W przededniu wielkiego krachu – fragmenty książki Stanisława Krajskiego pt. “Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu”


Dr Stanisław Krajski. Fot. gloria.tv
Dr Stanisław Krajski.
Fot. gloria.tv

Omawiając w pierwszych rozdziałach książki finansowy ustrój Polski z rozmysłem pominąłem tematykę giełdy i finansowych instrumentów pochodnych. To już byłoby za dużo. Ta problematyka wymagałaby oddzielnej książki. Skomplikowane, wirtualne struktury, które masoneria zbudowała w tych perspektywach są prawie nie do ogarnięcia. To jest przecież tajemnica masońskiej władzy nad światem. Masoneria dominuje na rynku bankowym i w świecie wielkich spółek akcyjnych. Masoneria tam „tylko” dominuje. Nie jest do końca panem tych „rzeczywistości”. Jest wiele banków, które są poza jej kontrolą. Jest wiele koncernów, które nie tylko należą do kogoś innego, ale również konkurują z firmami masonów, a nawet próbują z masonerią walczyć. Masoni mogą jednak spokojnie spać pełni swej całkowitej władzy nad całym tym finansowo-gospodarczym światem. W ich rękach jest bowiem broń, którą jedni nazywają finansową bronią masowego rażenia inni finansową bronią atomową. Są to finansowe instrumenty pochodne, które często w tekstach i wypowiedziach ukrywane są pod nazwą derywatów.

Instrumenty te tak funkcjonują, że powodują, iż wielka finansowa i gospodarcza katastrofa, będąca skutkiem nieograniczonej wprost produkcji pustego pieniądza może zostać odsunięta w czasie nawet na kilkadziesiąt lat (choć jest nie do uniknięcia i, tak czy siak, może nastąpić w każdej chwili).

Instrumenty te mogą zostać użyte tak jak bomby atomowe punktowo – zniszczyć wybrane firmy, kraje czy kontynenty. Takim złożonym instrumentem był Stock Index Futures użyty przeciwko Japonii.

Instrumenty te wchłaniają nadmiar pustego pieniądza i działając jak elektrownie atomowe wciąż produkują „z niczego” nowe pieniądze”.

Są wyłącznie pod kontrolą masonerii, ale kontrola ta jest ograniczona. Przypomina nieco kontrolę jaką sprawowano nad elektrownią w Czarnobylu. Wszystko to w każdym momencie może skończyć się „wielkim wybuchem”, „pożarem”, śmiertelnym dla całego świata finansów i gospodarki „promieniowaniem”, „promieniowaniem”, które dotknie boleśnie wszystkich ludzi i może spowodować koniec cywilizacji, w której żyjemy. Instrumenty te funkcjonują głównie na giełdach, ale również poza nimi ponieważ odbywa się też taki ich (niebezpieczny) obrót, który określany jest przez fachowców jako obrót „spod lady”.

W 2012 r. ukazał się na „Nowym Ekranie” materiał autorstwa blogiera „Freedom” pt. „GPW – spełniony sen złodziei o idealnej kradzieży”. GPW to skrót nazwy spółki akcyjnej powołanej przez Skarb Państwa. Jej pełna nazwa to „Giełda Papierów Wartościowych”.

Materiał ten zaczyna się w sposób następujący: „Istnienie rynków finansowych to wyrafinowany mechanizm kradzieży, oparty na oszustwie. Mało tego – efektem ubocznym istnienia GPW jest hamowanie gospodarki i zubożenie społeczeństwa. Kreacja pieniądza przez system bankowy oraz istnienie tzw. rynków finansowych – to w istocie jedyne przyczyny obecnego kryzysu, jedyne przyczyny tego, że kraje, w tym Polska i polskie społeczeństwo, pogrążają się w ubóstwie – zamiast normalnie żyć w dostatku i bogacić się swoją pracą – co jest normalnym i naturalnym procesem. (…) Zaś istotą mechanizmu tego oszustwa jest wprowadzenie do obrotu handlowego czegoś co tak naprawdę nie istnieje – a więc nie ma żadnej prawdziwej wartości. I jest to wspólny mechanizm zarówno dla bankowego systemu kreacji pieniądza – jak i dla tzw. „rynków finansowych” (w tym oczywiście rynku głównego, czyli giełdy papierów „wartościowych”) I to jest dodatkowa szkoda dla całego społeczeństwa i gospodarki !!! W pierwszym przypadku oszuści bogacą się kreując nieistniejące pieniądze (…). W drugim przypadku oszuści bogacą się wyczarowując nieistniejące dobra lub inną nieistniejącą wartość – zamiast wytwarzać prawdziwe dobra własną pracą (…), bo jest to inny niż pieniądz – ale jednak tylko papier, zwany wartościowym, wprowadzony do obiegu. Jest to coś bezwartościowego, co fizycznie i realnie nie ma żadnej wartości lub nie istnieje – ale dzięki podstępnemu oszustwu i legislacji nadaje się temu pozorną wartość – czyli de facto to coś zachowuje się jak pieniądz (fiducjarny), jak inna waluta – chociaż formalnie nim nie jest. Nazwa tego czegoś jest nieistotna (instrument finansowy, instrument pochodny, kontrakt terminowy, papier wartościowy, itp.) – istotne jest to, że się TO wprowadza w obrót, w obieg gospodarczy – a nie jest TO prawdziwym bogactwem (dobrem, usługą) tylko jego symbolem…” (za: http://freedom.neon24.pl/post/51386,gpw-spelniony-sen-zlodziei-o-idealnej-kradziezy).

Jeśli zajrzymy do Wikipedii pod hasło „Giełda Papierów Wartościowych” znajdziemy tam taką jej charakterystykę; „instytucja publiczna mająca na celu zapewnienie możliwości obrotu papierami wartościowymi (takimi jak akcje, obligacje, prawa poboru itp.) oraz niebędącymi papierami wartościowymi instrumentami finansowymi (takimi jak opcje, kontrakty terminowe) dopuszczonymi do obrotu giełdowego”.

Akcja to, mówiąc najkrócej, dokument świadczący o tym, że jego posiadacz jest współwłaścicielem jakiejś cząstki firmy (akcja może być np. za 100 zł).

Obligacja to papier dłużny. Ktoś go kupuje, a ten, kto go sprzedaje zobowiązuje się po jakimś czasie oddać te sumę wraz z zadeklarowanym procentem.

Prawo poboru to prawo kogoś posiadającego akcje jakiejś firmy do zakupu kolejnych akcji tej firmy. Prawo to może zostać odstąpione odpłatnie innej osobie.

Opcje to różnorodne „instrumenty finansowe”, które posiadają „niesymetryczny profil wypłaty”. Opcja, w jej rozumieniu klasycznym, to coś, co daje jej nabywcy, jeśli jest to opcja kupna, prawo do nabycia danego dobra po z góry określonej cenie, a jeśli jest to opcja sprzedaży prawo do sprzedaży danego dobra po z góry określonej cenie.

Opcja taka może być: europejska (prawo to można zrealizować w dniu jej wygaśnięcia), amerykańska (prawo to może zostać zrealizowane w dowolnym dniu pomiędzy zawarciem opcji, a jej wygaśnięciem) bermudzka (prawo to może zostać zrealizowane tylko we wskazanych w opcji dniach).

Rozliczanie opcji może dokonywać się przez tzw. rozliczenia rzeczywiste (zawiera się transakcję, której opcja dotyczy – coś się kupuje lub sprzedaje po ustalonej w opcji cenie) lub tzw. rozliczenia nierzeczywiste (posiadacz opcji otrzymuje od tego, który opcję wystawił sumę wynikającą z różnicy ceny towaru w dniu zawarcia opcji i w dniu wygaśnięcia opcji).
Gdy pan X wystawia panu Y jakąś opcję, pan Y płaci panu X jakaś ustaloną wspólnie sumę pieniędzy (nazywa się ona premią opcyjną).

Wartość tej premii się zmienia (zmniejsza lub zwiększa) co zleży od różnych czynników (np. bieżącej ceny danego towaru czy po prostu spekulacji).

Opcje mogą być na: akcje, towary, obligacje, stopę procentową, indeksy, kontrakty futures (zobowiązania sprzedania jakiegoś instrumentu finansowego w przyszłości za określona cenę), waluty, swapy (umowa na wymianę przyszłych przepływów pieniężnych), OTC (akcje i inne papiery kupowane i sprzedawane poza giełdą – np. w domach maklerskich).

Niezwykle skomplikowanym instrumentem są opcje na swapy i same swapy. Swapów jest kilkadziesiąt (a może i kilkaset) gatunków. Mogą być swapy pierwszej generacji i drugiej generacji. Dzielą się też ze względu na instrumenty bazowe, wielkość i zmienność stopy podstawowej, charakter kwoty podstawowej, rodzaje transakcji, moment zakończenia itd. Swapy mogą być: procentowe, walutowe, walutowo-procentowe, towarowe, oparte na papierach wartościowych, oparte na pasywach, oparte na aktywach, zaliczkowe, amortyzowane, swapy zero-kuponowe, katastroficzne itd.

Istotę swapu wyjaśnia najbardziej „po ludzku” Andrzeja Sopoćko w książce pt. „Rynkowe instrumenty finansowe” (Warszawa 2010): „Można to określić jako swoisty zakład. Wyobraźmy sobie, że w odległej bazie polarnej dwaj badacze przyjęli następujący zakład o papierosy. Otóż raz na tydzień wskazania termometru będą podstawą takich rozliczeń, że jeśli temperatura będzie wyższa niż minus 30°C, to jeden płaci drugiemu, jeśli niższa – drugi pierwszemu. Wysokość stawki jest kalkulowana na zasadzie: każdy stopień powyżej lub poniżej – 30°C to jeden papieros. Jeśli byłoby równo – 30°C – nikt nie płaci. W tym zakładzie jeden musi obstawiać niższe temperatury, drugi – wyższe. Jeśli byłaby wyjątkowo sroga zima, jeden z nich dorobiłby się papierosowego majątku, jeśli bardzo ciepła – takim majątkiem będzie dysponował drugi z nich”.

Większość wymienionych wyżej „wartości”, którymi obraca się na giełdzie to (poza właściwie akcjami i obligacjami) instrumenty finansowe. Na polskiej giełdzie wiele z nich w ogóle się nie pojawia. Skupia się ona przede wszystkim na tradycyjnej spekulacji (proste oszustwa i kradzieże). Nie zmienia to jednak w niczym sytuacji.

Sytuacji Polski nie byłaby jeszcze taka zła gdybyśmy byli tylko pod okupacją, gdybyśmy byli kolonią w starym stylu, gdyby kolonizatorzy tylko nas „doili” i tylko prowadzili rabunkową gospodarkę Polski.

Sytuacja Polski jest jednak o wiele gorsza Przez ostatnie dwadzieścia kilka lat byliśmy przekształcani w strukturę trybiku, stawaliśmy się tylko niesamodzielną cząstką większego organizmu. Proces takiego przekształcania dobiega końca. Pozostały tylko resztki (dające nam jednak szanse przeżycia) niepodległości ( np. nadal jesteśmy w stanie się sami wyżywić).
Nasz organizm finansowy i gospodarczy nie ma już jednak serca, płuc, nerek i żołądka. Jest połączony z tymi organami w innym wrogim nam organizmie. Ustrój polityczny ma tylko tę sytuację chronić, konserwować i pogłębiać.

„Polskie” banki nie są polskie. Są tylko wypustkami obcych banków. „Polska” giełda nie jest polska. W pełni zależy od obcego organizmu giełdowego. Wielkie, dominujące polską gospodarkę, „polskie” spółki akcyjne i spółki z ograniczoną odpowiedzialnością nie są polskie. Są tylko „córkami” i „wnuczkami” obcych firm. Jesteśmy trzymani za gardło przez masonów. Istotnym jednak i pierwszorzędnym elementem tej sytuacji, narzędziem, którym można nas „przywołać do porządku”, rzucić na kolana w 5 minut są finansowe instrumenty pochodne.

Podstawowy mechanizm działania finansowych instrumentów pochodnych wyjaśnia Song Hongbing w swojej książce pt. „Wojna o pieniądz”. I tak w wyniku kreacji pieniądza przez banki na rynku pojawia się olbrzymia ilość pieniędzy, które nie mają już żadnego pokrycia. Ten fakt powinien spowodować hiperinflację, a w jej wyniku szybko śmierć pieniądza (straciłby on w pewnym momencie całkowicie wartość). Inflacja, choć się pojawia, jest jednak rzędu „zaledwie” kilku procent rocznie. To wielki (choć na krótką metę) sukces masońskich manipulatorów światowego rynku finansowego. „Tajemnica sukcesu – pisze Hongbing – polega na konieczności stworzenia miejsca zdolnego do absorpcji tak wielkiej ilości emitowanych nowych pieniędzy. Tym miejscem ukrywającym inflację jest rynek instrumentów pochodnych”.

Hongbing zauważa, że jeszcze w końcu lat osiemdziesiątych „wartość nominalna światowych instrumentów pochodnych była bliska zeru”. Stwierdza też, że w 2006 r. osiągnęła ona „niebotyczną sumę 37 bilionów dolarów”.

Jeśli zajrzymy do polskiej Wikipedii pod hasło „Derywaty” (przypominam, że terminem tym określa się finansowe instrumenty pochodne) możemy tam przeczytać: „Szacuje się, że wartość derywatów w roku 2011 osiągnęła poziom 700-800 bilionów dolarów (a nawet do 1,5 tryliona), tzn. co najmniej kilkanaście razy więcej niż wartość PKB całego świata”.

„Czym jest ów rynek instrumentów pochodnych? – pisze Hongbing – Otóż podobnie jak dolar amerykański, jest on długiem. Te dwa elementy są po prostu opakowaniem dla długu: są jego koncentracją, kontenerem, w którym umieszcza się dług, magazynem i zarazem Himalajami długu. Te wszystkie długi, w formie aktywów, wypełniają kombinację inwestycyjną funduszy typu hedge, a tak są umieszczane w formie aktywów na kontach firm ubezpieczeniowych oraz funduszy emerytalnych. Długi podlegają więc procesowi transakcji, prolongaty, kompresji, rozciągania, wypełniania, wyciągania. Mamy tu do czynienia z czymś w rodzaju wielkiego bankietu w gigantycznym kasynie. Za niezliczonymi i skomplikowanymi formułami matematycznymi pozostaje jedynie pustka oraz dwie możliwości wyboru. Każdy kontrakt to zakład hazardowy, każdy zakład hazardowy ma tylko dwa scenariusze: zwycięstwo lub porażka. Skoro istnieje zakład warty biliony dolarów, w takim razie, tak jak w każdym kasynie, musi istnieć bank i krupier. Kto trzyma bank? Pięć największych amerykańskich banków. Grupa ta jest nie tylko potężnym graczem, ale również prowadzi biznes, który rządzi giełdami”.

Co to za banki? Hongbing stwierdza, że te 5 banków „zajmuje 97% rynku finansowych instrumentów pochodnych” rządząc nim niepodzielnie i poprzez ten rynek rządząc całym finansowym i gospodarczym światem.

Dwa największe z nich to banki Morgan Chase i Citygroup. W tym momencie wystarczy, że tylko zasygnalizujemy związki tych banków z masonerią.

Morgan Chase to bank rodziny Morganów, która razem z Rothschildami, Rockefellerami i Warburgami rządzi dolarem, czyli Systemem Rezerwy Federalnej. Rodzina Morganów współfinansowała też razem z Rockefellerami i kontrolowała Radę Polityki Zagranicznej (CFR), której prezesem został John W. Davies milioner i osobisty adwokat Morgana. Organizacja ta jest w istocie gałęzią supertajnej loży masońskiej o nazwie „Okrągły Stół” – „Round Table”. Wielu autorów twierdzi, że Morganowie zawsze, w istocie, reprezentowali interesy Rothschildów (por. choćby: J. Marrs, Oni rządzą światem. Tajna historia łącząca Komisję Trójstronną, wolnomularstwo i piramidy egipskie. Przełożył E. Możejko, Wydawnictwo Jeden Świat, Warszawa 2005, s. 28, 38, 39, 60).

Morgan Chase to bank związany również z Rockefellerami. W 2000 r. Chase Manhattan Bank stał się częścią Morgan Chase. Chase Manhattan Bank był zawsze pod pełną kontrolą Rockefellerów.
Dawid Rockefeller stał na jego czele od 1960 do 1980 r., a od 1981 był już „tylko” członkiem jego Międzynarodowego Komitetu Doradczego (za: http://en.wikipedia.org/wiki/David_Rockefeller).

Citygroup to bank powiązany z Rockefellerami. James Stillman Rockefeller od 1930 r. pracował w National City Bank, z którego wywiodło się Citigroup, a od 1952 do 1967 r. kierował tym bankiem (za: http://www.stillman.org/i747.htm).

Hongbing w książce „Wojna o pieniądz” skupia swoją uwagę na Morgan Chase twierdząc, że ten bank zajmuje „dominującą pozycję na rynku instrumentów pochodnych” i jest „partnerem praktycznie każdej firmy zabezpieczającej się przed wysokim ryzykiem niekorzystnych zmian cen i kursów”.

Morgan Chase będąc jednym z największych udziałowców Systemu Rezerwy Federalnej ma nie tylko dostęp do najważniejszych informacji finansowych na świecie, ale również ma możliwość wpływania na kształtowanie się rynków walutowych, towarowych i finansowych. „Dzięki temu – pisze Hongbing – właśnie Bank Morgan Chase prowadzi stabilne, wolne od groźby straty interesy. Przypomina firmę, która posiada zdolność sterowania opadami deszczu i równocześnie prowadzi sprzedaż ubezpieczeń od powodzi. Jest oczywiste, że taka firma wie, kiedy wody przybiorą i nastąpi powódź; wie nawet, które tereny zostaną zalane”.

Podsumowując swoje rozważania na ten temat Hongbing stwierdza, że „gdy nastąpi krach na rynku finansowych instrumentów pochodnych, będziemy świadkami najostrzejszej w historii świata burzy finansowej oraz kryzysu gospodarczego”.

Wybitni ekonomiści, którzy nie są marionetkami (czy zakładnikami) wielkich banków czy koncernów, i którzy mają odwagę mówić prawdę, twierdzą, że ten największy w dziejach świata kryzys będący początkiem końca cywilizacji, w której żyjemy jest nieunikniony i zbliża się wielkimi krokami. Może on nastąpić w każdej chwili. Masoni jeszcze potrafią odwlekać go w czasie, ale wiedzą, że nie da się go uniknąć. Wypracowali już jednak skuteczne rozwiązanie tego problemu. Jest nim wywołany przez samych masonów wcześniej kryzys kontrolowany, kryzys, na który będą oczywiście dobrze przygotowani i który ich, w związku z tym, boleśnie nie dotknie, ale który rzuci nas wszystkich na kolana, skaże na cierpienie, na nędzę, zimno i ciemność.

W pracach niezależnych ekonomistów znajdujemy charakterystykę różnych scenariuszy takiego kryzysu. Scenariusze te można zresztą też znaleźć w pracach autorstwa masonów czy w dokumentach takich chociażby jak „Raport z Żelaznej Góry”.

Taki kontrolowany kryzys nie będzie jednak kontrolowany do końca i we wszystkich skutkach. Masoni wiedzą, że nie wszystko będzie zależeć od nich. Próbują zatem doprowadzić nas do takiego stanu, abyśmy w momencie tego kryzysu byli bierni i bezradni, żebyśmy pozwoli im zrealizować ostatni element ich scenariusza – totalitarne państwo światowe. My jednak w momencie takiego kryzysu nie musimy być bierni i podążać ślepo za masonami. Możemy w tym właśnie momencie się wyzwolić, nie dopuścić do tego, by masoni, przynajmniej w Polsce, powrócili do władzy i zyskali ją w wymiarze dotąd nieznanym ludzkości. Możemy się wyzwolić i zbudować normalny świat – Polskę, która będzie wolna i polska, Polskę ludzi wolnych, szczęśliwych i nie obawiających się niedostatku.

O przygotowanych przez masonów scenariuszach dla Polski będzie mowa w książce pt. Masoneria polska 2014”. O sposobach wyjścia z kryzysu, który się zbliża i budowaniu prawdziwej Polski będzie mowa w książce pt. „Przyszły ustrój Polski”

Fundacje – masońska manipulacja (rozdział IX książki Stanisława Krajskiego pt. “Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu”)

Do końca XIX w. masońskie rodziny bankierskie zgromadziły niespotykany w dziejach majątek. Z roku na rok ten majątek ulegał zwielokrotnieniu osiągając w początkach XX w. taką wielkość, że rzucało się to już wszystkim w oczy i musiało spowodować niezdrowe (oczywiście dla bankierów) zainteresowanie. To zjawisko zaczęło zatem być dostrzegane tak przez rządy, jak i społeczeństwa, i zaczęło wywoływać najpierw niepokój i przerażenie, a potem, wzrastające wciąż, oburzenie.

Tak więc na początku XX w. społeczeństwo amerykańskie i społeczeństwa europejskie zaczęły być coraz bardziej negatywnie, wręcz wrogo, nastawione do takich rodów związanych z masonerią, jak: Rockefellerowie (USA), Rothschildowie (Wielka Brytania), Wartburgowie (Niemcy), Bleichrőderowie (Niemcy), Oppenheimowie (Niemcy), Saligmanowie (USA), Schiffowie (Niemcy), Schroderowie (Niemcy), Speyerowie (Niemcy), Mendelssohnowie (Niemcy), Baringowie (Wielka Brytania), Fouldowie (Francja), Malletowie (Francja), Pereire`owie (Francja), Mirabaud (Szwajcaria).

Społeczeństwa domagały się odpowiedzi na pytanie: skąd wzięły się tak wielkie majątki? Ludzie chcieli, by tym rodom „przytrzeć rogów”. Chcieli ograniczenia ich wpływów i takich działań państwa, które doprowadziłyby do ograniczenia wzbogacania się przez te rodziny, kosztem, jak się domyślano, społeczeństw.

Poza tym rodziny te zaczęły mieć jeszcze jeden problem. Rządy państw, pod społeczną presją, zaczęły pozbawiać je znacznej części majątku za pośrednictwem podatku spadkowego. Umierał główny przedstawiciel rodu i gros majątku przejmował jego syn płacąc jednak kolosalny podatek spadkowy. Umierał syn i majątek przejmował wnuk znowu płacąc kolosalny podatek spadkowy. Proces ten spowodowałby w dłuższym czasie poważne zubożenie tych rodzin i utratę przez nie wpływów. Rodziny bankierskie uznały, że to się nie opłaca, że trzeba coś wymyślić, by to zmienić. Doszły również do wniosku, że należy zniknąć z oczy społeczeństw, przekonać je, że te rody już się tak nie liczą, że zbiedniały, że robią coś pożytecznego dla społeczeństwa. Należało natychmiast, stwierdzili przedstawiciele tych rodów, zmienić wizerunek.
Rodziny bankierskie wpadły tu na genialny pomysł. Doszły w pierwszym rzędzie do wniosku, że wcale nie muszą posiadać wszystkich tych pieniędzy i dóbr, które nabyły. Mogą przecież osiągnąć te same skutki pozbywając się własności, ale zachowując nad tym majątkiem kontrolę. Pozbycie się własności spowodowałoby, że rodziny te nie byłyby już tak bogate – posiadałyby przecież niewiele (już nie miliardy dolarów, a „tylko” i to „skromne” miliony), co spowodowałoby, że społeczeństwa i rządy by się od nich „odczepiły”. Podatek spadkowy obejmowałby tylko te miliony, a nie dotykał tych miliardów.

W jaki sposób dokonać wymiany prawa własności na prawo kontroli? Jest to, jak się okazuje, proste. Wystarczy założyć fundację, odpowiednio sformułować jej statut i przekazać na nią większość swojego majątku.

Pierwszą tego typu fundację założyli Rockefellerowie w 1910 r.

W jaki sposób ją wykorzystywali?

Opisuje to Song Hongbing: „Wystarczyło jedynie umieścić w statucie fundacji kolejne pokolenia rodziny, które będą jej służyć, i dać im prawo weta, by czerpać z tego niekończące się korzyści. Rockefellerowie poprzez wymianę prawa własności na prawo kontroli, umknęli fiskusowi, a ponadto powiększyli jeszcze swoją własność. Fundacje mogą kupować i sprzedawać różnego typu aktywa, włączając w to nieruchomości oraz papiery wartościowe; nie są przy tym zobowiązane do publikowania raportów księgowych, co jeszcze bardziej ułatwia im wpływanie na sytuację na rynku. Otrzymawszy pieniądze jako darowiznę, inwestują je w różnorodne branże i korporacje. Gdy inwestycja jest wystarczająco duża, fundacja musi wskazać lub uznać członków rady nadzorczej tej instytucji, do której jest skierowana. Dlatego, mimo że środki finansowe formalnie nie należą już do określonej rodziny, to właśnie w jej rękach pozostaje rzeczywiste zarządzanie nimi i wykorzystywanie ich. Zmienia się zatem tylko nazwa właściciela, nie zaś on sam. Dzięki tej metodzie wszystkie pieniądze Rockefellerów, które początkowo miały zostać opodatkowane, zwyczajnie zniknęły. (…) Najwyższa stawka podatku spadkowego w USA wynosi 50 procent. Ponieważ dobra te nie są już zapisane na nazwisko Rockefellerów, dziedziczenie ich przez członków rodziny zwolnione jest od opłat. Potomkowie oficjalnie pozostają z niczym”.
W anglojęzycznej Wikipedii pod hasłem „Rockefeller family” znajdujemy takie, między innymi, „informacje”, że John D. Rockefeller „rozdał” 540 mln dolarów w ciągu swojego życia, i „stał się największym świeckim dobroczyńcą medycyny w historii”, a jego syn „rozdał” ponad 537 mln dolarów. „New York Time” (związany z rodziną Rockefellerów) ogłosił w 2006 r., że David Rockefeller „rozdał” około 900 mln dolarów.

Jak podaje D. Rivera w swojej pracy o masonerii pt. „Final Warning: A history of the New World Order. Iluminism and the master plan for world dominatiom” w latach 1910-1919 powstało w USA 76 takich fundacji. Przez następne 10 lat pojawiły się tam 173 nowe fundacje. W latach 1940-1949 założono 1638 fundacji, a do roku 2002 powstało ich 62 000.

„Dzięki całkowitemu zwolnieniu z obciążeń na rzecz skarbu państwa – pisze Song Hongbing – ich aktywa rosną niczym tocząca się śniegowa kula. Raport amerykańskiego Kongresu stwierdza, że w wyniku istnienia tych form prawnych fiskusowi wymyka się ponad 2/3 uzyskiwanych w USA dochodów”.

Wiele z tych fundacji pomaga najuboższym, wspiera rozwój nauki, medycyny i służy wielu innym, często naprawdę pożytecznym, celom. „Jednocześnie jednak – stwierdza Hongbing – jeśli porównać środki przeznaczone na tę działalność z sumami aktywów zwyczajnie w ten sposób ukrywanych, widać wtedy, że dobroczynność stanowi zaledwie marginalną część tego biznesu”.
W swoim czasie „The Washington Post” opublikował raport ukazujący w jaki sposób większość aktywów grupy finansowej należącej do Rockefellerów „przesłana została do działających na różnych poziomach i posiadających różne znaczenie fundacji”. W efekcie zaś, jak zauważa Hongbing, „powstały kolejne, pochodne organizacje, siostrzane spółki, pośrednio i bezpośrednio kontrolowane, tworząc razem ogromny system”. Rockefellerowie mają obecnie tysiące fundacji rozrzuconych po całym świecie podejmujących działalność tak gospodarczą jak i pozagospodarczą (w tym zmierzającą do rządów dusz). Z tego, co głośno mówią sami Rockefellerowie wynikałoby, że fundacje te mają aktywa na ponad 2 miliardy dolarów. „W istocie – jak twierdzi Hongbing – majątku tego nie można już zmierzyć, zweryfikować i odnaleźć”.

Niewiele wiemy więc na temat faktycznego majątku i siły oddziaływania tego typu fundacji. Można sobie jednak łatwo wyobrazić jak to dziś wygląda, gdy sięgnie się po dane z 1969 r. (wtedy były one łatwo dostępne). Zgodnie ze statystykami z tego roku zysk netto 596 amerykańskich fundacji był dwa razy większy niż zysk netto 50 największych amerykańskich banków.

W latach pięćdziesiątych XX wieku zaczęła wzrastać społeczna świadomość dotycząca negatywnej roli fundacji w życiu gospodarczym, politycznym i kulturalnym USA. Już w 1950 r. zainicjowane zostało przez kongresmena Patmana dochodzenie, które miało wyjaśnić „czy fundacje działając w zakamuflowany sposób, nie sterują zmianami na rynku poprzez wykorzystywanie różnych aktywów”. Śledztwo to doprowadziło do pojawienia się dokumentu, którego końcowe wnioski brzmiały: „Życie gospodarcze całego kraju splotło się z wielką ilością komercyjnych działań fundacji. Musimy podjąć szybkie kroki, w przeciwnym razie wiele dziedzin i branż znajdzie się pod ich kontrolą”.

W 1952 r. podjęto śledztwo, którego pomysłodawcą był kongresman Eugene E. Cox, które miało wyjaśnić sprawę unikania przez fundacje płacenia podatków. Śledztwo to natrafiło na liczne przeszkody (opóźniano np. przekazywanie funduszy komisji; otrzymała ona tylko 6 miesięcy na swoją pracę; przedłużano debaty komisji; wielu jej członków wykorzystując szczegóły proceduralne opóźniało i utrudniało jej pracę). W trakcie prac komisji stwierdzono jednak, że fundacje wykorzystują swoje zasoby „do osiągania korzyści naruszających interesy Ameryki, i jej tradycje”. Prace komisji zostały rozmyte i sparaliżowane i nie wydała ona żadnego dokumentu.

Kolejną próbę podjął kilka lat później kongresman Carroll Reece. Prace tej komisji były również paraliżowane i sam Biały Dom naciskał, by je jak najszybciej zakończono. Większość mediów atakowała brutalnie i wciąż komisję wyśmiewając ją i powtarzając, że tworzy ona „obłędną teorię spiskową”.

W dniu 19 sierpnia 1954 r. Reece ogłosił jednak końcowe wnioski prac komisji: „Fundacje to druga władza po rządzie federalnym. Prawdopodobnie Kongres zgodzi się z tym, że na niektórych polach dysponują one większymi możliwościami niż organy ustawodawcze”.

Od tego czasu zaczęto sobie w USA zdawać sprawę, że fundacje działają nie tylko na polu gospodarczym patologizując gospodarcze struktury i że podstawowym problemem pozagospodarczym nie jest tu problem związany z tym, że nie płacą one podatków.

Uświadomiono sobie, że kreują one prawo i politykę i mają znaczny wpływ na obsadę stanowisk w państwie oraz kształtowanie świadomości politycznej, światopoglądowej, religijnej i moralnej społeczeństwa, co nazwano „modelowaniem opinii publicznej”. W 1975 r. ktoś obliczył, że ponad 5 tysięcy najwyższych funkcjonariuszy państwowych wywodzi się z fundacji związanych z masonerią.

Fundacje te przekazują olbrzymie pieniądze na system edukacyjny. Finansują stowarzyszenia i pisma edukacyjne, w tym stowarzyszenia nauczycieli, wspierają finansowo druk podręczników szkolnych i innych materiałów wykorzystywanych w nauczaniu. Finansują w równym stopniu, co ministerstwo szkolnictwa, uczelnie wyższe mając wpływ na programy ich nauczania, obsadę stanowisk profesorskich, na to jacy studenci i za co otrzymują atrakcyjne stypendia.
Poprzez swoje działania, wspieranie finansowe osób i instytucji wpływają na zawartość książek, czasopism, magazynów, na funkcjonowanie agencji informacyjnych, stacji telewizyjnych i radiowych, portali internetowych. W USA stał się w swoim czasie popularny żart, że „bez względu na to czy chodzi o ABC, CBS czy NBC, wszystkie te telewizje to RBC, czyli Rockefeller Broadcasting Company”.

W USA masońskie fundacje przeznaczały też olbrzymie kwoty na finansowanie wspólnot religijnych i ich różnych dzieł wyznaczając w ten sposób kierunki ich „duchowego rozwoju”, promując pewne osoby i inicjatywy. Fundacje te finansują od wielu lat protestancką Federalną Radę Kościołów (Federal Council of Churches) jak również protestanckie Nowojorskie Centrum Teologii.

Amerykańskie i zachodnioeuropejskie fundacje działają również w Polsce finansując z zagranicy wybrane osoby i instytucje.

I tak np. Fundacja Dawida Rockefellera „wspiera” rozwój polskiej wsi. W tej sprawie Dawid Rockefeller spotkał się w USA we wrześniu 1985 r. z gen. Wojciechem Jaruzelskim. Z portalu „Patriotyczny Ruch Polski” dowiadujemy się, że Rockefeller zaczął wspierać Fundację na rzecz Rozwoju Polskiego Rolnictwa (FDPA), by zmniejszyć na wsi wpływy Kościoła (za: http://www.wicipolskie.org/index.php?option=com_content&task=view&id=8948&Itemid=56).
Drugi przykład. Na portalu Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk znajdujemy, zamieszczone w grudniu 2012 r., ogłoszenie: „Fundacja Rothschilda – The Rothschild Foundation (Hanadiv) Europe – prowadzi kolejny nabór wniosków w ramach Academic Jewish Studies in Europe Grant Programme” (za: http://www.ihpan.edu.pl/?id=853).

W Polsce ten model działania fundacji jest wciąż powielany. Fundacje działają w taki sposób, że wiele firm zachodnich (ale również polskich) nie płaci podatków, że zmienia się kształt gospodarki w kierunku pożądanych przez międzynarodowe koncerny, że politycy działają na rzecz interesów tych korporacji i tak kształtują prawo, by im sprzyjało, że zmienia się w pożądanym przez masonerię kierunku szkolnictwo i działanie instytucji kulturalnych, że opinia publiczna kształtowana jest w takiej perspektywie, którą można określić jako neopogańską czy wręcz satanistyczną.

W Polsce każda większa firma posiada swoją fundację lub przekazuje fundusze na fundacje, które nie mają formalnie z nią nic wspólnego, co powoduje, że firma płaci mniejsze podatki, co pozwala jej na „sponsorowanie” różnych wpływowych osób oraz kształtowanie opinii publicznej.

I tak np., jak czytamy na portalu cocacola.com.pl: „Jako właściciel marek wód mineralnych Kropla Beskidu oraz Multivita z ujęcia Kropla Minerałów wydobywanych w Tyliczu w Beskidzie Sądeckim czujemy się odpowiedzialni za ochronę wód tego niezwykłego regionu, stanowiącego największe w Polsce zagłębie wód mineralnych i źródlanych wykorzystywanych w celach leczniczych i spożywczych. Fundusz Kropli Beskidu został założony w 2005 r. jako inicjatywa firm systemu Coca-Cola w Polsce oraz uznanych organizacji pozarządowych – fundacji Fundusz Partnerstwa, która zarządza Funduszem i fundacji Partnerstwo dla Środowiska”.

Gdy zajrzymy do statutu fundacji Fundusz Partnerstwa dowiadujemy się, że założyła tę fundację inna fundacja, która została, z kolei, założona przez amerykańska fundację The German Marshall Fund of the US, której założycielem był Guido Goldman, obywatel amerykański pochodzenia „niemiecko-żydowskiego” (dowiadujemy się o tym z anglojęzycznej Wikipedii). Goldman jest głęboko osadzony w strukturach masońskich, blisko współpracuje z rodziną Rockefellerów, jest członkiem Klubu Rzymskiego, powiązany jest z Komisją Trójstronną i Klubem Bilderberg. Goldman założył w 1950 r. Instytut Aspen, który działa na rzecz „oświeconego przywództwa”, a jego liderzy działają tak w ramach Komisji Trójstronnej jak i Klubu Biderberg (por. choćby: http://www.prawica.com.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=379:qgrupa-bildelbergq-oraz-qkomisja-trojstronnaq-spotkanie-na-szczycie-w-waszyngtonie&catid=44:europa&Itemid=41).

Fundacja Fundusz Rozwoju, jak czytamy w jej statucie, działa w zakresie, między innymi: „rozwoju gospodarczego, w tym rozwoju przedsiębiorczości”; „kultury, sztuki, ochrony dóbr kultury i tradycji”; „nauki, edukacji, oświaty i wychowania”; „upowszechniania i ochrony praw kobiet oraz działalności na rzecz równych praw kobiet i
mężczyzn”; „działań na rzecz integracji europejskiej oraz rozwijania kontaktów i współpracy między społeczeństwami”.

Fundacja ta prowadzi działalność gospodarczą (nie płacąc oczywiście podatków) w 10 dziedzinach, w tym w takich dziedzinach jak: „poligrafia i reprodukcja zapisanych nośników informacji”; „reklama, badanie rynku i opinii publicznej”; „działalność związana z produkcją filmów, nagrań wideo, programów telewizyjnych, nagrań dźwiękowych i muzycznych”.
W Polsce działa tysiące fundacji, których zadaniem jest wpływ na charakter edukacji (13% fundacji się tym zajmuje), kształtowanie świadomości społecznej, opinii publicznej, charakteru mediów, przyjmowanej przez elity i całe społeczeństwo hierarchii wartości.
W naszym kraju liczba fundacji wzrasta lawinowo. W 2010 r. było ich ponad 10 tys. w 2012 było ich już 12 tys.

Ile z tych fundacji prowadzi działalność „toksyczną” dla Polski? Na to pytanie trudno jest odpowiedzieć. Zapewne znaczna ich część.

Są wśród nich takie fundacje jak opisywana przeze mnie w wielu moich książkach o masonerii Fundacja Batorego.

Jest wśród nich wiele fundacji, które służą interesom nie tyle masonerii, ale obcych państw. Działa w Polsce np. wiele fundacji niemieckich finansowanych przez niemiecki rząd czy niemieckie partie polityczne. Największe z nich to fundacje: K. Adenauera (fundacja „bliska ideowo” CDU Angeli Merkel, finansowana w 98% z budżetu państwa niemieckiego); F. Eberta (fundacja polityczna socjaldemokratów z SPD); F. H. Seidela (CSU), F. Naumanna (fundacja polityczna bliska liberałom z FPD); H. Bolla (Zieloni); postkomunistyczna fundacja Róży Luksemburg (za: http://lubczasopismo.salon24.pl/ruchnarodowy/post/530412,niemieckie-fundacje-polityczne-w-polsce-i-nie-tylko).

„Niemieckie fundacje – pisze Piotr Bączek – formalnie prowadzą w Polsce działalność ogólnospołeczną i przyznają dotacje na różne programy. Jednak w praktyce z ofert fundacji niemieckich korzystają określone środowiska. Najjaskrawiej widać to na przykładzie Fundacji Konrada Adenauera, która wprawdzie wspiera chrześcijańskie ośrodki naukowe i charytatywne, ale również środowiska polityczne. Jej najważniejszym partnerem politycznym stała się Platforma Obywatelska, chociaż partia ta niewiele miała wspólnego z chadecją…” (tamże).
Warto też może zwrócić uwagę na fundacje LGBT (z angielskiego: Lesbians, Gays, Bisexuals, Transgenders), związane z lesbijkami, homoseksualistami, osobami biseksualnymi i „transgenderycznymi”. Największe z nich to: Fundacja Równości, Fundacja Kultura dla Tolerancji, Fundacja Wolontariat Równości, Trans-fuzja, Fundacja Pryzmat Różnorodności.
W Internecie nie można znaleźć, jak w wypadku innych fundacji, odpowiedzi na pytanie: jakimi funduszami dysponują i skąd biorą pieniądze? Ze statutu Fundacji Wolontariat Równości można by jednak wyciągnąć wniosek, że te fundusze są niemałe, jeśli w planach fundacji jest: „organizowanie i prowadzenie, a także finansowanie: szkół, uczelni i innych placówek oświatowych (w tym także artystycznych), zakładów kształcenia zawodowego, placówek o charakterze kulturalno-artystycznym; prowadzenie edukacyjno- integracyjnych obozów dla nauczycieli, uczniów oraz pracowników oświaty i kultury w kraju i za granicą”.

Fundacje oplatają Polskę, polską gospodarkę, sfery polityki, edukacji, kultury. „Sponsorują” odpowiednie (z punktu widzenia masonerii i rządów innych państw) osoby. Są wszędzie. Wydają pieniądze, których znaczna część powinna trafić do budżetu państwa. Wielu Polaków wpłaca na nie dobrowolnie (ale przeważnie bez świadomości faktycznego przeznaczenia tych pieniędzy) 1% swojego podatku (państwo sprzyja w tej perspektywie tym fundacjom, a społeczeństwu tłumaczy się, że jest to „poszerzenie wolności”, bo każdy może decydować o tym 1%).

Szczegółowe informacje temat roli fundacji w realizacji masońskich planów wobec Polski można znaleźć w mojej książce „Masoneria polska 2014”. W tym miejscu chcę tylko pokazać, zasygnalizować, ten, jeden z wielu, mechanizmów pozbawiania budżetu państwa pieniędzy, patologizowania ustroju Polski, patologizowania funkcjonowania państwa, gospodarki, systemu szkolnictwa itd., paraliżowania mechanizmów demokratycznych, niszczenia polskiej kultury, tradycji, suwerenności i niepodległości.

Dr Stanisław Krajski

Źródło: http://fides-et-ratio.pl/index.php/2014/02/w-przededniu-wielkiego-krachu-fragmenty-ksiazki-stanislawa-krajskiego-pt-polska-i-masoneria-w-przededniu-wielkiego-krachu/ – 5 lutego 2014

Przeczytaj więcej opracowań dr. Stanisława Krajskiego  >   >   >  TUTAJ .

POLISH CLUB ONLINE, 2014.03.08

Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci