Stanisław Bulza: Naród bez elity. (Część II.)


Przeczytaj:    Część I.

 

Część II.

 

Powstanie Warszawskie

1 sierpnia 1944 r. wybuchło Powstanie Warszawskie. Płk Leon Mitkiewicz, który był przedstawicielem Polskiego Naczelnego Wodza przy Najwyższym Dowództwie Aliantów w Waszyngtonie, prowadził tam od kwietnia 1943 r. wszystkie sprawy współdziałania AK z Zachodnimi Aliantami. W książce „Powstanie Warszawskie” pisał: „Przede wszystkim jednak, należy jeszcze raz podkreślić, że powstanie zbrojne w Warszawie zarządzone było bez uprzedniego powiadomienia Najwyższego Dowództwa Zach. Aliantów w Waszyngtonie, a również bez wiedzy i zgody Brytyjskiego Sztabu w Londynie.

Dalej Auror pisze o wizycie gen. Stanisława Tatara w Waszyngtonie: „Były one w niezmienionym tekście przywiezione w czerwcu 1944 r. do Waszyngtonu przez towarzyszącego Premierowi Mikołajczykowi Zastępcę Szefa Sztabu Armii Krajowej w Polsce gen. brygady Stanisława Tatara (pseudonim: Tabor) świeżo przybyłego z Polski. Obecność w Waszyngtonie gen. Tatara, przybyłego bezpośrednio z Polski, posiadającego pierwszorzędne dane o Armii Krajowej, jako jej Zastępca Szefa Sztabu do spraw operacyjnych, stała się prawdziwym wydarzeniem dnia w wojskowym alianckim Waszyngtonie. Był też zaproszony na posiedzenie plenarne Combined Chief of Staff (Połączony Komitet Szefów Sztabów). Na posiedzeniu CCS w dniu 12 czerwca 1944 roku gen. Tatar podał szczególną ocenę położenia na froncie wschodnim, w Rosji, taj jak ją oceniał Sztab Armii Krajowej w połowie maja 1944 r., oraz omówił dokładną sytuację Armii Krajowej pod kątem widzenia jej gotowości do ewentualnych działań”.

Dalej: „W imieniu nowego Dowódcy Armii Krajowej przybył do Londynu i do Waszyngtonu zastępca jego szefa sztabu gen. Tatar, który złożył w Najwyższym Dowództwie Alianckim oświadczenie, że powstanie zbrojne w Polsce jest bez poważnej i niezwłocznej pomocy materiałowej i bez zapewnienia współdziałania Aliantów od strony zachodniej, czy tez od strony wschodniej – absolutnie mnie wykonalne. Jednocześnie gen. Tatar oświadczył Szefowi Sztabu Stanów Zjednoczonych, gen. Marshall’owi, że w Sztabie Armii Krajowej w Polsce opracowany został plan działania, zamiast zbrojnego powstania, polegający na tym, że poszczególne jednostki Armii Krajowej na określonych obszarach Polski, w marę rozwoju wypadków w związku z ofensywą Związku Sowieckiego i odwrotem niemieckich sił zbrojnych na zachód, będą występowały zbrojnie kolejno, dostosowując swoje działania do lokalnych warunków położenia. Oznaczało to, że zamiast ogólnego zbrojnego powstania – operacji wojennej w dużej skali – Armia Krajowa wykona, (podobnie jak na początku w 1944 roku na Wołyniu, na Wileńszczyźnie i w Małopolsce Wschodniej), szereg mniejszych działań, poszczególnymi oddziałami, przeciwko Niemcom, w uzgodnieniu z działaniami wojsk sowieckich. Według słów gen. Tatara, stolica Polski, Warszawa, miała być w zupełności wyłączona z planu „Burza”, co znaczy, że nie miały być tam wszczęte żadne walki powstańcze, nawet i w wypadku powstania ogólnego. Plan ten, jak podał gen. Tatar, oznaczony był kryptonimem – „Burza” (Leon Mitkiewicz. „Powstanie Warszawskie”, „Zeszyty historyczne” przez Instytut Literacki w Paryżu w 1962 r. W Polsce książkę przedrukowała Niezależna Spółdzielnia Wydawnicza w 1980 r., w czasach „Solidarności”).

W dniu wybuchu powstania w Moskwie odbywały się konferencje między Rządem Związku Sowieckiego a delegacją Rządu Polskiego w Londynie pod przewodnictwem premiera Mikołajczyka. Celem wizyty Rządu Polskiego była chęć doprowadzenia do porozumienia pomiędzy Rzeczypospolitą Polską a Związkiem Sowieckim, który był w koalicji antyhitlerowskiej z Aliantami. 1 sierpnia 1944 r. w siedzibie tymczasowej Rządu Polskiego w Londynie nie byli obecni ani Prezes Rady Ministrów, ani Naczelny Wódz PSZ. Sztab Naczelnego Wodza w Londynie gen. Sikorskiego przyjął, że powstanie zbrojne w Polsce może nastąpić jedynie w uzgodnieniu z ogólnymi operacjami Zachodnich Aliantów, a w ostateczności ze Związkiem Sowieckim, i miały być wydane w odpowiednim czasie ogólne dyrektywy współdziałania z Aliantami. Do chwili śmierci gen. Sikorskiego, czyli do dnia 4 lipca 1943 r. żadne rozkazy, które miały dotyczyć powstania zbrojnego w Polsce, nie były przez Sztab Naczelnego Wodza w Londynie wydane.

Bardzo duży, zakulisowy, wpływ na rząd Polski w Londynie i na podejmowane przez niego decyzje w sprawie polskiej polityki wywierał Józef Hieronim Retinger, który był Żydem polskim zamieszkującym stale w Londynie. Podczas antykatolickiej, masońskiej rewolucji w Meksyku był doradcą politycznym przy czerwonych rządach. Odegrał również jakąś rolę przy zbuntowanym szejku Arabów północno- afrykańskich. Był masonem i agentem angielskim. Po ewakuacji Rządu Polskiego z Angers, Retinger przyjechał po generała Sikorskiego i zabrał go samolotem do Londynu. Sikorski mianował go charge d’affaires ad interim w Moskwie pomiędzy paktem lipcowym, a przyjazdem tam ambasadora Kota. W podróżach gen. Sikorskiego zawsze brał udział Retinger. Podczas ostatniej podróży gen. Sikorskiego do Kairu, gdzie przebywał w dniach 27 maja do 3 lipca 1943 r., w otoczeniu generała po raz pierwszy brakowało Retingera. Kulisy zbrodni nigdy nie zostały wyjaśnione.

W czasie 63 dni walki w stolicy poległo 16 tys. żołnierzy z formacji powstańczych, a 25 tys. zostało rannych. Do niewoli niemieckiej dostało się około 16 tys. – 18 tys. uczestników Powstania. Ludność cywilna swoja współpracę z żołnierzami Powstania okupiła wysokimi stratami. Szacuje się, ze od 150 tys. do 180 tys. cywilnych mieszkańców stolicy straciło życie pod gruzami domów, w walkach na ulicach miasta oraz w masowych egzekucjach na terenach zajmowanych przez Niemców. Pozostałych mieszkańców zmuszono do natychmiastowego opuszczenia miasta. Spiesząca z pomocą Powstaniu 1. Armia Polska miała 3764 poległych. Do obozu w Waldenbergu wywieziono 250 oficerów Armii Krajowej, wziętych do niewoli po upadku powstania warszawskiego, a był to prawie cały sztab gen Tadeusza Bora-Komorowskiego. W październiku 1944 r. do obozu w Murnau wywieziono 591 oficerów – powstańców warszawskich. Ponadto 787 podchorążych – powstańców wywieziono do Lamsdorf. 100 tys. Warszawiaków wywieziono na różne roboty w ramach O.T., w tym w Góry Sowie do budowy Riese.

Powstanie Warszawskie przyniosło olbrzymie straty materialne. Stolica została zniszczona. Zginął najbardziej patriotyczny żywioł Warszawy. Ułatwiło to przejęcie władzy przez komunistów, bowiem pozostałych przy życiu Warszawiaków i ludzi napływowych zajęto odbudową Warszawy.

W zakończenie Leon Mitkiewicz napisał: „Generał Tadeusz Komorowski w swoich oświadczeniach publicznych, wypowiadanych w Stanach Zjednoczonych w jesieni 1946 roku przyjął na siebie odpowiedzialność za wydanie  rozkazu  powstania zbrojnego w Warszawie w dniu 1 sierpnia 1944 r. Pomimo tego sprawa powstania warszawskiego nie jest całkowicie zamknięta i wyjaśniona. Geneza tego powstania musi być wyjaśniona. Wymaga tego sprawiedliwość historyczna dla przyszłej Polski (Leon Mitkiewicz, „Powstanie Warszawskie”, „Zeszyty historyczne” przez Instytut Literacki w Paryżu w 1962 r. W Polsce książkę przedrukowała Niezależna Spółdzielnia Wydawnicza w 1980 r., w czasach „Solidarności”).

 

Po wojnie

Zakończenie II wojny światowej nie przyniosło Polakom tak upragnionej wolności, gdyż do 1956 r. Polska dostała się pod okupację sowiecką. Jeszcze podczas trwania wojny Sowieci traktowali zajęty przez siebie obszar Polski jako terytorium ZSRR, a powstały przy pomocy Sowietów w Lublinie 22 lipca 1944 r. PKWN był ich marionetką. Dla wielu Polaków były to lata prześladowań, więzień, tortur i śmierci. Represje dotknęły przede wszystkim środowisk, które złożyły na Ołtarzu Wolności Ojczyzny najwyższą ofiarę. Kiedy front wschodni przesuwał się przez ziemie polskie, wraz z nim wkraczały jednostki NKWD. Ich celem było wyłapywanie, rozbrajanie, wywożenie na Sybir, czy mordowanie żołnierzy związanych z AK, NSZ, NOW i WiN. Były to organizacji wojskowe, które w ciągu pięciu lat wojny walczyły na pierwszej linii frontu przeciwko niemieckiemu najeźdźcy. Lata 1944-1956 powinno się nazwać okupacją sowiecką.

W grudniu 1944 r. gen. Okulicki oceniał, że Armia Krajowa liczyła około 120 tys. członków zorganizowanych w 2,5 tys. plutonach. Natomiast w podziemiu pozostawało ponad 70 tys. żołnierzy NSZ.

Po wejściu Armii Czerwonej na terytorium Polski, szczególną rolę w zwalczaniu Armii Krajowej i całego Polskiego Państwa Podziemnego odegrały radzieckie organy bezpieczeństwa, którymi na ziemiach polskich od 1944 r. kierował Iwan Aleksandrowicz Sierow (vel Iwanow). Na komendantów wojskowych, a zwłaszcza na organy bezpieczeństwa, nałożono zadanie likwidacji Polskiego Państwa Podziemnego – jego aparatu, ugrupowań politycznych z nim związanych, jego siły zbrojnej. Służyć to miało nowym celom, w tym także wspieraniu nowej władzy (Eugeniusz Duraczyński, „Generał Iwanow zaprasza”, Wydawnictwo Alfa, Warszawa 1989).

W wyłapywaniu i rozbrajaniu żołnierzy Oddziałów Armii Krajowej istotną rolę odegrały organy Smiersza ze wspomagającymi go wojskami wewnętrznymi NKWD. Grupy Operacyjne Smiersza działały według wcześniej przygotowanych list na których znajdowały się dane osobowe i adresy aktywnych uczestników AK. Wchodząc na te tereny Smiersz miał już przygotowane zaplecze agenturalne i rozpoznawcze dzięki któremu efektywnie zwalczał oddziały niepodległościowe. Już od 1942 r. roku wywiad sowiecki interesował się Polskim Państwem Podziemnym i za wszelką cenę, z pomocą polskich komunistów, starał się rozpoznawać jego struktury, skład osobowy i lokalizację oddziałów, liczbę i miejsca składów broni i amunicji itd.

Eugeniusz Duraczyński w książce „Generał Iwanow zaprasza” pisze: „Poczynania represyjne organów NKWD lub wydzielonych pionów Armii Czerwonej budziły nie tylko najgłębszy sprzeciw ze strony ogniw rozpadającego się państwa podziemnego i przerażenie ludności. Pewne praktyki beriowskiego aparatu represji musiały budzić wątpliwości również w kręgach wojskowych. O jednym tylko aspekcie owych praktyk sygnalizowało pismo naczelnego dowódcy Wojska Polskiego gen. Michała Żymierskiego, skierowane 25 stycznia 1945 r. do ministra spraw zagranicznych na ręce wiceministra Jakuba Bermana. Pisał on, że ramowe ustalenia zasad jurysdykcji Armii Czerwonej w strefie działań wojennych w artykule 7 omówionego już przez nas porozumienia z 26 lipca 1944 r. wymagało, jego zdaniem, „dodatkowych umów lub porozumień administracyjnych”. Generał informował, że sądy Armii Czerwonej ferują wyroki w stosunku do obywateli polskich w imieniu „swego państwa i na mocy prawa radzieckiego”, podczas gdy konwencja haska z 1907 r. przewiduje możliwość stosowania rodzimego prawa. Dalej pisał, że wykonywanie wyroków w trybunałach wojennych Armii Czerwonej odbywa się bez jakiegokolwiek notyfikowania władzom polskim. Wnosił wiec o unormowanie tych spraw, „których liczba wzrośnie z chwilą przesunięcia się dalej linii frontu” (Eugeniusz Duraczyński, „Generał Iwanow zaprasza”, Wydawnictwo Alfa, Warszawa 1989).

Dalej autor pisze: „21 lutego 1945 r. gen. Okulicki informował Radę Jedności Narodowej, że na wschód od Wisły aresztowano przeszło 30 tys. oficerów i żołnierzy AK. Rozpoczynały się represje na ziemiach położonych na zachód od Wisły. 21 lutego 1945 r. płk Jan Zientarski, dowódca okręgu kielecko-radomskiego AK meldował gen. Okulickiemu, że na jego terenie „wszystkie więzienia są już zapełnione żołnierzami AK. Aresztowania trwają w dalszym ciągu. Liczę się, że po pierwszej fali aresztowań indywidualnych i rozpracowaniu nas może nastąpić masówka aresztowań” (Eugeniusz Duraczyński, „Generał Iwanow zaprasza”, Wydawnictwo Alfa, Warszawa 1989).

Wielu aresztowanych żołnierzy AK wywożono w głąb ZSRR, gdzie ginęli w radzieckich łagrach. Od 1945 roku na terenie Polski powstawały specjalne więzienia i obozy NKWD i Smiersza, najbardziej znanym jest Specjalny obóz nr 10 w Rembertowie, gdzie trafiali aresztowani żołnierze AK i nie tylko.

Po 1944 r. Sowieci popełnili na Polakach wiele ohydnych zbrodni. W szeregach AK i NSZ walczyła z okupantem niemieckim polska elita. Mordując żołnierzy AK, NSZ czy WiN, Sowieci mordowali ocalałą z pogromów niemieckich („Akcje inteligencja”, „Intelligenzaktion”) i sowieckich (Katyń, Sybir) nieliczną już pozostałą przy życiu polską elitę. Umożliwili w ten zbrodniczy sposób dojście komunistów do władzy w Polsce.

 

Porwanie i bezprawne skazanie w ZSRR członków ścisłego kierownictwa Polskiego Państwa Podziemnego

27 marca 1945 r. Sowieci podstępnie zwabili do Pruszkowa, następnie porwali, wywieźli i uwięzili w Moskwie na Łubiance 15 członków ścisłego kierownictwa Polskiego Państwa Podziemnego. Szesnastym był Aleksander Zwierzyński, który został aresztowany wcześniej i został dołączony do porwanych działaczy Polskiego Państwa Podziemnego. Akcją kierował funkcjonariusz NKWD gen. Iwan Sierow. Wcześniej grupa ta miała wziąć udział w Pruszkowie w konferencji z generałem Sierowem, a następnie odlecieć do Londynu. Była to podła pułapka zastawiona przez Sierowa. Wojsko sowieckie nie miało żadnych cech rycerskości. Wiadomo, cywilizacja bizantyjska.

To, że Sowieci traktowali obszar Polski jako terytorium ZSRR świadczy interwencja Gomułki u Stalina w sprawie aresztowania członków ścisłego kierownictwa Polskiego Państwa Podziemnego. Gomułka chciał, by obywatele polscy byli sądzeni w Polsce przez polskich sędziów. Eugeniusz Duraczyński, w książce „Generał Iwanow zaprasza” pisze, że „Gomułka zdawał sobie znakomicie sprawę, że proces obywateli polskich, przywódców polskiego państwa podziemnego sądzonych na obcej ziemi, w radzieckim sądzie i według nie polskiego prawa będzie dodatkowym, wielce spektakularnym wydarzeniem obciążającym konto nowej władzy oskarżanej o agenturalność i niezdolność do obrony atrybutów suwerenności państwa. I to był zapewne główny motyw interwencji sekretarza KC PPR”. Stalin nie przychylił się do prośby Gomułki.

18 czerwca 1945 r. rozpoczął się w obcym państwie, przed radzieckim sądem i według radzieckiego prawa, bezprecedensowy „proces 16”, chociaż przed sądem stanęło tylko 15 członków ścisłego kierownictwa Polskiego Podziemnego Państwa, ponieważ Antoni Pajdak zachorował i został wyłączony ze sprawy. Po trzech dniach rozprawy, 21 czerwca 1945 r. sowiecki sąd na członkach Polskiego Państwa Podziemnego wydał haniebne wyroki:

– gen. Leopold Okulicki „Niedźwiadek”, Komendant Główny AK, został skazany na 10 lat więzienia.
– Jan Stanisław Jankowski, Delegat Rządu, wicepremier, został skazany na 8 lat więzienia.
– Adam Bień, członek Krajowej Rady Ministrów, skazany na 5 lat więzienia.
– Stanisław Jasiukiewicz, członek Krajowej Rady Ministrów, skazany na 5 lat więzienia.
– Kazimierz Pużak, sekretarz generalny PPS i prezes Rady Jedności Narodowej, skazany na 1,5 roku wiezienia.
– Aleksander Zwierzyński, prezes Stronnictwa Narodowego, wiceprezes Rady Jedności Narodowej, skazany na 8 miesięcy więzienia.
– Kazimierz Bagiński, zastępca przewodniczącego Stronnictwa Ludowego, wiceprzewodniczący Rady Jedności narodowej, skazany na 1 rok więzienia.
– Eugeniusz Czarnowski, prezes Rady Związku Demokratów, skazany na 6 miesięcy więzienia.
– Stanisław Mierzwa, członek prezydium Stronnictwa Ludowego, skazany na 4 miesiące więzienia.
– Zbigniew Stypułkowski, członek prezydium Stronnictwa Narodowego, skazany na 4 miesiące więzienia.
– Józef Chaciński, prezes Stronnictwa Pracy, skazany na 4 miesiące więzienia.
– Franciszek Urbański, sekretarz Stronnictwa Pracy i członek RJN, skazany na 4 miesiące wiezienia.
– Stanisław Michałowski, wiceprezes Rady Demokratów, został uniewinniony.
– Józef Steller- Dębski, członek Podziemnego Rządu Polskiego, został uniewinniony.
– Kazimierz Kobylański, wiceprezes Stronnictwa Narodowego, został uniewinniony.

Sowieci nie skazali na śmierć członków Polskiego Państwa Podziemnego tylko dlatego, że sprawą została zainteresowana opinia światowa, ale trzech spośród skazanych zmarło w więzieniu w ZSRR. Byli to: gen. Leopold Okulicki, Jan Stanisław Jankowski i Stanisław Jasiukiewicz. Kazimierz Pużak zmarł w 1950 r. w więzieniu w Rawiczu.

 

Ofiary i kaci

Podczas wojny część inteligencji polskiej znalazła się na emigracji, po 1945 r. bez prawa powrotu do Ojczyzny. Natomiast ci, co pozostali w Polsce i uniknęli pogromu niemieckiego i sowieckiego, padli ofiarą komunistów. Ich miejsca szybko wypełnili ludzie, którzy idąc po trupach elementarnych cnót, świadomie fałszowali prawdę, moralność oraz swoją publicystyką zagłuszali krzyki mordowanych patriotów, chcieli w Polsce budować czerwony raj. Raj bez Boga. Ci, co rzeczywiście kolaborowali z okupantem w latach 1939-45 (Gestapo i NKWD), później oskarżali o kolaborację tych, którzy walczyli z okupantem niemieckim, a potem sowieckim, i organizowali im procesy pokazowe. Celem było wykazanie im zdrady w czasie wojny.

„Zarzut o współpracę z okupantem miał uzasadniać stosowanie tortur fizycznych i psychicznych, wykonywanie wyroków śmierci, ale również obniżyć prestiż przywódców i żołnierzy Polski Podziemnej. Razem siedzieli więc, oczekując na egzekucję komendanci obozów koncentracyjnych, ludobójcy z Powstania Warszawskiego i getta żydowskiego, gestapowcy, esesmani z dowódcami oddziałów Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich, Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, Narodowych Sił Zbrojnych, działaczami delegatury Rządu czy powstańcami warszawskimi. Terror stalinowskiego Urzędu Bezpieczeństwa zataczał szerokie kręgi: „błędy i wypaczenia” eliminowały z życia studentów, robotników, chłopów, dziennikarzy, lekarzy, księży, kobiety, działaczy harcerskich – wszystkich, których uznano za rzeczywistych bądź potencjalnych przeciwników systemu. Wielu z nich już nie wracało nigdy z powrotem. Zasięg terroru uzasadnia tezę, że eliminowano przywódczą warstwę narodu, oporną wobec manipulacji” („Więźniowie polityczni w Polsce w latach 1945-1956”. Wyd. Gdańsk 1981).

Doświadczył tego Kazimierz Moczarski, dziennikarz, prawnik z wykształcenia, żołnierz Armii Krajowej, który w 1949 r. został osadzony przez władze komunistyczne wraz ze zbrodniarzem, wysokiej rangi oficerem SS Jürgenem Stroopem w jednej celi więzienia w Warszawie. Stroop (m.in. likwidator getta warszawskiego podczas powstania w 1943 r., odpowiedzialny za śmierć dziesiątków tysięcy ludzi) został wcześniej skazany na karę śmierci przez amerykański sąd, w Polsce sądzony był m.in. za zbrodnie z Warszawy i poznańskiego. Wraz z nimi wyrok odbywał niejaki Gustaw Schielke, niemiecki policjant. Kazimierz Moczarski na podstawie własnych przeżyć napisał książkę „Rozmowy z katem”.

Podobne metody stosowali wcześniej Niemcy. W ramach Akcji AB funkcjonariusze SS i policji niemieckiej zamordowali co najmniej 6500 Polaków – w tym ok. 3500 przedstawicieli polskich elit politycznych i intelektualnych oraz ok. 3000 przestępców kryminalnych. Powiązanie likwidacji elementów przestępczych z uderzeniem w „warstwę przywódczą” miało w założeniu organizatorów akcji zdyskredytować polską inteligencję, jako „wichrzycieli ustanowionego porządku”. Umieszczając żołnierzy AK, NSZ, NZW, WiN i BCh ze zbrodniarzami niemieckimi miało podobny cel: w oczach społeczeństwa zdyskredytować żołnierzy niezłomnych. Dla komunistów jedni i drudzy byli faszystami. To Stalin kazał wszystkich przeciwników komunizmu nazywać faszystami i antysemitami. Było to podłe. Wrogowie Polaków do dziś ten podły chwyt stosują.

Przy tej okazji fałszowano historię Polski i Narodu Polskiego. Ileż razy oskarżano największych patriotów o nacjonalizm, faszyzm, ksenofobię. Komuniści zwalczając polskość, prześladowali i mordowali narodowców, bo oni polskość mają wpisaną w duszy. Oskarżeni nie mogli się bronić, bo cała władza polityczna i środki masowego przekazu, znajdowały się w rękach komunistów. Literaci, poeci, dziennikarze, reżyserzy tworzyli dzieła, w których opiewali socjalizm, a niektórzy z nich w swojej twórczości opiewali Stalina. A jak umarł, to za nim płakali. Po 1956 r. odmienili się na humanistów i dalej zwalczali polskość, przeciwstawiając polskości internacjonalizm. Po 1989 r. przekręcili się na liberałów i szerzą marksowski humanizm w praktyce.

 

„Nowa klasa”

W Polsce po 1944 r. komuniści w sposób radykalny przystąpili do niszczenia stosunków własnościowych, zarówno własności prywatnej i spółdzielczej. Wywłaszczono ziemian, właścicieli fabryk i zakładów produkcyjnych, sklepikarzy, kupców. Polacy stali się społeczeństwem bezklasowym, zostali wywłaszczeni i zmuszeni do zatrudnienia się u jednego i tego samego, kolektywnego pracodawcy. Polacy zostali brutalnie pozbawieni własnej elity. Jej miejsce zajęła kasta komunistyczna, która została nazwana „nową klasą”. W odróżnieniu od dawnych „klas”, ta „nowa klasa” korzystała z przywłaszczonych przez siebie dóbr nie bezpośrednio, lecz zasadniczo poprzez udział we władzy jako biurokracja polityczna odpowiednio wysokiego szczebla, tj. raczej właśnie dysponowanie własnością, niż przez jej używanie.

W PRL komunistyczna „nowa klasa” liczyła co najmniej kilkaset tysięcy czynnych zawodowo, zintegrowanych i świadomych swych interesów osób. W przekroju pionowym składały się na nią liczne lobbies branżowe, regionalne, zawodowe, natomiast w przekroju poziomym – cała „elita” kierująca państwem, gospodarką, kulturą, partią i „stronnictwami politycznymi” (Zeszyty Edukacji Narodowej, „Polska lat osiemdziesiątych. Analiza stanu obecnego i perspektywy rozwoju sytuacji politycznej w Polsce” 1984 r.). Niżej była kasta wojska i milicji. Na samym dole znalazło się społeczeństwo bezklasowe. Wszyscy byli równi. Popełnione w czasach stalinowskich zbrodnie na Narodzie Polskim nigdy nie zostały osądzone.

 

Polityczna uśpienie Narodu

„Naród bez dziejów, bez historii, bez przeszłości staje się wkrótce narodem bez ziemi, narodem bezdomnym, bez przyszłości. Naród, który nie wierzy w wielkość, i nie chce ludzi wielkich, kończy się” (Prymas Stefan Wyszyński).

Wspomniany wyżej Aleksander Gella w znakomitej książce „Naród w defensywie” wydanej w 1987 r. w Londynie przez Veritas, pisze: „Ale nie zapominajmy, że nasza opozycja, o której się dzisiaj nie pamięta (a opozycja z lat 1970-tych i 1980-tych stale się nam przedstawia jako „pierwsza demokratyczna opozycja” w PRL), została doszczętnie zlikwidowana już w końcu lat 1940-tych. A po tym zapanowała w życiu narodu już tylko śmiertelna cisza, przerywana wrzawą ZMP-owców, wielkimi przymusowymi manifestacjami „przyjaźni z bratnimi narodami Związku” zwanego Radzieckim, „walka o pokój”, i masowymi pochodami 1-Majowymi. Polityczne uśpienie wzmacniała dawka opium w postaci corocznych festiwali Chopinowskich. Równocześnie, eliminując dostęp do prawdy historycznej. Garstka sprzedajnych literatów i dziennikarzy (zmieniając swe wcielenia od etapu do etapu) tworzyła dla polskiej masy etnicznej fałszywą legendę niedawnej przeszłości. Tej nowej „elicie kulturalnej” zawdzięczamy fakt, że przeciętny Polak w kraju i za granicą nie wie prawie nic o historii polskiej samoobrony narodowej w latach 1945-48. Starano się tę żywa historię nie tylko odsunąć w niepamięć, ale co gorzej, to co się o niej zachowało w pamięci starszego pokolenia, zostało zafałszowane i obrzydzone”. Tyle autor.

Książka ta została wydana w 1987 r., czyli dwa lata przed tzw. przełomem 1989 r. Upłynęło 26 lat, i co się zmieniło od tamtego czasu? A no zmieniło się to, że po 1989 r. jeszcze z większą mocą przystąpiono do walki z patriotyzmem, Kościołem, Ojczyzną, kulturą, rodziną, historią, Dekalogiem i wartościami chrześcijańskimi.

22 czerwca 1952 r. Prymas Tysiąclecia, Sługa Boży Stefan Wyszyński pisał o inteligencji: „Polska dotąd nie miała właściwie katolickiej inteligencji. Zawsze bowiem sfery wykształcone ulegały relatywizmowi umysłowemu i moralnemu. Widać to szczególnie w chwilach przełomowych, kiedy inteligencja znika z pola walki o ideał katolicki. Inteligencja polska odczuwa sentyment katolicki, ale nie ma życia katolickiego”. Dzisiaj jest mało ludzi o jasnym obliczu. Wielu polityków, publicystów posługuje się chrześcijaństwem, bo tak im jest wygodnie, by pozyskać opinię czy elektorat katolicki. Jednak ich oblicze moralne nie idzie w parze z wartościami chrześcijańskimi.

Naród polski musi posiadać własną elitę intelektualną, ale tylko taką, która myśli i czuje po polsku, która jest czuła na los narodu, która będzie bronić życia, będzie walczyć o życie i prawa człowieka, rodziny i całego narodu. Elita, która będzie podnosić morale narodu, która będzie umacniać a nie burzyć. Polacy oczekują od elit wierności Bogu i Ojczyźnie, wierności kulturze narodowej i religijnej oraz zachowania godności i dumy narodowej. Katolicyzm zobowiązuje do dumy i godności, w pokorze i w miłości do prawdy.

Prymas Polski, Sługa Boży Stefan kardynał Wyszyński w książce „Jedna jest Polska” o wrogach Narodu pisał:

„Wrogów naszego Narodu poznajemy po tym, jak się odnoszą do Boga i do moralności chrześcijańskiej. Umieją oni ocenić sens tej moralności dla nas, wiedzą, że jest ona siłą i mocą Narodu, że najlepiej służy jego bytowi, całości i jedności. I dlatego chcąc zniszczyć Naród, niszczą jego wiarę i moralność chrześcijańską (Stefan Kardynał Wyszyński, „Jedna jest Polska. Wybór z przemówień i kazań”, Instytut Prymasowski Ślubów Narodu, Warszawa 1989).

Komunizm, który odebrał narodowi godność i dumę, obecnie rzekomo legitymujący się klęską, dzięki liberałom odnosi sukces, gdyż naród bez godności i dumy jest w gruncie rzeczy bez siły. Bez własnej elity jesteśmy tacy, jak te jesienne liście na drzewach, które spadają, i jak wiatr zawieje tak lecą. Przy każdych kolejnych wyborach jesteśmy przepędzani z rynny pod deszcz i z powrotem. Czy Polacy bez elity mogą dalej być nazywani Narodem? Przez ścisłe związki z Kościołem Katolickim Polacy są Narodem.

 

List z Uralu

Poniżej zamieszczam list, który został napisany w jednym z obozów pracy na Uralu. Autor był nauczycielem szkoły im. Królowej Jadwigi w Samborze. List w jakiś sposób dotarł po latach do rodziny mojej śp. żony, i został prawdopodobnie podany przez osobę, która wyszła ze ZSRR z Armią gen. Andersa. Losy autora listu są nieznane.

„Przedstawiam krótką, i możliwie w danych warunkach, obiektywną relację z mego dalszego  życia. Otóż po aresztowaniu 13 października 1939 r. zaprowadzono mnie na dworzec kolejowy, gdzie odbyło się przesłuchanie. Dowiedziałem się, że przyczyną mego aresztowania jest należenie do zarządu OZN. Następnie zaprowadzono mnie do więzienia, wprowadzono do izby dla jednego więźnia i zatrzaśnięto drzwi za mną. Trudno przedstawić stan duszy w tej chwili. 16 października 1939 r. zaprowadzono mnie na dworzec, i wsadzono do drezyny kolejowej. Za chwilę ruszamy, przede mną druga drezyna. Mijamy Drochobycz, Stryj, i nareszcie zatrzymujemy się w Stanisławowie. Z przedniej drezyny wysiadł Zborucki i dwóch młodych ludzi. Zaprowadzono nas czterech do więzienia, i wszyscy znaleźliśmy się w jednej izbie, w której zastaliśmy kilku kolejnych więźniów (urzędnicy, kolejarze). Zaczęło się nowe życie…  Zmieniały się warunki życia, odchodzili jedni, przychodzili drudzy, pojawiali się ludzie nowi z dziwnym sposobem bytowania, z dziwacznymi poglądami. Stali się oni początkowo przedmiotem obserwacji, następnie źródłem udręki i zniechęcenia. Poznało się wielu ludzi, wśród nich znaczną liczbę ludzi szlachetnych, dość też było kanalii, osobników, którzy tylko wstyd wywoływali.

Dnia 22 stycznia 1940 r. wywołano z izby mnie i Zboruckiego, wszyscy sądzili, że wychodzimy na wolność. Tymczasem umieszczono nas w innej izbie w dość licznym towarzystwie, które też 3 lutego wywieziono pociągiem do Lwowa i osadzono w Brygidkach. Warunki były ciężkie. 8 maja wywieziona nas (mnie i Zboruckiego) do Przemyśla. W pierwszych miejscach było nam  względnie dobrze, tutaj natomiast stłoczono nas w jednej izbie razem z mętami, które nas terroryzowały. Brak wiadomości o bliskich gnębiły nas. Nadto bardzo nie pomyślne, a dla nas całkiem niezrozumiałe, wypadki wojenne spowodowały depresję, z której wyrwało nas wywiezienie w dniu 8 lipca do Sambora. Cieszyłem się, że nareszcie dowiem się czegoś o bliskich mi osobach.

31 lipca 1940 r. zakończono z nami śledztwo i oświadczono, że należenie do zarządu OZN jest jedynym naszym przestępstwem. Od pewnego nauczyciela, który dostał się do naszej izby, dowiedziałem się o losie mojej rodziny. Niestety, w informacji brakło wielu szczegółów o losach wielu osób, organizacji szkolnictwa. Życie nasze (razem ze Zboruckim) potoczyło się raźniej, docierały do nas wiadomości polityczno-wojenne i inne, wcale  dobre. Możemy zaopatrywać się w sklepiku, przychodziły też przesyłki pieniężne od nieznanych dobrodziejów. Tłoczno, różnorodnie, ale swojsko, szycie i gra w karty. Ale obserwowane przez nas transporty ludzi wywoływały niepokój. Nareszcie 7 grudnia 1940 r. wywołano nas z izby, i zaprowadzono do kancelarii więziennej, gdzie odczytano nam decyzję, wyrok zaoczny. Zostaliśmy skazani na przymusową pracę w obozach, ja na 8 lat, Zborucki na 5 lat.

8 grudnia 1940 r. wyjechaliśmy z Sambora, aby po krótkim pobycie we Lwowie i Charkowie (gdzie nas okradziono) znaleźliśmy się na Uralu w obozie, a raczej w obozie rozdzielczym. Tu podzielono nas na grupy i porozsyłano do różnych obozów, rozdzielono mnie ze Zboruckim. Dostałem się do obozu inwalidów. Mieszkamy w barakach, każdy ma swoje miejsce do spania, mamy możność swobodnego poruszania się po obozie, możność odwiedzania się w barakach. Jesteśmy podzieleni na brygady, i takie grupy wychodzą na robotę. Nasza brygada pracowało mało, ponieważ jest zimno, i brak odpowiedniego odzienia zmuszają komisję sanitarną do zwolnienia od pracy. Ja zostałem zwolniony osobno, ponieważ odnowiła się rana na udzie. Byłem raz w ogrodzie inspektowym, gdzie wynosiłem ziemię z cieplarni. Przez kilka dni kilku naszych ludzi skorzystało ze słomy. Są też roboty w lesie przy wyrębie, na fermie i wewnątrz obozu.

Otrzymujemy 600 g. chleba i zupę na śniadanie przed 8  godz., i na obiad – wieczerzę po 18 godz. Praca bowiem trwa od  8 godz.  do 18 godz. Zupy są smaczne, ale albo zbyt wodniste, albo w małej ilości. Dlatego też braki w ilości pożywienia uzupełniamy spożywaniem większej ilości chleba, który zakupujemy u siebie po różnych cenach. Czasem w sklepiku można dostać ryby. Obserwuję, jak ludzie wysilają się, aby zdobyć pożywienie. Pieniądze zdobywają w ten sposób, że sprzedają rzeczy i części ubrania, obuwie, bieliznę itp. Co 10 dni mamy kąpiel wraz z dezynfekcją rzeczy.

Niektórzy znaleźli pracę w biurach, zakładach mechanicznych. Ci, którzy pracują i osiągają pewne normy otrzymują większe racje chleba i obfitsze i lepsze pożywienie (wyższy stół). Są tu ludzie z różnych stron Polski i Rosji. W dalszej części list jest zniszczony. Na końcu pozdrowienia i podpis – Józef.”

Stanisław Bulza

Przeczytaj więcej artykułów tego autora >   >   > TUTAJ .

POLISH CLUB ONLINE, 2013.12.30 / Akt. 2017/11/06

Avatar

Autor: Stanisław Bulza