Stanisław Bulza: Ludobójstwo na Polakach w czasie II wojny światowej (Część III.)


Przeczytaj:         Część I.             Część II.  

 

Zdrada Polski przez Aliantów

USA i Anglia szły na daleko posunięte ustępstwa względem ZSRR. W dniach 24-30 marca 1942 r. premier RP Władysław Sikorski przebywał z oficjalną wizytą w Waszyngtonie. Podczas rozmów z Rooseveltem powiedział, że uznanie zachodniej granicy ZSRR uczyni z Polski łatwą zdobycz dla tego państwa. Dodał, że pomoc dla ZSRR nie powinna oznaczać zgody na jego terytorialną ekspansję, tym bardziej, że jest ona sprzeczna z Deklaracją Narodów Zjednoczonych. 26 kwietnia tego samego roku rząd angielski uznał zachodnie granice ZSRR na obszarze dawnych państw bałtyckich i Rumunii. Przeciw takiemu stanowisku Anglików zaprotestował Sikorski, który odebrał to, jako przyzwolenie na uznanie wszystkich radzieckich aneksji w Europie Wschodniej.

Na konferencji w Teheranie, odbytej w dniach od 28 listopada 1943 do 1 grudnia 1943 roku przez przedstawicieli Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Związku Sowieckiego, zapadły niepomyślne decyzje w sprawie polskich granic wschodnich. Granica wschodnia Polski została przyrzeczona marszałkowi Stalinowi przez Churchilla i Roosevelta według biegu linii Curzona z roku 1919.

Sprawa Teherańskiej konferencji była, a częściowo i pozostała nie ogłoszona, była nieznana w każdym razie Rządowi Polskiemu w Londynie, i była utrzymywana w najściślejszej tajemnicy przez Rządy i Sztaby Alianckie. Rząd Polski i razem z nim Sztab Naczelnego Wodza w Londynie w dalszym ciągu prowadził swoje sprawy, również i sprawę Armii Krajowej w Polsce tak, jak gdyby nic doniosłego nie zaszło w sytuacji międzynarodowej i w sytuacji Rządu Polskiego w Londynie” (Płk Leon Mitkiewicz, „Powstanie Warszawskie”, Instytut Literacki w Paryżu w 1962 r.).

Decyzje w sprawie zmian granic Polski przez Wielką Brytanię, ZSRR i USA podjęte bez zgody Rządu RP na uchodźstwie były pogwałceniem zasad Karty Atlantyckiej i polsko-brytyjskiej umowy sojuszniczej.

jalta-1945-churchill-roosevelt-stalinNa konferencji w Jałcie (od 4 do 11 lutego 1945) Alianci oddali Polskę pod strefę wpływów ZSRR. A my tak zapatrzeni jesteśmy w Anglię i USA. To właśnie Anglicy i Amerykanie stali się źródłem naszego nieszczęścia. Anglosasi zawsze nas zdradzali i zdradzą.

Żołnierze polscy walczyli na wszystkich frontach II wojny światowej, a lotnicy polscy przyczynili się walnie do zwycięstwa Anglików w bitwie o Anglię z Niemcami. Prezes Rady Ministrów Rzeczypospolitej Polskiej na Emigracji, Arciszewski, w przeddzień konferencji w Jałcie mówił: „Chodzi o to, że w rzeczywistości nie ma już szczerych stosunków międzynarodowych. Są tylko przejawy siły. Jeśli pokój w Europie ma być trwały, musi być oparty na zasadach sprawiedliwości, poszanowania prawa, dobrym sąsiedztwie między państwami w stosunkach międzynarodowych”. W telegramie wysłanym do Roosevelta błagał: „Chcę wierzyć, że istotne wolności będą zagwarantowane mojemu narodowi”.

Churchill i Roosevelt bez żadnych skrupułów oddali Polskę we władanie Stalinowi. Następnie wykluczono Polskę z uroczystości na Monte Cassino oraz z konferencji w San Francisco, w czasie której tworzono ogólny zarys Karty Narodów Zjednoczonych.

Melchior Wańkowicz w książce „Monte Cassino” pisał: „W dniu 15 marca 1945 r., w dziesięć miesięcy po bitwie o Monte Cassino odbyła się uroczystość związana z odbudową miasta. W uroczystościach wzięli udział przedstawiciele rządu włoskiego z premierem Bonomi na czele, ambasador USA Kirk, minister pełnomocny W. Brytanii Hopkinsom, ambasador francuski de Mousville i sowiecki Kostylew. Polacy nie zostali zaproszeni. Dalej: – Pierwsza flaga, jaka zawisła na Monte Cassino, była polska. Teraz są wszystkie – nie ma polskiej”.

W kwietniu 1945 r. rozpoczęła się w San Francisco konferencja, w czasie której tworzono ogólny zarys Karty Narodów Zjednoczonych. Konferencja odbyła się tuż po uroczystościach na Monte Cassino. Polska na konferencję nie została zaproszona. Rząd Polski w Londynie protestował przeciw wykluczeniu Polaków z tej konferencji.

Ludność Polski w 1931 r., w 1935 r. i w 1939 r.

W okresie od 9 grudnia 1931 do stycznia 1936 r. wzrosła liczba ludności Polski z 32 mln 133 tys. do 33 mln 823 tys. osób. W 1931 ludność Polski liczyła 32 mln. 133 tys., w 1935 r. 33 mln 823 tys. osób, w 1939 już 35 mln. 339 tys. osób. Według spisu z 1931 r. ludność Polski o języku ojczystym polskim stanowiła 68,9 % (22 mln 140 tys.), ukraiński i ruski 13,9% (4 mln 466 tys.), żydowski lub hebrajski 8,6% (2 mln.763 tys.), białoruski 3,1% (996 tys.), niemiecki 2,3% (739 tys.), rosyjski 0,4%, litewski 0,3%).

Wydany dzięki funduszowi Ministerstwa Pracy i Opieki Społecznej (Londyn, czerwiec 1945) przez Światowy Związek Polaków z Zagranicy „Informator Polski” w rozdziale „Struktura ludnościowa” (str. 19) podaje, że w 1939 r. Polska miała 35 339 000 mieszkańców, w tym: 24,4 mln Polaków (69%) oraz 6,15 mln Ukraińców, Rusinów i Rosjan (17%) i 2,9 mln Żydów (8,2%) (Stefan Pągowski, Straty wojenne Polski w latach 1939-1945, www.PolandPolska.org).

13 grudnia 2005 r. odbyło się Sympozjum Polskiego Towarzystwa Demograficznego i Warszawskiego Towarzystwa Miłośników Historii na temat „Ilu obywateli utraciła Rzeczpospolita w latach 1939-45”. Na Seminarium podano informację o Spisie Powszechnym z 1938 r. (po zajęciu Zaolzia), wykazującym wtedy 35.4 mln mieszkańców Polski albo liczba 35.8 mln powtórzona przez profesora UJ, dr Andrzeja Krzesińskiego (książka „Poland’s Right to Justice” wydana w 1946 r.) za informacją, przesłana do Ligi Narodów w sierpniu 1939 r. Wynik powojennego Spisu z 1946 r. – 23.6 mln. oraz powojenny trend demograficzny (do następnego Spisu z 1950 r.- 25 mln, w/g „Historical Atlas od Poland” wyd. we Wrocławiu w 1981r) pozwala szacować zaludnienie Polski w 1945 r. jako 23.2 mln (Jarosław Rdzanek i Stefan Pągowski „Przemiany i straty demograficzne Polski i Warszawy w okresie II wojny światowej”, „Myśl!”, nr 22, 2006)

 

Powszechny Sumaryczny Spis Ludności z 14 lutego 1946 r.

W latach 1939-1945 mordy Polaków osiągnęły nieznany przedtem w historii rozmiar. Kiedy na przełomie kwietnia i maja 1946 r. opublikowano wstępne wyniki Powszechnego Sumarycznego Spisu Ludności w I Zeszycie Specjalnym Wiadomości Statystycznych okazało się, że w Polsce żyło 23 mln 911 tys. obywateli, w tym Polaków 20 mln 520 tys., Niemców 2 mln 288 tys., inne mniejszości 399 526 osób, i osoby co do których toczyło się postępowanie rehabilitacyjne lub weryfikacyjne 417 431 osób (http://pl.scribd.com/doc/36839158/Powszechny-Sumaryczny-Spis-Ludno%C5%9Bci-z-dn-14-II-1946-roku-1). Ciekawe, co ukrywało się pod określeniem „inne mniejszości”?

Według danych Ministerstwa Pracy i Opieki Społecznej (Londyn, czerwiec 1945) przez Światowy Związek Polaków z Zagranicy „Informator Polski” w rozdziale „Struktura ludnościowa” (str. 19) podaje, że w 1939 r. Polska miała 35 mln 339 tys. mieszkańców, w tym: 24 mln 400 tys. osób narodowości polskiej (69%), a w 1946 r. osób narodowości polskiej było już tylko 20 mln 520 tys. z ogólnej liczby 23 mln 911 tys. obywateli polskich mieszkających w nowych granicach Polski.

W porównaniu z liczbą osób narodowości polskiej z 1939 r. a w podanym spisie ludności z 1946 r. ubytek osób narodowości polskiej wynosi 3 mln 880 tys.

Straty ludnościowe Polski zostały w 1947 r. podane przez polskie Biuro Odszkodowań Wojennych przy Prezydium Rady Ministrów mówiły, że ogólna liczba zabitych wynieść miała 6 mln 28 tys. obywateli RP, w tym 3 mln stanowili Żydzi.

Tymczasem w sierpniu 2007 r. Instytut Pamięci Narodowej podał nowe dane, z których wynika, że w czasie II wojny światowej zginęło od 5,6 do 5,8 mln obywateli polskich, z czego zdecydowana większość z rąk Niemców. W publikacji ujęto ofiary wśród Polaków i Żydów, a także m.in. Ukraińców, Białorusinów, Litwinów, Czechów i Niemców mających polskie obywatelstwo.

 

Ukryta mniejszość

Według Powszechnego Sumarycznego Spisu Ludności z 1946 r., jeżeli od 23 mln 911 tys. obywateli polskich odejmiemy 20 mln 520 tys. osób narodowości polskiej, to wychodzi, że w Polsce powinno być 3 mln 391 tys. obywateli polskich należących do mniejszości narodowych, ale po podliczeniu podanych w spisie mniejszości narodowych okazuje się, że było 3 mln 105 tys. osób należących do mniejszości narodowych. Różnica wynosi 286 tys. osób należących do nieznanej mniejszości narodowej.

 

Ludność niemiecka w Polsce

W latach 1946-1947 około 2,5 miliona Niemców opuściło Polskę. Według danych Ministerstwa Administracji Publicznej (MAP) na dzień 1 stycznia 1950 r., w Polsce pozostawało jeszcze 171 tys. 500 Niemców oraz obywateli polskich wpisanych na niemieckie listy narodowościowe, wobec których istniały podstawy do wszczęcia postępowania o pozbawienie obywatelstwa. S. Banasiak twierdzi, że liczba Niemców nie była władzom polskim dokładnie znana. Natomiast podawane w publikacjach i wystąpieniach zachodnioniemieckich wielokrotnie większe liczby odnosiły się najczęściej do wszystkich osób, które w dniu 31 sierpnia 1939 r. zamieszkiwały późniejsze Ziemie Odzyskane. Narodowy spis powszechny z 3 grudnia 1950 r. wykazał, że osób takich było 1123,589 tys. (http://www.bibliotekacyfrowa.pl/Content/34670/003.pdf).

Była to więc liczba zbliżona do liczby obywateli polskich narodowości niemieckiej przed 1939 r. W wydanym dzięki funduszowi Ministerstwa Pracy i Opieki Społecznej (Londyn, czerwiec 1945) przez Światowy Związek Polaków z Zagranicy „Informator Polski” w rozdziale „Struktura ludnościowa” z 1939 r. nie podano już liczby Niemców mieszkających w Polsce, gdyż po agresji Niemiec na Polskę przyjęli oni obywatelstwo niemieckie.

 

Szok!

Liczbę polskich ofiar II wojny światowej można oszacować metodą porównania liczby mieszkańców Polski z 1939 r. ze spisem z 1946 r.

W porównaniu z ludnością Rzeczypospolitej z 1939 roku, a w podanym spisie ludności z 1946 r. różnica w ubytku ludności Polski wynosi 11 mln 428 tys. osób, w tym podaną liczbę 3 mln 880 tys osób narodowości polskiej, nieznaną liczbę zaginionych Polaków na Kresach oraz obywateli polskich różnej narodowości mieszkających na Kresach. W latach 1945-1989 nie można było mówić o stratach ludnościowych Polski na naszych Kresach wschodnich. Dopiero po 1989 r. zaistniały warunki do prowadzenia takich badań, ale też nie do końca. Jeżeli się coś na ten temat mówi, to tylko o zbrodni katyńskiej.

Jeżeli weźmiemy liczbę mieszkańców Polski szacowaną na 35.8 mln, która została powtórzona przez profesora UJ, dr Andrzeja Krzesinskiego (książka „Poland’s Right to Justice” wydana w 1946 r.), za informacją przesłaną do Ligi Narodów w sierpniu 1939 r., to straty te będą większe o 550 tys. osób, i wyniosą 11 mln 977 tys. osób.

Na wspomnianym wyżej Sympozjum Polskiego Towarzystwa Demograficznego i Warszawskiego Towarzystwa Miłośników Historii na temat „Ilu obywateli utraciła Rzeczpospolita w latach 1939-45” uczestnicy zwracali uwagę na konieczność wyjaśnienia znacznej różnicy pomiędzy liczbą utraconych przez II. RP obywateli ponad 10 albo nawet 12 mln, a wyraźnie zmanipulowaną liczbą 6.028 tys. zabitych, powtarzaną za (anonimowym) Sprawozdaniem BOW, określającym zalegalizowane (przez „polskich” patriotów z Moskwy) zaludnienie Polski przez 27.007 tys. Polaków i polskich Żydów tuż przed wybuchem wojny, w tym 5.193 tys. zalegalizowanych polskich obywateli Kresów Wschodnich.

W 1946 r. Trybunał Norymberski orzekł o utracie 33% polskiej ludności w czasie II wojny światowej (Dr inż. Stefan Pągowski, „Straty wojenne Polski w latach 1939-1945). Według Trybunału Norymberskiego, Polska utraciła w czasie II  wojny światowej 33% ludności, czyli 11 661,87 tys. obywateli.

 

Repatriacja i przesiedlenia

Łączną liczbę ocalonych Polaków wywiezionych na Sybir badacze szacują na 431 tysięcy osób. Zawiera ona w sobie zarówno deportowanych z lat 1939-1941 i 1944-1946 jak i ich dzieci. Wiadomo np., że spośród 10 tysięcy Polaków zesłanych na Kołymę i Czukotkę przeżyło tylko 171 osób. Na Czukotce spośród 3 tysięcy Polaków nie przeżył nikt. Tymczasem łagrów, gdzie byli przetrzymywani Polacy było ok. 130 (http://pl.wikipedia.org/wiki/Represje_ZSRR_wobec_Polak%C3%B3w_i_obywateli_polskich_1939-1946).

Repatriacja i przesiedlenia w latach 1944-1950 objęły łącznie ok. 4,4 mln osób (w tym z ZSRR 2,1 mln osób, z Niemiec 2,1 mln, a z innych państw 0,2 mln. W latach 1959-1962 przybyło do Polski w charakterze repatriantów ok. 2 tys. osób, głównie obywateli polskich z krajów Europy Zachodniej i obu Ameryk. Osoby te przyjeżdżały do Polski na podstawie wiz repatriacyjnych, które wystawiały im konsulaty (http://biurose.sejm.gov.pl/teksty/i-586.htm). Na Zachodzie pozostało 0,5 mln. Polaków.

Później Sowieci nie zgodzili się na repatriację Polaków. Dopiero w latach 1955-1959 przesiedlono ze ZSRR łącznie 245 tys. 501 osób. Zaledwie 22 tys. 260 osób pochodziło z łagrów i miejsc osiedlenia w głębi ZSRR. Reszta pochodziła z Kresów Wschodnich. Z Litewskiej SRR, a głównie Wileńszczyzny wyjechały 46 tys. 552 osoby, z Białoruskiej SRR (dawne ziemie grodzieńska i nowogródzka) 100 tys. 630 osób, z Ukraińskiej SRR 76 tys.059 osoby.

Łącznie do Polski, w dwóch falach, w latach 1945-1959 przybyło 2 mln 346 tys. Polaków wywiezionych w głąb ZSRR i z dawnych Kresów.

Po 1945 r. z Niemiec powróciło 2 mln 100 tys. Polaków przymusowo wywiezionych na roboty, z obozów koncentracyjnych, stalagów i oflagów, a przecież tylko na przymusowe roboty wywieziono do Niemiec 3 mln 100 tys. Polaków.

Łącznie w latach 1944-1959 powróciło do Polski 4 mln 446 tys. Polaków. Oprócz Polaków przybyłych ze ZSRR w latach 1955-1959 w liczbie 245 tys. 501 osób,  pozostali byli objęci spisem powszechnym w 1950 r.

 

Rzeczywiste straty

W porównaniu z ludnością Rzeczypospolitej z 1939 roku, a w podanym spisie ludności w 1950 r. różnica w ubytku ludności Polski wynosi 10 mln 331 tys. osób. W 1946 r. różnica ta była większa i wynosiła 11 mln 428 tys. osób, a w 1950 była mniejsza, ponieważ przeprowadzony w 1950 r. spis uwzględniał już co najmniej kilkaset tysięcy sprowadzonych z Sowietów Żydów (wg St. Mikołajczyka tylko do jego ucieczki zaraz po sfałszowanych wyborach w 1947 roku: było to sprowadzonych ok. 400 tys. sowieckich obywateli pochodzenia żydowskiego), oraz w latach 1946-1950 przyrost naturalny. Spis w 1946 r. przeprowadzony był w lutym a spis w 1950 r. 3 grudnia. Od lutego 1946 r. do 3 grudnia 1950 r. przybyło 1 mln. 95 tys. osób. Jeżeli sprowadzonych do Polski było 400 tys. Żydów, to przyrost naturalny wyniósł 695 tys. osób, rocznie około 174 tys. W latach 1931-1936 przybywało rocznie średnio po 400 tys. ludzi.

Urodzeni w latach 1946-1950 nie mogą być liczeni w stratach ludnościowych Polski. Trzeba ich odjąć od liczby 11 mln 428 tys. osób tj. ubytku ludności w porównaniu z ludnością Rzeczypospolitej z 1939 roku, a w podanym spisie ludności z 1946 r.

Do stycznia 1936 r. łącznie w województwach wschodnich i południowych mieszkało 13 mln 124 tys. obywateli polskich, (bez w. krakowskiego), w tym 5 mln 242 tys. osób posługujących się językiem ojczystym polskim. Brak danych z 1936 r., 1937 r., 1938 r., i połowy z 1939 r. W 1939 r. liczba ta na pewno była większa.

Jeżeli łącznie do Polski, w dwóch falach w latach 1945-1959, przybyło 2 mln 346 tys. Polaków wywiezionych w głąb ZSRR i z dawnych Kresów, oraz trzeba też doliczyć tych, którzy po 1959 r. pozostali na Kresach wschodnich, czyli około 1 mln Polaków, to gdzie podziało się 1 mln 896 tys. osób narodowości polskiej mieszkających na naszych wschodnich Kresach. Od tej liczby trzeba odjąć 200 tys. zamordowanych Polaków na Kresach i Małopolsce wschodniej przez Ukraińców. Brakuje 1 mln 696 tys. osób narodowości polskiej na Kresach.

Z liczby brakujących 3 mln. 880 tys. osób narodowości polskiej ze spisu z 1939 r. a ze spisem z 1946 r., trzeba odjąć 500 tys. Polaków, którzy pozostali po wojnie na Zachodzie, w tym osoby, które wyszły ze ZSRR z gen Andersem, choć byli to Polacy różnej narodowości.

Łącznie brakuje 5 mln 76 tys. osób narodowości polskiej.

Polskie straty ludnościowe w latach 1939-1950 wynoszą 10 mln. 331 tys. osób, w tym 2 mln. 600 tys. Żydów, gdyż po wojnie 400 tys. wróciło ze ZSRR oraz 5 mln 76 tys. Polaków, ale nadal brakuje 2mln 655 tys. obywateli polskich ze spisu z 1939 r. Liczba ta będzie jeszcze większa, gdyż brakuje danych o liczbie mieszkańców województw wschodnich i południowych z 1936 r., 1937 r., 1938 r. i 1939 r. Prawdopodobnie są to obywatele polscy różnej narodowości, którzy zginęli lub pozostali po 1945 r. na naszych Kresach wschodnich.

 

Zamordowani w latach 1940-1943 w KL Auschwitz według Rudolfa Hossa

SS-Obersturmbannfuhrer Rudolf Hoss (Höss) w latach 1940-1943 był komendantem KL Auschwitz. Był świadkiem na procesie norymberskim w sprawach Ernsta Kaltenbrunnera, Oswalda Pohla i IG Farben. Na pytanie sędziego, ilu zginęło ludzi w KL Auschwitz? Odpowiedział: 2,5 mln. Czy kłamał? Dlaczego miałby zawyżać liczbę pomordowanych ludzi. Nie było to w jego interesie. Tak więc, tylko w latach 1940-1943 zginęło w KL Auschwitz 2,5 mln ludzi.

Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze nie badał odrębnie problemu zbrodni popełnionych w KL Auschwitz i liczby jego ofiar, poprzestając w wyroku na konstatacji: „O ile chodzi o Oświęcim, Trybunał przesłuchiwał jako świadka komendanta tego obozu w okresie od maja 1940 r. do 1 grudnia 1943 r. Szacował on, że w samym obozie oświęcimskim uśmiercono w tym czasie 2,5 mln osób i że dalsze pół miliona zginęło z chorób i głodu”(http://ptto.wordpress.com/2013/11/26/polska-1939-1945-straty-osobowe-i-ofiary-represji-pod-dwiema-okupacjami)

 

Zaniżanie liczby zamordowanych Polaków w czasie II wojny światowej

W Polsce po 1989 roku podjęto akcję, której celem jest zaniżanie liczby ofiar niemieckich zbrodni w czasie drugiej wojny światowej, a w konsekwencji oczyszczenie Niemców ze zbrodni popełnionych na Narodzie Polskim. Dotyczy to mordów dokonanych na ludności cywilnej w masowych rozstrzeliwaniach, obozach koncentracyjnych i obozach pracy przymusowej, oraz podczas pacyfikacji polskich wsi i wysiedleniach.

Pomija się milczeniem zamordowanie ponad 200 tys. Polaków w KL Warschau. Zmniejszono obszar i okres działania tego obozu, wypaczając jego wielkość. Uczynił to dr Bogusław Kopka w książce pt. „Konzentrationslager Warschau, historia i następstwa” (Mira Modelska-Creech Ph .D. List otwarty do IPN, 10 października 2007 r., Myśl! Nr 40 (8), Wałbrzych-Krosno 2007). Pomniejszono liczbę ofiar obozu KL Gross Rosen ze 180 tys. do 40 tys.

W 1994 roku na Pomniku Narodowym w Birkenau, który został odsłonięty w 1967 roku, zmieniono różnojęzyczne inskrypcje mimo licznych protestów. Uzasadnienie zmiany zawiera publikacja Muzeum Oświęcimskiego z 1992 roku pt. „Ilu ludzi zginęło w KL Auschwitz”. Autorem tego opracowania jest kierownik Działu Historycznego Muzeum dr Franciszek Piper, który wkroczył bezceremonialnie w kompetencje IPN. Orzekł on bowiem o niezbędności skorygowania ustaleń Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, a także sentencji wyroku Trybunału Norymberskiego. Liczbę ofiar tego obozu zredukował dr Piper z co najmniej 3 do 4 milionów do najwyżej 1,5 miliona, przy czym liczbę zgładzonych tam Żydów zmniejszył o półtora miliona a Polaków o ponad milion (do 75 tysięcy osób). Ponoć nastąpiło to w oparciu o wyniki badań historyków zachodnich, chociaż autor owej redukcji przywołał oświadczenie Międzynarodowej Rady przy Muzeum, „uzasadniającej usunięcie tablic z pomnika sprostowaniem błędnych informacji, dających okazję do wybielania hitlerowskich morderców”. Rada pominęła protest Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem, natomiast uznała, że „główną podstawą zmiany są dane historyków żydowskich, przy czym zmniejszenie ilości ofiar nie powoduje istotnego zredukowania ogólnej ilości ofiar zagłady”. Trudno doszukać się w tym logiki, ale Pomnik Narodowy zmieniono, a IPN nie zajął w tej sprawie stanowiska (Dr inż. Stefan Pągowski, Fundacja im. Piekarskiego w Calgary, Kanada).

Protesty w tej sprawie, np. Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem (1994r) czy Związku byłych Więźniów z Chicago (2002), są ignorowane albo odrzucane. Departament Dziedzictwa Narodowego Ministerstwa Kultury potwierdził prawidłowość ustaleń PMAB w oparciu o opinie wyselekcjonowanych „wybitnych polskich uczonych: prof. Bartoszewskiego i dr Biernackiego”; trudno zresztą oczekiwać od nich innego zdania – profesor(?) jako Minister Spraw Zagranicznych potwierdził przed Bundestagiem w dniu 28 IV 1995 roku opinię PAN ogólnej liczbie zabitych 2 mln Polaków, zaś dr Biernacki uczestniczył w bezpowrotnym przekazaniu Niemcom oryginałów dokumentów zbrodni niemieckich w Polsce (Dr inż. Stefan Pągowski, Fundacja im. Piekarskiego w Calgary, Kanada).

Wymieniony wyżej Stanisław Biernacki pracował w Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Dr Jacek Wilczur w książce „Raport Wilczura”: tak o nim pisze: „Ludzie, którzy znają dzieje śledztwa w sprawie KL Warschau, historycy, prawnicy zapytują: – Jaka jest prawdziwa przyczyna, dla której dr Stanisław Biernacki torpedował przez wszystkie lata, poczynając od 1973 roku, śledztwo sędzi Trzcińskiej w sprawie KL Warschau”. Dalej: „Jak mogło dojść do tego, że za wnioskiem jednego tylko pracownika Głównej Komisji, S. Biernackiego, rozwiązano warszawską Okręgową Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich, bodaj najważniejszą w Polsce spośród okręgowych komisji”. Następny cytat: „Biernacki wspólnie z dyrektorem R. Walczakiem i S. Kaniewskim spowodowali odebranie sędzi Trzcińskiej akt KL Warschau”.

Im więcej czasu upływa od zakończenia II wojny światowej, tym bardziej pomniejsza się straty ludnościowe Polski w czasie II wojny światowej. Prof. Łuczak z Polskiej Akademii Nauk, orzekając o uśmierceniu przez Niemców, Sowietów i Ukraińców w latach 1939-1945 (tylko) 2 mln Polaków w tym 800 tys. to ofiary walk i bezpośrednich działań wojennych. Inny historyk PAN, prof. Krzysztof Jasiewicz poprowadził spekulację dalej i następnie zredukował liczbę polskich ofiar II wojny twierdząc, że „straty polskie (bez Żydów) w II wojnie światowej nie przekraczają zapewne 1 mln ofiar, co bynajmniej nie umniejsza naszego cierpienia i wysiłku wojennego” (Dr inż. Stefan Pągowski, „Straty wojenne Polski w latach 1939-1945”).

 

Świadome fałszowanie historii w III RP

Oto oświadczenie największego w Polsce Koła Byłych Więźniów w KL Auschwitz-Birkenau: „W Obliczu śmierci z rąk Niemców wszyscy byli równi. W 1994 przy okazji 50-lecia wyzwolenia obozu odsłonięte zostały nowe tablice pamiątkowe, które mówią około 1,5 miliona” ofiar.

My, byli więźniowie obozu koncentracyjnego KL Auschwitz-Birkenau i innych niemieckich obozów zagłady świadkowie i niedoszłe ofiary planowego ludobójstwa narodu polskiego, Słowian i Żydów stwierdzamy:

– Ilość ofiar KL Auschwitz-Birkenau wynosi nie mniej niż 4 miliony co stwierdził osobiście w swych zeznaniach na procesie były komendant obozu Rudolf Höss; świadkowie tego procesu żyją do dziś;

– Każda próba negowania tej liczby jest świadomym fałszowaniem historii i tak będzie przez nas traktowana;

– Żądamy usunięcia zafałszowań i przemilczeń z podręczników nauki historii;

– Płyty upamiętniające męczeńską śmierć czterech milionów ludzi w KL Auschwitz-Birkenau mają wrócić na swe miejsce, skąd zostały usunięte;

– Sprzeciwiamy się próbom skłócania Polaków z Żydami;

W obliczu śmierci z rąk Niemców wszyscy byli równi. I tak ma pozostać.

Tekst tego oświadczenia zaaprobowali uczestnicy walnego zebrania członków największego w Polsce Koła Byłych Więźniów w KL Auschwitz-Birkenau w dniu 7 października 1997. Oryginalne podpisy”.

 

Z katów ofiary

Pomniejszanie strat ludnościowych Polski w czasie II wojny światowej odbywa się w imię tzw. dobrych stosunków polsko-niemieckich (mit giedroyciowski?). Na portalu nacjonalista można przeczytać, że „Już w latach 70. XX w. podczas spotkań komisji mieszanej polsko-niemieckiej dla ustalenia jednobrzmiących podręczników szkolnych podnoszone było przez stronę niemiecką życzenie ustalenia liczby ofiar KL Auschwitz na 1-1,5 mln” (http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,4116). Po upadku PRL Polska przyjęła orientację proniemiecką. Po 1989 r. w polityce zagranicznej Polski dominowały dążenia do integracji ze strukturami euroatlantyckimi. Wyrażono je w haśle „powrotu do Europy”, a rząd wskazywał na to, że jedyna możliwa droga na Zachód prowadzi przez porozumienie z Niemcami. W tych warunkach jako rację stanu uznano pojednanie ze stroną niemiecką i próbę budowy dobrosąsiedzkich relacji z zachodnim sąsiadem. Życzeniom niemieckim stało się zadość. Nie dość, że radykalnie pomniejszono straty ludnościowe Polski poniesione w czasie II wojny, to od dłuższego już czasu trwa oczernianie, opluwanie, zarówno w Polsce, jak i mediach zagranicznych, przedstawiając Polaków jako wrednych antysemitów. Usiłuje się za wszelką cenę zdjąć odpowiedzialność za zbrodnie popełnione przez Niemców w czasie drugiej wojny światowej i przerzucić je na Polaków.

Zrealizowany w 2012 r. przez drugi program niemieckiej telewizji publicznej, trzyczęściowy film „Nasze matki, nasi ojcowie” („Unsere Mütter, unsere Väter”) ukazuje Polaków, jako „krwiożerczych antysemitów”. Film ten jest wyświetlany w wielu państwach świata. To z Niemiec od dłuższego już czasu coraz częściej wychodzi w świat termin „polskie obozy koncentracyjne”. Termin ten pojawia się w bardzo często w prasie niemieckiej. Użyły go gazety takie jak „Der Spiegel”, „Bild”, „Der Tagesspiegel” „Ster”, „Focus”, „Die Welt”, „Westdeutsche”, Junge Welt”, Thurgauer Zeitung”, „Die Zeit”, „Sueddeutsche Zeitung”, niemiecka agencja prasowa „dpa”, niemiecki oddział Reuters, internetowy portal rozgłośni  Saarlaendischer Rundfunk”, oraz portal internetowy niemieckiej telewizji NTV. Używany jest również zwrot „polski obóz zagłady” (niem: polnisches Vernichtungslager).

Na ten temat prof. M. Giertych już w 2000 r. pisał: „Obrzydliwe filmy typu „Shtetl” Marzyńskiego, „Shoah” Lanzmana, czy obsypana oskarami „Lista Schindlera” Spielberga, wybielają Niemców, a podkreślają polski antysemityzm i sugerują nasz udział w zabijaniu Żydów. Np. w „Liście Schindlera” wszystkie dialogi są po angielsku, tylko komendy w Auschwitz po polsku z angielskim podpisem” (Maciej Giertych, Opoka w Kraju, nr 34 (55), czerwic 2000)

W 2012 r. doszło do skandalu podczas wręczenia przez prezydenta USA Obamę Medalu Wolności dla Jana Karskiego. Prezydent USA podkreślił, że Karski był przedstawicielem polskiego ruchu oporu. Później wypowiedział jednak niefortunne słowa: „Partyzanci poinformowali go, że Żydzi są mordowani na masową skalę i przeszmuglowali go do warszawskiego getta oraz polskiego obozu śmierci”. Czy była to gafa, czy też zamierzone działanie?

Rząd Polski nie broni dobrego imienia Polski i żołnierzy AK. Premier Tusk milczy. Milczą polscy historycy. Czy nabrali wody w usta, czy też mówić im zakazano? Polska po 1989 r. nie ma własnej polityki historycznej. Jest to niesłychany skandal, że Niemcy, którzy rozpętali straszliwą wojnę, wymordowali miliony Polaków, dzisiaj śmieją się nam w twarz.

Pomniejszając straty ludnościowe Polski świadomie dąży się do tego, aby Polacy stracili pamięć o milionach pomordowanych Rodaków w czasie drugiej wojny światowej, i tym samym stali się „jedynie zbiorem ludzi, czasowo zajmujących dane terytorium”.

Stanisław Bulza

Przeczytaj więcej artykułów tego autora > > > TUTAJ

Wybór zdjęcia wg/PCO

POLISH CLUB ONLINE, 2014.02.27

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek