Ewa Polak-Pałkiewicz: Powrót „pańskiej Polski”


Jesteśmy szczęśliwym krajem. W naszym kraju trzydzieści procent Polaków od kilkunastu lat głosuje zawsze na ludzi, którzy mówią publicznie, głośno i wyraźnie, że wolność jest piękna. Że niewolnictwo – sprzedawanie się za pieniądze, za posady, za obietnice, życie bez prawdy – upadla, czyni nieszczęśliwymi. Przyobleka duszę w ohydny brudny łachman.

Dlatego jesteśmy krajem szczęśliwym. Krajem, gdzie ludzie czują się wolni.

Trzydzieści procent to dużo. Zwłaszcza, gdy tylu wynajętych pajaców gdacze bez przerwy, że ci, którzy są za wolnością, za Polską piękną, silną i mądrą, to ludzie niepoważni. Nieudacznicy, jacyś pomyleńcy. Ale prawdy o nas, Polakach, nie da się unicestwić. Nawet, gdy nikt jej nie zasieje jesienią, pole się zaorze, odrośnie jak trawa na wiosnę.

Nie da się Polski w sercach ludzkich znieważyć. Jej prawdziwe życie jest właśnie tam. Nie da się jej zniszczyć. Im bardziej lżona, tym goręcej kochana.

Im bardziej wmawiają nam, że jesteśmy głupcami, tym jesteśmy mądrzejsi. Im bardziej szaleńcami, tym jesteśmy rozważniejsi. Mamy dar spokoju.

Wszystko wychodzi na dobro człowiekowi, który kocha Boga. Każde doświadczenie, każdy cios.

Józef Chełmoński – Pastuszek
Józef Chełmoński – Pastuszek

Tak samo jest z narodem, który kocha Boga. Wolne słowo, wolna opinia publiczna to dzisiejsza potęga Polski. Gdy patrzy się na opinię publiczną w krajach Zachodu, albo Wschodu… – tak, możemy być dumni.

Dziś wynajęci pajace gdakaniem o tym, że samolot pod Smoleńskiem sam się roztrzaskał, jakby był suchym kawałkiem drewna nadzianym na ostrze, usiłują wepchnąć innych Polaków w przepaść głupoty, niedorzeczności, infantylizmu.

Chcą także, żeby już bardzo małe, ledwo z pieluch wyjęte dzieci uczyły się w szkołach, które są na modłę rosyjskich szkół dla Polaków w XIX wieku. Gdzie wszystko stawiano na głowie, a do umysłów dzieci i młodych ludzi usiłowano wepchnąć totalny śmietnik.

Ale w Polsce nie da się rozplątać tych nici, tak ściśle ze sobą zespolonych od tak dawna, które tworzą jeden wzór: Wiara i polskość, kultura i mądrość, rozsądek i zdolność do ofiar. Pomoc innym w potrzebie. Nie odwracanie się plecami do ludzkiego nieszczęścia. Gościnność i tolerancja, pogodna rezerwa wobec innych narodów, kultur. Nie przyjmować tego, co byle jakie, co polskości zaprzecza, ale ludzi szanować, kochać nawet – to wszystko w Polakach występuje razem. Nic nie da się wyosobnić. Tu właśnie kryje się ów pański dystans, bez poufałości, ale zarazem pełen rewerencji i szacunku dla drugiego człowieka. Pełen ciekawości, otwartości, ciepła, przyjaźni, który tak pociągał cudzoziemców. Sprawiał, że Polakami chcieli być Tatarzy, Białorusini, Litwini, Ukraińcy. Polskość była atrakcyjna. Na dworze carów w XVII, XVIII wieku mówiło się po polsku. Polskość czarowała. Była i jest atrakcyjna, o czym zaświadczają przyjaciele z Majdanu.

Polska jest dziwnym krajem. Dziwnym – w Europie dzisiejszej. Bo w Polsce nadal jest polskość! Choćby wybito całość polskich elit, polskości wydrzeć się z dusz mieszkańców Polski nie da. Nasi wrogowie tego nie rozumieją. Bo dla nich istnieje tylko to, co materialne. Trzeba by wierzyć w dogmat Świętych obcowania, żeby rozumieć coś z Polski. Oni nie wierzą.

A Polacy wciąż ze sobą rozmawiają. Rozmawiają także z tymi, których już nie ma.

Polacy się lubią. Sięgają po gazety, które nie judzą i nie nudzą. Które dają oddech, bo ich autorzy mają poczucie humoru. Prawda podana ze zmarszczką na czole, z potępiającym i grożącym palcem, z wykrzywieniem ust, z oskarżeniem wobec wszystkich wokół – bo tylko moja gazeta, moja rozgłośnia,moja prawda są słuszne – to nie jest żadna prawda, a słuszniactwo. Słuszniactwo próbowali zainstalować bolszewicy. Próbowali wcześniej Prusacy i Moskale. Słuszniactwo to myślenie pod sznurek. Na rozkaz i pod presją. Wykorzystuje się w tej presji fałszywy autorytet. Słuszniactwo może w Polsce Polaków tylko śmieszyć.

Jesteśmy szczęśliwym krajem. Mamy przed sobą szalone perspektywy. Bo mamy Ojca i Matkę, o których wiemy, że kochają. Dzieci, które mają rodziców, którzy ich nie kochają, nie są szczęśliwe. Wciąż chcą udawać kogoś innego. Źle czują się we własnej skórze, usiłują zasłużyć na miłość. Czasem robią tysiące głupstw, żeby tylko ktoś, kogo mają za ojca i matkę, ich pokochał, lub choćby zwrócił na nich uwagę. Zauważył, że istnieją. Jaki to okropny ból, gdy rodzice nie kochają dzieci, lub kiedy nie potrafią im tego okazać i one sądzą, że nie są kochane.

Z Polakami jest inaczej. Ich Ojciec to Bóg. Ich Matka to Matka Boga. Czy dlatego, że Polacy są lepszymi katolikami? Nie, nie są lepszymi. Ale nie dali w sobie zabić wiary w Boga, który jest Trójcą, trzema Osobami Boskimi, które łączy miłość. Wiara w Boga osobowego uskrzydla. Wiara w boga bezosobowego, boga tożsamego z Kosmosem, wiara w absolut, który nie ma twarzy, nie ma serca, który nie potrafi kochać, to nieszczęście. Przytrafia się różnym pobożnym mędrkom.

Pełne kościoły podczas rekolekcji przed Świętami Wielkanocnymi, kilometrowe kolejki przed konfesjonałami, ludzie na kolanach przed Bogiem, to wszystko mówi: Tak, mamy Ojca. Jesteśmy kochani. Nasz Ojciec jest Bogiem. Nasz Bóg jest Zbawicielem świata. Nasz Zbawiciel jest prawdziwym Królem. Ten, którego nie chcieli, którego wyszydzili, zdradzili i ukrzyżowali.

Polacy jednak wiedzą, że On jest Królem.

Nawet, kiedy ostatni król polskiego państwa zostaje zdrajcą, gdy tchórzy, gdy upokarza naród, Polacy nie stają się sierotami. Mają Króla, którego Serce pała miłością bez najmniejszej przerwy. I oni o tym wiedzą. Wszystkie polskie pieśni wielkopostne, Gorzkie Żale, Drogi Krzyżowe odprawiane w Polsce przez cały Wielki Post o tym mówią. Nie ma wątpliwości. W Jego ranach nasze ukojenie. W Jego bólu nasze pocieszenie. W Jego Krzyżu nasze zwycięstwo.

Mamy Matkę, która jest Królową.

Zapominamy o tym w chwilach wielkiej udręki, ale potem budzimy się z odrętwienia. Mało kto być może dziś przypomina sobie, że osiem lat temu hołd tej Królowej, w Katedrze Lwowskiej, przed ołtarzem, gdzie modlił się Jan Kazimierz i przyjmował Ją uroczyście jako Królową Polski – dzielił się z Nią swym królestwem – złożył prezydent Polski, Lech Kaczyński. Odnowił wówczas śluby Jana Kazimierza wobec kardynała Mariana Jaworskiego.

Było to 1 kwietnia 2006 roku, w 350. rocznicę Ślubów Lwowskich króla Jana Kazimierza w tej samej katedrze.

Kiedy się ma Ojca i Matkę, gdy Oni są Królem i Królową, i gdy się o tym wie – jest się szczęśliwym narodem.

Jesteśmy szczęśliwym narodem, bo dobrze wiemy, co się wydarzyło 1o kwietnia 2010 roku.

Tego narodu nie da się oszukać

To fakt, coraz więcej ludzi o najpobożniej złożonych dłoniach wykrzykuje, że nic, dosłownie nic nie zdarzyło się tego dnia. No nic takiego, dajcie spokój. Albo:Zamknijcie się wreszciesłyszycie: NIC! Im głośniej krzyczą, tym bardziej głuchy jest ten krzyk.

Gardła już wysiadają, a oni krzyczą. I cisza, która zapada potem jest straszna, przerażająca dla nich samych. Wreszcie słyszą, co wykrzyczeli.

Także ci, którzy próbują tę datę po prostu wykreślić z zestawu historycznych dat, ominąć ją wielkim łukiem, ogłaszając hałaśliwie na przykład, że tego właśnie dnia zatriumfowali w Parlamencie Europejskim obrońcy życia i dlatego dzień ten będzie pamiętny i wielki, dają tylko dowód, że boją się okropnie i nie chcą by ktokolwiek o tym wiedziali.

Że nie chcą kłamać wprost, ale próbują przykryć, czym się da tę datę, która pojawia się wciąż i wciąż przed oczyma oniemiałego świata, który, biedny, nie wie – choć tak naprawdę wie dobrze –  jak i z czym ją powiązać. Pojawia się niczym MANE TEKEL FARES, i nie znika, choć ściera ją pracowicie gumka i zamalowuje pędzel: Dziesiąty kwietnia, Smoleńsk.

Jesteśmy szczęśliwym narodem, bo czujemy wciąż i rozumiemy naszą historię: potrafimy powiązać ze sobą daty. Daty, miejsca i ludzi. Pojmujemy to, co trudno pojąć, że historia jest mową Boga.

Józef Chełmoński – Bociany
Józef Chełmoński – Bociany

Wiemy, że nie da się niczym wydrapać tych kwietniowych dat: 1940, 2010. Odrodzą się znów, pojawią się na murach, wykwitną jak kwiaty na drzewach, wyrosną jak mech spod ziemi – przed oczyma Polaków, którzy się na tej ziemi urodzą.

Nic takiego nie stało się 10 kwietnia? Nie istnieje sposób, by narzucić Polakom taki sąd. Niektórym nie starcza jeszcze odwagi, by usiąść i powiedzieć sobie: Stary, przestań ściemniać.

Gdy Polacy nie słyszą w kościołach podczas kazań nawiązań do tej daty, czują po prostu palący wstyd.

Oszukiwać się długo nie da nawet tych ludzi, którzy bardzo by chcieli zapomnieć – bo mają za dużo spraw, interesów – żeby dla nich nic, poza zwykłym wypadkiem, takim, jakich wiele, nie wydarzyło się 10 kwietnia 2010 roku.

Dlatego, że tak jest, do Polski zawsze będą przyjeżdżać cudzoziemcy. I odjeżdżać stąd z dziwnym uczuciem, że Polska jest rajem – choć drogi nie takie, koleje przestarzałe, bruki krzywe, kawa niesmaczna, hotele byle jakie – bo Polska jest Ojczyzną ludzi, którzy mają ze sobą prawdziwe relacje. Tylko pewność, że Bóg jest, pozwala nawiązać relacje osobowe.

Chcą nawet osiedlać się tu, w tym kraju, tak ubogim.

Jak ujął to pewien Szwajcar, który z żoną – po filozofii, jak i on – robi sery pod Suwałkami: Wszyscy, którzy nie są bardzo chorzy chcieliby tu przyjechać i żyć. Dlaczego?

Niebogata Polska jest rajem, do którego z niejasnych dla siebie powodów tęsknią ludzie z Zachodu. I rajem, który budzi okrutne wyrzuty sumienia – starannie ukryte, ale przecież ujawniające się, nie jeden raz – u wielu tych ze Wschodu.

Tutaj ludzie mają gest

Kiedyś kupowałam mleko od starszej kobiety, która stała na chodniku. W koszyku miała jajka i mleko w plastikowych butelkach po wodzie mineralnej. Czy to od pani krów?, zapytałam.

Bez obrazy, od mojej krowy, odparła staruszka, prostując się z godnością.

Tutaj ludzie potrafią zachować się z godnością. Nie mówię, że wszyscy. Ale ta umiejętność, talent raczej, nie wygasł. Nawet kiedy sprzedają grzyby i borówki czy jagody stojąc na poboczu dróg szybkiego ruchu. I wiedzą, że poczucie godności u przejeżdżających szosą kierowców każe im się kiedyś zatrzymać i wysiąść. Może żeby kupić te grzyby, których nie znajdą w osiedlowym supermarkecie, może żeby pogadać o tym, jak jest z grzybami w tym roku.

W zeszłym roku w lecie widziałam na wschodzie Polski kobiety – młode. stare i w średnim wieku – które wychodziły przed domy i wykładały w koszach owoce i warzywa ze swoich ogródków. Niektóre sprzedawały, inne po prostu je rozdawały. To, co im tak pięknie w ogródku rozkwitło, a potem wyrosło i zaokrągliło się, przybierając odcień ciepły, rumiany: pomidory, dynie, kabaczki, cebule, czasem owoce. Zawsze chętne, by pogadać z kimś, kto się zatrzymał. Stać je było na to. Miały czas, miały chęć, by się czymś tak pięknym podzielić. Miały wielkopański gest. Bo to były nie kobiety, a panie. Choć ich domki nie były wcale okazałe, a ogródki małe nieraz jak prześcieradło.

Józef Chełmoński – Dziewczyna z dzbanem
Józef Chełmoński – Dziewczyna z dzbanem

Ludzie w Polsce zachowują się z godnością każdego 10 dnia miesiąca. Stać ich na to, by złożyć kwiaty, zapalić znicz. Żeby przyjechać do Warszawy, czy innego miasta, nawet z daleka. Przejść z modlitwą ulicami razem z innymi. A przecieżnic z tego nie będą mieli ! I to im nie przeszkadza. Raczej zachęca. 

Bo w Polsce płynie Rzeka Podziemna. Wody suną powoli, niepowstrzymane, pracowicie drążąc podziemne korytarze. Nie ma struktury, nie ma brzegów umocnionych i owałowanych. Jest rzeką zupełnie wolną, dziką i swobodną, która rozlewa swe potężne wody, gdzie chce.

Jest rzeka, płyną wody, bo jest miłość. Jedyne lekarstwo na nienawiść.

W Polsce o wszystkim decydują relacje między nami. Bo one zawsze ukazują, czy ktoś jeszcze żyje życiem duchowym, czy nie. One mówią wszystko: jeżeli jesteś wobec innych otwarty, gościnny, szczery, prawdomówny, uczynny, bezinteresowny, wspaniałomyślny – masz Boga, żyjesz naprawdę.

Tak jak żyli naprawdę ci, co zginęli.

Tych wód nic nie powstrzyma.

Z ludźmi takiego animuszu

Zabić można też informacją, wiedzieli to znawcy wojennych strategii i technik z Dalekiego Wschodu. Wojny informacyjne to ich wynalazek. I to właśnie niektórzy próbują robić: Zabijać duchowo powtarzanym wciąż negatywnym komunikatem:nic się nie zrobićJesteśmy skazani. To jednak naprawdę nic nie ma wspólnego z nami. Nic z naszą historią i tradycją. Nic z prawdą. Ludzie, których serca nie stwardniały, nie stały się harde, nigdy się nie załamią.

„Widzicie panowie, jak trudno władać rzeczpospolitą złożoną z ludzi takiego animuszu”, to Adam Mickiewicz podczas wykładu w Paryżu w 1841 roku, który poświęcił Pamiętnikom Paska, obficie je cytując:

„>Skoro się trochę rozwidniło,….ruszyło się wojsko, żebyśmy, Pana Boga wziąwszy na pomoc, wcześnie zaczęli tę igraszkę<. – Tak Pasek nazywa bitwę. – >Idąc tedy, każdy odprawował swoje nabożeństwo; śpiewano godzinki; kapelani, na swych koniach jadąc, słuchali spowiedzi; każdy się dysponował, żeby był jak najgotowszy na śmierć. Przeszedłszy tedy o pół mili od Połonki, stanęło wojsko do szyku bojowego<”.

Przestańmy własną poić się boleścią; Przestańmy ciągłym lamentem się poić, przestrzegał Adam Asnyk, przeczuwając, u schyłku XIX wieku, wraz z postępami rusyfikacji, nadciągającą ze wschodu epidemię bierności, gnuśności i stałą gotowość, by prześcigać się w narzekaniu.

Tak jak niepolskie jest narzekanie, tak niepolski jest antysemityzm. Antysemityzm równa się niepolskość.

Dlatego właśnie hierarchowie Kościoła w Polsce porzucą nieuchronnie wszelkie ideologie, które przyplątały się w ostatenich czasach. To znaczy – odeprą pokusę filozoficznego idealizmu. Muszą rozliczyć się zarówno z potworkiem praw człowieka jak i z potworkiem nacjonalizmu, skrywającego upodobanie dotradycji bez Boga. Rozgłośnie katolickie w końcu przestaną straszyć i zanudzać słuchaczy tym, że wokół panuje zgnilizna, i jest tak źle, tak beznadziejnie, że już nigdy dobrze być nie może. (Inteligencja zdradziła, politycy zdradzili…) 

Józef Chełmoński – Jesień
Józef Chełmoński – Jesień

To nie są polskie zaklęcia. Polska jest dumna. Polacy są dumni w sposób zdrowy, bo mają Chrystusa. Jedyną Drogę, jedyną Prawdę. Chrystus jest Królem. Choćby Go nie chcieli jako Króla ci po lewej stronie, intelektualiści zapatrzeni w swojego idola, Teilharda de Chardin, i ci po prawej, mocno pobożni, a tak często wobec swoich bliźnich wręcz okrutni, to Polacy właśnie Jego, swojego Króla mają w sercu, i Kościół polski wcześniej czy później to odkryje, i będzie musiał za tym iść. 

Hierarchowie Kościoła w Polsce z pewnością zrozumieją, że konfrontacja z dalekowschodnimi technikami i sposobami walki to konfrontacja z prawdziwym bezbożnictwem. Tak jak w całej naszej historii – z barbarzyństwem, pogaństwem i antykatolicyzmem. Jak trafnie ujął to w Paryżu Mickiewicz:

„Naród świadom był, że jego powołaniem walka z niewierzącymi i schizmą… za Jagiellonów od razu przejrzał niebezpieczeństwa, jakie na świat chrześcijański spaść miały po wtargnięciu Turków, i uderzył na nich. Polaków popchnął do tego ów instynkty moralny, który ludowi pozwala natychmiast odgadnąć nieprzyjaciół jego idei religijnych i społecznych….”

Polskości nie da się ani zakazać, ani wykorzenić. Ma ona swobodę, lekkość i wdzięk, rodem z kultury zachodniej, a zarazem jest przeniknięta w całości duchem słowiańskim. Niepowtarzalna mieszanka. Nie do podrobienia styl.

Polskość w całej urodzie uosabiał Pasek, średniozamożny szlachcic z Małopolski, autor Pamiętników, które z takim upodobaniem w Paryżu cytował Adam Mickiewicz.

Poetę zachwycał także jego styl życia i nie bez przyjemności przedstawiał go paryskiej publiczności:

„Dwór Paska był to istny zwierzyniec. Kiedy jechał na polowanie, leciał przed nim oswojony kruk, wskazując mu drogę. Otaczały go i prowadziły jastrzębie i sokoły. Pomiędzy psami biegły liszki [lisy] oswojone, a nawet zające podskakiwały za pachołkami. Pysznił się tym swoim >myślistwem<, na które chłopi patrzyli jak na sprawę jakiegoś czarnoksiężnika. Ale najciekawszym stworzeniem w jego zwierzyńcu była oswojona wydra, którą w czasie postu posługiwał się do jedynego w swoim rodzaju polowania, do rybołówstwa. Musiał to cudo, nie bez obfitych łez, odstąpić królowi”.

Obowiązek rozpędzania obłoków

Jak odkrył to w prelekcjach paryskich Adam Mickiewicz: wiara w bezpośredni wpływ świata niewidzialnego, nadprzyrodzonego jest moralną i polityczną siłą Polski:

„W Polsce cios zadany religii katolickiej był śmiertelny dla Rzeczypospolitej, wszystkie bowiem zwyczaje wojskowe i polityczne opierały się na mocnej wierze w świat nadprzyrodzony, w cuda”.

Jako jeden z przykładów przytacza Mickiewicz z Pamiętników – już nie Paska, a o. Kordeckiego – pewien epizod z oblężenia przez Szwedów Jasnej Góry:

„Co rana podnosiły się wokół warowni mgły i pod ich osłoną Szwedzi mogli podsuwać się pod same mury. Zakonnicy, nie znajdując innego sposobu przeciw temu zjawisku atmosferycznemu, polecili jednemu ze świątobliwych ojców zakonnych rozpędzać obłoki modlitwami, co też się powiodło.

W ustępie o obowiązkach każdego dowódcy oddziału czytamy, że ten a ten ojciec miał poruczony sobie obowiązek rozpędzania obłoków. Przeor uważał to po prostu za czynność zwyczajną”.

epp-Pieta-Chomik-Image

Przeciwnicy ideowi Polski, nawet nieraz chrześcijanie, ale sprotestantyzowani mentalnie (zwłaszcza Niemcy), uważają, że idea Boga, który jest Mistrzem Miłości, jest do zakwestionowania, bo zagraża porządkowi społecznemu; musi być najpierw ściśle zorganizowana, uporządkowana, niejako okiełznana.*) Polacy takich problemów nie mają. Ten typ myślenia jest im obcy, bo jest dla nich „katolicyzmem” tylko zewnętrznym, ateistycznym – jest spoganieniem chrześcijaństwa. Myśleniu logicznemu w katolicyzmie nie można przeciwstawiać uczucia. Obie te właściwości idą razem, bo Bóg nie jest „czystym rozumem”. Imieniem Boga jest obecność: Ja Jestem. Kochać kogoś to być przy nim. Być obecnym, nie udawać. Miłość Boga jest prawdziwa, nie zniewala. Pozwala na wiele.

Polacy pozwalali sobie przez wszystkie wieki wolności Rzeczypospolitej pięknie i bujnie żyć, czuli się swobodni i pewni. To musiało budzić zazdrość, a nawet zupełny popłoch w tych społeczeństwach, w tych państwach, gdzie miłość prawdziwa była prześladowana. Tyko w miłości można dokonać rzeczy wielkich, bo dokonuje się ich dzięki prawdziwie wolnemu wyborowi dobra. Dlatego jedynymi ograniczeniami wolności, jakie akceptują Polacy – we wszystkich wiekach swojej historii – są ograniczenia dobrowolne.

To sprawa kluczowa. Między człowiekiem a Bogiem, między narodem a Bogiem istnieje miłość, prawdziwa miłość – z woli Boga – gdy jest tu obecna i wolność.

Na tym polega szaleństwo Boga.

„Skoro Bóg nie może nas zmusić do tego, byśmy Go kochali, skoro zgadza się grać z nami w tę jakże niebezpieczną grę naszej dobrej woli i dobrowolnej miłości, dawanej lub odmawianej, trzeba, by jakieś ludzkie serce, nietknięte naszymi upadkami – ale takie, które doświadczyło naszej nędzy i cierpiało w swoim, czyli naszym ciele, tragedię grzechu – uniosło dla nas do nieba akt dobrowolnej i nieomylnej miłości, tak mocnej, żeby z naddatkiem wynagrodzić pierwszą zniewagę: trzeba będzie, żeby Bóg stał się człowiekiem.

Gdyby Bóg nie zamierzał tego drugiego szaleństwa swojej miłości, nie dopuściłby do pierwszej zniewagi, a nawet w ogóle nie stworzyłby rodzaju ludzkiego i całego wszechświata rzeczy widzialnych”.**)

________

*)Por. Marian Zdziechowski, Chateaubriand i Napoleon, Wilno 1932 (reprint wyd. Antyk – Marcin Dybowski)

**) Charles Journet, La Rédemption, drame de l`Amour de Dieu, Genève 1872, s.27 (za: Dom Yves Chauveau: „Jak będzie w niebie?”. wyd. Promic)

 

Ewa Polak – Pałkiewicz

Źródło: http://ewapolak-palkiewicz.pl/powrot-panskiej-polski/ , 17.04.2014

Przeczytaj więciej artykułów pani Ewy Polak-Palkiewicz  >   >    >  TUTAJ  

POLISH CLUB ONLINE, 2014.04.19

Ewa Polak-Pałkiewicz

Autor: Ewa Polak-Pałkiewicz