Prof. Artur Śliwiński: >> August Cieszkowski: miłość do Ojczyzny <<


EEM – European Economic Monitor

Część I.

August Cieszkowski, filozof, ekonomista i polityk. Tablica na ulicy Cieszkowskiego w Warszawie na Żoliborzu.  Fot. Warszawa.wikia.com
August Cieszkowski, filozof, ekonomista i polityk. Tablica na ulicy Cieszkowskiego w Warszawie na Żoliborzu.
Fot. Warszawa.wikia.com

„Targnijmy się na te konkretne podwaliny Społeczeństwa, zburzmy którakolwiek z wielebnych twierdz Ducha, znieśmy np. Rodzinę lub Narodowość, a dopieroż wywołamy społeczne powodzie i kataklizmy, którym żadne tamy gwałtu lub przymusu nie podołają”

„ …w braku Rodu lub Narodu, daremnie szukasz Wolności, znajdziesz chyba swawolę albo też niewolę”

August Cieszkowski

 

Właśnie z tym problemem mamy obecnie do czynienia w Polsce. Pojęcie miłości do Ojczyzny zostało skażone ordynarnymi uproszczeniami i przeinaczeniami. Doszło do tego, że trzeba powtarzać elementarne prawdy, które powinny być znane i respektowane.

Po pierwsze, miłość do Ojczyzny nie sprowadza się do subiektywnych uczuć. Jak miłość chrześcijańska w całym bogactwie stosunków między ludźmi, tak również ta miłość podlega zasadom, które przypomniał niedawno Benedykt XVI, bez których staje się sentymentalizmem: „Pada ona łupem emocji oraz przejściowych opinii jednostek, staje się słowem nadużywanym i wypaczonym i nabiera przeciwstawnego znaczenia”. Z dzisiejszej perspektywy sprawy stały się jeszcze poważniejsze. Miłość do Ojczyzny zwalczana jest jako przejaw ekstremalnego nacjonalizmu, bez najmniejszego szacunku dla wiary katolickiej, której jest naturalnym wyrazem. Dokonuje się to przez trywializację pojęcia patriotyzmu, wprowadzając na jego miejsce „patriotyzm kotylionowy”.

A z drugiej strony, fanatyczni przeciwnicy „polskiego nacjonalizmu” okazują się odnowicielami skrajnych – faszystowskich – form nacjonalizmu (w Albanii, w Turcji, na Ukrainie), jeśli to odpowiada ich interesom gospodarczym i politycznym. Niebawem sami staną na czele tak zaciekle krytykowanego „polskiego nacjonalizmu”.

Po drugie, chodzi o czynną – a nie o deklaratywną – miłość do Ojczyzny, czyli wyrażającą się nie tylko przez pamięć historyczną oraz przywiązanie do kultury narodowej (chociaż są to istotne warunki patriotyzmu), lecz również i przede wszystkim o czynne działanie, a nawet o poświęcenie dla dobra narodu. Ten aspekt problemu jest najważniejszy, bowiem obserwujemy narastanie biernej „miłości do ojczyzny”, wyrażającej się w jaskrawym rozdwojeniu światopoglądowym. Polega ono na aprobowaniu i propagowaniu ekonomii neoliberalnej z jednej strony, która jest skrajnie aspołeczna, tj. zamyka przestrzeń dla aktywności ekonomicznej, społecznej i kulturalnej w sferze publicznej, oraz na emocjonalnym zaangażowaniu w sprawy narodowe z drugiej strony. To zaangażowanie rzadko jest autentyczne, raczej ma pociągać za sobą rzesze łatwowiernych, ulegających emocjom wyborców. Wyłączenie z czynnej miłości do Ojczyzny aktywności ekonomicznej, w tym odrzucanie motywacji patriotycznych w polityce gospodarczej i kwestionowanie potrzeby istnienia sektora publicznego, wskazuje jak dalece jest to podejście niekonsekwentne i szkodliwe.

Rodzina i naród 

August Cieszkowski miłości do Ojczyzny nadaje konkretny sens; jako naturalnej więzi porównywalnej ze stosunkiem syna do matki i ojca. Traktuje to jako punkt wyjścia do zrozumienia znaczenia miłości do Ojczyzny. Zastrzega też, że nie ma w tym nic mistycznego, złudnego czy będącego wytworem wybujałej wyobraźni; stosunek synostwa jest rzeczywisty i żywotny; serdeczny i zarazem racjonalny.

Miłość do rodziców pozwala lepiej – jego zdaniem- zrozumieć sens miłości do Ojczyzny. Chodzi przede wszystkim o konsekwencje braku miłości.

„Weźmy przykład z dobrej rodziny.- Wszelkie stosunki, wszelkie wzajemne prawa układają, stanowią i dopełniają się w niej wedle istniejącego prawa, a przecież mimo prawa i bez prawa, tj. z zaniechaniem wszelkiej drogi prawnej.- Tam miłość i obyczaj, nie zaś kodeks stanowi, a przecież wedle przepisu kodeksu wszystko się dzieje. Istniejące ustawy mogą nawet być ułomne, skoro tylko duch rodzinny, ów pierwszy szczebel ducha publicznego jest żywotny […] najróżnorodniejsze stosunki prawne mogą być w błogie skutki obfite, skoro je tylko duch publiczny uświęci”.

Stanowisko to jest dostatecznie czytelne, aby odnieść je również do współczesności. Prawo nie jest podstawowym regulatorem stosunków w rodzinie. Stosunki te są oparte na dwóch podstawach: miłości i obyczaju. Dzisiaj zakres ingerencji prawa w stosunki rodzinne jest jednak znacznie większy, przy czym jest on uzasadniany … przykładem złej rodziny. Tym niemniej, dotyczy rodzin jako takich. Wypieranie miłości rodzicielskiej i synowskiej idzie w parze z wypieraniem obyczaju. Trudno znaleźć bardziej przewrotny i destrukcyjny mechanizm niszczenia rodziny. Ale o tym sporo wiemy.

August Cieszkowski właśnie ukazuje ten mechanizm niszczenia: „W dobrej przeto rodzinie układa się wszystko wedle woli i obyczaju jej członków. Zgodnej zawsze z wolą i przepisami prawa.- Skoro zaś w jej łonie wzniosą się zatargi i dojdą do stopnia, iż tylko prawna droga ujście dać im może, skoro członkowie rodziny zamiast na wewnętrzne pobudki, na artykuły kodeksu powoływać się poczną, – o wtedy bądźcie pewni, rodziny tam już nie masz […] Brat pozywający brata już nie jest jego bratem, on jest więcej niż obojętnym, jest już jego wrogiem”.

Odnosi się to podobnie – kontynuuje August Cieszkowski – „do publicznych stosunków w narodzie, który jest rodzin rodziną, podobnie w ludzkości, która jest wszech Narodów Narodem”. Ten aspekt braku miłości i przywiązania do obyczaju w narodzie jest czynnikiem silnie destrukcyjnym.

Czy o tym dziś nie wiemy? Ależ oczywiście, wiemy bardzo dobrze. Jednak nie potrafimy jasno skonkretyzować natury konfliktu w stosunkach narodowych: brat pozywający brata nie przestaje być – w naszym mniemaniu – bratem, a tym bardziej nie staje się wrogiem. Na tym polega rozmiękczenie umysłów, które uniemożliwia odróżnienie braci od wrogów, co skazuje każde starania naprawy życia publicznego z góry na przegraną. To bowiem konflikty legalizuje i rozprzestrzenia, a nie osłabia czy niweluje. Ten postulat miłości w prawdzie – sprzeciwiający się tolerancji za wszelką cenę – nie jest bynajmniej drugorzędny, jeśli istotnie miłość uznajemy za podstawę dobrych stosunków społecznych. Co nam przyjdzie z tego, że wrogów, wbrew prawdzie, uznamy za braci, jeśli wskutek tego ryzykujemy utratą Ojczyzny?

Wydaje się, że mamy sporo trudności ze zrozumieniem tego stanowiska. Po pierwsze, analogia Ojca i Ojczyzny wydaje się grą słów. August Cieszkowski dostrzega różnice więzi synowskiej łączącej Syna z Ojcem i Ojczyzną, lecz podkreśla ważny element wspólny: „… im kto hojniej ich pieczy i posłudze żywot swój poświęca, a tym samem z bracią rodową lub narodową czynniej i dobroczynniej, a więc miłośniej obcuje, tym bardziej żywot własny wzmaga”. To jedna strona medalu. Cieszkowski dużo miejsca poświęca osobistym korzyściom z miłości do rodziny i Ojczyzny, dowodząc, że miłość jest zapłatą sama w sobie, czyli nic nie ma z transakcji handlowej czy finansowej. Druga strona medalu dotyczy strat wynikających z braku lub niechęci do tego poświęcenia. Wówczas każdy „o ile marnotrawi bez pożytku dla Rodu i Narodu; – a nuż potępia się i hańbi, gdy gniazdo własne kalając, wyrodnie od niego odpada”. Zatraca swoje życie. To nie jest czysty rachunek korzyści i strat. Jest to również nieskrywana nagana pod adresem ludzi bezużytecznych i szkodzących wspólnocie rodzinnej czy narodowej. Tacy zatracają siebie: to utracjusze. Gdy występują przeciw tym wspólnotom, okrywają się hańbą. Jednych i drugich nazywa wyrodnymi synami.

Są to określenia nieprzyjemne dla uszu. Czy jednak bez takich określeń miłość w prawdzie jest w ogóle możliwa?

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

*     *     *

Część II.

„… narodowość równie świętą i absolutnie ważną jest dla każdego ludu, jak godność ludzka dla każdego pojedynczego człowieka”.

O Ojczyźnie: „dopóty żyje, dopóki jej na prawych synach nie zbywa, choćby ją samą w kajdany okuto, i do grobu żywcem wtrącono, a głazem obcego jarzma przytłoczywszy w poczet zmarłych na wieki zapisano”.

August Cieszkowski

Aktualny i ważny motyw miłości do Ojczyzny kryje się w stwierdzeniu Augusta Cieszkowskiego adresowanym bezpośrednio do czytelnika : „Kimkolwiek jesteś w społeczeństwie, cokolwiek posiadasz z dóbr moralnych lub materialnych, cośkolwiek oddziedziczył lub zarobił, to wszystko pod pewnym względem winieneś matce Ojczyźnie, – co wszakże nie wykluczam byś tego samego pod innym względem znowu nie zawdzięczał rodowym Rodzicom, którzy cię takoż na świat wydali, spuścizną swoją obdarzyli…”. Nic nie wskazuje, aby stwierdzenie to ograniczone zostało do jemu współczesnych adresatów. Jak obecnie widać, nie jest ono przyjmowane dosłownie, lecz uznawane za stary banał albo moralizatorstwo, chociaż zarówno z oczywistością, a tym bardziej z moralnością ma niewiele wspólnego.

Miłość jest powinnością Syna względem Rodziców i Ojczyzny, a nie kwestią „wolnego wyboru”. Jest podstawą ekonomii rodziny, ponieważ relacje rodzinne nie są oparte na transakcjach handlowych i finansowych, a także na regulacji prawnej, lecz na wzajemnej miłości. Co prawda neoliberalna ekonomia rodziny (Gary Beckera) stosuje charakterystyczny dla stosunków rynkowych schemat transakcyjny, na co wielu – w tym dostojników Kościoła katolickiego – daje się nabrać, ale jest to sprzeczne z istotą relacji rodzinnych i jedynie świadczy o zagubieniu.

To odnosi się również do narodu jako „rodziny rodzin”. Rodziców i Ojczyzny się nie wybiera. Cieszkowski dopowiada, że obydwie powinności nie są sprzeczne, lecz się wzajemnie dopełniają.

Synowie Ojczyzny

Co do Ojczyzny, jeżeli „ miłujemy ją tak szczerze i bez ogródki jak rodzoną Matkę […], jeśli wreszcie nie roimy sobie idealnie, ale doświadczamy realnie, iż przez tę miłość, przez to ciągłe z Matką Ojczyzną obcowanie, przez to zadośćuczynienie naszym względem niej obowiązkom, własne życie rośnie nam i potężnieje, w przeciwnych zaś warunkach mdleje i gorzknieje, ilekroć zgoła nie marnieje”. Jest to podstawowe stwierdzenie, które warto uważnie przeanalizować. Łatwo dostrzec, że August Cieszkowski jest zdecydowanie przeciwny idealizowaniu miłości do Ojczyzny (również samej Ojczyzny!), lecz – jego zdaniem – miłość ta jest rezultatem osobistych doświadczeń. Z doświadczeń tych wynika, że jest ona istotnym i koniecznym elementem osobistego rozwoju. Nie ma w tym nic zaskakującego, ponieważ wszelka miłość wzbogaca i porządkuje życie osobiste i społeczne.

Nazywając ją Ojczyzną, „wyraźnie i dosłownie uznajesz jej Ojcostwo”.

Jest sporo trudności z przyjęciem tego stanowiska. Jak wcześniej wyjaśnialiśmy, analogia Ojca i Ojczyzny wydaje się jedynie grą słów. August Cieszkowski dostrzega różnice więzi miłości synowskiej łączącej Syna z Ojcem i Ojczyzną, lecz podkreśla ważny element wspólny: „… im kto hojniej ich pieczy i posłudze żywot swój poświęca, a tym samem z bracią rodową lub narodową czynniej i dobroczynniej, a więc miłośniej obcuje, tym bardziej żywot własny wzmaga, ale zatraca swoje życie, o ile marnotrawi bez pożytku dla Rodu i Narodu; – a nuż potępia się i hańbi, gdy gniazdo własne kalając, wyrodnie od niego odpada”. To nie jest więc ukazywanie osobistych korzyści, lecz również ocena ludzi bezużytecznych dla wspólnoty rodzinnej i narodowej: ci zatracają siebie. To utracjusze. Gdy występują przeciw tym wspólnotom, okrywają się hańbą. Jednych i drugich Cieszkowski nazywa wyrodnymi synami. Jest to podyktowane odrzuceniem przez nich zasady chrześcijańskiej miłości.

Miłość do Ojczyzny August Cieszkowski ujmuje w kategoriach chrześcijańskiej miłości w prawdzie. To jest niezwykle istotny aspekt polskiego patriotyzmu, gdyż wyraża sprzeciw wobec pogańskiej idealizacji narodu – prowadzący do nacjonalizmu jako absolutyzacji znaczenia narodu. Zbrodnicze nacjonalizmy XX wieku były pogańskie. Pogański jest również współczesny neoliberalizm.

Zarzuty kierowane pod adresem katolickiego patriotyzmu o nacjonalizm są zatem fałszywe, prymitywne i nienawistne.

Pogańskie religie stanowiły siłę wewnętrzną wspólnot narodowych, cementującą i ugruntowującą – jak tłumaczy Cieszkowski – te wspólnoty. Chrześcijaństwo natomiast dąży do komunii narodów. „W chrześcijaństwie [religia] pozostała idealnym gruntem społecznych więzi: narody są służebne wobec religii, a nie odwrotnie. Przy całej różnorodności i przy całym rozprężeniu politycznego świata, ona jedna wznosiła ten świat do pewnej wewnętrznej zgody, do idealnej Komunii”.

Takie rozumowanie dzisiaj musi wywoływać wątpliwości, a nawet ostry sprzeciw, tym niemniej jest trudne do podważenia. Główne nieporozumienie polega na tym, że na miejsce narodów lub społeczności podstawia się państwo. O narodzie się zapomina albo podporządkowuje się naród państwu; nie musi być ono emanacją narodu.

Narody zawsze są ukształtowane religijnie. Jak wyjaśnia Cieszkowski: „sposób jak lud jaki Bóstwo pojmuje, w tenże sam sposób i w tejże samej mierze stan swój społeczny, rzeczpospolitą swoją wykształca”.

*    *     *

Warto także przeczytać uważnie następującą wypowiedź Augusta Cieszkowskiego: „… w rzeczy samej, jak Ojczyzna nie tylko nam nie wzbrania dla miłości swojej miłować Rodziców, lecz owszem tego po nas tak dalece wymaga, że wyrodnego Syna w rodzie nie uzna nigdy za godnego Obywatela w narodzie, tak i Ojciec nasz, który jest w niebiosach, nie zwalnia nas bynajmniej od obowiązków około Matki naszej Ojczyzny, która jest na ziemi, — ale nas owszem ku niej zobowiązuje, tak dalece, że wyrodnego Syna ziemskiej Ojczyzny sam wydziedzicza z niebieskiej”.

Jak to rozumieć? Odpowiedź nie jest bynajmniej trudna: miłość chrześcijańska ma charakter uniwersalny i zarazem współzależny. „Bo nie zawiść rozwodząca, ale miłość kojarząca, znamionuje wszelakie Ojcostwo” – wyjaśnia Cieszkowski.

Być może trudności ze zrozumieniem przytoczonego fragmentu jego wypowiedzi dotyczącego popularnego dziś przekonania, iż obowiązki rodzinne i narodowe są dobrowolne, zawierane na zasadach umowy (kontraktu, transakcji). Nie ma sensu przytaczanie cytatów z Nowego Testamentu, które potwierdzają przekonania Cieszkowskiego w omawianych kwestiach.

Konsekwencje nie są przyjemne. Wyrodzenie (z rodziny, z narodu) jest określeniem stanu faktycznego, który oznacza zerwanie lub sprzeniewierzenie się rodzinie lub Ojczyźnie. Są to częste przypadki; bolesne zarówno dla wyrodnego Syna jak też dla jego rodziny lub Ojczyzny. Zerwanie, a tym bardziej sprzeniewierzenie się rodzinie lub narodowi, każdego czyni wyrodkiem. Tego nie da się podważyć.

Jest to postępowanie naganne, ponieważ polega na odrzuceniu zasady chrześcijańskiej miłości.

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Źrodło: Europejski Monitor Ekonomiczny – Европейский Экономический Moнитop – European Economic Monitor

Przeczytaj interesujące opracowania prof. Artura Śliwińskiego na tematy ekonmiczne  POLISH CLUB ONLINE, 2014.04.07

Artur Śliwiński

Autor: Artur Śliwiński