Rekontra: ONI


Adam Michnik. Fot. Inter
Adam Michnik. Fot. Inter

Czy Mich­nik nie po­tra­fi nor­mal­nie po­roz­ma­wiać z kimś kto ma in­ne zda­nie niż On? Nie mo­że? Roz­mo­wa o Onych, w od­cin­kach, o gło­wach hy­dry. O Ber­ma­nie, Sło­nim­skim, Hol­lan­dzie, We­rflu, Ko­ła­kow­skim i Żół­kiew­skim, Kot­cie i sa­mym Mich­ni­ku.

Czy nie szko­da cza­su na po­le­mi­kę z „tym śro­do­wi­skiem”, któ­re „to­pi Pol­skę”? – prze­czy­ta­łem w po­le­mi­ce do swo­je­go ar­ty­ku­łu – „Do Czy­tel­ni­ka Wy­bor­czej.”

Au­tor za­uwa­ża, że „Oj­czy­zna to­nie za spra­wą te­go śro­do­wi­ska”, ale trze­ba ro­bić swo­je. Po sto­kroć rób­my swo­je – do­sko­na­łym przy­kła­dem jest kon­gres „Pol­ska Wiel­ki Pro­jekt”. Ale chciał­bym – od­no­sząc się do te­go za­rzu­tu – po­czy­nić tro­chę uwag.

Po pierw­sze – nie po­le­mi­zu­ję, a tyl­ko re­kon­tru­ję. Nie wi­dzę po­wo­du, by nad­sta­wiać dru­gi po­li­czek – czy też cze­kać, aż ude­rzą po­now­nie. A po wtó­re uwa­żam za ko­niecz­ne wy­ła­py­wa­nie już w lo­cie dzien­ni­kar­skich ma­ni­pu­la­cji, ob­na­ża­nie kłamstw funk­cjo­nu­ją­cych w „tym śro­do­wi­sku, któ­re spły­wa­ją – wła­ści­we sło­wo, spły­wa­ją ko­ry­tem Czer­skiej – do opi­nii pu­blicz­nej.

Nie chcę zbyt czę­sto uży­wać zwro­tu „Czer­ska”, gdyż stał się już epi­te­tem – ale jak ina­czej wy­ra­zić myśl, że Czer­ska tru­je? I uwa­żam  za nie­zbęd­ne wska­zy­wa­nie  na wie­lo­pię­tro­wą (wie­lo­po­ko­le­nio­wą) hi­po­kry­zję… tej­że Czer­skiej,  i co ja­kiś czas ko­niecz­nie trze­ba we­tknąć szpi­lę w któ­ryś z jej zwo­jów mó­zgo­wych. Niech się ru­sza.

Dzi­siaj za­mie­rza­łem po­le­mi­zo­wać z wy­wia­dem, w któ­rym na­der czę­sto po­ja­wia się sło­wo „sta­li­nizm”, to lu­bię. W któ­rym prze­czy­ta­łem kil­ka na­stę­pu­ją­cych my­śli. Sam ty­tuł – „Z nie­wo­lą Po­la­ko­wi do twa­rzy”, czyż nie jest uro­czy? Ty­po­wy dla Wy­bor­czej, nie prze­pusz­czą żad­nej oka­zji, by so­bie ulżyć, uto­czyć żół­ci.

Na­stę­pu­ją­cy aka­pit: „Je­że­li wpro­wa­dza­my te­sta­ment Le­cha Ka­czyń­skie­go, to dla­cze­go nie wpro­wa­dzi­my te­sta­men­tów po­zo­sta­łych ofiar? SLD mo­gło­by na przy­kład za­żą­dać, by w imię tra­ge­dii speł­nić te­sta­ment Ja­ru­gi-No­wac­kiej i wpro­wa­dzić rów­no­upraw­nie­nie dla ge­jów i les­bi­jek” nie jest au­tor­stwa red. daj­my na to Wie­lo­wiey­skiej, a pro­fe­sor so­cjo­lo­gii, za­wo­do­wej ob­ser­wa­tor­ki re­alu. Umysł so­cjo­loż­ki pod­rzu­cił jej myśl, że te­sta­ment Pre­zy­den­ta dla Pol­ski, pre­zy­den­ta wy­bra­ne­go przez mi­lio­ny Po­la­ków, cie­szą­ce­go się mi­ło­ścią (nie wa­ham się tak na­pi­sać, po tym co wi­dzia­łem na Kra­kow­skim Przed­mie­ściu) i sza­cun­kiem mi­lio­nów Po­la­ków, da się zło­śli­wie (bo prze­cież nie cho­dzi o chwi­lo­we od­ko­ro­wa­nie) zrów­nać z rów­no­upraw­nie­niem ge­jów i les­bi­jek? Pa­ni pro­fe­sor, wstyd.

Czy war­to przy­szpi­lić ta­kie sło­wa? Jak mo­gły z pro­fe­sor­skich ust Han­ny Świ­dy-Ziem­by wyjść sło­wa, że Smo­leńsk mógł być za­ma­chem, bo sko­ro w 1940 r. mo­gli za­mor­do­wać ofi­ce­rów z nie­na­wi­ści do Po­la­ków, to mo­gli też strą­cić nasz sa­mo­lot. Gdzież usły­sza­ła ta­ką ar­gu­men­ta­cję? U przy­ja­cie­la Pol­ski Wła­di­mi­ra Bu­kow­skie­go? Opo­zy­cjo­ni­stów ro­syj­skich?

Co za bzdu­rze­nie? Czy nikt nie ad­ju­sto­wał te­go tek­stu? Na­to­miast nie dzi­wią mnie sło­wa „Praw­da o Ka­ty­niu, ta, któ­rą Waj­da przy­po­mniał w ostat­niej sce­nie swo­je­go fil­mu, do ni­cze­go nie jest nam po­trzeb­na”.

Wła­śnie na ła­mach tej­że ga­ze­ty, któ­ra to ga­ze­ta w ubie­głym ro­ku, wraz z „Ru­chem 9 ma­ja” i re­ży­se­rem Waj­dą, wzy­wa­ła by za­pa­lać kra­sno­ar­miej­com zni­cze – nie­któ­rzy do­da­wa­li w po­dzię­ce za wy­zwo­le­nie – ta­kie sło­wa są jak naj­bar­dziej na miej­scu.

Ta praw­da o Ka­ty­niu nie jest im po­trzeb­na. I mia­łem po­le­mi­zo­wać z tym tek­stem, już mia­łem pod rę­ką do­sko­na­ły cy­tat z Her­ber­ta, i dru­gi z Bran­dy­sa, ale po­ja­wi­li się ONI.

I dzi­siaj oraz wczo­raj i ju­tro na na­szych oczach za­czy­na­ją wa­lić pał­ką fa­szy­zmu, ale prze­cież to nic no­we­go – prze­cież z „fa­szy­zmem” za­wsze im by­ło do twa­rzy, nie scho­dził im z ust. Nie tyl­ko zresz­tą fa­szyzm.

I w tym miej­scu re­kon­tra – moż­na przy­wo­łać po­wią­za­ne w pęcz­ki na­zwi­ska ta­kie jak Kott i Żół­kiew­ski, Ko­ła­kow­ski i Bacz­ko, We­rfel i Bau­mann, i Wa­żyk, i Sło­nim­ski, Wo­ro­szyl­ski i wie­le wie­le in­nych na­zwisk i… Mi­łosz.

Się­gam po „Trzy klę­ski RE­AK­CJI POL­SKIEJ” Ro­ma­na We­rfla i co mam za­cy­to­wać czy­tel­ni­ko­wi GW? Coś z roz­dzia­łu „Re­ak­cja pol­ska wszyst­kich od­mian – wro­giem na­ro­du pol­skie­go”? Chce się do­wie­dzieć, że re­ak­cja pol­ska, pa­cho­łek ame­ry­kań­skie­go im­pe­ria­li­zmu, dą­ży­ła do roz­pę­ta­nia woj­ny świa­to­wej, prze­mia­ny Pol­ski w ko­lo­nie an­glo­sa­skie­go im­pe­ria­li­zmu?

Prze­cież ONI no­to­rycz­nie wal­czy­li z pol­skim fa­szy­zmem, ta wal­ka we­szła im w krew. Ja­kiej by na­zwy nie chcie­li na da­nym eta­pie nadać te­mu „fa­szy­zmo­wi”, ja­kiej gę­by nie do­pra­wić zwy­kłej oba­wie o Kraj, o je­go spra­wy, o na­szą Ra­cję Sta­nu.

A więc po­spo­li­ty fa­szyzm, feu­da­lizm, czar­na rek­cja i na­zizm, i re­ak­cja pol­ska, im­pe­ria­lizm… pod­że­ga­nie i en­dec­kość, a tak­że wspól­nic­two z „agen­tu­rą bur­żu­azyj­no-ob­szar­ni­czą re­ak­cyj­nych państw Wiel­kiej Bry­ta­nii i Fran­cji”.

Prze­cież to by­ło pa­ni pro­fe­sor i pa­mię­ta­my o tym!

Zwra­cam się w tym miej­scu po­now­nie do pro­fe­sor Świ­dy-Ziem­by, któ­ra twier­dzi, że nie pa­mię­ta­my sta­li­ni­zmu. Nie ży­li­śmy w tam­tym cza­sie, ale pa­mię­ta­my. Obie­cu­ję po­le­mi­kę – przy oka­zji rów­nież z moc­no pro­pa­gan­do­wą jej książ­ką „Mło­dzież PRL – por­tre­ty po­ko­leń w kon­tek­ście hi­sto­rii”. Czyż moż­na po­zo­sta­wić bez ko­men­ta­rza sło­wa, że wia­ra i za­pał Ku­ro­nia (s. 324) zo­sta­ły wy­ko­rzy­sta­ne przez „wła­dze” w wal­ce z tra­dy­cyj­nym har­cer­stwem? Bied­ny, wy­ko­rzy­sta­ny, ubez­wła­sno­wol­nio­ny Ku­roń. A po­tem ma­gi­stran­ci bę­dą cy­to­wa­li w swo­ich pra­cach tę bzdur­kę.

Wra­ca­jąc do uwag mo­je­go czy­tel­ni­ka. Bar­dzo po­waż­nie trak­tu­ję oba­wę, czy nie szko­da cza­su na po­le­mi­kę z pseu­do­eli­tą, któ­ra to­pi Pol­skę. Pre­cy­zyj­niej pi­sząc pseu­do­eli­ta (lum­pen-eli­ta) – nisz­czy toż­sa­mość na­ro­do­wą, na­to­miast Pol­skę to­pią nie­udol­ne rzą­dy, ale… nie jest traf­ną myśl, że szko­da na nich cza­su.

Po­wo­łam się na opi­nię au­tor­ki pra­cy „Gło­wy Hy­dry”, pro­fe­sor An­ny Pa­weł­czyń­skiej, któ­ra wprost stwier­dza, do­mi­nu­ją­cą ro­lę wśród człon­ków „kró­lu­ją­cej” dzi­siaj dy­na­stii peł­nią po­tom­ko­wie KPP i tak zwa­ne­go de­san­tu wschod­nie­go. A Ja­kub Ber­man w roz­mo­wie z Te­re­są To­rań­ską („ONI”, War­sza­wa 1990) wy­krzy­ku­je, że „Na­ród mu­si się wpo­ić w no­wy kształt. Mu­si”. I do­da­je, że su­ma kon­se­kwent­nie i umie­jęt­nie pro­wa­dzo­nych przez nich dzia­łań przy­nie­sie w koń­cu efek­ty i stwo­rzy „no­wą świa­do­mość Po­la­ków”.

I tak na­le­ży trak­to­wać to co się dzie­je, ja­ko kon­se­kwent­nie pro­wa­dzo­ne dzia­ła­nia. Ukła­du? Po­ro­zu­mie­wa­nie się bez słów. Prze­cież ta­ki Hoł­dys z te­le­wi­zo­ra spi­je z ust każ­dą myśl… wpi­sać ko­go­kol­wiek, mo­że być i przy­sło­wio­wy Krze­miń­ski.

Czy­li – wi­dzi­my, że nisz­cząc toż­sa­mość to­pią Pol­skę. Ale prze­cież ONI pi­szą i ga­da­ją przez te­le­wi­zo­ry, że to Ka­czyń­ski chce pod­pa­lić Pol­skę.

Dla­cze­go nie przy­po­mi­nać fak­tów? Ko­mu­nizm i sta­li­nizm to jest mło­dość wal­te­row­ców, a jak wspo­mi­na sam Ku­roń, naj­cięż­szą ka­rą ja­ką sto­so­wał by­ło zdję­cie czer­wo­nej chu­s­ty.

A naj­wier­niej­szy uczeń Ku­ro­nia, Adam Mich­nik, mó­wi w wy­wia­dzie za­ty­tu­ło­wa­nym „Plu­ją, nie prze­plu­ją”, że pa­mię­ta za­uro­cze­nie mi­lio­nów lu­dzi fa­szy­zmem.

Mo­że naj­pierw niech roz­li­czy się z za­uro­cze­nia swo­ich men­to­rów ko­mu­ni­zmem. Za­nim po­wie o Ka­czyń­skim, że „dzia­ła na za­sa­dzie cha­ry­zma­tycz­ne­go li­de­ra i je­go cha­ry­zma wy­mu­sza wia­rę w nie­go”, za­nim plu­nie, że „I mło­dzi Niem­cy jesz­cze w 1945 r. wie­rzy­li, że Führer wie, co ro­bi,że wy­gra­ją woj­nę”, niech po­wie w co wie­rzył Pu­tra­ment i Mi­łosz, niech w koń­cu do­py­ta Kon­wic­kie­go, któ­re­mu wy­dał „dzie­ła” w co wie­rzył.

I dzi­siaj sko­ro świt usły­sza­łem od Mich­ni­ka, że ten kto „nam wci­ska”, że Pol­ska jest nie­miec­ko-ro­syj­skim kon­do­mi­nium, jest „al­bo idio­tą al­bo kłam­cą”.

Mich­nik sprze­da­je swo­im słu­cha­czom kit, że Ka­czyń­ski da­je przy­zwo­le­nie po­sta­ciom „naj­bar­dziej zde­ge­ne­ro­wa­nym” i „wy­ko­rzy­stu­je tych lu­dzi ja­ko tram­po­li­nę”.

Czy moż­na po­zo­sta­wić bez ko­men­ta­rza? Po­zo­sta­wię bez.

I usły­sza­łem, jak Mich­nik mó­wi do swo­jej pra­cow­ni­cy Ku­blik: „Mo­ją par­tią by­ła „Unia De­mo­kra­tycz­na”, czy „Unia Wol­no­ści”, któ­re znik­nę­ły z ma­py i dziś mo­ja par­tia na­zy­wa się „Ga­ze­ta Wy­bor­cza”, nie mam in­nej par­tii”.

In­ny­mi sło­wy – je­dy­ną par­tią Mich­ni­ka jest „Par­tia Mich­ni­ka”. Czy Mich­nik nie mo­że o tej par­tii z kimś po­ga­dać? Pro­po­nu­ję z Ja­ro­sła­wem Ka­czyń­skim, naj­pierw łyk­nąć wa­le­rian­kę, pod ję­zyk wci­snąć liść me­li­sy i roz­ma­wiać.

Dla­cze­go w te­le­wi­zo­rze jak nie Mich­nik u red. Li­sa, to Mich­nik w pro­gra­mie u red. Wo­je­wódz­kie­go i roz­ma­wia­ją o du­pach, w ty­go­dni­ku jak nie pod­kła­du mu się red. Ża­kow­ski, to z red. Naj­sztu­bem o plu­ciu na­wij­ka, a dzi­siaj w In­ter­ne­cie red. Ku­blik.

Czy Mich­nik nie po­tra­fi nor­mal­nie po­roz­ma­wiać z kimś kto ma in­ne zda­nie niż On?

Nie mo­że? Roz­mo­wa o Onych, w od­cin­kach, o gło­wach hy­dry. O Ber­ma­nie, Sło­nim­skim, Hol­lan­dzie, We­rflu, Ko­ła­kow­skim i Żół­kiew­skim, Kot­cie i sa­mym Mich­ni­ku.

A za ty­dzień „Mło­dzież PRL”, ze szcze­gól­nym uwzględ­nie­niem re­kru­ta­cji ka­dry przy­szłych „sta­li­ni­stów”, chy­ba, że coś się wy­da­rzy.

Otóż prof. Han­na Świ­da-Ziem­ba do­sko­na­le ob­cy­ka­ła re­kru­ta­cję sta­li­nią­tek, ma w ma­łym pa­lusz­ku kwe­stię ich „awan­su spo­łecz­ne­go”, prze­ba­da­ła chło­pów i mło­dzież – zresz­tą bar­dzo po­bież­nie, wie ja­kie sta­li­nizm sto­so­wał stra­te­gie, tyl­ko na­der li­cho jej idzie z na­zwi­ska­mi.

Li­cho jej idzie z ty­mi, któ­rzy ła­ma­li nie tyl­ko krę­go­słu­py. Z ty­mi, któ­rzy za to od­po­wia­da­li, z nad­zor­ca­mi. In­deks na­zwisk jest bar­dzo ubo­gi, sa­me bia­łe pla­my. Trzy­sta stron pra­cy do Paź­dzier­ni­ka 1956 (łącz­nie pra­wie 600 stron), a na­zwisk jak na le­kar­stwo. Ale o tym za ty­dzień. Chy­ba, że ja­kiś au­tor z Czer­skiej wy­sko­czy ze swo­im wo­dzem, Mich­ni­kiem. To wów­czas, nie po­ską­pię cza­su na po­le­mi­kę, mój Czy­tel­ni­ku.

Artykuł pierwotnie ukazał się w tygodniku www.warszawskagazeta.pl

Za: http://www.wicipolskie.org/index.php?option=com_content&task=view&id=9702&Itemid=56 ,

POLISH CLUB ONLINE, 2013.11.26

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek