Prof. Artur Śliwiński: Transformacja Nr 2: bezużyteczni idioci


Europejski Monitor Ekonomiczny

Przeczytaj wcześniejszą część Transformacja 2.

Prof. dr hab. Artur Śliwiński
Prof. dr hab. Artur Śliwiński

 

W poprzednim numerze EEM zostały jedynie zasygnalizowane problemy, które obecnie omówimy. Sygnał był czytelny: nadchodzi nowy „przełom” w Polsce, czyli druga – po tzw. transformacji ustrojowej – wielka mistyfikacja.

Powinno być zrozumiałe, że skala i złożoność wspomnianych problemów powoduje, że krótkie formy publicystyczne są nieodpowiednie dla poważnego i wyczerpującego omówienia tych problemów. Niewielu ludzi zdaje sobie sprawę, że krótkie na dwie-cztery strony teksty są często narzędziem ogólnej manipulacji; pozwalają „skrócić” wypowiedź w taki sposób, aby pominąć niewygodne szczegóły, wyjaśnienia i kontrargumenty. Jeszcze gorsze jest to, że wypierają one poważne opracowania naukowe, które dziś rzadko kto czyta.

W poprzednim numerze EEM zdążyliśmy tylko zaznaczyć, że poprzedni „«Wielki numer» polegał na zastosowaniu prostej koncepcji: wywołać potężny kryzys ekonomiczny, a następnie zaszokowane kryzysem społeczeństwa pozbawić majątku narodowego. To się właśnie stało w Polsce i pozostałych krajach postkomunistycznych. Reszta była rezultatem skutecznego rozsiewania iluzji”. Wspomnieliśmy też, że zarządzanie gospodarką narodową odbywa się na zaskakująco prymitywnym poziomie, znacznie niższym niż w systemie gospodarki planowej, co każdy z łatwością mógłby zilustrować sobie znanymi przykładami niesprawności organizacyjnej. Jednak nie poprzestając na powierzchownych ocenach, w celu wyjaśnienia specyfiki dzisiejszego zarządzania gospodarczego, niezbędne było przyjrzenie się strukturze tego zarządzania, dzięki czemu mogliśmy zasygnalizować dwie cechy: feudalny charakter wspomnianej struktury, tj. istnienie typowej hierarchii wasalnej (ciekawe: istniejącej wcześniej w podobnej postaci w systemie gospodarki komunistycznej) oraz współdziałanie w układzie hierarchicznym dwóch warstw składających się na przywództwo polityczne (a nawet aspirujących do miana „elity”): warstwy rodowo-plemiennej i warstwy nuworyszy. W obydwu przypadkach brakuje nam odpowiedniej terminologii na określenie tych warstw. Obydwie bowiem są czymś oryginalnym, choć nie w pozytywnym znaczeniu tego określenia.

Sięgając do rozważań rosyjskiego ekonomisty Michaiła Hazina mogliśmy łatwiej dojść do wniosku, że dotychczasowy system zarządzania gospodarczego jest już niemożliwy do utrzymania, co jest wiadome „wtajemniczonym” kręgom władzy, a więc zanosi się na drugą (po upływie dwudziestu kilku lat) tzw. transformację ustrojową. Z konkretnymi uzasadnieniami tego wniosku nie musimy się spieszyć. Zaznaczymy jedynie, że głównym punktem „reformy” będzie radykalna wymiana dotychczasowej warstwy nuworyszy na nową warstwę służebną. Taka wymiana musi mieć nie tylko przebieg spektakularny, lecz również dramatyczny. Dotyczy bowiem niemal całego dotychczasowego zaplecza politycznego, administracyjnego, propagandowego, naukowego, a nawet menadżerskiego górnej – rodowo-plemiennej – warstwy zarządzającej.

Schyłek „ludzi sukcesu”
Zanim jednak rozwiniemy te lakoniczne przewidywania, nie możemy uchylić się od przedstawienia charakterystyki wspomnianych warstw przywództwa politycznego. Niedosyt obejmuje nie tylko stratyfikację kręgów kierowniczych, lecz również – po zniszczeniu warstw robotniczych, zdegradowaniu warstw chłopskich i wyjałowieniu inteligencji – stratyfikację całego społeczeństwa polskiego. O współczesnej strukturze społecznej Polski praktycznie nic konkretnego usłyszeć nie można. Nawet wprowadzenie hipotezy „klasy średniej” jest nieprzekonywujące. Najbardziej przekonywujące jest wrażenie, że istnieje w Polsce jakaś niespotykana próżnia społeczna lub zaledwie resztki wcześniejszych warstw społecznych.

Dwa aspekty braku dostatecznej wiedzy, z jednej strony o kręgach kierowniczych, zaś z drugiej o społeczeństwie polskim, są nieprzypadkowe. Jak w przypadku nocnego nalotu bombowego obowiązuje zaciemnienie. Nikt z beneficjentów transformacji Nr 1 nie jest zainteresowany odkryciem własnych dróg do sukcesu, a tym bardziej – pochodzenia społecznego i rodowo-plemiennego. Po to zresztą wprowadzono skrajnie ostre przepisy o ochronie danych osobowych.

Przypatrując się warstwie nuworyszy („ludzi sukcesu”) warto przede wszystkim zauważyć, że jest to duża warstwa społeczna, złożona z ludzi najbardziej czynnych i energicznych – w odniesieniu do macierzystych środowisk. Warto także zauważyć, że jest to warstwa najpotężniejsza pod względem liczebnym. Z tym ujęciem „ilościowym” wiążą się dwie interesujące kwestie. Z jednej strony, jest ona dla systemu politycznego głównym czynnikiem stabilności, ponieważ jedynie ona jest żywotnie zainteresowana w zachowaniu status quo. Z drugiej jednak strony, jest to warstwa najbardziej zagrażająca systemowi politycznemu, ponieważ jej rozmiary stanowią zbyt duży ciężar do utrzymania przez słabnącą gospodarkę narodową. Zarazem blokuje ludzi podążających ich śladem (czynnych, energicznych), dla których brakuje miejsca. Interesujące może okazać się spostrzeżenie, że podobną sytuację przeżywaliśmy w latach 80-tych ubiegłego wieku, gdy rozbudowany aparat partii komunistycznej zablokował niemal wszystkie drogi awansu społecznego i przez to obrócił przeciwko sobie środowiska wspierające jego rządy: robotników, chłopów i inteligencję. Trudno przypuszczać, że najbardziej zainteresowani, tj. prominentni członkowie warstwy rodowo-plemiennej o tym nie pamiętają.

Najszybciej rosnący, a obecnie liczebnie największy odłam nuworyszy pierwszej transformacji stanowią ludzie zatrudnieni w sektorze publicznym. Praktycznie biorąc, poza nielicznymi (raczej przejściowymi wyjątkami) są oni najbardziej zainteresowani zachowaniem obecnego stanu. Zaskakujące może być spostrzeżenie, że w przeważającej większości nie są to ludzie dobrze uposażeni i zajmujący prestiżowe stanowiska. Jednak biorąc pod uwagę ich na ogół niskie kwalifikacje, wypaczone przekonanie o awansie społecznym (ze wsi do miasta), tolerowanie braku kultury osobistej, a także wdzięczność za protekcję ze strony osób sprawujących funkcje polityczne lub biznesowe, stanowią oni siłę, która odgrywa istotną rolę w podtrzymywaniu systemu politycznego. Można było łatwo się o tym przekonać, analizując np. wyniki referendum w sprawie odwołania z funkcji prezydenta stolicy Hanny Gronkiewicz-Walc.

W klimacie wysokiego bezrobocia zawsze wzmaga się tendencja zachowawcza, wynikająca z lęku o uratę zatrudnienia. Ten element wsparcia lojalności omawianego odłamu nuworyszy nie wymaga szerszego wyjaśnienia. Podobnie nie trzeba wyjaśniać, że ten odłam nuworyszy nie funkcjonuje w próżni, lecz skupia się w instytucjach publicznych, które integrują pracowników wokół lepiej lub gorzej artykułowanych misji. Misje te są oczywiście zbieżne z polityką rządu.

Jak ocenić przedstawiony wyżej odłam warstwy nuworyszy. Ze społecznego punktu widzenia jego ocena z pewnością musi być negatywna, tym bardziej, że cały szereg rozdmuchanych instytucji ma charakter jawnie korupcyjny oraz pasożytniczy.

Jest to odłam najbardziej narażony na kolejną „transformację ustrojową”; łatwy do eliminacji pod hasłem konieczności wprowadzenia oszczędności, walki z biurokracją i korupcją, a nawet pod hasłem reformy instytucji publicznych.

Drugim odłamem nuworyszy są managerowie wielkich firm zagranicznych. Należy na początek odróżnić kadrę managerów (średniego szczebla), o której tutaj piszemy, od specjalistów – technologów, informatyków itp. – których przydatność nie będzie raczej poddawana w wątpliwość. Jest to odłam warstwy nuworyszy mniej stabilny od poprzednio omawianego, ale zarazem na ogół lepiej wyposażony materialnie. Także inna jest tendencja ogólna. Wskutek zmian technologicznych i organizacyjnych zapotrzebowanie na tę kadrę stale spada. Problemy, przed którymi już obecnie staje kadra menadżerska są bardzo poważne. Pierwszy problem sprowadza się do tego, że ich kwalifikacje menadżerskie są nieadekwatne do oczekiwań. Mamy prawo przypuszczać, że nowi „reformatorzy” przeprowadzający transformację Nr 2 spróbują „przeskoczyć” z obszaru spekulacji finansowych i oszustw handlowych do sfery realnej działalności gospodarczej. Jest to zagadnienie wymagające odrębnego omówienia, toteż tutaj poprzestajemy tylko na tym przypuszczeniu. Jedna taka zmiana orientacji powoduje, że kwalifikacje finansowe i marketingowe przestaną być priorytetowe, zaś na ich miejsce wejdą kwalifikacje wymagane do zarządzania procesami produkcyjnymi, inwestycjami rzeczowymi, sieciami transportowymi itp. Dla ludzi niezorientowanych w kulisach „nauk o zarządzaniu” rzecz może wydawać się mało zrozumiała. Warto więc przytoczyć przykład ilustrujący problem. W trudnej sytuacji polskiego przewoźnika LOT na stanowisko prezesa powołano osobę mającą najlepsze certyfikaty menadżera o profilu finansowym (MBA). Na konflikt z pracownikami Lot-u nie trzeba było długo czekać. Ewidentny brak kwalifikacji i znajomości branżowych szybko doprowadził do zagrożenia upadłością i związanych z tym protestów pracowniczych.

Problem jest znacznie szerszy. Główna linia „działania gospodarczego” rządu w latach 1989- 2013, czyli likwidacja potencjału gospodarczego Polski, czyniła menagerów produkcji i inwestycji ludźmi zbytecznymi i stanowiącymi zagrożenie dla poczynań rządu. Mimo, iż tej kadrze menadżerskiej z czasów poprzedzających transformację Nr 1 niewiele można było zarzucić pod względem merytorycznym, została ona całkowicie wyeliminowana z udziału w życiu gospodarczym. Mało się mówi, jak wielkie straty z tego tytułu poniosła gospodarka i społeczeństwo. Teraz pojawia się ponownie zapotrzebowanie na ten rodzaj kwalifikacji, ale po dwóch dziesiątkach lat ich podaż jest już znikoma. Szkoły biznesu są trwale skażone wymogami wcześniejszego zapotrzebowania (i przestarzałymi wzorami zagranicznymi), toteż z wyjątkiem nielicznych Politechnik niewiele mogą zrobić.

„Klasa polityczna”
Trzeci i pozornie najważniejszy odłam nuworyszy jest zazwyczaj – niesłusznie – określany mianem klasy politycznej. Nie ulega wątpliwości, że jest to raczej zbiór ludzi dążących do awansu politycznego, jednak nie powiązanych wspólnymi ideałami, a nawet poglądami politycznymi. Dotychczas spełniał on ważną rolę pasa transmisyjnego między warstwą rodowo-plemienną i dwoma wyżej scharakteryzowanymi odłamami nuworyszy. Jest to odłam działający najbardziej spektakularnie dzięki powiązaniom z mediami. Jest to także odłam obejmujący ludzi mających bezpośrednie, czasem nawet rodzinne związki z warstwą rodowo-plemienną. Dlatego nie dziwi przekonanie, że jest on najbardziej trwałym ogniwem systemu politycznego. Przekonanie to opiera się jednak na błędnych założeniach. Ludzie zaliczani do „klasy politycznej” spełniają najbardziej wredne usługi dla swych mocodawców, toteż są najbardziej wystawieni na krytykę społeczną. Aby to lepiej wyjaśnić, należałoby napisać historię gospodarczą Polski lat 1989-2013, która obfituje w skandaliczne, a nawet przestępcze decyzje polityczne prowadzące do upadku gospodarczego, kulturalnego i moralnego Polaków (w tym likwidacja przemysłu okrętowego, oddanie zagranicznym koncernom polskich zasobów naturalnych, doprowadzanie do bankructwa polskich lasów). Taka historia z pewnością będzie nie tylko napisana, lecz szeroko kolportowana. Przełom, który określamy tutaj mianem transformacji Nr 2 polega na zakwestionowaniu „dorobku” III Rzeczpospolitej i ponownemu wystartowaniu z „czystą kartą”, a to wymaga bezwzględnie likwidacji skompromitowanych, zużytych polityków, a prawdopodobnie również „oddanie ich na pożarcie” niezadowolonego społeczeństwa.

Czwarty odłam warstwy nuworyszy można zidentyfikować jako komunistyczną stronę przygotowania i rozpoczęcia pierwszej transformacji i ulokowanej następnie w sferze biznesu. Nie ma wątpliwości, że ów odłam spełniał kluczową rolę w przełamaniu oporu komunistycznej „elity”, lecz trzeba również podkreślić, że z ową „elitą” nie był tożsamy. Ukształtował się on dzięki aktywnej roli komunistycznych służb specjalnych, które stanowiły nie tylko rdzeń owej rzekomej elity, lecz nadawały jej specyficzne formy działania. Z góry można było przewidzieć, że rola tego wyjątkowego odłamu beneficjentów transformacji zamyka się w ograniczonym horyzoncie czasu, wyznaczonym przez nieuchronny proces dezaktualizacji posiadanych zasobów informacyjnych, a za tym – wpływów w rożnych instytucjach i środowiskach. Był to odłam nuworyszy, do których określenie to najsłabiej pasuje. Dysponował on możliwością – dzięki wspomnianym wpływom – stworzenia parasola ochronnego nad energicznie rozwijanym biznesem, co paradoksalnie doprowadziło do sformowania silnego układu o charakterze mafijnym. Ta krótka charakterystyka powinna wystarczyć, aby podjąć zagadnienie szansy przetrwania tego wyjątkowego odłamu nuworyszy (jedynie w odniesieniu do działalności gospodarczej). Jest kilka punktów bezspornych. Z pewnością jego rola w nadchodzącej transformacji może być nieporównywalnie mniejsza, niż w transformacji nr 1. Nie oznacza to wcale, że „weterani” z dużym doświadczeniem wywiadowczym i organizacyjnym nie zostaną znowu powołani do służby. Można już nawet dostrzec pewne symptomy mobilizacji. Ale ich sytuacja w „nowej rzeczywistości” w niewielkim stopniu od tego zależy. Trudno przewidzieć dalsze losy tej zagadkowej w istocie rzeczy formacji społecznej. Warto zwrócić jednak uwagę na fakt, iż krytyka układu mafijnego jest wdzięcznym polem zjednywania poparcia społecznego, a obszar rynku opanowanego przez układ mafijny jest na tyle atrakcyjny, aby stanowić główny powód likwidacji tego układu. Jest to bardzo prawdopodobne, gdyż jest on pozbawiony faktycznej, silnej ochrony prawnej (proces legalizacji mafijnego biznesu jest bowiem słabo zaawansowany).

W ogólnym zarysie przedstawiliśmy strukturę warstwy nuworyszy, nie wdając się w dociekania personalne i uchylając się od demonizowania tych czy innych odłamów, z których się ona składa. Mimo licznych, zauważalnych powiązań i przepływów (kadrowych, finansowych, biznesowych) są one autonomiczne względem siebie i nie tworzą ścisłej hierarchii. Natomiast wszystkie odłamy nuworyszy są zhierarchizowane wewnętrznie.

Rodzi się wiele pytań dotyczących przyszłości różnych ogniw w łańcuchu beneficjentów pierwszej transformacji oraz mechanizmu ich wymiany. Wcześniej jednak warto scharakteryzować naczelną warstwę zarządzania gospodarczego (wyjaśniając, dlaczego używamy tego określenia), tj. warstwę rodowo-plemiennej.

Ciąg dalszy w następnym numerze EEM.

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Zrodlo: Europejski Monitor Ekonomiczny – Европейский Экономический Moнитop – European Economic Monitor

Zobacz więcej opracowań prof. Artura Śliwińskiego  >   >   >   TUTAJ  .

POLISH CLUB ONLINE, 2014.04.09

Artur Śliwiński

Autor: Artur Śliwiński