Tomasz Sadlik: Czego się boi Komisja Nadzoru Finansowego?


wGospodarce.pl

 

Tomasz Sadlik fot. wGospodarce.pl
Tomasz Sadlik
fot. wGospodarce.pl

Komisja Nadzoru Finansowego jest następcą Komisji Nadzoru Bankowego. Do jej zadań należy: • Określanie zasad działania banków zapewniających bezpieczeństwo środków pieniężnych zgromadzonych przez klientów w bankach • Nadzorowanie banków w zakresie przestrzegania ustaw, statutu i innych przepisów prawa oraz obowiązujących je norm finansowych • Dokonywanie okresowych ocen stanu ekonomicznego banków i przedstawianie ich Radzie Polityki Pieniężnej oraz wpływu polityki pieniężnej, podatkowej i nadzorczej na ich rozwój • Opiniowanie zasad organizacji nadzoru bankowego i ustalanie trybu jego wykonywania

Ustawa z 2006 roku powołała KNF, która zaczęła działać 1 stycznia 2008. Jej zadania:

Komisja Nadzoru Finansowego sprawuje nadzór nad sektorem bankowym, rynkiem kapitałowym, ubezpieczeniowym i emerytalnym, nadzór nad instytucjami płatniczymi i biurami usług płatniczych oraz nad instytucjami pieniądza elektronicznego. Do zadań Komisji należy ponadto:
a. podejmowanie działań służących prawidłowemu funkcjonowaniu rynku finansowego;
b. podejmowanie działań mających na celu rozwój rynku finansowego i jego konkurencyjności;
c. podejmowanie działań edukacyjnych i informacyjnych w zakresie funkcjonowania rynku finansowego;
d. udział w przygotowywaniu projektów aktów prawnych w zakresie nadzoru nad rynkiem finansowym;
e. stwarzanie możliwości polubownego i pojednawczego rozstrzygania sporów między uczestnikami rynku finansowego, w szczególności sporów wynikających ze stosunków umownych między podmiotami podlegającymi nadzorowi Komisji a odbiorcami usług świadczonych przez te podmioty.

Tyle teorii. Jak to wygląda w praktyce widać na przykładzie kredytów denominowanych we frankach szwajcarskich, która obecnie budzi tak wiele emocji i uderza w wielu obywateli, którzy zamiast płacić obiecaną ratę w wysokości „x” płaci prawie dwa razy tyle, a kapitał do spłaty zamiast zmniejszać się – powiększył, osłabiają wiarę w możliwość spłaty takiego kredytu-zombie. Już w 2005 roku KNB ostrzegała….. banki (brak było ostrzeżeń dla klientów):

„Przedmiotem wzmożonej uwagi KNB w 2005 roku były: rosnące zaangażowanie banków w finansowanie rynku nieruchomości i znaczny wzrost kredytów walutowych. W ocenie Komisji zbyt wysoki poziom kredytów walutowych stał się dużym zagrożeniem dla stabilności polityki kredytowej prowadzonej przez banki. Stanowisko nadzoru bankowego w tej kwestii przekazywane było bankom w stosownych wystąpieniach i znalazło odzwierciedlenie w opracowanym projekcie rekomendacji.”

Tak więc poprzedniczka KNF ostrzegała banki przed zbytnim angażowaniem się w ryzykowną dla nich samych akcję kredytową. Co na to banki? Zaprotestowały!

W 2007 w kolejnym raporcie KNF czytamy:

Image 2-19-14 at 8.19 PM

Czarno na białym Komisja przedstawiła bankom, w tym również tym, które ryzyka dla klienta nie byłyby świadome, czym może grozić udzielanie kredytów denominowanych we frankach na masową skalę. Przypomnijmy, że banki nie pożyczały franków, a tylko przeliczały te kredyty po ich kursie dodając swój spread (marżę) i LIBOR (zwany wskaźnikiem, w rzeczywistości również marżę).

Efekt? Wprowadzona następnie Rekomendacja S ograniczyła na chwilę akcję, jednak nie przez same banki, tylko przez rynek. Przez chwilę kredyty w złotówkach były niemal równie (mało) atrakcyjne, jak te denominowane we frankach. Wkrótce jednak podwyżka stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej w Polsce z jednoczesnym obniżeniem stóp przez jej odpowiednik ze Szwajcarii spowodował, że Polacy znowu myśleli (przekonywani przez niezliczonych pracowników banków i doradców, nagradzanych dodatkowymi premiami za ten produkt – i niektórych „niezależnych” ekspertów – w rzeczywistości bankowców, jak pan Kajetanowicz, który publikował pod przykrywką Instytutu im. Adama Smitha, a w rzeczywistości pracownik wyższego szczebla jednego z banków).

W 2010 roku czytamy:

„W zamyśle KNF Rekomendacja S miała doprowadzić do ograniczenia udziału kredytów walutowych w portfelach polskich banków, lecz tak się nie stało. Jeszcze dwa lata temu kredyty denominowane w walutach obcych należały do najchętniej zaciąganych przez Polaków zobowiązań. Ten fakt zmusił Komisję Nadzoru do zaostrzenia wymagań. W ogłoszonym w lecie 2010 r. projekcie nowelizacji dyrektywy Komisja wystąpiła z propozycją obligatoryjnego ograniczenia udziału kredytów walutowych w ofertach banków do 50%.

Jak można się domyślić, ta propozycja spotkała się ze zdecydowanym sprzeciwem bankowców. Związek Banków Polskich w opublikowanym w sierpniu zeszłego roku stanowisku wskazywał na negatywne dla sektora bankowego skutki tego rozwiązania (problemy banków z płynnością, wzrost cen złotego na rynku międzybankowym). Argumentował również, iż wprowadzenie w życie limitu znacznie ograniczałoby dostęp do finansowania opartego o waluty obce i byłoby działaniem niekorzystnym dla klientów. Ostatecznie więc KNF wycofała się z tego pomysłu.”

A więc – KNF nie oparł się zdaniu banków!!! Moglibyśmy już w tym miejscu zadać sobie pytanie o rolę KNF w stosunku do samych klientów (por. wyżej). Ale czytajmy dalej:

Ubiegłoroczne perturbacje związane z rynkiem walutowym przyczyniły się natomiast do bardziej rygorystycznego podejścia przez KNF do Rekomendacji S II. Warto w tym miejscu przypomnieć, iż ta obowiązująca od 1 kwietnia 2009 roku dyrektywa obligowała banki do rzetelnego informowania klientów o zasadach wyliczania wysokości spreadów oraz obciążeniach i ryzyku związanym z istnieniem różnic między kursem sprzedaży a kursem kupna walut obcych. Jednak w praktyce banki takich danych klientom nie udostępniały, stosując jednocześnie politykę zawyżania spreadów. Obecnie bank ma ustawowy obowiązek informowania kredytobiorcy o wysokości spreadu i musi wpisać te dane do umowy kredytowej.
(j.w.)

Czy wpisywał? W mojej (T.S.) nie ma o tym ani słowa, a pracownik banku nie zająknął się o tym, nie przedstawił też żadnej symulacji.

Rodzi się więc pytanie o rolę i rzeczywisty wpływ KNF na kształtowanie praktyki działania banków w Polsce. Z powyższego jasno wynika, że KNF pełniła rolę „przykrywki”, ciała kontrolującego, ale karzącego wszystkich, tylko nie… banki (w swojej historii ukarała wiele podmiotów, ale żadnego banku (zob.http://bip.knf.gov.pl/?l=/Komisja/050_Kary/kary.html).

Kiedy „mleko się rozlało”, a więc banki nie posłuchawszy mądrych skądinąd rad Komisji udzieliły 700 tysięcy takich kredytów, a pan Sadlik i tysiące innych mu podobnych zaczęło się zastanawiać jak to możliwe, że sprzedano mu produkt wysokiego ryzyka (por. mój tekst „Bankowe kasyno”) pomimo, że sam bank, a teraz jak się okazuje i Komisja Nadzoru Finansowego, były świadome wielkości tego ryzyka. To rodzi kolejne pytanie: dlaczego Komisja w Rekomendacji S nakazała bankom, by przy obliczaniu zdolności kredytowej klienta podwyższały one ryzyko o 20% w stosunku do zdolności tego samego klienta w złotówkach. A gdzie różnica, owe 30%, która okazała się zabójcza dla wielu kredytobiorców „wpuszczonych” w te kredyty?

To wszystko z kolei rodzi podstawowe dla nas, klientów i obywateli pytanie: kogo broni KNF? Jak wiadomo jest to jednostka utrzymywana ze środków budżetowych (naszych podatków), kontrolowana przez rząd. Tymczasem przez ostatnie kilka lat broni wyłącznie banków. Mimo jasności sytuacji, co do ryzyka, na jakie banki narażały klientów udzielając takich kredytów, mimo rekomendacji i prób wpłynięcia na banki, te ostatnie nic sobie z tego nie robiły. A obecnie? Komisja nadal stoi na straży interesu banków, pod pozorem utrzymania ich zysków (bo „strata” banków to tak naprawdę utrata ich nadmiernych zysków) i stabilności systemu bankowego i stabilności naszej waluty…. Brzmi znajomo?

I jak KNF realizowała to fundamentalne, opisane wyżej zadanie: podejmowanie działań edukacyjnych i informacyjnych w zakresie funkcjonowania rynku finansowego…..

Mam nadzieję, że niedługo odpowiedź usłyszymy w Sejmie……

* * *

Koniecznie zajrzyj do wSklepiku.pl!  W ofercie naszego sklepu, oprócz gadżetów portalu wPolityce.pl, można znaleźć ciekawą i szeroką ofertę wydawniczą. Gwarantujemy szybką wysyłkę i najniższe ceny!

Tomasz Sadlik

Pisarz, tłumacz przysięgły j. hiszpańskiego, katalońskiego, francuskiego i angielskiego inicjator akcji obrony praw osób posiadających kredyty walutowe, założyciel Stowarzyszenia Obrony Poszkodowanym PRO FUTURIS.

Źródło:  http://wgospodarce.pl/opinie/10760-czego-sie-boi-knf , 19 lutego 2014.

POLISH CLUB ONLINE, 2014.02.20

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek