Aleksander Ścios: HISTERIA W INTERESIE MOSKWY


Wladimir Putin.  Fot. Vasily Maximow/AFP/GI
Wladimir Putin.
Fot. Vasily Maximow/AFP/GI

Straszenie iskanderami należy do stałego repertuaru rosyjskich mistyfikacji militarnych. Kremlowscy propagandyści doskonale wiedzą, jakie reakcje wywoła wzmianka o rozmieszczeniu rakiet w pobliżu granicy z Polską, i od wielu lat umiejętnie rozgrywają identyczną sekwencję. Wypada się jedynie dziwić, że ta prymitywna gra wciąż okazuje się skuteczna i za każdym razem prowokuje zachowania  pożądane przez Rosjan.

Już w roku 2009 prezydent Rosji Miedwiediew groził, że „w razie budowy amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Polsce i w Czechach, Moskwa rozmieści dodatkowe rakiety krótkiego zasięgu w Obwodzie Kaliningradzkim.” Poskutkowało, bo Barack Obama podjął wkrótce decyzję o odstąpieniu od budowy tarczy w wersji preferowanej przez administrację republikańską. Rok później, informacja o iskanderach ponownie posłużyła do szantażu. Na tyle skutecznie, że Amerykanie przenieśli datę rozmieszczenia baterii antyrakiet w Polsce na lata 2018–2020, a nawet zaproponowali Moskwie zapoznawanie się ze szczegółami systemu przeciwrakietowego. W styczniu 2012 r. „Rossijskaja Gazieta” i „Niezawisimaja Gazieta” z powodzeniem straszyły obecnością iskanderów w Obwodzie Kaliningradzkim. Miały się tam również znaleźć radary nowej generacji typu Woroneż-DM oraz systemy naprowadzania S-400 Triumf.

Warto przypomnieć, że w tym samym czasie rząd Donalda Tuska z żelazną konsekwencją realizował rosyjsko-niemiecki projekt otwarcia granicy z Obwodem Kaliningradzkim i uczynienia z tego najbardziej zmilitaryzowanego miejsca na świecie, rosyjskich „drzwi do Europy”. U podstaw projektu (wytyczonego w roku 2009 przez Ławrowa), leżała koncepcja reaktywacji Prus Wschodnich. Pozostając pod władzą Rosji, obwód chłonąłby niemiecki kapitał dając w zamian dostęp do rynku rosyjskiego i stając się głównym narzędziem w umacnianiu politycznego przymierza Rosji i Niemiec. Pomysł był aktywnie wspierany przez związek „wypędzonych” z Prus Wschodnich i należał do priorytetów polityki Angeli Merkel. Wykonanie przedsięwzięcia powierzono polskiemu „koniowi trojańskiemu” i stało się ono jednym z najważniejszych elementów misji „usuwania przeszkód stojących na drodze poprawy relacji rosyjsko-niemieckich” – jak podkreślał Donald Tusk

Podawana cyklicznie informacja o iskanderach w pobliżu polskiej granicy oraz wiele innych wrogich gestów kremlowskiej administracji nigdy nie wpłynęły na rewizję tych planów. Radosław Sikorski przy każdej okazji zabiegał o przyspieszenie inicjatywy Ławrowa, nazywając pomysł otwarcia granicy „wspaniałą rzeczą dla Rejonu Morza Bałtyckiego, Litwy, Polski i Rosji”. Dlatego można zadumać się nad naiwność tych, którzy oczekują dziś od szefa MSZ jakiejkolwiek reakcji na doniesienia niemieckiego tabloida.

Publikacja „Bilda” jest w sposób oczywisty związana z putinowską koncepcją stosowania „miękkiej siły” – czyli używania dezinformacji na taką skalę, by obejmowała nie tylko działania dyplomatyczne, ale prowadziła do wytworzenia fałszywej wizji rosyjskiego militaryzmu i mocarstwowości. Służy temu m.in. szereg publikacji ukazujących się w Polsce i na Zachodzie, których autorzy straszą czytelników planami modernizacji armii rosyjskiej oraz gigantycznymi wydatkami przeznaczanymi na zbrojenia. Niezależnie, czy publikowane są one w dobrej wierze, czy stanowią celową dezinformację – wpisują się w strategię kremlowskiej mistyfikacji. Nieliczne, trafne opinie ekspertów, w których podkreśla się ekonomiczną zapaść Rosji, wskazuje na absurdalne deklaracje dotyczące nakładów na zbrojenia oraz informuje o katastrofalnym stanie armii, nie mogą zrównoważyć powszechnego przekonania, że mamy do czynienia z potęgą militarną zdolną do prowadzenia globalnych działań wojennych i kierowania losami świata. Systematycznie przypominana agresywność Rosji utwierdza natomiast w przeświadczeniu, że jest to państwo w dużym stopniu nieobliczalne, które w obronie swoich interesów gotowe jest do totalnej konfrontacji. Nie powinno zatem dziwić, że kwestia zbrojeń i rozbudowy potencjału militarnego oraz straszenie rakietami wymierzonymi w europejskie cele, jest jednym z głównych obszarów, w którym Rosja sięga po broń dezinformacji.

Robi to tym chętniej, że łgarstwa o „silnej i nowoczesnej armii” stanowią prostą kontynuację dezinformacji sowieckiej, na której ZSRR opierał swoją rolę światowego hegemona. Im słabszy był reżim kremlowski, im bardziej rdzewiały sowieckie tanki, a czerwonoarmiści przymierali głodem, tym częściej uruchamiano rozliczną agenturę, straszono Zachód rakietami nuklearnymi i rozsiewano wiadomości o zagrożeniu globalnym konfliktem.

Pułkownik KGB -wierny kontynuator tradycji sowieckiej, nie jest nowatorski. Wykorzystuje tylko te same mechanizmy i eksploatuje te same lęki.

Może sobie na to pozwolić, bo niewiele osób dostrzega, że ma do czynienia z lokalnym watażką, który najbardziej obawia się otwartej, zbrojnej konfrontacji, a swoją siłę czerpie z dezinformacji i propagandowej ofensywy oraz ze słabości zachodnich i amerykańskich przywódców. Jeśli Rosja musi imitować mocarstwo, sięgać do arsenału komunistycznych środków i straszyć nas retoryką sowieckich bandytów – oznacza to tylko tyle, że państwo Putina staje się coraz słabsze. Nic też nie wskazuje, by to państwo mogło sprostać globalnemu konfliktowi lub miało dążyć do jego sprowokowania. Taka konfrontacja przyniosłaby Rosji militarną klęskę i spowodowała utratę jej najważniejszej broni – ekspansywnej sieci intryg i dezinformacji oplatającej współczesny świat.

W odniesieniu do obecnej mistyfikacji, nieczęsto można usłyszeć głos tak rozsądny, jak wypowiedź Wiktora Suworowa, który pytany – jak powinno zareagować NATO na iskandery w Kaliningradzie odparł: „Jak na głupią demonstrację siły. Idiotycznych ruchów nie ma co traktować ze zbytnią atencją”. Zwrócił również uwagę, że rosyjska armia znajduje się w agonii i dysponuje przestarzałym sprzętem, jeszcze z czasów Związku Sowieckiego. Do tej trzeźwej refleksji należałoby dodać, że Rosjanie mają spore zapasy paliwa, mogą nas zatem straszyć iskanderami nawet co kilka godzin. Tyle bowiem trzeba, by drogą morską, lądową lub lotniczą przetransportować pojazdy-wyrzutnie i ustawić je w pobliżu polskiej granicy. Wówczas nic nie stoi na przeszkodzie, by kolejne zdjęcie satelitarne i publikacja w zaprzyjaźnionych mediach wywołała pożądaną reakcję.

Znacznie częściej „wrzutka” niemieckiego „Bilda” jest komentowana w tonie histerycznym lub służy podkręcaniu atmosfery zagrożenia. To praktyka nienowa i coraz bardziej niepokojąca. Szczególnie, jeśli dotyczy mediów, które deklarują swoją niezależność od głównego nurtu. Od takich bowiem mamy prawo oczekiwać informacji rzetelnych, pozbawionych płytkiej demagogii i emocjonalnego blichtru. W kontekście kolejnej (trudno zliczyć której) moskiewskiej zagrywki, straszenie Polaków rosyjską napaścią lub sugerowanie, że wobec iskanderów tarcza antyrakietowa staje się bezużyteczną zabawką – nie ma nic wspólnego z rzetelną informacją.

Przypomina raczej rezonowanie w rytm kremlowskich intencji i utwierdza odbiorcę w fałszywych ocenach. Zamiast budować realny obraz Rosji i jej potencjału, takie relacje zakłamują rzeczywistość i służą umocnieniu tezy o groźbie militarnej interwencji. W sensie propagandowym nie różnią się niczym od argumentacji stosowanej przez juntę Jaruzelskiego.

Z całą pewnością, współczesna Rosja jest państwem groźnym, ekspansywnym i nastawionym wrogo wobec Polski. Niebezpieczeństwo ze strony Putina nie dotyczy jednak militarnej napaści na kraj natowski, lecz działań rosyjskiej agentury, wywierania wpływu na decyzje polityczne i gospodarcze, stosowania dezinformacji i prowadzenia wojny informacyjnej. Nie iskandery u granic III RP są groźne, lecz ludzie zależni od Moskwy i partie polityczne założone przez funkcjonariuszy sowieckich służb. Warto sobie uświadomić, że straszenie Polaków wizją rosyjskiego militaryzmu leży nie tylko w interesie samej Moskwy, ale przede wszystkim w interesie tych, którzy po tragedii smoleńskiej zbudowali swoje rządy na pakcie z Putinem.

Aleksander Ścios
bezdekretu.blogspot.com

Artykuł opublikowany w nr 1/2014 Gazety Polskiej.

Źródło:  Blog Autorski   Aleksander Ścios – Bez Dekretu :

Przeczytaj więcej artykułów Aleksandra Ściosa  >   >   >   TUTAJ.

Wybór zdjęcia wg/PCO

POLISH CLUB ONLINE, 2014.01.04

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek