Stanisław Michalkiewicz: Zdrada, panowie!


Stanisław Michalkiewicz. Fot. naszapolska.pl
Stanisław Michalkiewicz. Fot. naszapolska.pl

Wprawdzie wiadomo, że kto słucha byłego prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju, ten sam sobie szkodzi, zwłaszcza teraz, kiedy biednemu Nikodemowi Dyzmie najwyraźniej już na dobre przewróciło się w głowie od kadzideł, których oparami tak zwany salon próbował nieco przysłonić obrzydliwą postać “Bolka”.

Ciekawe, że “lewica laicka” w roku 1980 powtórzyła ten sam schemat, co w latach stalinowskich, kiedy to w ramach “awansu społecznego” na rozmaite stanowiska wysuwała bezradnych naturszczyków, którymi kręciła, jak tylko chciała. Ale skoro wtedy się udało, to dlaczego nie powtórzyć takiego samego numeru jeszcze raz, zwłaszcza że w międzyczasie nie tylko udoskonalone zostały operacyjne metody prowadzenia konfidentów, ale i bezpieka dogadała się z “lewicą laicką” zarówno co do meritum, jak i co do socjotechniki? Z tego między innymi powodu zarówno razwiedka, jak i salon viribus unitis storpedowały w 1992 r. próbę ujawnienia agentury w strukturach państwa, jak i potem, to znaczy – aż do dnia dzisiejszego – desperacko broniły i bronią tak zwanej “legendy Solidarności” w osobie byłego prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju.

Nawiasem mówiąc, podejrzewam, że i wielu pochlebców byłego prezydenta też wykonuje zadania zlecone. Na przykład autor ostatniego filmu o “mędrcu Europy”, czyli Andrzej Wajda. Nakręcił już “Człowieka z marmuru”, nakręcił “Człowieka z żelaza”, no a teraz – “Człowieka z wazeliny”. Trochę może dziwić taka zapamiętałość pieszczocha wszystkich reżimów w kreowaniu legendy gdańskiego elektryka, ale kiedy przypomnimy sobie incydent z taktownym samobójstwem młodego Bartłomieja Frykowskiego w posiadłości Karoliny Wajdy w Głuchach, to łatwiej nam zrozumieć, jaki mechanizm mógł tutaj zadziałać; panie Andrzeju, myśmy poszli panu na rękę, teraz pora na pana. Lech Wałęsa, jako człowiek obdarzony osobliwą formą mądrości, którą nazywamy sprytem, niewątpliwie tę protekcję zauważył, ale wskutek megalomanii utożsamił protekcję bezpieczniacką z protekcją Opatrzności. Znakomitą tego ilustracją jest rozmowa, jaką dla “Gazety Wyborczej”, która też uczestniczy w ekipie budowniczych “legendy”, przeprowadził z Donatą Subbotko. “Tu już się znudziłem” – powiada w pewnym momencie – “Tu już nie ma dla mnie roboty, dlatego chciałbym zobaczyć ten inny wymiar. Jestem przygotowany i spakowany. Ciekaw jestem, jak Pan Bóg sobie radzi z takimi PiS-owcami i z innymi”. Najwyraźniej nie ma najmniejszej wątpliwości, że Pan Bóg nie tylko wyjdzie mu na spotkanie, ale jeszcze będzie musiał złożyć wyjaśnienia co do “PiS-wców” i “innych”. Czyżby Lech Wałęsa był przekonany, że podobnie jak na tym, tak i na tamtym świecie bezpieczniacka przepustka otwiera wszystkie bramy, łącznie z Bramą Niebieską? Nie inaczej – bo nawet przez moment nie przyjdzie mu do głowy, że za przyzwolenie na wykreowanie “legendy”, uczestniczenie w jej propagowaniu, a zwłaszcza za inicjowanie prześladowań tych, którzy w imię historycznej prawdy z łgarstwami, nazwanymi patetycznie “legendą”, próbowali walczyć, może bez ceregieli powędrować do piekła, gdzie nie tylko będzie musiał znosić bezlitosne naigrawania niewyczerpanych w pomysłowości szatanów, ale w dodatku przez cały czas będzie bolało. A przecież taka ewentualność jest tak samo prawdopodobna, jak ta pierwsza, a może nawet bardziej. Być może etatowi spowiednicy byłego prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju, wykonując polecenia swoich służbowych zwierzchników, zapewnili go, że sprawa jego przyszłości na tamtym świecie została już załatwiona na najwyższym szczeblu. Czy jednak spowiednicy aby na pewno wiedzą takie rzeczy?

Zresztą czort z nim, bo jeszcze ciekawsza jest inna deklaracja byłego prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju, który najwyraźniej zapomniał, jakiej treści przysięgę składał przy obejmowaniu swego urzędu. Nawiasem mówiąc, nie tylko on o tym zapomniał. Inni też zapomnieli, że przysięgali “strzec” i to w dodatku “niezłomnie”, a więc nie bacząc na żadne osobiste zagrożenia, “niepodległości” państwa – ale dotychczas żaden z nich nie przedstawił publicznie pomysłu rezygnacji z niepodległości państwowej, a Lech Wałęsa właśnie to uczynił. Jakby w prezencie z okazji wyborczego zwycięstwa Naszej Złotej Pani zaproponował mianowicie, by Polska połączyła się z Niemcami, to znaczy została przyłączona do Niemiec – bo przecież nie ulega wątpliwości, że to nie Niemcy zostaną przyłączone do Polski, tylko odwrotnie, a zatem – że w efekcie takiej operacji Niemcy pozostaną, a tylko Polski już nie będzie. Tedy wprawdzie powtarzam, że kto słucha Lecha Wałęsy, ten sam sobie szkodzi, ale z drugiej strony wiadomo, że idioci bywają szczerzy i z tego powodu niekiedy są używani do puszczania tak zwanych balonów próbnych. Ciekawe, kto podsunął Lechowi Wałęsie ten haniebny i zdradziecki pomysł, jaką formę społecznej reakcji projektanci tej zdrady uznaliby za przyzwolenie i kiedy inicjatywa ta ze sfery projektów przejdzie do fazy realizacji?

Stanisław Michalkiewicz
www.michalkiewicz.pl

Felieton ukazał się w ostatnim numerze „Naszej Polski” z 1 października 2013r.

Źródło: http://www.naszapolska.pl/index.php/112-felietony/18155-zdrada-panowie , 1.10.2013

Więcej felietonów tego autora >    >    >    >  TUTAJ

POLISH CLUB ONLINE, 2013.10.08

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek