Julia M. Jaskólska: Malowane miliardy?


Prezydent Bul-Komorowski obłapuje wicepremier Elżbietę Bieńkowską w czasie Barburki.  Fot. inter-kristofor.blox.pl
Prezydent Bul-Komorowski obłapuje wicepremier Elżbietę Bieńkowską w czasie Barburki.
Fot. inter-kristofor.blox.pl

„Wykorzystanie unijnych pieniędzy w nadchodzących siedmiu latach jest wielkim wyzwaniem, ale i szansą na to, by w 2020 r. Polska była konkurencyjna w Europie i na świecie” – uważa wicepremier oraz minister infrastruktury i rozwoju Elżbieta Bieńkowska, która objęła stanowisko, by lud bosy uwierzył, że idzie nowe i że to już jest zupełnie inny, nowy rząd. Według premiera już sama decyzja o połączeniu resortów rozwoju regionalnego i transportu, która „dojrzewała od kilku miesięcy” była spowodowana tym, by szanse związane z wykorzystaniem unijnych pieniędzy i inwestycjami w infrastrukturę „złożyć w jedne ręce”. Nowy resort premier Tusk określił jako „ministerstwo odpowiedzialne za skok cywilizacyjny”.

Wicepremier Elżbieta Bieńkowska ma zadbać o wykorzystanie pieniędzy z UE przyznanych Polsce na lata 2014- 2020. Chodzi o kwotę 106 mld euro, czyli o dobrze ponad 400 mld złotych, a zatem o pieniądze, które robią wrażenie. Na tym jednak żarty się kończą, a zaczynają się schody. Unijne miliardy powinny pójść na inwestycje infrastrukturalne i na dofinansowanie projektów podnoszących naszą innowacyjność, jednak żeby z nich skorzystać potrzebny będzie wkład własny. I to bardzo wysoki, bo gdybyśmy chcieli wykorzystać całość unijnych pieniędzy w przewidzianym terminie do 2022 roku, to będziemy musieli przeznaczyć na wkład własny około 160 mld złotych, średnio bowiem wynosi on przy projektach unijnych 36 proc. Do tego, nie zapominajmy, dochodzi składka do unijnego budżetu, która przy obecnym kursie euro w ciągu siedmiu lat wyniesie 126 mld.

Skąd weźmiemy te pieniądze nie mówi na razie nowa superminister odpowiedzialna, by użyć nomenklatury Donalda Tuska, za skok cywilizacyjny. Może więc rząd nie ma pomysłu na pozyskanie wkładu krajowego do zapowiadanych inwestycji i w efekcie skończy się na odtrąbieniu sukcesu o tym jakim to jesteśmy beneficjentem funduszy UE pod rządami PO, po czym te środki nie zostaną wykorzystane. Na to wskazywałaby wypowiedź prof. Stanisława Gomułki, głównego ekonomisty BBC, dla portalu money.pl że „premier Tusk pomachał plikiem kartek z Komisji Europejskiej chwaląc się, że ma plan, ale żadnego planu nie pokazał, bo go prostu nie ma”. Czyli co, najpierw rząd sięgnie po pieniądze z OFE, które mogą wystarczyć na powiedzmy dwa lata, a dalej?

Dalej to już pewnie czeka nas zaciskanie pasa, podnoszenie podatków, ograniczanie przywilejów emerytalnych i Bóg jeden wie co jeszcze. Może dlatego, że jak premier Tusk mówił o skoku cywilizacyjnym związanymi z dotacjami z Unii, to przypomniała mi się propaganda PRL-u i niezapomniany bon mot Władysława Gomułki: „Wprawdzie stanęliśmy nad przepaścią, ale zrobiliśmy wielki krok naprzód!”

Biorąc pod uwagę stan finansów publicznych, to wyłożenie miliardów złotych tytułem wkładu własnego po to, by skorzystać z funduszy z Brukseli może okazać się kulą u nogi. Sytuację, skoro państwo biedne, będą na pewno ratować prywatni inwestorzy. Jednak projekty partnerstwa publiczno-prywatnego, w których rząd upatruje nadzieję, niosą ryzyko korupcji, o czym mogliśmy się przekonać choćby przy ostatnich akcjach CBA, kiedy to okazało się, że w ministerstwach tylko ryba nie bierze.

Julia M. Jaskólska
jakuccy.pl 

tekst opublikowany na portalu prawy.pl

Za: http://jakuccy.pl/malowane-miliardy/?lang=pl , 4 grudnia 2013

Autorka: Filozof, publicystka, m.in. „Nasz Dziennik”, Radio Maryja, „Miejsca Święte”, „Kurier Codzienny” (Chicago)

Wybór zdjęcia – za kristofor.blox.pl – wg/PCO

Przeczytaj więcej artykułów Julii M. Jaskólskiej   >   >   >   >  TUTAJ

POLISH CLUB ONLINE, 2013.12.04

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek