Stanisław Bulza: Odkupienie win po niemiecku. (Część I).


szachy2

„Wielka szachownica”

 
W 1997 r. Z. Brzeziński napisał książkę „Wielka szachownica” (ang. „The Grand Chessboard: American Primacy and Its Geostrategic Imperatives”), w której wyłożył swoją koncepcję geopolityczną. Według niego, centralnym punktem globu, na którym rozegra się surowcowa i polityczna bitwa jest obszar Eurazji, gdzie wytwarza się 60 proc. światowego PKB, i obszar ten  posiada trzy czwarte światowych zasobów surowców energetycznych. Eurazja stanowi wrota do Afryki i Australii. Rozciąga się od Lizbony do Władywostoku. USA są jedynym globalnym hegemonem. Do aktywnych graczy Brzeziński zalicza Francję, Niemcy, Rosję, Chiny i Indie. W swojej książce Niemcom daje główną rolę w Europie: „Na mapie Europy obszar szczególnych interesów niemieckich ma kształt owalu; na zachodzie obejmuje oczywiście Francję, na wschodzie zaś od niedawna wyemancypowane państwa postkomunistyczne Europy Środkowej, republiki bałtyckie, Ukrainę, Białoruś, a nawet częściowo Rosję”.

Brzeziński wierząc, że Niemcy przewodząc Europie nie będą dążyły do realizowania własnych interesów narodowych wykazuje się wielką naiwnością. Pisze: „Niemcy dążą do zjednoczenia Europy, gdyż widzą w tym odkupienie swoich narodowych win, a bliskie związki z Ameryką jednocześnie są dla nich głównym sposobem zapewnienia sobie bezpieczeństwa”. Dalej: „Odkupiając się dzięki Europie, Niemcy odzyskują wielkość, a jednocześnie otrzymują do spełnienia misję, która nie będzie automatycznie budzić zakorzenionych resentymentów i lęków przed niemieckim nacjonalizmem. Gdyby Niemcy dążyły do realizowania własnych interesów narodowych, łączyłoby się z tym ryzyko zrażenia innych Europejczyków, jeśli działają na rzecz wspólnych interesów europejskich zyskują poparcie i szacunek”.

Trudno jest uwierzyć, by dążenie Niemiec do politycznego, militarnego i gospodarczego zdominowania Europy przestało być podstawowym celem ich polityki. Jeżeli byłoby inaczej Niemcy przestałyby być historycznymi Niemcami. W polityce nie ma sentymentów. W chrześcijaństwie odkupienie jest nie tylko wybawieniem z grzechu, ale także i przede wszystkim realizacją Bożych zamierzeń, które wszystkich ludzi powołują do tego, by w Chrystusie stali się umiłowanymi dziećmi Boga.

Polska na szachownicy jest tylko pionkiem, i Brzeziński daje jej taką rolę:

„Poprzez Polskę wpływy Niemiec mogą promieniować na północ, na państwa bałtyckie, oraz na wschód, na Ukrainę i Białoruś”. Dalej: „Zgoda mieszkańców Europy Środkowej na przywództwo Niemiec – a mniejsze państwa tego regionu zaakceptowały te sytuację właściwie bez oporów – przyszła tym łatwiej, że Niemcy bardzo wyraźnie poparły ideę rozszerzenia kluczowych instytucji europejskich na wschód”. Rzeczywiście, poprzez Polskę wpływy Niemiec promieniują na Europę Środkowo-Wschodnią. Teraz do połknięcia przez Niemców została już tylko Białoruś. Oczywiście, grać się będzie Polską. Ale tu nasuwa się następujący wniosek: po słowach Brzezińskiego można sądzić, że po upadku ZSRR nastąpił jakiś nowy podział świata na strefy wpływów. Czyżby druga Jałta? A świat nic nie wie. W Niemczech książka Z. Brzezińskiego została przyjęta z dużym uznaniem.

 

Rewizjonizm

Rewizjonizm niemiecki właściwie rozpoczął się już przed podpisaniem Traktatu Wersalskiego z 29 czerwca 1919 r. Po ultimatum Aliantów, wystosowanym przez premiera Francji Georgesa Benjamina Clemenceau (1841-1929) dnia 22 czerwca 1919 r., Niemcy przyjęli je w dniu następnym wydając oświadczenie, w którym napisali, że „ustępują przed przeważającym gwałtem i nie zrzekają się swego sposobu pojmowania niesłychanej krzywdy, zawierającej się w warunkach pokoju”. W latach 1923-1929 ministrem spraw zagranicznych Niemiec był Gustaw Stresemann (1878-1929). Dzięki jego staraniom został zawarty w 1925 r. Pakt z Locarno, w którym Niemcy uznali granice zachodnia z Francją i Belgią, ale odmówili uznania granicy wschodniej z Polską. Stresemann twierdził, że wśród zasadniczych zadań niemieckiej polityki zagranicznej jest zmiana granicy z Polską. Tę granicę nazwano „Die brennende Grenze” (płonącą granicą).

Po II wojnie światowej i podpisaniu Układu Poczdamskiego 2 sierpnia 1945 r., który ustalił granicę polsko-niemiecką na Odrze i Nysie Łużyckiej rewizjonizm niemiecki wzmógł się. W 1954 r. na niemieckich uniwersytetach 76 pracowników naukowych zajmowało się rewizjonizmem; w Monachium działa od 1951 Osteuropa Instytut (fundacja kontrolowana przez Ministerstwo Oświaty), tamże w 1952 r. powstał Instytut für Sudosteuropa; od 1949 r. w Stuttgardzie działa Deutsche Gessellschaft für Osteuropakunde; w Getyndze Arbeitsgemeischaft für Osteuropaforchung; w Luneburgu od 1946 r. zagadnieniami granicy na Odrze i Nysie zajmują się Nordostdeutsche Akademie i Gottinger Arbeitskreis, w Marburgu Johan Gottfried Herder Instytut od 1950 r. wyłonił Komisję ds. Pomorza, Bałtów, Wartheland [!!] i Śląska; w 1951 r. w Berlinie założono Osteuropa Instytut (Stanisław Kozanecki i Tadeusz Borowicz, „Myśląc o Polsce”, wyd. w Brukseli w 2006 r.). Niemieccy naukowcy nie próżnują, a zapewne wymienione instytucje zostały zintegrowane albo pomnożone w ostatnim ćwierćwieczu, wspomagając Związek Wypędzonych, a w Polsce można się obawiać o dalekosiężne cele, oparte na fałszu polityki państwa niemieckiego, wyznaczającego w art. 116 swojej Konstytucji swoje granice na terytorium Polski.

Obok wyżej wymienionych instytutów w Niemczech działają takie stowarzyszenia jak „Związek Wypędzonych” i „Powiernictwo Pruskie” założone w 2000 r., które postawiło sobie za cel reprezentowanie interesów wysiedlonych (niem. wypędzonych) obywateli niemieckich, którzy po drugiej wojnie światowej musieli opuścić Polskę i Czechy. Celem jest uzyskanie zwrotu majątków pozostawionych przez wysiedlonych Niemców. 15 grudnia 2006 Powiernictwo Pruskie oficjalnie ogłosiło, że złożyło w imieniu swoich udziałowców 22 pozwy przeciwko Polsce w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu, domagając się zwrotu majątku pozostawionego przez wypędzonych. Zdaniem ekspertów pozwy nie miały szans na powodzenie, gdyż Powiernictwo nie próbowało dochodzić swoich praw przed sądami w Polsce, czego wymaga Europejska Konwencja Praw Człowieka, ustanawiająca trybunał. Pozwy dotyczyły też okresu, gdy konwencja jeszcze nie istniała. Polska zaś ratyfikowała ją dopiero w 1991 r., co też nie jest dla sprawy bez znaczenia. 9 października 2008 r. Trybunał roszczenia Powiernictwa oddalił w całości. Ponadto Trybunał orzekł, że Powiernictwo nie posiada czynnej legitymacji prawnej w przedmiocie sprawy. Rudi Pawelka zapowiedział, że nie zważając na niekorzystny wyrok Trybunału w Strasburgu, będzie robił wszystko, aby uzyskać od Polski odszkodowania.

 

Nazistowskie korzenie „Związku Wypędzonych”

Tygodnik „Der Spiegel”, w artykule z 14 sierpnia 2006 „Na to brakuje nam środków” („Dafür fehlen uns die Mittel”) podał, iż na 200 byłych członków kierownictwa Związku Wypędzonych, ponad 1/3 była członkami NSDAP. Zaliczało się do nich również trzech byłych sekretarzy generalnych Związku i kilku jego wiceprzewodniczących. Zdecydowana większość z 13 pierwotnych założycieli Związku Wypędzonych w 1958 r. była powiązana z reżimem narodowosocjalistycznym III Rzeszy, a mianowicie Alfred Gille, Erich Schellhaus (Wehrmacht), Hainz Langguth, Rudolff Wollner (SS).

W latach 1959-1964 przewodniczącym Związku Wypędzonych był Hans Krüger (1902-1971), który był działaczem NSDAP, zbrodniarzem wojennym, po 1945 r. organizował w RFN Związek Wypędzonych. Był posłem do Bundestagu i federalnym ministrem ds. wypędzonych. W czasie wojny wydał bardzo liczne wyroki śmierci na Polakach za takie czyny, jak np. zbicie okna w domu Niemca, bójkę, przypadkową katastrofę kolejową. Według zeznań świadków Krüger stał ponadto na czele specjalnej komisji, która jesienią 1939 r. zatwierdzała listy Polaków, rozstrzeliwanych następnie bez sądu w chojnickiej „Dolinie Śmierci”

 

Zjednoczenie Niemiec

Jeszcze przed zjednoczeniem Niemiec ówczesny kanclerz RFN Kohl nie uznawał granicy na Odrze i Nysie. Kiedy Margaret Thatcher, premier Wielkiej Brytanii, wyrażała wielokrotnie obawy o przyszłość Europy w przypadku zjednoczenia Niemiec, kanclerz Kohl podjął decyzję o zmianie dotychczasowego stanowiska swojej partii. Naciskany przez USA zaakceptował granicę na Odrze i Nysie, była to bowiem cena zjednoczenia. Została zwołana specjalna konferencja z udziałem dwóch państw niemieckich i czterech mocarstw. Kanclerz Kohl nie chciał się zgodzić, aby Polska wzięła udział w tej konferencji. Jednakże dzięki zabiegom polskiej dyplomacji Polska została dopuszczona do udziału w konferencji, ale tylko w tych tematach, które ją dotyczyły. Sprawy granic omawiano na konferencji w Paryżu 17 lipca 1990 r. Uczestniczył w nich ówczesny minister spraw zagranicznych RP, Krzysztof Skubiszewski. 3 października 1990 r. w Moskwie dwa państwa niemieckie: NRD, RFN, oraz Francja, Anglia, USA i ZSRR podpisały „Traktat o ostatecznej regulacji w odniesieniu do Niemiec”. Układ ten określił zasady jednoczenia Niemiec. W art. 1 określono terytorium zjednoczonych Niemiec. Stwierdzono, że „Zjednoczone Niemcy i Rzeczpospolita Polska potwierdzają istniejącą między nimi granicę w układzie wiążącym z punktu widzenia prawa międzynarodowego”. Zjednoczone Niemcy nie mają żadnych roszczeń terytorialnych przeciwko innym państwom i nie będą ich również wysuwać w przyszłości. Układ ten potwierdzał nie tylko granice na Odrze i Nysie, ale również postanowienia o delimitacji i demarkacji umowy pomiędzy PRL a NRD z maja 1989 r. Zgodnie z zapowiedzią zawarta w artykule 1 tego Układu Polska i Niemcy podpisały w dniu 14 listopada 1990 r. traktat o potwierdzeniu istniejącej pomiędzy nimi granicy.

Buta niemiecka powraca. 15 lutego 1996 r., ówczesny minister Spraw Zagranicznych Niemiec Klaus Kinkel oświadczył, że Niemcy nie czują się zobowiązane traktatem poczdamskim. Wypowiedź ta była pierwszym oficjalnym podważeniem Traktatu między Rzeczpospolitą Polską a Republiką Federalną Niemiec o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z 17.06.1991 r., oraz szeregu poprzednich traktatów, w których Niemcy dobrowolnie zrezygnowali z jakichkolwiek praw do swoich dawnych ziem na obecnym terytorium Polski.

Niemcy się zjednoczyły, lecz nie wywiązały się z podpisanego „Traktat o ostatecznej regulacji w odniesieniu do Niemiec”. W paragrafie 4 art. 1 tego układu, RFN zobowiązała się, że Konstytucja Zjednoczonych Niemiec nie będzie zawierała postanowień sprzecznych z powziętymi zasadami. Wbrew postanowieniom tego układu do dnia dzisiejszego w konstytucji Niemiec obowiązuje zapis z 1937 r., a na niemieckich mapach, nasze ziemie zachodnie nadal widnieją w granicach Niemiec. Czy można więc ufać polityce niemieckiej? Dla nich podpisywane układy, traktaty, to tylko świstki nic nie znaczących papierów, bo w ich polityce liczą się tylko fakty dokonane.

Niemcy ratyfikowali postanowienia Traktatu z dnia 17 czerwca 1991 r. między RP a RFN o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy jak i Europejską Konwencję Ochrony Praw Człowieka z 4 listopada 1950 r. oraz konwencję ramową Rady Europy o ochronie mniejszości narodowych, lecz odmawiają przyznania polskiej grupie etnicznej w Niemczech statusu mniejszości narodowej.

 

Związek Polaków w Niemczech

Po 1989 r. kolejno zmieniające się rządy w Polsce prześcigały się w „obdarowywaniu niemieckiej mniejszości” w Polsce, natomiast Związek Polaków w Niemczech do dnia dzisiejszego nadaremnie dobija się do drzwi niemieckich władz i urzędników o rekompensatę i zwrot przynajmniej części skonfiskowanego majątku. W czasie wojny kilkuset działaczy ZPwN zostało zamordowanych, a tysiące w obozach koncentracyjnych musiało płacić za swoje oddanie Ojczyźnie. Większość z nich nie otrzymała do dziś jakiegokolwiek odszkodowania. Ci, co otrzymali, dostali symboliczne sumy kilkuset marek, które są niewspółmiernie niskie w porównaniu z tym, co otrzymują ich byli oprawcy.

Według ankiety przeprowadzonej w 2004 r. w Niemczech było około 2 mln. ludzi przyznających się do języka polskiego, kultury i tradycji.

Działania Polaków w Niemczech ukierunkowane są na integrację w społeczeństwie niemieckim. Swoją rolę widzą w budowaniu pomostu i burzeniu uprzedzeń z obu stron. W tych dążeniach potrzebne jest im zdecydowane poparcie ze strony władz Polski, ale i Niemiec. Chodzi głównie o przyznanie polskiej grupie etnicznej w Niemczech statusu mniejszości narodowej.

Tymczasem rząd Republiki Federalnej Niemiec konsekwentnie odmawia Polakom takiego statusu, aczkolwiek przyznał on je grupie Sinti i Romów, która podobnie jak Polacy nie spełnia wszystkich warunków jakie postawili niemieccy urzędnicy.

Zgodnie z decyzją rządu Federalnego i Bundestagu kryteria te spełniają mieszkający w Niemczech Duńczycy, Serbowie Łużyccy i Fryzowie. W 1997 r. uznano, że kryterium tym, z wyjątkiem ostatniego, odpowiadają również Sinti i Romowie, którzy tradycyjnie zamieszkują Niemcy, aczkolwiek nie żyją na jednym lub kilku zwartych obszarach, lecz na obszarze prawie całych Niemiec, najczęściej w małej liczbie. Wszystkie wyżej wymienione warunki spełnia jednak również polska grupa narodowa, i choć nie zamieszkuje zwartych terenów, lecz podobnie jak Sinti i Romowie rozproszona jest na terenie całych Niemiec, to zasługuje na status mniejszości narodowej, tym bardziej, że swą liczebnością przewyższa wszystkie pozostałe grupy mniejszości narodowych w Niemczech.

W odpowiedzi na interpelację poselską PDS dotyczącą statusu oraz traktowania przez władze państwowe obywateli polskiego pochodzenia, rząd federalny stwierdził, że „jako obywatele niemieccy są oni już przez ustawę zasadniczą całkowicie zrównani w prawach”. Federalne Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, sprawujące do końca 2000 r. opiekę  nad polską  grupą etniczną i w tej roli nadzorujące realizację Traktatu z dnia 17 czerwca 1991 r. oświadczyło w jednym ze swoich pism, że Polakom, tj. osobom o polskiej tożsamości, posiadającym niemieckie obywatelstwo, nie przysługuje żadne prawo do pomocy finansowej na prowadzoną przez nie działalność kulturalną. Niemcy nie chcą uznać Związku Polaków w Niemczech, gdyż liczą, że Polacy się zgermanizują.

 

Mniejszość niemiecka w Polsce

W Polsce według Spisu Powszechnego z 2011 r., narodowość niemiecką deklarowało 148 tys. osób (w 2002 152 tys. 897 osób). Obecnie największym stowarzyszeniem mniejszości niemieckiej w Polsce jest Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Niemców na Śląsku Opolskim (TSKN). TSKN regularnie (od 1991) zgłasza swoich kandydatów w wyborach parlamentarnych z listy komitetu wyborczego „Mniejszość Niemiecka”. Komitet Wyborczy mniejszości narodowej nie jest związany klauzulą zaporową 5% głosów w skali kraju, determinującą prawo do uczestniczenia w podziale mandatów w wyborach do Sejmu.

Język niemiecki (stan na 23 kwietnia 2012) wprowadzony jest jako pomocniczy w 22 gminach województwa opolskiego. W 28 gminach województwa opolskiego i śląskiego wprowadzono 335 dodatkowych niemieckich nazw dla miast, wsi i ich części.

 

Koń trojański

W Polsce po 1989 r. ulokowało się kilkanaście fundacji niemieckich, które już niektórzy publicyści nazywają „koniem trojańskim”. Zostały one założone w ramach pojednania i pomagania młodej polskiej demokracji po 1989 r. Najważniejsze z nich to: Fundacja Pojednanie z siedzibą w Krzyżowej, Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej, Fundacja Konrada Adenauera, Fundacja Friedricha Eberta, Fundacja Friedricha Neumanna.

28 lutego 2000 r. Roland Freudenstein, prezes Fundacji Adenauera, w wywiadzie dla „Głosu Wielkopolskiego”, powiedział co rzeczywiście robi w Polsce kierowana przez niego Fundacja Adenauera, a więc stabilizuje demokrację, szkoli asystentów polskich polityków, również z Kancelarii Premiera, współpracuje głównie z UW i AWS, inspiruje działania na rzecz wstąpienia Polski do UE, by przekonać Polaków do niej itd. Wówczas fundacja współpracowała z UW i AWS, a dziś z jaką partia współpracuje?

W Polsce działa również skrajnie lewicowa Fundacja Edukacji Europejskiej im. Stefana Okrzei (członek ekstremistycznego skrzydła PPS), która ma swoje siedzibę w Poznaniu. Ta kierowana przez lewicową ekstremę instytucja (zarząd i radę fundacji, z nielicznymi wyjątkami, stanowią aktywiści Federacji Młodych Unii Pracy) realizuje w Europie Środkowo-Wschodniej interesy ponadnarodowej nowej lewicy. Wśród „partnerów” poznańskiej fundacji są między innymi francuska fundacja im Jeana Jauresa (francuskiego komunisty), holenderska fundacja im. A. Mozera czy niemiecka fundacja im. Róży Luksemburg (niemiecko-żydowska komunistka, która wraz z F. Dzierżyńskim i J. Marchlewskim założyła skrajnie lewicową partię Socjaldemokracja Królestwa Polskiego i Litwy, zwalczającą ideę niepodległej Polski). Komunistyczni patroni tych fundacji dobitnie pokazują, jaką orientację polityczną reprezentują te gremia i w czyim interesie są podejmowane finansowania przez inicjatyw. Główny źródłem finansowania ich działalności są dotacje unijne oraz poszczególnych rządów, jak np. Fundacja Róży Luksemburg jest hojnie sponsorowana przez niemiecki budżet federalny. Warto mieć świadomość, ze propagowane przez Fundację Edukacji Europejskiej inicjatywy, jak aborcja, homoseksualizm, i powszechna demoralizacja dokładnie pokrywają się z inicjatywami propagowanymi przez działający we wszystkich krajach Europy Środkowo-Wschodniej sorowski Instytut Społeczeństwa Otwartego (Krzysztof Warecki, „Kondotierzy rewolucji”, Nasz Dziennik, 4-5 grudnia 2004).

 

 

Stanisław Bulza

 

Przeczytaj więcej artykułów tego autora >   >   > TUTAJ  .

 

POLISH CLUB ONLINE, 2014.03.28

Avatar

Autor: Stanisław Bulza