Tomasz Urbaś: Polski amok w sprawie Ukrainy


mPolska24.pl

Tomasz Urbaś

 

Tomasz Urbaś
Tomasz Urbaś

A więc wojna! Putin zaatakował suwerenny kraj. Sytuacja jest groźna. Polska jest w niebezpieczeństwie. Do broni! Hurraaa! Histeria wojenna to przykrywanie wpadek polskich polityków, którzy przyłożyli ręce do podziału Ukrainy, a teraz są bezsilni.

Ukraina ma bardzo duże znaczenie dla bezpieczeństwa narodowego Polski. W „Ukraina i Polska w wielkiej globalnej grze” (kliknij tutaj) pisałem o konieczności istnienia wschodniego bufora geostrategicznego Polski. Decyzje Rosji z 2 marca 2014 r. (zgoda na użycie wojsk rosyjskich na terenie Ukrainy) potwierdzają tę konieczność.

Jednak do gry o wolną i sojuszniczą Ukrainę przystąpiliśmy jak dzieci. Bez własnych wielowariantowych planów. Bez przygotowania. Bez zasobów. Bez kalkulacji zachowań przeciwników. Polscy politycy wystrzeliwują bardzo dużo… słów. Gadają, wyrażają zaniepokojenie, oburzenie. Jak zawsze bla, bla, bla. Czasami, gdy nikt nie strzela jadą na barykady, gdzie strzelają sweet focie, a nawet całe sesje fotograficzne.

Niepostrzeżenie zaczęliśmy uczestniczyć w nie swojej grze. Celem Niemiec (Unii Europejskiej) nie jest silna Ukraina, która może ciążyć do Polski. Na lewicowych ekstremistów studenckich z 1968 r. we władzach Unii, wschodni romantyczny bałagan, konserwatyzm i bieda działają jak sól otrzeźwiająca. Niemcy mogą być zainteresowane tylko zachodnią częścią Ukrainy, aby po wydrenowaniu Polski z pracowników, mieć nowe zasoby w miarę bliskich cywilizacyjnie imigrantów do pracy w Reichu. Na skutek kryzysu demograficznego Helmuty zaczęli wymierać, ktoś musi ich żywić, leczyć i wycierać tyłki. Z drugiej strony mniejsze terytorium Ukrainy, to mniejsze wydatki środków pomocowych z budżetu Unii.

jezyk-ukrainski-na-ukrainieCelem Stanów Zjednoczonych nie jest powstanie silnego związku państw Międzymorza, połączonych zwłaszcza sojuszem militarnym. Amerykanie dostają szału nad Pacyfikiem. Swoją strategię podporządkowują neutralizacji rosnących Chin. Z ich punktu widzenia euroazjatycki obszar od Atlantyku do Pacyfiku to zasoby naturalne i ludzkie, które mogą wesprzeć ich w stworzeniu bloku antychińskiego („Większy Zachód” w „Strategicznej wizji” Zbigniewa Brzezińskiego).

W tej koncepcji nie ma miejsca na samodzielność i geopolityczne balansowanie Polski i Ukrainy, które zostają sprowadzone do frontowego zaplecza, szlaków transportowych i zasobów mobilizacyjnych.

wiekszy-zachodImperialne władze rosyjskie, z Putinem mającym hopla na punkcie carskiego samodzierżawia, nie pozwolą na zbliżenie Zachodu na 500 km do Moskwy. Strategiczna głębia uratowała Stalinowi tyłek w 1941 r. Niezależnie od względów strategicznych utrata całej Ukrainy to poważna porażka wizerunkowa Putina. Moskwa jako kolebkę państwowości rosyjskiej nie wskazuje siebie, a Ruś Kijowską Rurykowiczów. Z historycznego punktu widzenia tradycje moskiewskie to zależność od Złotej Ordy i Tatarów. To kiepski fundament mocarstwowości.

Podział Ukrainy został przesądzony.

Ukraina jest dzielona na dwie części pomiędzy Niemcy (Unia Europejska), a Rosję. Walutą jest ziemia. A właściwie to, co znajduje się pod ziemią. Ukraina ma olbrzymie, większe niż w Polsce, złoża gazu łupkowego.

Na dwóch obszarach. Jedne złoża łupków na zachodzie u granic Polski, drugie na wschodzie u granic Rosji, no taka sytuacja. Na Zachodzie nikt nie sfinansowałby rewolucji na Ukrainie, gdyby nie miał obiecanego zarobku. Taniego zarobku, bo Ukraina nie będąca członkiem Unii, ma swobodniejsze zasady ochrony środowiska, a lasy szybów wiertniczych na stepach są łatwiejsze do przełknięcia niż w silniej zurbanizowanej Unii Europejskiej.

Plan podziału Ukrainy zaczęto intensywnie realizować po wizycie Jaceniuka i Kliczki u Merkel 17 lutego 2014 r. w Berlinie. Przed wizytą w Kijowie doszło do odprężenia. Berkut stał po jednej stronie barykad, samoobrona Majdanu po drugiej stronie. Prowadzono rozmowy. Jaceniuk dostał od Janukowycza propozycję objęcia teki premiera.

gaz-na-ukrainiePo powrocie ukraińskich polityków z Niemiec siły samoobrony Majdanu dostały nowe rozkazy. We wtorek 18 lutego rozpoczął się szturm budynków rządowych (pod eufemistyczną nazwą „pokojowego ataku”). Zaczęła płynąć krew. W krwawy czwartek 20 lutego Janukowycz został sparaliżowany wielogodzinnymi maratonami negocjacji z trzema ministrami spraw zagranicznych. Łańcuch dowodzenia sił Janukowycza został nadwyrężony. Nad ulicami Kijowa latały pociski. Nastąpiła celowa polaryzacja stron z aktywnym zastosowaniem inżynierii społecznej (np. wywołanie porwań emocjonalnych dziennikarzy relacjonujących na Zachód – bohaterskie walki o wolność, na Wschód – faszystowski zamach). Wtedy było jasne: albo Majdan, albo Janukowycz. Albo lincz na Janukowyczu, albo stan wyjątkowy i opozycja za kratki.

Pełny sukces jednej ze stron zwiększał szanse (być może iluzoryczne, ale większe) na zachowanie integralności terytorialnej Ukrainy. Z totalnym zwycięzcą wszyscy się liczą. Jedni wielbią go, inni boją się. Tymczasem…

Kliczko, Merkel, Jaceniuk. Berlin, 17 lutego 2014. fot. za mPolska24.pl
Kliczko, Merkel, Jaceniuk. Berlin, 17 lutego 2014.
fot. za mPolska24.pl

W Kijowie zjawili się ministrowie spraw zagranicznych Francji, Niemiec i Polski. Zmusili walczące strony do zawarcia porozumienia. Nazajutrz kompromis okazał się świstkiem papieru. Majdan przejął inicjatywę strategiczną i zaczął zmieniać konstytucyjne władze. Janukowycz nie został zabity. Uciekł, jako ofiara zamachu stanu i złamanej umowy. Putin dostał prezent. Symetrycznie zastosował na Krymie te same metody co Majdan w Kijowie. Opanował siedziby władz. Wybrał nowego premiera Autonomicznej Republiki Krymu. Ten zwrócił się o „braterską” pomoc. Janukowycz został pokazany światu jako listek figowy z formalną legitymacją do rządzenia do czasów wyborów prezydenckich. Putin jeszcze przed zgodą Rady Federacji Rosyjskiej udzielił pomocy (uzbrojeni żołnierze no logo). Na wschodzie euforia i dziękczynienie dla dobrego cara, na zachodzie bezsilność. Kijów nie ma środków na prowadzenie walk na terytorium z nieprzychylną rosyjskojęzyczną ludnością (wschód i Krym). Putin nie zaatakuje zachodniej Ukrainy z wrogą mu ludnością ukraińskojęzyczną. Finis coronat opus.

Co powinniśmy robić? Przede wszystkim zrobić porządek na własnym podwórku. Konflikt na i wokół Ukrainy pokazuje, że porozumienia międzynarodowe mają charakter propagandowy. Nic nie warte okazują się gwarancje bezpieczeństwa i integralności terytorialnej Ukrainy z 1994 r. udzielone przez mocarstwa w zamian za zrzeczenie się broni atomowej. Organy ONZ, Unii Europejskiej i NATO jak wreszcie się zbierają tylko: „jesteśmy zaniepokojeni”, „bardzo zaniepokojeni i „głęboko zaniepokojeni”. Zwycięża ten, kto jest silniejszy, a już jako zwycięzca propagandowo wykaże że miał rację. Liczysz na kogoś licz na siebie. Polska jako duże państwo musi posiadać własny proporcjonalny potencjał militarny. Jak sprzęgnąć wydatki na obronę ze wzrostem gospodarczym opisałem w artykule „Zamożność Polaków” (kliknij tutaj).

Aby pomagać trzeba mieć coś w ręce, a nie puste gadanie, gołe tyłki, a za plecami naród z płacami wśród najniższych w Europie.

 Tomasz Urbaś

Ekonomista, publicysta, lider stowarzyszenia mPolska. Pasjonuje się makroekonomią, polityką pieniężną oraz finansami publicznymi i międzynarodowymi. Miłośnik książek, nauk ścisłych i historii.

Źródło: http://www.urbas.mpolska24.pl/5939/polski-amok-w-sprawie-ukrainy , 2.03.2014

POLISH CLUB ONLINE, 2014.03.06

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek