Stanisław Bulza: Nieprzyjaciele rodzaju ludzkiego. (Część II.)


Przeczytaj:            Część I.

 

Plan depopulacji ludności świata

W latach 70. XX w. ukazała się książka „Ecoscience”, która została napisana przez grupę zwolenników ekstremalnych i totalitarnych środków kontroli populacji. Jednym z autorów jest John P. Holdren, obecny asystent prezydenta Obamy ds. nauki i technologii, i dyrektor biura polityki ds. nauki i technologii w Białym Domu. Książka jest przerażającą lekturą opisującą potrzebę depopulacji oraz ukazuje metody do jej przeprowadzenia.

John Holdren pupil prezydenta Obamy. Fot. stevengoddard.com
John Holdren pupil prezydenta Obamy.
Fot. stevengoddard.com

John Holdren jest wrogiem amerykańskiego tradycyjnego punktu widzenia na świat. Autor występuje w swoich książkach przeciwko ludziom, których nazywa „cornucopians”- wierzącymi w róg obfitości. Jest przeciwnikiem ludzi, którzy uważają, że dobrobyt wynikający z pracy na ziemi jest nieograniczony. On uważa, że nie jest to prawdą i że istnieją limity wzrostu i powinniśmy według nich żyć. Holdren jest anty amerykański w tym głębokim sensie, że jest pesymistą w sensie kulturalnym i historycznym. Nazywa sam siebie Neo-Maltuzjanem. W centrum jego światopoglądu leży założenie, że podstawą wszelkich problemów ludzkości jest populacja. Inaczej to ujmując- ludzie zanieczyszczają. Ludzkość jest rakiem toczącym powierzchnię ziemi ( http://www.prisonplanet.pl/multimedia/film_ecoscience_plan,p818441065 ).

Oto niektóre założenia eksterminacji  według Holdrena:

– kobiety mogą być zmuszane do przerywania ciąż, czy tego chcą, czy nie;

– ludzie mogą być sterylizowani przez tabletki niepłodności, które zostaną celowo wprowadzone do wody pitnej lub żywności;

– dzieci samotnych matek i nastoletnich matek muszę być im zabrane wbrew ich woli, i oddawane do państwowych sierocińców;

– ludzie, którzy „przyczyniają się do społecznej degradacji” (tj. płodzenia niepożądanych) będą zmuszeni do aborcji lub sterylizacji;

– ponadnarodowe „Planetary Regime” powinien przejąć kontrolę gospodarki światowej, a także dyktować najbardziej intymne szczegóły życia ludzi za pomocą zbrojnej międzynarodowej policji.

 

Skutki „Memorandum 200” Kissingera

Henry Kissinger. Fot. Inter.
Henry Kissinger. Fot. Inter.

Henry Kissinger będąc doradcą Biura Bezpieczeństwa Narodowego w kwietniu 1974 roku sporządził dokument o nazwie „Memorandum 200”. Dokument, początkowo jako tajny, został ujawniony w 1990 roku zgodnie z Ustawą o Swobodnym Dostępie do Informacji (Freedom of Information Act) i złożony w archiwum narodowym. W niezwykle cynicznym raporcie Kissinger między innymi napisał, że „depopulacja powinna stanowić sprawę najwyższego rzędu w naszej polityce zagranicznej”. W dalszej części dokumentu napisał, że „zmniejszenie tempa przyrostu naturalnego w krajach Trzeciego Świata jest kwestią zasadniczą dla bezpieczeństwa USA”. Dlaczego? Ponieważ „gospodarka Stanów Zjednoczonych będzie wymagała coraz większych ilości surowców naturalnych z zagranicy, zwłaszcza z krajów słabo rozwiniętych”. Tym samym, zdziesiątkowanie populacji Trzeciego Świata powinno być, „nadrzędną kwestią amerykańskiej gospodarki”. I dziesiątkują.

Badacze twierdzą, że dokument Kissingera przyspieszył zastosowanie AIDS jako tajnej broni o szerokim rażeniu. Wielu uznanych specjalistów twierdzi, że AIDS rzeczywiście jest owocem długoterminowego programu badawczego, a niektórzy z nich utrzymują, że posiadają dowody potwierdzające tę tezę. Przoduje w nich Jakob Segel, urodzony w Rosji profesor biologii z Uniwersytetu Humboldta w byłej NRD. Wierzy on, że AIDS jest wynikiem eksperymentów prowadzonych w laboratorium w Fort Detrick w stanie Maryland, centrum amerykańskich badań nad bronią biologiczną i chemiczną. Również dr Robert Strecker uważa, że wirus HIV powstał w laboratorium w trakcie badań nad organizmami zakaźnymi, i odrzuca teorię odzwierzęcego pochodzenia choroby. Zdaniem Streckera, nagłe pojawienie się wirusa pod koniec lat 70. XX wieku zaprzecza znanym medycynie teoriom, według których organizmy ewoluują w czasie. Strecker twierdzi, że „Badając strukturę wirusa HIV można odkryć ciekawa rzecz. Geny tego wirusa nie występują u żadnego naczelnych, w tym również u ludzi. Używając materiału genetycznego naczelnych po prostu nie można stworzyć AIDS. Przeprowadzona przez niego analiza budowy wirusa wyklucza jego samoistne, naturalne powstanie („AIDS zaplanowane ludobójstwo?” Faktor X, nr14, 1999).

Chociaż naukowcy odkryli wirusa HIV w 1983 roku, to w latach 70. XX wieku choroba była już dobrze znana w wielu krajach Afryki, np. Ugandyjczycy nazywali ją slim (ang. „szczupły”), bo chorzy raptownie chudli. Od tej pory choroba zaczęła się rozprzestrzeniać. Epidemia HIV najmocniej uderza kraje najbiedniejsze. Z ponad 30 mln zakażonych aż 70 proc. żyje w Afryce na południe od Sahary.

 

AIDS w Azji

21 października 2005 roku PAP informowała: „W roku ubiegłym w Azji przybyło ponad milion nowych nosicieli wirusa HIV, a 520 tysięcy chorych na AIDS zmarło – informuje raport Organizacji Narodów Zjednoczonych. Śmiertelne żniwo, jakie zbiera choroba na tym kontynencie rośnie w tempie zastraszającym. W 2003 roku zmarło 420 tysięcy osób, rok później o 100 tysięcy więcej. Również na świecie odnotowuje się coraz więcej nowych przypadków HIV. Szacuje się, że obecnie jest już ponad 40 milionów nosicieli wirusa. Biorąc pod uwagę populację kontynentu azjatyckiego należy ocenić, że 8,3 miliona nosicieli wirusa to wciąż stosunkowo niewielka liczba, lecz w ciągu ostatniego roku przybyło tu aż 1,1 miliona nowych przypadków – alarmuje ONZ w swoim raporcie”.

30 listopada 2010 r. ministerstwo zdrowia ChRL podało, że od początku lat 80-tych, kiedy to wirus dotarł do Chin zarejestrowano ogółem 370 000 przypadków nosicielstwa wirusa HIV, w tym 130 000 osób chorych na AIDS. Ministerstwo poinformowało jednocześnie, że z jego własnych analiz oraz danych dostarczonych przez ONZ oraz Światową Organizację Zdrowia, realna liczba nosicieli wirusa HIV w Chinach prawdopodobnie przekroczyła w 2010 r.  liczbę 740 000, w tym co najmniej 140 000 osób choruje na AIDS.

 

Cornelius Rhoades

Dr Cornelius Rhoads. Fot. Inter.
Dr Cornelius Rhoads. Fot. Inter.

Cyniczna i arogancka postawa, charakteryzująca dokument Kissingera, nie jest niczym nowym. Już w 1932 roku Cornelius Rhoads (1898-1959), amerykański patolog i onkolog, główny patolog Instytutu Rockefellera, prowadził badania nad nowotworem, które polegały między innymi na wszczepianiu komórek rakowych licznej grupie mieszkańców Puerto Rico. W wyniku jego doświadczeń zmarło trzynaście osób. Rhoades w liście do kolegi tak usprawiedliwiał swe eksperymenty:

„To najbrudniejsza, najbardziej leniwa, zdegenerowana i złodziejska rasa zamieszkująca naszą półkulę… Wszyscy lekarze z rozkoszą eksperymentują na tych żałosnych istotach”.

List został skierowany do kolegi w USA, ale nie został wysłany. Następnego dnia laborant znalazł list i przekazał jego kopię kolegom, a później dał kopię Pedro Albionu Camposowi, prezesowi Partii Nacjonalistycznej Puerto Rico. Albizu Campos wysłał kopię listu do Ligi Narodów, Pan American Union, American Civil Liberties Union, do gazet, ambasad i do Watykanu. W obliczu kiedy pismo zostało odkryte i podane do wiadomości publicznej, Rhoads zaprzeczył, że prowadził eksperymenty, mówiąc, że napisał swoje uwagi w gniewie.

Zarzuty zostały zrewidowane w 2002 roku, kiedy to Amerykańskie Towarzystwo Badań nad Rakiem (AACR), które wcześniej ustanowiło nagrodę „Cornelius P. Rhoads Memorial Award”, zleciło nowe śledztwo. Dochodzenie prowadził Jay Katz, emerytowany profesor prawa, medycyny i psychiatrii w Yale Law School, oraz specjalista w etyce medycznej. Stwierdził on, że „chociaż nie ma dowodów, że Rhoads uśmiercał pacjentów wszczepiając im komórki nowotworowe, to list sam w sobie był wystarczający, aby uzasadnić usunięcie jego nazwiska z tej nagrody”.

Rhoads uchodzi, między innymi, za twórcę broni biologicznej U.S. Army. Testy przeprowadzano w Maryland, Utah i Panamie. Awansował do U.S. Army – Komisji Energii Atomowej. Tutaj także się wyróżnił napromieniowując amerykańskich żołnierzy i cywilnych pacjentów w szpitalach. Badania przeprowadzał pod patronatem słynnego Instytutu Rockefellera (http://en.wikipedia.org/wiki/Cornelius_P._Rhoads).

 

Szantaż wobec państw

Według dwóch dokumentów przedstawionych przez Bank Światowy, jego wytyczne stanowią, iż by być zakwalifikowanym do pożyczki w Banku Światowym, suwerenne kraje, muszą wdrożyć programy redukcji populacji, zgodnie z wytycznymi Banku Światowego i Funduszu Ludnościowego ONZ. Jeśli odmówią, kredyty zostaną wycofane.

Program wstępnie przetestowany i wdrożony w Jemenie i Nigrze, jest przeznaczony do globalnego wdrożenia w ciągu najbliższej dekady, twierdzi Bank Światowy (http://wolnemedia.net/polityka/onz-i-bs-naciskaja-na-globalna-redukcje-populacji, 25.10.2012).

Według planów KOMITETU 300, co najmniej 4 miliardy „bezużytecznych jednostek” zginie do roku 2050 w wyniku lokalnych wojen, kontrolowanych epidemii, a także szybko rozprzestrzeniających się chorób i głodu. Najszybciej maleć będzie liczba ludności USA, Kanady oraz Europy Zachodniej, osiągając ostatecznie pożądany poziom 1 miliarda. Spośród tej populacji planowaną połowę mają stanowić Chińczycy i Japończycy;

 

Walka o byt

Od Karola Darwina (1809-1882) pochodzi teoria selekcji. W teorii tej można wyróżnić kilka zasadniczych myśli. Jedną z nich jest walka o byt, wywołana nadmiarem istot tego samego gatunku. Wynikiem tej walki jest naturalna selekcja, ponieważ tylko te osobniki, które wykażą najlepsze przystosowanie do warunków, wyjdą z niej zwycięsko. Jeszcze sto lat temu była to teoria, a dzisiaj jest to już stosowana praktyka wśród ludzi.

W latach 50. XX w. uczeni, zwolennicy maltuzjańskiej teorii, wymyślili że, „w życiu społecznym wielu gatunków zwierząt wyższych obowiązują pewnego rodzaju prawa terytorialne, które zabezpieczają cały gatunek przed groźbą sytuacji maltuzjańskiej. W tym przypadku ciężar nacisku maltuzjańskiego spada na mniejszość osobników wypieranych poza ten teren, gdzie są pozbawieni środków do życia, a populacja utrzymuje się znacznie poniżej maksymalnie możliwej gęstości. Łatwo można dowieść, że „prawa terytorialne” działają także wśród ludzi”.

Prawo „terytorialne” odkryto obserwując społeczne obyczaje ptaków i ssaków. Wpływ tych praw na populację sformułowano następująco: „Gdy populacja stale wzrasta, wtedy lokalna gęstość zaludnienia nie może wzrastać w nieskończoność. Terytorialne siły obronne wypierają więc osobników w położenie marginalne, i w ten sposób zasoby optymalnego miejsca zamieszkania nie ulegają wyczerpaniu. Większość osobników wypartych wymiera, niektóre jednak mogą znaleźć niewykorzystywane dotąd terytorium nadające się do zamieszkania i w ten sposób rozszerzają zasięg gatunku. W rezultacie populacja utrzymuje się przy gęstości optymalnej albo poniżej optymalnej w miejscu najlepszym, a osobniki zbędne są wypierane na terytorium graniczne, gdzie muszą się przystosować do nowych warunków lub wyginąć” (G. A. Barthollmew i J. B. Birdseli. Cytat za: Carlo M. Cipollo, „Historia gospodarcza świata”, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1965).

Tak to sobie wymyślili maltuzjanie, a Klub Rzymski wdraża prawo „terytorialne” w życie. Według tego prawa stosowanego wśród ludzi, nieludzki system ekonomiczny świata każdego roku wyrzuca na margines życia miliony ludzi.

 

Eugenika

Adam Schaff (1913-2006). fot. fundacionsistema.com
Adam Schaff (1913-2006).
fot. fundacionsistema.com

Z teorią selekcji wiąże się eugenika. Adam Schaff (1913-2006), polski filozof pochodzenia żydowskiego, był uważany za głównego i oficjalnego ideologa marksizmu. Od 1969 r. był członkiem powstałego w 1968 r. Klubu Rzymskiego, a 1987 r. pierwszym prezesem Polskiego Towarzystwa Współpracy z Klubem Rzymskim. Klub Rzymski jest komisją Klubu 300 (rząd światowy) i jego główną rolą jest prowadzenie badań demograficznych i propagowanie w państwach ograniczanie przyrostu naturalnego ludności. Adam Schaff był zwolennikiem eugeniki. Jego komunizm to „świat ludzi zdolnych do zaspokojenia wszystkich swoich potrzeb materialnych, ludzi doskonałych pod względem fizycznym i umysłowym…” (Adam Schaff, „Marksizm a jednostka ludzka”, PWN, Warszawa 1965). W tym nowym świecie nie będzie więc ludzi chorych, ułomnych fizyczne i umysłowo, inwalidów, gdyż człowiek będzie doskonały pod „względem fizycznym i umysłowym”.

Z pewnością dlatego po 1989 r. utrudniono Polakom dostęp do lecznictwa specjalistycznego. W przychodniach tworzą się długie kolejki oczekujących na świadczenie, a czas oczekiwania do specjalisty sięga nawet kilku lat. Niezadowalająca jest również jakość udzielnych świadczeń. Do tego dochodzi potężne zadłużenie szpitali i ośrodków zdrowia, ciągły wzrost cen leków, co w procesie leczenia ma olbrzymie znaczenie, ponieważ wielu pacjentów po wizycie u lekarza, z braku pieniędzy rezygnuje z zakupu przepisanych leków. Wszystko to sprawia, że umiera coraz więcej Polaków w wieku średnim, nie mówiąc już o osobach starszych.

Według jednego z członków tego klubu prof. Meadows’a, Polska ma liczyć 15 mln mieszkańców. Prof. Dennis L. Meadows w 1974 r., po kongresie demograficznym, który odbył się w Bukareszcie, udał się w objazd stolic ówczesnych krajów socjalistycznych, między innymi do Warszawy. Z tej okazji ukazujący się w PRL tygodnik „Kultura” (nr 2/604 z 12 stycznia 1975 roku) przeprowadził wywiad z prof. Meadowsem zatytułowany „Granice prognozy”, w którym uczony stwierdził, że około 15 milionów ludności dla Polski „gwarantowałoby równowagę”, (Wywiad z profesorem Dennisem na stronie: http://www.twx.bloog.pl/id,3910394,title,Granice-Wzrostu-Wywiad-z-profesorem-Dennisem-L-Meadows,index.html).

 

Ubóstwo pośród obfitości

Wydany w 1996 r. przez ONZ Raport o Rozwoju Ludzkości (Human Development Report), stwierdza, że zróżnicowanie w rozwoju ludzi i gospodarki stale się powiększa. Wielki wzrost gospodarczy piętnastu państw w latach 1980 -1995, który objął 1,5 miliarda ludzi, zasadniczo kontrastował z pogarszającą się sytuacją około stu państw skupiających większą liczbę ludności świata. Raport również szacuje, że majątek 358 światowych miliarderów rażąco przewyższa połączone roczne dochody państw skupiających 45 procent ludności świata. Kiedy w tym samym czasie około 1,5 miliarda ludzi żyje w skrajnej nędzy to najbogatsi toną w dobrach konsumpcyjnych.

Na obrzeżach wielkich miast, takich jak Kair, Londyn, Delhi, Nowy Jork, Los Angeles, Chicago, Kalkuta i wielu innych żyją miliony ludzi w slumsach, zostali zepchnięci na margines społeczny, pozbawieni środków do życia, nadziei na lepszy los.

W 2009 roku wskaźnik Amerykanów w wieku produkcyjnym żyjących w ubóstwie wzrósł jak nigdy dotąd do 14,3 procenta. To znaczy, że 43,6 milionów ludzi, to jest co siódmy obywatel amerykański, żyje poniżej poziomu ubóstwa. Raport ten został opublikowany przez „U.S. Census Bureau” (instytucja zbierająca dane dotyczące spisu ludności), ale rzeczywiste liczby nie są znane. Liczba ubogich nie spada, lecz rośnie. W 1988 r. liczbę mieszkańców USA żyjących poniżej progu ubóstwa szacowano na 32 miliony, czyli przez 21 lat przybyło w USA 11,6 mln ludzi żyjących w ubóstwie, a były to lata spokoju ekonomicznego. Tylko w latach 1990-1998 ponad 200 tys. farmerów amerykańskich zostało zmuszonych przez nieludzki system bankowy do opuszczenia swojej ziemi i dzisiaj żyją w slumsach na obrzeżach wielkich miast. Mieszkańcy slumsów w niektórych miastach stanowią aż 30-40% mieszkańców. W tych slumsach zamieszkują ogromne rzesze dzieci, które są pozbawione podstawowej opieki lekarskiej, a z powodu braku żywności i niedoboru witamin w organizmie, nie uczą się. O ile w miastach długość życia się wydłuża, to na obrzeżach występuje największa umieralność. Nikt nie prowadzi żadnych statystyk, bo nikt się tymi ludźmi nie interesuje. Występuje tu największa przestępczość, kradzieże, handel narkotykami, prostytucja, zabójstwa i gwałty. W więzieniach amerykańskich kary odbywa ponad 2,1 mln osób. W ciągu roku liczba uwięzionych wzrosła o 2,3%, czyli o 48.412 osób. Co tydzień trafiają do więzienia 932 osoby.

Trwający w USA od 2007 r. kryzys spowodował, że coraz więcej osób zaczęło mieć kłopoty ze spłatą zadłużenia. Banki zaczęły przejmować nieruchomości i wystawiać je na sprzedaż, co ze względu na zwiększoną podaż, jeszcze bardziej obniżyło ceny. Szacuje się, że kilkanaście mln Amerykanów utraciło swoje nieruchomości.

Slamsy Rio de Janeiro w Brazylii nazywaja się favelas.  Fot. katiekatie.com
Slamsy Rio de Janeiro w Brazylii nazywaja się favelas.  Fot. katiekatie.com

W wielu państwach sytuacja jest podobna. Na obrzeżach Rio de Janeiro w Brazylii żyje około 2 mln. ludzi. Baraki, w których żyją ci nieszczęśliwcy nazywają się favelas. W stolicy Filipin Manilii baraki takie nazywają się barong – barong, a w Caracas w Wenezueli ranchos. Przeważnie są to baraki budowane z byle czego, a więc z tektury, gliny, odpadów śmietnikowych, ale też są to ziemianki wydrążone w ziemi. Domy biedaków pozbawione są urządzeń sanitarnych i bieżącej wody. Sprzyja to roznoszeniu chorób zakaźnych, co przybiera często skalę epidemii. O Argentynie w czerwcu 2002 r. agencje informacyjne donosiły: „Najgorszy w historii kryzys ekonomiczny dotknął ludzi biednych do tego stopnia, że niektórzy zaczęli jeść żaby, szczury i koninę, powiedział burmistrz jednego z biednych przedmieść Buenos Aires. Każdego wieczoru armie żebraków rozszarpywały otwarte worki śmieci w centrum stolicy. Na przedmieściach znikły koty, a wielu ludzi, którzy zbierali butelki zabijało swoje konie, ich narzędzie pracy, i zjadało je. Dzieci przestały chodzić do szkoły, ponieważ to one ciągną teraz furmanki zamiast koni. Połowa z 36 mln Argentyńczyków żyje poniżej ubóstwa”.

W Kalkucie tysiące ludzi koczuje na ulicach, a w nocy śpią na chodnikach. Dla wielu mieszkańców Kalkuty jedynym domem są zbudowane z gliny lepianki. Kalkuta leży nad Zatoką Bengalską, więc w porze deszczowej często występują powodzie. Niekorzystne położenie Kalkuty sprawia, że slumsy są regularnie zalewane przy każdej powodzi. W Indiach jest system kastowy. Do najniższej piątej kasty należą nietykalni, których jest około 170 mln.

Jak wynika z danych unijnego biura statystycznego Eurostat w 2011 r. biedą i wykluczeniem społecznym zagrożonych było 119 mln obywateli UE (24,2 proc.). To więcej niż w 2010 roku, kiedy odsetek takich osób wynosił 23,4 proc. i w 2008 roku, gdy było to 23,5 proc. populacji.

 

„Zielona wyspa”

Społeczne skutki okrągłego stołu i w związku z nim wprowadzonej transformacji ustrojowej okazały się dla bytu państwa i narodu tragiczne. Ich efektem jest wysokie bezrobocie, głębokie rozwarstwienie społeczeństwa, zwiększanie się podziałów i niesprawiedliwości, zubożenie i degradacja licznych grup ludności, permanentne obniżanie się ogólnej jakości życia, brak perspektyw dla młodych ludzi często dobrze wykształconych, brak mieszkań, brak pracy.

Wszystko to powoduje u ludzi odpowiednie uczucia   przed utratą pracy, przed wyrzuceniem z mieszkania na bruk, a więc niepewność przyszłości, a w związku z tym smutek, ciężkie i potworne sny, niepokój, niebezpieczeństwo. Ludzie nie wytrzymują psychicznie, dlatego gwałtownie wzrasta ilość samobójstw. Na wskutek utraty źródeł utrzymania około 5 tys. osób, albo i więcej rocznie popełnia samobójstwa. Natomiast młodzi ludzie masowo wyjeżdżają za pracą do innych państw. Już pond 2 mln młodych Polaków pracuje za granicą. Jest to skandal!

Spowodowano biedę, a przecież Polska jest bogata i zasobna. Prymas Polski, Sługa Boży Stefan Kardynał Wyszyński mówił: „W sytuacji naszego kraju, rozwijając przemysł przetwórczy, sprzyjając rolnictwu, warzywnictwu, sadownictwu i hodowli, można by wyżywić nie tylko Polskę, ale całą Skandynawię, Niemcy Wschodnie, Białoruś, która – jak wiadomo – ma ubogie ziemie. Nie mówiąc o Ukrainie, która jest krajem bardzo żyznym. Można by pomóc jeszcze Bałkanom, a na pewno i Czechom, którzy nie mają tak korzystnych warunków rolniczych, jak my”.

Według najnowszego raportu GUS, aż 17% Polaków zagrożonych jest ubóstwem. Ponad 5% obywateli żyje za mniej niż wynosi tzw. minimum egzystencji, co oznacza, że nie wystarcza im na zaspokojenie podstawowych potrzeb. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS), stopa bezrobocia mierzona jako odsetek bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy wobec całości cywilnej ludności aktywnej zawodowo, wyniosła na koniec listopada 2013 r. 13,2 proc. A ile jest osób bezrobotnych niezarejestrowanych w urzędach pracy?

Ponad 500 tys. dzieci w Polsce nie dojada, blisko 450 tys. nie ma wszystkich podręczników, a blisko 600 tys. nie chodzi do dentysty z powodu biedy – wynika z raportu GUS. Najmłodsi są w naszym kraju najbardziej narażeni na ubóstwo ( http://polska.newsweek.pl/dzieci-w-polsce-bieda-ubostwo-newsweek-pl,artykuly,280072,1.html ) .

Długość przeciętnego dalszego trwania życia dla noworodka płci męskiej urodzonego w Polsce wynosi nieco ponad 68 lat. To znacznie krócej niż w innych krajach Europy Zachodniej. Dystans, jaki dzieli nas od czołówki europejskiej wynosi około 8 lat. Przeciętne dalsze trwanie życia dla Polki wynosi 76,6 lat. Zaś w większości krajów Europy zachodniej kobiety dożywają 80 lat.

Do tego trzeba jeszcze dodać, że w latach 90. XX wieku Polska zanotowała największy wzrost ubóstwa spośród wszystkich 175 państw sklasyfikowanych przez ONZ-towski program rozwoju UNDP. Kojarzyła sie z biednymi krajami Afryki. W 2007 r. Komisja Europejska opublikowała raport, w którym wykazano, że wśród wszystkich krajów UE w Polsce najwięcej dzieci żyje w biedzie, bo aż 29 proc. Wzywa ona Polskę do bardziej konkretnych działań na rzecz integracji społecznej i wzrostu zatrudnienia.

Klasa średnia, która miała być kołem zamachowym gospodarki, ciągle się kurczy (zarówno mała i średnia przedsiębiorczość). Dowodem jest coraz mniejszy udział tzw. II grupy podatkowej w PIT i coraz większe rozwarstwienie dochodów (wskaźnik Ginniego). Oligarchia nie będzie popierać przedsiębiorczości, gdyż jest to sprzeczne z samym systemem. Oligarchie, jak np. w Brazylii, łączą zarówno koncentrację władzy ekonomicznej jak i bezpośredni lub utajony wpływ na rządy i klasę polityczną i nie są zainteresowane rozwojem przedsiębiorczości.

W Polsce zagrożonych biedą i wykluczeniem społecznym jest 10 mln Polaków. Zgodnie z danymi Eurostatu w 2008 roku takie osoby stanowiły 30,5 proc. populacji, w 2010 – 27,8 proc., a w 2011 r. – 27,2 proc.

Brak perspektyw dla młodych ludzi, choćby uzyskanie jakiejś pracy, niekoniecznie zgodnej z posiadanym wykształceniem, czy kwalifikacjami. Ponad 2 mln młodych Polaków pracuje w Anglii, Irlandii i Szkocji, Norwegii i Finlandii. Ostatnio Niemcy otworzyli rynek pracy dla Polaków. Czy taka ma być przyszłość Polaków?

Na przykładzie USA można wykazać, że biednych ludzi na świecie i w Polsce będzie coraz bardziej przybywać.

Stanisław Bulza
[email protected]

Przeczytaj więcej artykułów tego autora POLISH CLUB ONLINE, 2014.03.16

Avatar

Autor: Stanisław Bulza