Waldemar Glodek: Śpij spokojny, ORMO czuwa… nad Pacyfikiem?


Ursus-ormo-1966Kolejną prowokację zorganizowaną przez popłuczyny peerelowskiego aparatu władzy opisała dziennikarka Marzena Nikiel w ostatnim numerze tygodnika młodej Polski „wSieci„. Zaś zwiastun zachęcający do sięgnięcia po nowy numer periodu wrzucony został na internetowy portal wPolityce.pl . Dowiadujemy się zatem paru szczegółów, które oczywiście nie wyjaśniaja całej historii do końca, nie mniej dają wystarczający obraz aby przekonać się co do fałszywego oskarżenia księdza Mirosława Bużana z Bojan koło Gdyni o ostatnio nośny temat przeciwko Kościołowi – molestowanie seksualne.

Cała sprawa przebiegła dość dynamicznie co w przypadku sądownictwa nad Wisłą jest interesującym ewenementem.  Ksiądz oskarżony o upicie i molestowanie 15-latki w procesie bez świadków i dowodów, jedynie na podstawie poszlak został skazany. 

Tak jak sąd działał szybko, tak i biskup wyrzucił niezwłocznie księdza z parafii. Publikatory wszelkiej maści odtrąbiły pedofilski skandal w Kościele.

5 grudnia 2009 – dzień, który wywrócił bojanowski świat do góry nogami. Piętnastoletnia Aleksandra M. zadzwoniła do proboszcza z prośbą o natychmiastową rozmowę. „Zabiję się, jak mnie ksiądz nie przyjmie” – powiedziała. Przyszła wstawiona. Po wyjściu z plebanii oznajmiła, że to ksiądz ją upił i próbował się do niej dobierać. Ruszyły procedury śledcze, postępowanie prokuratorskie, sprawa sądowa, wreszcie wyrok. Dla księdza właściwie wyrok społecznej śmierci. W tym samym czasie biedna rodzina nieoczekiwanie się wzbogaciła. Zmienili samochód, wyremontowali dom, podobno byli też na zagranicznych wakacjach. – podaje portal wPolityce.pl

A dalej cytowany jest już bezpośrednio z tygonika „wSieci” interesujący fragment, który w zasadzie sprowokował mnie do rozszerzenia tematu:

Mieszkańcy Bojana nie mieli wątpliwości, kto stoi za całą sprawą. Były ORMO-wiec, dziś biznesmen zajmujący się od lat dużymi zleceniami energetycznymi. Zasłynął jako najlepiej zarabiający radny w powiecie wejherowskim. Lokalne media donosiły, że w roku 2009, czyli w roku oskarżenia księdza, zarobił 2,4 mln zł. Z karierą polityczną musiał się rozstać po tym, jak pobił sąsiada. (…) Zawsze powtarzał, że nie ma sprawy, której nie potrafiłby załatwić. Jego największą ambicją było pozbycie się z Bojana ks. Bużana.

Ksiądz jednak okazał się twardym orzechem i zebrał dowody wraz z nagraniami pokrzywdzonej na to, że cała historia to było „Fałszywe oskarżenie” i pod tym właśnie tytułem ukazał się artykuł „wSieci.”

A teraz przenieśmy się nad Pacyfik.

ORMO-wcy, SB-cy, UB-cy, tajniacy, kapusie i funkcjonariusze przeróżnych służb jających ludzi w PRL są dobrze zorganizowani nie tylko nad Wisłą. Z własnego i kilku znajomych przeżyć na emigracji mogę z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że wielu takich zapewne niedopieszczonych przez swoje instytucje wyjechało z Polski jako pokrzywdzeni przez komunistyczny system. Niektórzy z nich za mało mydła zużyli na oczyszczenie się z ciągnącego się za nimi smrodu i na emigracji swoimi wrednymi zachowaniami utrudniając życie rodakom. Tak już z nawyku, albo też odszukani przez prowadzoncych szkodzą innym w ramach realizacji dawnych zobowiązań. Realizując je zapewne pod okiem autorytetów spisanych na resortowych listach płac.

I tak oto liczne grono emigracyjnych intelektualistów po „ucieczce od komuny” po wyladowaniu nad Pacyfik z pełnym zaangażowaniem swój czas poświęciło organizacjom, których współdziałalność z ambasadą i konsulatami PRL była dobrze znana. Organizacjom dopieszczanym finansowo, przez placówki LOT czy też inne oficjalne polsko-ludowe firmy działające w Stanach Zjednoczonych, na podobnych zasadach jak dzisiaj już wiemy o egzystencji Gazety Wyborczej.

Dlaczego wybierali tę drogę? Stare organizacje nie dają nam możliwości rozwinąć się w działaniu – twierdzili. Stare organizacje często takich agresywnych w rozwijaniu swojej działalności przybyszów pokrzywdzonych przez PRL nie akceptowały w swoim składzie. Sami dobierali sobie ludzi do swojego grona aby realizować działalmopść jaką prowadzili od lat. Nie znosili wręcz efekciarzy sugerujących już od drzwi wejściowych że ich działalność to przeżytek, trzeba tematycznie rozszerzyć, szczególnie o szeroki dostęp do kasy gromadzonej przez nich od dziesiątków lat. No dobrze, to ile państwo przeznaczają $$ na zorganizowanie tej imprezy? … 

Działające od ponad wieku organizacje spotykały się najczęściej w Domu Polskim, albo też w salach przykościelnych. O wynajmowaniu drogich hoteli na imprezy, albo też wyszukanych lokali na działalność nawet im do głowy nie przychodziło. Dlatego też nie plajtowały z dnia na dzień. Nikt ich dorobku na ulicę nie wyrzucał z powodu nie opłacenia czynszu.

Tacy osobnicy jak ten ORMO-wiec co zwalczał miejscowego proboszcza pod Gdańskiem zasilili i emigrcję. Propagowanie,  czy to z przyzwyczajenia, czy też w ramach wykonywanego zlecenia różnych sensacyjek aby jednych oczernić a innych wychwalać pod niebiosa to często nie przypadkowa rozrywka. Historyjki szeptane o kapłanach, o działaczach organizacji polonijnych. Najczęstrze zarzuty śladem esbecji to sprawy finasowe, opowiadanie o różnych wyimaginowanych przekrętach i okradaniu organizacji. 

Co można mysleć o osobie, która pisze donos do prokuratora stanowego, że działacze Domu Polskiego w San Francisco dopuścili się defraudacji w budynkach i na kontach organizacji na  kwotę w przybliżeniu równą 2 milionów dolarów? Służby cywilne czy wojskowe? ORMO-wiec z PRL-u? A może tylko ZOMO-wiec, któremu podobała się lżejsza, bardziej społecznie potrzebna, służba niby wojskowa. Czy taki człowiek donosił w Polsce na swoich kolegów, w czasie studiów? Na współpracowników w zakładzie?

Domyślać się można wiele. Jak chociażby to czy zobowiązał się do czegoś jak jechał do rodziny czy też na wycieczkę ORBiS-owską odbierając paszport? A może jak jednemu opisanemu w prasie agentowi zwyczajnie ojciec funkcjonariusz napisał o paszport a wyjeżdżający przed laty młodzieniec po dziś dzień czysty jak łza. Wariantów wiele. Nie mniej, obciążyć donosem ludzi pracujących społecznie – na taką kwotę – z własnej nie przymuszonej woli i jeszcze ten paszkwil zamaszyście osobiście podpisać? To  albo jakieś dziwne sprawy albo zwykły psychiczny.

Rozważyłem jeden ze znanych mi przypadków polonijnego donosicielstwa, który zupełnie przez przypadek skojarzyłem z dobrze rozwijającym się biznesowo w układach pookrągłostołowych ORMO-wcem uczestniczącym w linczu na ks. Bużanie. Jak trafi się podobna okazja, powrócę do innych przypadków rozbijania starych polonijnych organizacji w duchu sławnej dyrektywy gen. Kiszczaka.  Przez lata działalności mogłem zaobserwować wiele przypadków interesujących scenariuszy.

Waldemar Glodek
www.polishclub.org
Modesto, CA

POLISH CLUB ONLINE, 2014.01.13

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek