przedwojennych zapisach, gdzie są łąki i pastwiska. Działkę, na której stoją budynki, wyceniono na 67 zł za mkw. Teren do wywłaszczenia kończy się tuż przed schodkami do największego budynku – pensjonatu, dziś zajętego przez szkolne kolonie. D. może sobie pensjonat zatrzymać. I nikogo nie interesuje, że w przyszłości pensjonat będzie pod mostem i bez możliwości dojazdu.
Podobnie potraktowano innych właścicieli działek budowlanych, na które chrapkę ma GDDKiA. Właściciel stacji diagnostycznej na drugim brzegu Białego Dunajca został zapewniony, że jeśli odda część należącego do niego terenu, to będzie mógł bez przeszkód prowadzić dalej swoją działalność. Kiedy obejrzał plany – przeraził się. Jego stacja serwisuje wielkie ciężarówki. Planowane konstrukcje zablokują wjazd tirom. Podzielił się swoimi zastrzeżeniami.
– Jak kierowca jest dobry, to sobie poradzi – usłyszał.

Kiedy mieszkańcy Białego Dunajca pokazali, co wyczynia GDDKiA, wojewoda małopolski zawiesił swoją zgodę na budowę wielkiego mostu. Niedawno Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie wydał wyrok korzystny dla kilkudziesięciu rodzin z Białego Dunajca, a niekorzystny dla GDDKiA. Po tym fakcie GDDKiA wprowadziła ruch wahadłowy na starym moście.

Oficjalnie dlatego, że stan mostu gwałtownie się pogorszył. Ale ludzie nie mają wątpliwości. Chodzi o to, aby nastawić przeciwko nim nie tylko mieszkańców Podhala, ale całą Polskę. Pod pręgierzem opinii publicznej na pewno ustąpią.

I DOM zbójcy z łupem, wiater od hol wyje

GDDKiA wolno fałszować mapy i prokuratura nie widzi w tym przestępstwa. Natomiast gdy Tomasz D. posługuje się oficjalną i legalną mapą, którą otrzymał w starostwie, to jest przestępstwo. On to właśnie jeszcze w 2009 r. złożył wniosek o zgodę na wybudowanie domu z pokojami do wynajęcia.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami składał kolejne pisma i dokumenty, w tym tę nieszczęsną mapę, legalną i obowiązującą. Później urzędnicy starosty uznali, iż była ona nieważna, tylko zapomnieli o tym, gdy potwierdzali jej ważność. Rzekomo powstała nowa mapa. Na tej podstawie złożyli doniesienie o popełnieniu przestępstwa przez D.

Prokuratura, zamiast oskarżać górala z Białego Dunajca, powinna raczej zbadać, czy w starostwie nie popełniono przekrętu polegającego na wytworzeniu nowej wersji mapy tylko po to, by można było D. oskarżyć o rzekome poświadczenie nieprawdy. Ale prokurator wytłumaczył mi, że jego zdaniem urzędnicy dopuścili się jedynie nieprawidłowości, a nie przestępstwa.

Co roku Zakopane przeżywa najazd ceprów. Cepry wyjeżdżają z Zakopanego przekonane, że lokalnym władzom wcale na nich nie zależy. Gdyby było inaczej, to w Zakopanem przybywałoby miejsc do parkowania. A ubywa. Przy kolejnych ulicach stawiane są słupki tak, aby nie można było zatrzymywać aut wzdłuż chodnika. Co z tego, że jakąś ekspresówką do stolicy Tatr wleją się potoki samochodów, skoro nie będzie ich gdzie zaparkować?

Ale tak naprawdę na zwykłych ceprach nikomu nie zależy. Nikomu też nie zależy na tych mieszkańcach Podhala, którzy wzdłuż obecnej zakopianki mają swoje biznesy. Ani na tych góralach, którzy w Zakopanem prowadzą pensjonaty, a na Krupówkach mają knajpy i stragany.

Wszyscy won! Krupówki puści się w dzierżawę jednemu inwestorowi, który stworzy tu swoje centrum handlowo-rozrywkowo-knajpiane. Zaś spora część Zakopanego zmieni swój obecny charakter i stanie się kompleksem luksusowych hoteli. Nie dla zwykłych szaraków. Oto marzenie, które może się ziścić. Potentaci z branży turystycznej łakomym okiem spoglądają na miasteczko leżące pod Giewontem. Zainwestują tu swoje miliony, o ile powstanie droga ekspresowa, którą do stolicy Tatr dojadą bogaci Rosjanie i Niemcy.

Społeczny Komitet Obrony Białego Dunajca ma stosy dokumentów. Co drugi z nich – może nudy dla takiego człowieka jak ja, ale dla prawnika – smakołyk. Wychodzą z nich same brudy: urzędnicze kanty, oszustwa, ukrywanie rzeczywistych zamiarów bez wątpienia zła wola.

Mateusz Cieślak

Za: http://www.aferyibezprawie.org/ , 26 września 2013

POLISH CLUB ONLINE, 2013.09.26

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek