Edyta Jaroszewska-Nowak: To jest bardzo niepokojący objaw, że miliony podpisów obywateli pod projektami ustaw są wyrzucane do kosza.


Rolnicy wychodzą na ulicę

Nasza Polska

 

Fot. Nasza Polska
Fot. Nasza Polska

Z Edytą Jaroszewską-Nowak, przewodniczącą Zachodniopomorskiego Oddziału Stowarzyszenia Ekoland, rozmawia Magdalena Kowalewska

– Dlaczego w minionym tygodniu rolnicy protestowali w Szczecinie?

– Protest rolników w województwie zachodniopomorskim dotyczy wielu postulatów. Jeden z nich stanowi żądanie ułatwienia sprzedaży bezpośredniej i możliwości sprzedaży produktów w gospodarstwie rolnika. Wyszliśmy na ulice, ponieważ – mimo że przepisy Unii Europejskiej pozwalają krajom członkowskim na stworzenie odrębnych przepisów dostosowanych do skali sezonowości produkcji danych produktów wytwarzanych w gospodarstwie – nasz rząd nie stworzył takiego prawa. A to skutkuje tym, że każde małe przetwórstwo w gospodarstwie musi spełniać takie same wymogi, jak wielkie zakłady przemysłu spożywczego. Żądamy pochylenia się wreszcie na tym problemem i ustanowienia przepisów, które nie będą zbyt restrykcyjne i rygorystyczne. Chcemy, żeby było tak, jak w innych krajach Unii. Żeby nasi rolnicy mogli konkurować z produktami tamtejszych rolników, a konsument do tych produktów miał dostęp. Produkty z małych gospodarstw są przecież żywnością najlepszej jakości.

– Czy w obecnej sytuacji produkty rolników są wypierane przez duże supermarkety i koncerny przemysłowe?

– Właśnie tak się dzieje. Skutkuje to powolnym ograniczaniem działalności małych gospodarstw. Małe gospodarstwa nie mają dużej ilości ziemi i są w stanie się utrzymać tylko wtedy, gdy wartość dodana przy przetwarzaniu produktów rolnych zostanie w gospodarstwie. Ta wartość dodana musi zostać w gospodarstwie, ponieważ stabilizuje dochody oraz pozwala na dochód innych członków rodziny. Przy takim przetwarzaniu produktów może pracować cała rodzina, a wówczas finanse takiego gospodarstwa ulegają polepszeniu. Nie ma na co czekać. Wiadomo, że dopłaty będą ograniczane z roku na rok i jeśli sytuacja małych gospodarstw nie zmieni się, po prostu będziemy świadkami ich powolnej likwidacji.

– Czy produkty rolnicze z małych gospodarstw są eksportowane?

– Produkty rolnicze, które trafiają na eksport, nie są wytwarzane przez małe gospodarstwa, tylko przez przedsiębiorców. I dlatego prawdopodobnie obecnie ma miejsce nagonka na wyrób wędlin, wskutek której próbuje się uniemożliwić tradycyjne wędzenie małym przedsiębiorstwom.

My, rolnicy, chcemy mieć możliwość produkowania w małych gospodarstwach. Te produkty nie muszą wyjeżdżać gdzieś daleko. Przecież mogą trafiać na lokalny rynek i do lokalnych konsumentów. Jest wiele osób, które chcą kupować bezpośrednio od rolnika. Wystarczy im to umożliwić. Należy odbudować wzajemne zaufanie i więź między rolnikami i konsumentami. Chcemy, aby przepisy obejmowały wzajemne zaufanie, a nie rygorystyczne restrykcje, które teraz obowiązują.

– A jak wygląda kwestia przyznawania certyfikatów rolnikom na wytwarzane produkty?

– Certyfikaty obejmują tylko produkty nieprzetworzone, tj. świeże warzywa czy owoce. Natomiast już sok z owoców nie uzyska certyfikatów, ponieważ żeby go wytworzyć należałoby, wedle przepisów, zbudować przetwórnię…

– Czy w takiej sytuacji rolnicy są zmuszani wyjeżdżać za granicę, żeby móc zarobić na przysłowiowy chleb?

– Właśnie tak się dzieje! Jeśli np. w małym gospodarstwie mieszka czteroosobowa rodzina i nie znajdzie ona zajęcia w gospodarstwie, a dzieci nie widzą w nim perspektyw, to wyjeżdżają masowo za granicę. Jeśli takie gospodarstwo mogłoby ukierunkować się na różnorodne przetwórstwo, niekoniecznie nastawiając się na jeden określony typ produkcji, i móc zostawić wartość dodaną w gospodarstwie, robiąc np. soki, dżemy, konfitury, to członkowie tych rodzin nie musieliby dorabiać za granicą.

– Międzyzwiązkowy Komitet Protestacyjny Rolników Województwa Zachodniopomorskiego wystosował list otwarty do rządu w sprawie rolników…

– Tak, jednym z naszych podstawowych postulatów jest likwidowanie nieprawidłowości w obrocie ziemią. Chcemy, aby polska ziemia trafiała do polskich rolników, a nie do spółek z kapitałem zagranicznym i do obcokrajowców. Wszystkie nasze postulaty dotyczą obecnego stanu rolnictwa. Oprócz domagania się wprowadzenia przepisów umożliwiających rolnikom przetwarzanie własnych surowców gospodarczych i ich sprzedaż, zgłaszamy również problemy dotyczące GMO i niektórych ich upraw, które są rozpowszechniane i stanowią zagrożenie dla tradycyjnego, polskiego rolnictwa. Mamy tutaj również do czynienia z próbą przejmowania produkcji żywności przez wielkie korporacje GMO. Domagaliśmy się zakazu obrotu siewnym GMO i zakazu upraw GMO. Ten postulat w zasadzie został spełniony połowicznie, ponieważ został wprowadzony zakaz siewu, natomiast nie ma zakazu sprzedaży nasion, które są w obrocie. To będzie skutkowało stopniowym zanieczyszczaniem polskich pól. Zresztą jak wskazują ubiegłoroczne kontrole, już tak właśnie się dzieje.

– Czy Ministerstwo Środowiska i rząd Donalda Tuska w jakiś sposób ustosunkowali się do postulatów rolników?

– Gdyby rząd brał pod uwagę nasze postulaty, zgłoszone już dawno, może nie dochodziłoby do takich sytuacji, w których rolnicy muszą opuszczać gospodarstwa i wychodzić na ulice. To bardzo źle, że nie słucha się tego oddolnego głosu rolników, na których zaczyna dopiero zwracać się uwagę, gdy rolnicy wyjeżdżają ciągnikami na ulice. Nie powinno do tego dochodzić! Rząd powinien wcześniej prowadzić negocjacje i umieć słuchać głosu nie tylko rolników, ale w ogóle całego społeczeństwa, bo widzimy przecież, co dzieje się w innych gałęziach gospodarki. Na ulice wychodzą przecież nie tylko rolnicy. To jest bardzo niepokojący objaw, że miliony podpisów obywateli pod projektami ustaw są wyrzucane do kosza. Nie jest możliwe, żeby dalej w takim kraju żyć. Muszą nastąpić zmiany!

Wywiad ukazał się w najnowszym numerze tygodnika „Nasza Polska” Nr 5 (952) z 28 stycznia 2014 r.

Za: http://www.naszapolska.pl/index.php/categories/polska/18265-rolnicy-wychodza-na-ulice

POLISH CLUB ONLINE, 2014.01.29

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek