Stanisław Bulza: Odkupienie win po niemiecku Część II


Przeczytaj:        Część I. 

 

Niemiecka kolonizacja Polski

Współcześnie coraz bardziej terminy „imperializm” i „kolonializm” używane są na określenie przestarzałego systemu dominacji w Afryce lub gdzie indziej. Jednak powszechnie używane zaczyna być wyrażenie neokolonializm. W obecnym czasie, w wielu państwach, pod szyldem demokracji i wolności mniejszość panuje nad większością Władza jest osiągana przez nich przez zamachy stanu, rewolucję, intrygi i korupcję. Rządy w byłych koloniach są co prawda sprawowane przez krajowców, lecz rzeczywistą władzę sprawują ci, co posiadają w swoich rękach banki, handel, środki masowego przekazu, środki komunikacji i transportu, przemysł, a także sprawują kontrolę nad wydobyciem surowców. Krajowcy głównie stanowią tanią siłę roboczą i są silnie uzależnieni od pracodawcy, który przeważnie jest obcy. Bezrobocie, głód i nędza, choroby są spowodowane przez nową formę kolonializmu. Jest to angielskie pojęcie o samorządności, które zostało wprowadzone w byłych koloniach angielskich, oraz po 1989 r. w państwach Europy Środkowo-Wschodniej.

O ile komuniści do 1989 r. byli pozornymi właścicielami Polski, to po porozumieniach okrągłostołowych stali się rzeczywistymi właścicielami Polski. Obecnie w ich rękach są banki, przemysł i większość środków przekazu. Decydowali też o ich wysprzedaży. Sprzedawano więc całe przedsiębiorstwa, nawet te dobrze prosperujące, ale najpierw doprowadzano je do bankructwa. Zniszczono stocznie i gospodarkę morską. 70 proc. banków w Polsce jest w rękach obcych. W ramach bitwy o handel polski uprzywilejowano hipermarkety, przeważnie niemieckie, co doprowadziło do likwidacji małych i średnich sklepów, a nawet dużych przedsiębiorstw mięsnych i przetwórczych. Była to druga bitwa o handel polski, pierwsza odbyła się w latach 40. i 50. Na tak przeprowadzonej prywatyzacji wzbogaciła się oligarchia gospodarcza, której rodowód wywodzi się z komunistycznej „nowej klasy”. Wielu z nich było po 1989 r. uczestnikami wielkich afer gospodarczych i przestępstw giełdowych, takich jak afera alkoholowa, benzynowa, papierosowa, drzewna, piwna, prywatyzacyjna, samochodowa i wielu innych. Do tego trzeba jeszcze dodać afery FOZZ i ART-B i wiele innych. Żaden z aferzystów nie był sądzony.

Brutalną konsekwencją było pozbawienie środków do życia milionów ludzi. Taka wyprzedaż nie miała nic wspólnego ani z wolnym rynkiem, ani z ekonomią. To była grabież. Przedsiębiorstwa polskie, które były konkurencyjne dla firm niemieckich, były wykupywane przez kapitał niemiecki, i następnie były doprowadzane do bankructwa. Doprowadzono do tego, że byt ekonomiczny narodu został uzależniony od obcych. Zamiast spodziewanego dobrobytu miliony Polaków straciły pracę, a wiele milionów żyje w skrajnej nędzy. W Polsce ze względu na wysokie bezrobocie jest najtańsza siła robocza. Z Polski zrobiono montownię samochodów. W 2013 r. niemiecki holding BSH (Bosch i Siemens) przejął prawie 98 proc. akcji Zelmera i zamierza wycofać spółkę z giełdy.

Współczesne państwo, żeby liczyło się w świecie, musi posiadać dobrze rozwinięty własny nowoczesny przemysł, w tym zbrojeniowy, tak jak np. Niemcy, Francja, czy Włochy. Polskie uczelnie kształcą co prawda inżynierów, konstruktorów, informatyków, ale nie mamy polskiego przemysłu. Nie ma więc polskiej myśli technicznej.

 

Stasi w Polsce

Nie wiadomo, jaki wpływ na wyprzedaż i rozkradanie polskiego majątku miały służby obce. Oprócz agentów dawnego KGB i GRU w Polsce pozostało setki nieujawnionej agentury wschodnioniemieckiego Ministerium für Staatssicherheit (MfS), bardziej znanego jako Stasi. Dlaczego w Polsce współpraca naszych obywateli ze służbami specjalnymi obcego państwa wciąż nie podlega rozliczeniu? Wschodnioniemiecka bezpieka, czyli Stasi w latach 80. XX w. miała w Polsce kilkuset agentów i informatorów. Byli wśród nich nie tylko Niemcy, ale także Polacy. Stasi interesowała się Polską od 1978 roku, gdy Jan Paweł II został wybrany papieżem. Zainteresowanie jeszcze wzrosło w czasie powstania „Solidarności”. Najważniejszą rolę w działalności operacyjnej Stasi w Polsce odgrywał Wydział Główny II Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego (MfS-Hauptabteilung II), czyli kontrwywiad. Do jego zadań należały: koordynacja współpracy z partnerskimi służbami, demaskowanie rezydentur i poszczególnych agentów państw należących do NATO ze szczególnym uwzględnieniem RFN, a także informowanie kierownictwa partyjnego i państwowego NRD o zjawiskach ważnych z punktu widzenia bezpieczeństwa państwowego. 8 września 1980 roku, na mocy porozumienia z władzami polskimi, rozpoczęła działalność Grupa Operacyjna Warszawa (Operationsgruppe Warschau, OGW), której oficerowie zwerbowali setki agentów.

 

Plan Stolpego

W 1991 r. premier rządu Brandenburgii, Manfred Stolpe, opracował plan, który przewidywał kolonizację gospodarczą zachodniego pasa Polski wzdłuż Odry o szerokości 75 do 100 km. od granicy polsko-niemieckiej. Tereny po polskiej stronie miały być głównie rezerwatami przyrody i obszarami wypoczynkowo rekreacyjnymi po zalesieniu pół uprawnych. Na wyspie Uznam miał powstać tzw. „niemiecki teren gospodarczy”, a region Szczecin miał być przekształcony w wspólny port lub wodną strefę przemysłową ze zmienną polsko-niemiecka administracją. Był to niezwykle wyrazisty dowód na nasilenie dążeń niemieckich do eliminacji struktur decydujących o suwerenności Polski. Ówczesny minister spraw zagranicznych RP, Krzysztof Skubiszewski, w lutym 1992 r. akceptował ten plan. Ogłoszenie publiczne planu Stolpego wywołało publiczną reakcję. Było wiele protestów, nastąpiła publiczna dyskusja. Wprawdzie plan Stolpego udało się odrzucić, ale podobnie jak w przypadku planu Sorosa, jego część w praktyce została niestety zrealizowana. Na Ziemiach Odzyskanych zniszczono przemysł, gospodarkę morską, stocznie i rolnictwo.

 

Euroregion Prussia

W ramach Unii Europejskiej i pod patronatem Niemiec w 2004 r. pojawił się bardzo niebezpieczny projekt powołania euroregionu Prussia obejmującego terytorium dawnych Prus Wschodnich, a więc kawałów Polski, Litwy i Rosji. Wniosek w tej sprawie, podpisany przez 71 posłów CDU/CSU w Bundestagu, wywołał międzynarodową burzę (Wprost 31.XX.2004).

Ustawa 46 Sojuszniczej Rady Kontroli nad Niemcami (ciała powołanego przez umowę Poczdamską z 2.VIII.1945 r.) z 25 lutego 1947 r. zlikwidowała państwo pruskie, a wszelkie próby jego reaktywacji stały się nielegalnymi, karalnym w świetle prawa międzynarodowego. Jak słusznie podkreślił ks. prof. Czesław Bartnik, w świetle tych decyzji również „Powiernictwo Pruskie” nie jest legalne (Nasz Dziennik, 30.X–XI. 2004).

Tymczasem naiwne władze samorządowe Warmii i Mazur nie tylko pozwoliły na kongres Ziomkostwa Wschodniopruskiego w Olsztynie, ale i dały się nań zaprosić w charakterze gości, tym samym legitymując zarówno to ziomkostwo, jak i olsztyński kongres. A tak się akurat składa, że członkowie władz Ziomkostwa Wschodniopruskiego są jednocześnie współzałożycielami „Pruskiego Powiernictwa”, które szykuje procesy zwrot Niemcom ich byłej własności na Ziemiach Odzyskanych (Wprost 31.X.2004). 9 października 2008 r. Trybunał roszczenia Powiernictwa oddalił w całości. Ponadto Trybunał orzekł, że Powiernictwo nie posiada czynnej legitymacji prawnej w przedmiocie sprawy.

 

Polskie gazety w niemieckich rękach

Nie mamy więc własnego przemysłu i nie mamy własnej prasy. Niemiecki koncern medialny Verlagsgruppe Passau działający w Polsce pod nazwą Polskapresse stał się właścicielem 90 procent gazet i portali regionalnych. W Polsce doszło do sytuacji niespotykanej w żadnym kraju europejskim. Monopol informacyjny w regionach, a także bardzo duży w mainstreamie, np. poprzez portal Onet.pl, przeszedł na niemiecką własność. W kraju działają cztery potężne koncerny niemieckie. Bardzo wielu Polaków zaglądając do czasopism nie wie już, czy ma do czynienia z punktem widzenia Berlina, czy Warszawy. Zbigniew Oniszczuk, socjolog i prasoznawca z Uniwersytetu Wrocławskiego dla tygodnika „Wprost” powiedział: „Ekspansja niemieckiego kapitału na naszym rynku mediów może doprowadzić nie tylko do narzucenia obcych kulturowo treści i wzorców komunikowania, ale także do ograniczenia pluralizmu poglądów, opinii czy wartości”.

Do grona największych wydawców prasy w Polsce należy Ringier Axel Springer Polska Sp. z o.o. –  spółka prawa handlowego, wydawca prasy. Istnieje od 1994 r. (do 2010 r. jako Axel Springer Polska Sp. z o.o.). Na polskim rynku wydawniczym działa również polska filia międzynarodowego szwajcarskiego wydawnictwa Groupe Edipresse pod nazwą Edipresse Polska. Trzeba też wymienić Wydawnictwo Bauer – wydawca prasowy działający w Polsce od listopada 1991 r. specjalizujące się w prasie rozrywkowej, poradnikach oraz magazynach telewizyjnych. Wydawnictwo wchodzi w skład Bauer Media Group, do której należy także Grupa RMF oraz interia.pl.

 

Wykupywanie polskiej ziemi

Jedną z metod niemieckiej kolonizacji jest wykupywanie polskiej ziemi. Już za Bismarcka utworzono tzw. Komisję Kolonizacyjną. Przeznaczono wówczas 100 mln marek na wykup ziemi z rąk Polaków i osadzano na niej Niemców. W Polsce od 1920 r. obowiązywał zakaz sprzedaży ziemi cudzoziemcom, ale 1.04.2004 wprowadzono okres przejściowy obowiązujący przez 12 lat, czyli przez ten okres ma obowiązywać zakaz i ograniczenia administracyjne w zakupie naszej ziemi rolnej przez cudzoziemców. Po tym okresie będą mogli kupować ją bez żadnych ograniczeń. Prawo sobie, a życie sobie. Nic z tych ograniczeń, gdyż są do obejścia.

Henryk Pająk w książce „Piąty rozbiór Polski” o wykupie polskiej ziemi przez obcych pisze: „Trwa obecnie masowa akcja wykupowania polskiej ziemi na naszych północno-zachodnich obrzeżach. Kupującymi są wyłącznie Niemcy”. Dalej: „…przedstawiciel Agencji Własności Rolnej Leszek Szydłowski oświadczył z dumą, że cudzoziemcy, głównie Niemcy, w okresie 1989-1996 wykupili już 30 tys. hektarów ziem zachodnich i północnych. Ziemie te wchodziły w skład rozwiązanych PGR-ów”. Natomiast podsekretarz stanu w MSW Jerzy Zimowski oznajmił: „W ciągu sześciu lat sprzedano 320 hektarów. Mówiąc prawdę, w ogóle nie ma obrotu polską ziemią”.

W faksie wysłanym 12 maja 2005 roku o 10.54 do Redakcji Naszego Dziennika, Podsekretarz Stanu Ministerstwa Ochrony Środowiska, Pan Zbigniew Witkowski, polemizując z posłem Piotrem Krutulem, ujawnił wstrząsającą wiadomość o zamiarach Banku Światowego względem polskich rolników. Oto fragment jego wypowiedzi: […] Na koniec o skansenizacji polskiego rolnictwa. Popatrzmy jak nas chce uchronić przed skansenizacją Bank Światowy. Warto, aby obywatele, w tym i rolnicy wiedzieli, iż Polska w ramach pożyczki z Banku Światowego otrzymała ekspertyzę, która szokuje swoją radykalnością właśnie w dziedzinie rolnictwa. Otóż eksperci Banku proponują radykalne rozwiązanie problemu poprzez wykup ziemi od biednych rolników i skierowanie ich do miast, jako siły roboczej do zagospodarowania. Ta siła robocza to ok. 2 mln ludzi, z rodzinami to ok. 8 mln. Ludzi w obecnym pokoleniu słabo wykształconych, niezdolnych do podjęcia jakiejkolwiek pracy poza prostymi pracami fizycznymi. Jest oczywiste, że gdyby scenariusz taki został zrealizowany grupy te natychmiast zasiliłyby liczną armie bezrobotnych, z pełnymi konsekwencjami społecznymi i ekonomicznymi dla całego państwa, a w szczególności dla mieszkańców miast.

W ostatnim czasie Najwyższa Izba Kontroli skontrolowała zakup państwowych nieruchomości rolnych przez cudzoziemców, ale tylko od 2011 r. do kwietnia 2013 r. w trzech oddziałach Agencji Nieruchomości Rolnych (ANR): zachodniopomorskim, dolnośląskim i mazowieckim. Z raportu NIK wyłania się przerażający obraz niekontrolowanej sprzedaży państwowej ziemi w szczególności cudzoziemcom. Najbardziej jaskrawo widać ten proceder na terenie oddziału zachodniopomorskiego ANR gdzie wprawdzie cudzoziemcy bezpośrednio nabyli zaledwie 23 hektary gruntów rolnych (na to trzeba zgody MSW) ale już spółki z mniejszościowymi udziałami kapitału zagranicznego nabyły przez ostatnie 2,5 roku w przetargach nieograniczonych blisko 3 tys. hektarów państwowej ziemi (na to nie potrzeba zgody MSW). Jakby tego było mało cudzoziemcy po nieskorzystaniu przez zachodniopomorski oddział ANR z prawa pierwokupu, nabyli udziały spółek, które były właścicielami około 4,6 tys. hektarów ziemi (na to także nie trzeba zgody MSW).

 

Czy to jeszcze Polska, czy już Niemcy?

Mieczysław Bojko w książce „Wspomnienia wytrawnego poszukiwacza skarbów i tajemnic” pisze: „W 2002 r. w rejonie Sowiej Doliny, przy mostach, powyżej Wilczej Poręby, dzielnicy Karkonoszy, pojawiły się dwa olbrzymie wojskowe samochody ciężarowe typu Man. W samej zaś Sowiej Dolinie, nieopodal starych kopalń granitów, stał jeden mniejszy samochód i jeden terenowy”. Były to samochody Bundeswehry z żołnierzami niemieckimi. Autor starał się dowiedzieć jak najwięcej na ten temat, lecz tylko Nadleśnictwo Śnieżka otrzymało bardzo skąpą i krótką informację, lecz bez podania terminu, lokalizacji. Pisze: „Należy też wspomnieć, ze nie wiedział o niczym dowódca odcinka WOP, a było to w rejonie przygranicznym. Nie wiedział o niczym oficer dyżurny brygady łużyckiej WOP, wręcz był zdziwiony taką sytuacją. Także nie wiedziały o niczym władze Karpacza. W Karpaczu mieszka, emerytowany już, wysoki oficer Wojska Polskiego, niegdyś związany ze sztabem generalnym. On to próbował się dowiedzieć, czy ktoś w Warszawie wiedział o tym. Okazało się, że jedynie w jednym z departamentów Wojska Polskiego wiedziano, ale chyba bez jakichkolwiek szczegółów. Każdy po kolei się dziwił, gdyż ponoć była jedynie jakaś tam współpraca z ludźmi chroniącymi nietoperze”. W zakończeniu autor zapytuje: „Jak to się stało, że samochody Bundeswehry wraz z żołnierzami wjechały do obcego państwa”. No właśnie, jak to się stało?

 

Z katów ofiary

Po 1989 r. w polityce zagranicznej Polski dominowały dążenia do integracji ze strukturami euroatlantyckimi. Wyrażono je w haśle „powrotu do Europy”, a rząd wskazywał na to, że jedyna możliwa droga na Zachód prowadzi przez porozumienie z Niemcami. W tych warunkach jako rację stanu uznano pojednanie ze stroną niemiecką i próbę budowy dobrosąsiedzkich relacji z zachodnim sąsiadem. Nie dość, że radykalnie pomniejszono straty ludnościowe Polski poniesione w czasie II wojny, to od dłuższego już czasu trwa oczernianie, opluwanie, zarówno w Polsce, jak i mediach zagranicznych, przedstawiając Polaków jako wrednych antysemitów. Usiłuje się za wszelką cenę zdjąć odpowiedzialność za zbrodnie popełnione przez Niemców w czasie drugiej wojny światowej i przerzucić je na Polaków. Przypomnieć należy, ze Niemcy wymordowali 3 mln 300 tys. Polaków.

Angela Merkel i Benjamin Netanyahu
Angela Merkel i Benjamin Netanyahu

Zrealizowany w 2012 r. przez drugi program niemieckiej telewizji publicznej, trzyczęściowy film „Nasze matki, nasi ojcowie” („Unsere Mütter, unsere Väter”) ukazuje Polaków, jako „krwiożerczych antysemitów”. Film ten jest wyświetlany w wielu państwach świata. To z Niemiec od dłuższego już czasu coraz częściej wychodzi w świat termin „polskie obozy koncentracyjne”. Termin ten pojawia się w bardzo często w prasie niemieckiej. Użyły go gazety takie jak „Der Spiegel”, „Bild”, „Der Tagesspiegel” „Ster”, „Focus”, „Die Welt”, „Westdeutsche”, Junge Welt”, Thurgauer Zeitung”, „Die Zeit”, „Sueddeutsche Zeitung”, niemiecka agencja prasowa „dpa”, niemiecki oddział Reuters, internetowy portal rozgłośni  Saarlaendischer Rundfunk”, oraz portal internetowy niemieckiej telewizji NTV. Używany jest również zwrot „polski obóz zagłady” (niem: polnisches Vernichtungslager).

Na ten temat prof. M. Giertych już w 2000 r. pisał: „Obrzydliwe filmy typu „Shtetl” Marzyńskiego, „Shoah” Lanzmana, czy obsypana oskarami „Lista Schindlera” Spielberga, wybielają Niemców, a podkreślają polski antysemityzm i sugerują nasz udział w zabijaniu Żydów. Np. w „Liście Schindlera” wszystkie dialogi są po angielsku, tylko komendy w Auschwitz po polsku z angielskim podpisem” (Maciej Giertych, Opoka w Kraju, nr 34 (55), czerwiec 2000)

W 2012 r. doszło do skandalu podczas wręczenia przez prezydenta USA Obamę Medalu Wolności dla Jana Karskiego. Prezydent USA podkreślił, że Karski był przedstawicielem polskiego ruchu oporu. Później wypowiedział jednak niefortunne słowa: „Partyzanci poinformowali go, że Żydzi są mordowani na masową skalę i przeszmuglowali go do warszawskiego getta oraz polskiego obozu śmierci”. Czy była to gafa, czy też zamierzone działanie?

Rząd Polski nie broni dobrego imienia Polski i żołnierzy AK. Premier Tusk milczy. Milczą polscy historycy. Czy nabrali wody w usta, czy też mówić im zakazano? Polska po 1989 r. nie ma własnej polityki historycznej. Jest to niesłychany skandal, że Niemcy, którzy rozpętali straszliwą wojnę, wymordowali miliony Polaków, dzisiaj śmieją się nam w twarz.

Jest raczej pewne, że celem oczerniania i opluwania Polaków jest usprawiedliwienie przed światem przyszłego zaboru polskich ziem zachodnich i północnych Polski przez Niemców. Bo Polacy odrażający, źli, krwiożerczy antysemici, mordercy Żydów, twórcy obozów koncentracyjnych, nie są godni do posiadania własnego państwa. I nikt się za nami nie ujmie, nawet Rosja, i właśnie dlatego szerzy się dziś w sposób histeryczny antyrosyjskość. Komu ona jest potrzebna? A no właśnie Niemcom!

 

Mapa Europy na 2035 rok

Na podstawie prac Alvina Tofflera, Samuela Huntingtona i Zbigniewa Brzezińskiego, geopolityczni eksperci ułożyli mapę Europy 2035 roku. 23 stycznia 2013 roku mapę zamieszczono na portalu na

Kiedy układano mapę nikt się nie spodziewał, że Krym odpadnie od Ukrainy. Na przedstawionej mapie Krym jest w Rosji. Polska na tej mapie jest bardzo okrojona. Na rzecz Niemiec tracimy Pomorze i Śląsk, a w przypadku porozumienia między Berlinem i Moskwą – także jej północno-wschodnie ziemie. Na rzecz Zachodniej Ukrainy Polska może utracić część obszaru współczesnego województwa podkarpackiego i lubelskiego. W to miejsce powstanie nowe państwo: Galicja ze stolicą we Lwowie.

Stanisław Bulza

 

Przeczytaj więcej artykułów tego autora >   >   > TUTAJ .

 

, 2014.03.30

Avatar

Autor: Stanisław Bulza