Prof. dr hab. Artur Śliwiński: Czy teoria ekonomii określa politykę? Efekt tramwaju


OLYMPUS DIGITAL CAMERAPierwsza część tytułu jest – bez znaku zapytania – powtórzeniem stwierdzenia Johna Maynarda Keynesa z 1936 roku. Czy teoria ekonomiczna określa politykę w Polsce?

Jest w Polsce wielu polityków, którzy uparcie głoszą pogląd, że nie prowadzą żadnej polityki ekonomicznej; uznają to za wyraz cnoty i dowód „liberalnych” rządów, a nawet za sposób na osiąganie sukcesów gospodarczych (w skali porównań międzynarodowych). Przytaczają argument, iż dzięki temu gospodarka polska trzyma się z dala od światowego kryzysu ekonomicznego.

Przytoczony pogląd jest przede wszystkim niejednoznaczny. Może być przyjmowany jako stwierdzenie, że zagadnienia ekonomiczne nie stanowią istotnego elementu polityki kolejnych – od 1989 roku – rządów w Polsce, co byłoby ewidentnym fałszem. Miałoby to świadczyć o wycofywaniu się rządów z aktywności w sferze gospodarczej, a to naiwnie można by uznać za realizację zasad ekonomii neoklasycznej, postulującej ograniczenie roli państwa w sferze gospodarczej.

Gdyby tak było, nadawałoby to wspomnianym rządom pozory zgodności z naukowym podejściem do życia gospodarczego. Ale tak nie jest.

Teoria a praktyka
Między teorią a praktyką nie ma prostej zależności. Teoria ekonomiczna pełni szereg funkcji praktycznych. Jedną z nich jest nadanie polityce statusu racjonalności. Jednak równocześnie teoria ekonomiczna może osłabiać zainteresowanie motywami polityki ekonomicznej, których „nie widzi” lub uznaje za nieistotne. Dotyczy to zwłaszcza wykorzystania polityki do realizacji partykularnych interesów ekonomicznych i finansowych. Nakładają się więc dwie tendencje. Jedną jest legitymizowanie polityki – niezależnie od dezaprobaty społecznej – jako uzasadnionej (naukowo) w kategoriach społecznych i ekonomicznych. Brak takiej legitymizacji stanowi zapowiedź klęski politycznej. Drugą z nich jest realizacja partykularnych interesów warstwy politycznej oraz ukrytych za jej fasadą interesów ekonomicznych i finansowych. Nie jest to wcale słaba lub słabo rozpoznana w ekonomii tendencja. Nałożenie się tych dwóch tendencji wskazuje, że polityka nie daje się ująć w ramy racjonalnego działania, czyli nie powinna sobie rościć prawa do arbitralnego decydowania o rozwoju społeczno-gospodarczym.

Jednak nawet uwzględnienie istnienia dwóch wspomnianych tendencji nie rozjaśnia problemów zależności teorii i praktyki. Gdy chodzi o praktykę polityczną w latach 1989-2013 w Polsce ujawnia się bowiem jeszcze jeden ważny proces, bez uwzględnienia którego doprawdy niewiele jesteśmy w stanie zrozumieć. Proces ten określimy mianem „transformacji”, jednakże nie w ideologicznym znaczeniu tego określenia. Chodzi o kształtowanie się nowej warstwy politycznej lub mówiąc konkretniej – o zdobywanie i utrwalanie władzy wyłonionej po 1989 roku grupy rządzącej. Temu procesowi towarzyszą zarówno usiłowania zmierzające do legitymizacji władzy politycznej jako działającej racjonalnie (w kategoriach społeczno-ekonomicznych), jak również do ukształtowania i zapewnienia warunków dalszej realizacji swych interesów grupowych.

Efekt tramwaju
Kształtowanie się nowej warstwy politycznej można w dużym przybliżeniu wyjaśnić za pomocą znanego w ekonomii „efektu tramwaju”, odnoszącego się do sytuacji, gdy wielki tłum oczekujących próbuje zatrzymać tramwaj i dostać się do środka. Rzecz w tym, że interesy osób, którym udało się znaleźć w pojeździe ulegają radykalnym zmianom. Teraz osoby te zainteresowane są szybkim zamknięciem drzwi tramwaju oraz pozostawieniem tłumu na przystanku. Nie czekają na resztę pasażerów, lecz zamykają drzwi i odjeżdżają. „Efekt tramwaju” podpowiada prosty schemat analizy zachowań politycznych. Według tego schematu zachowania polityczne są zredukowane do interesów osobistych, co nie kłóci się z teorią wyboru publicznego. Podstawowym założeniem teorii wyboru publicznego (stanowiącej jeden z głównych wątków ekonomii neoinstytucjonalnej) jest przekonanie, że interes publiczny jest wynikiem siły przetargowej różnych interesów patrykularnych. Teoria wyboru publicznego rzeczywiście upraszcza sprawy, lecz jeśli zachowania polityczne są dostatecznie prymitywne, wydaje się być całkiem w porządku.

Schemat analizy zaskakująco dobrze odpowiada zjawiskom charakterystycznym dla początkowej fazy „transformacji”. Bardziej zresztą odzwierciedla mentalność tworzącej się wówczas warstwy politycznej aniżeli powszechne opinie. Wyrażane jasno przez polityków oceny, iż sprzeciwiające się im osoby oraz dość liczne środowiska społeczne i zawodowe cechuje niezadowolenie wynikające z nieprzystosowania do nowych warunków gospodarczych, trudności z akceptacją nowych realiów albo że są one zacofane (przegrane), były szeroko – wręcz programowo – rozpowszechniane w latach 90-tych w Polsce, pomimo tego, że takie oceny odznaczają się wulgarnością i tupetem politycznym. Szczególnie rażące – wręcz obraźliwe – były pod tym względem ataki na kilkumilionową społeczność Radia Maryja.

Przeświadczenie, iż „wielki tłum” usiłuje zatrzymywać tramwaj i zagraża jego pasażerom było dobrze widoczne. Lecz nie to jest najważniejsze. Takie podejście do „wielkiego tłumu” oznaczało definitywne odrzucenie interesu publicznego i skupienie się wyłącznie na własnych interesach.

Zapotrzebowanie na nowe prawo
Okazało się, że teoria wyboru publicznego, która koncentruje się na grze interesów, w tym szczególnym przypadku zawodzi. Tworząca się warstwa polityczna przyjęła strategię „ pasażerów tramwaju”, czyli wyłączania pozostałych warstw społecznych i zawodowych z gry politycznej, a to oznacza monopolizację władzy politycznej. Na pierwszy ogień poszły związki zawodowe, następnie niezależne media i ośrodki opiniotwórcze, potem – kultura, nauka, oświata etc. Z czasem doszło do takiej skrajności, że zakwestionowano prawo do polityki praktycznie wszystkim ludziom i organizacjom nie należącym do warstwy politycznej: od Kościoła katolickiego poczynając, a kończąc na niezależnych stowarzyszeniach entuzjastów sportu, platformach internetowych, a zwłaszcza na ugrupowaniach patriotycznych.

Wiemy, że nie jest to problem funkcjonowania władzy politycznej, lecz jeden z podstawowych problemów ekonomii politycznej, która (w odróżnieniu od ekonomii neoklasycznej!) uwzględnia złożoność relacji zachodzących między interesami ekonomicznymi i finansowymi a działaniem instytucji politycznych. W rozważanym przypadku mamy do czynienia z fenomenem, który nie powinien ujść naszej uwadze. Polityka może być medium dla rozlicznych interesów, w tym ekonomicznych i finansowych, a nawet dostarczać przewagę konkurencyjną tym podmiotom gospodarczym, które dzięki wpływom politycznym (tj. korupcji) skuteczniej walczą z konkurencją. Wtedy mówi się o „rynku polityki”. To oczywiście w Polsce miało i nadal ma miejsce, ale nie na tym polega istota problemu. Problemem jest bowiem z jednej strony postępująca autonomizacja warstwy politycznej – jako bytu niezależnego od innych warstw społecznych, a z drugiej strony opanowanie rynku i biznesu przez jej członków. Polityka może ograniczać wolny rynek, ale także może go zawłaszczać, a to dzięki jego … deregulacji. Polityka i biznes mogą żyć w pełnej symbiozie. Albo wywołać efekt, który współcześnie określa się mianem implozji.

W polu naszych zainteresowań jest zapotrzebowanie na nowe prawo ze strony tworzącej się warstwy politycznej. Pojawia się wiele pytań, na które nie znajdujemy dotąd odpowiedzi, a zwłaszcza odpowiedzi na pytanie, komu to prawo służy? Z pewnością służy ono (w zamyśle legislacyjnym) warstwie politycznej, która zdobyła możliwość uchylania i tworzenia prawa; jest to odpowiedź zbyt powierzchowna i banalna. Nawet wówczas, kiedy warstwa polityczna nie stroni od prymitywizmu.

Po pierwsze, już wcześniej zauważono, że warstwa polityczna nie jest w pełni jednorodna. Jest to rodzaj bulionu (używając określenia Michaiła Hazina, jednego z najwybitniejszych współczesnych ekonomistów rosyjskich). Skład tej warstwy jest specyficzny pod wieloma względami i nieprzejrzysty. Znajdują się w tym składzie ludzie deklarujący różne poglądy i światopoglądy, ale często sprowadzają się one wyłącznie do deklaracji i maskowania koniunkturalizmu. Spotykamy tam ludzi, o których nie mamy możliwości dowiedzieć się ważnych rzeczy, np. dotyczących pochodzenia i związków rodzinnych.

Po drugie, skład ten jest stosunkowo trwały (głównie w wymiarze demograficznym), lecz jednocześnie dokonują się w jego obrębie znaczne rotacje. Następuje reprodukcja omawianej warstwy politycznej, co oznacza, że jest ona zdolna do podtrzymywania swojego statusu i rezultatów materialnych. Jest także zdolna do eliminowania elementów rozłamowych i kooptacji nowych „pasażerów tramwaju”. Są to silne atuty formującej się warstwy politycznej. Potrafi ona walczyć o swoje.

Ciąg dalszy w następnym numerze EEM.

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Źrodło: Europejski Monitor Ekonomiczny – Европейский Экономический Moнитop – European Economic Monitor

Przeczytaj interesujące opracowania prof. Artura Śliwińskiego na tematy ekonmiczne  > > > TUTAJ . 

POLISH CLUB ONLINE, 2013.12.30

Artur Śliwiński

Autor: Artur Śliwiński