Magdalena Ziętek: Między emancypacją a technokratyzmem: prawo w służbie budowy Nowej Atlantydy?


Leviathan-1
[…] Fenomen społeczeństwa masowego, z charakterystyczną dla siebie standaryzacją i homogenizacją, wydaje się stać w sprzeczności do idei rewolucji podmiotów, która dąży do radykalnej emancypacji tego, co subiektywne. „Scentralizowana władza administracyjna trudna jest na ogół do pogodzenia z dążeniami do autonomii i samorządności funkcjonalnie i kulturowo zróżnicowanego społeczeństwa”[i].

Mamy więc tutaj do czynienia z pewną systemową ambiwalencją, która sprawia, że prawo tkwi w pewnym „szpagacie” między jednostkową autonomią a technokratyzmem. W epoce, w której wzajemna zależność ludzi od siebie jest coraz większa, kiedy „[s]kutki decyzji podejmowanych w jednych regionach czy sferach aktywności ludzkiej coraz bardziej zależą od programów realizowanych w innych regionach czy branżach[ii], państwo musiało jednak znaleźć sposób na skuteczne zarządzanie masami ludzkimi. Wyrazem tego jest przejście od systemów represyjnych, polegających na sterowaniu społeczeństwem poprzez zakazy i sankcje, do systemów promocyjnych, w których główną rolę odgrywają nakazy i gratyfikacje[iii]. W systemach tych podstawową rolę odgrywa regulacja poprzez bodźce: „W tym przypadku normodawca po to, by osiągnąć określone cele gospodarcze lub finansowe odwołuje się nie do nakazów i zakazów konkretnego postępowania, ale do różnego rodzaju bodźców finansowych, takich jak subwencje, subsydia, ulgi, koncesje, zwolnienia, zamówienia rządowe czy dotacje. […] Jeszcze bardziej subtelna i zdobywającą sobie coraz większą popularność formą regulacji poprzez bodźce jest sterowanie perswazyjne (Überzeugungsprogramme). W tym przypadku prawo, by osiągnąć określony cel, odwołuje się do perswazji, inicjując programy edukacyjne, kampanie reklamowe czy propagandowe (alkohol, nikotyna, zdrowie, ochrona środowiska), zamiast bezpośrednio zakazywać lub nakazywać określone działania”[iv].
Sterowanie poprzez bodźce zostawia więc decydentom pewne otwarte opcje[v]. Jednakże, w przypadku skutecznej perswazji, będą oni korzystać z tych opcji w sposób pożądany przez państwo.

W celu legitymizacji podejmowanych przez siebie działań państwo może więc powoływać się na autonomię jednostek, jednocześnie kształtując ich subiektywne preferencje w pożądanym przez siebie kierunku. W ten sposób może stworzyć jedność społeczną i sprawić, że społeczeństwo nie będzie ciągle rozrywane wewnętrznymi konfliktami wynikającymi z braku istnienia w nim wspólnych wyobrażeń na temat tego, co dobre czy właściwe[vi]. Co więcej, państwo może nawet aktywnie uczestniczyć w procesie takiego kształtowania preferencji jednostek, aby były one jeszcze bardziej podatne na stosowane przez państwo środki sterowania masami, i to poprzez odpowiednie ukształtowanie ich wyobrażeń na temat tego, co jest racjonalne, a co nie[vii].

Czysto formalna autonomia jednostek może więc stać się środkiem do tego, by rzekomo wolne, lecz faktycznie odpowiednio zaprogramowane jednostki działały na rzecz realizacji dalszego „postępu”. Przykładem tego, w jaki sposób retoryka „samospełnienia się” może zostać wprzęgnięta w realizację Baconowskiego ideału postępu społecznego, stanowi kwestia dopuszczalności przerywania ciąży. Środowiska feministyczne, które walczą o prawo do aborcji dla kobiet, powołują się na argument prawa kobiet do „samorealizowania się”. Najczęstszymi warunkami dopuszczalności aborcji, które udało im się wywalczyć w większości państw liberalnych są: trudna sytuacja materialna kobiety, obciążenie dziecka wadami genetycznymi, zagrożenie życia kobiety oraz poczęcie dziecka w wyniku gwałtu. W dwóch pierwszych przypadkach na pewno można dostrzec wartościowanie, które wydaje się być wyjątkowo zbieżne z tym, które leżało u podstaw Baconowskiego projektu „Nowej Atlantydy”. Chodzi o jego ideał postępu, który sprowadzał się do stopniowego eliminowania ze społeczeństwa biedy i chorób. Ideał ten nie musi być realizowany przez działania bezpośrednio podejmowane przez państwo, lecz także mogą mu służyć działania poszczególnych jednostek, posiadających odpowiednie preferencje. W tym konkretnym przypadku chodzi o przekonanie, że lepiej jest, by dziecko się nie narodziło, niż żeby zarówno ono, jak i jego matka mieli żyć w biedzie. To samo dotyczy kwestii dzieci chorych i upośledzonych: zarówno dla takich dzieci, jak i ich rodziców rzekomo lepiej jest, by się nie urodziły[viii]. Do tego dochodzi silnie upowszechnienie się w społeczeństwach masowych przekonania, że wielodzietność jest swego rodzaju patologią, właściwą najbiedniejszym warstwom społecznych, ewentualnie „fanatykom religijnym”. A to także sprzyja społecznej akceptacji dopuszczalności aborcji. Mamy więc tutaj niewątpliwie do czynienia z pewnym wzorcem indywidualnego sukcesu, który ściśle związany jest z konsumpcyjnym stylem życia. Dzięki funkcjonowaniu tego wzorca, jednostki podejmują — formalnie autonomiczne — decyzje, które zapewniają dalszy rozwój społeczeństwu konsumpcyjnemu.

Leżące u podstaw rewolucji podmiotów przekonania filozoficzne, czyli subiektywizm, relatywizm i postmodernistyczny konstruktywizm[ix], mogą stać się środkiem prowadzącym do powstania technokratycznego paternalizmu albo nawet totalitaryzmu[x]. Im większy bowiem stopień zróżnicowania indywidualnych projektów życiowych, tym większą rolę musi odgrywać państwo, które będzie rozgraniczało poszczególne „strefy wolności”, tak by nikt nie realizował swojego projektu na koszt innych[xi]. Ponadto im mniejszy w społeczeństwie jest obszar autentycznie wspólnych wartości, tym większą rolę musi odgrywać technokratyczna machina państwowa, która będzie tworzyła jedność społeczną. Co więcej, im silniej obywatele podzielają przekonanie, że wszystko jest tylko „społeczną konstrukcją”, tym większe jest społeczne przyzwolenie dla „konstrukcyjnych” i „dekonstrukcyjnych” działań podejmowanych przez państwo. Technokracja, która jest zjawiskiem przeobrażania polityki w administrację i obiektywizowania procesu decyzji[xii], wydaje się być jedyną odpowiedzią na pogłębiającą się dyferencjację aksjologiczną ponowoczesnych społeczeństw.

Należy w końcu przypomnieć, że u podstaw Hobbesowskiej koncepcji państwa-Lewiatana leżało jego osobiste doświadczenie wojen religijnych, którymi targana była współczesna mu Anglia[xiii]. Hobbes był naocznym świadkiem tego, co się dzieje, kiedy w społeczeństwie zanika wspólny ethos. Jego odpowiedzią była koncepcja zakładająca, że w świecie, w którym jedność społeczna nie może zostać ufundowana przez wspólny ethos, jedność taka musi zostać stworzona odgórnie przez państwo. I faktycznie, zadaniem nowoczesnego państwa stało się skuteczne osiąganie takich celów jak bezpieczeństwo oraz dobrobyt obywateli, w zamian za co obywatele musieli podporządkować się kierowniczym przedsięwzięciom państwa[xiv].

W celu wypełnienia swojego zadania, nowożytne państwo szuka takich rozwiązań, które po prostu będą skuteczne. Obecnie są to już wspomniane metody sterowania perswazyjnego, czyli tworzenie społecznego konsensu poprzez techniki public relations. Doskonale rozumiał to E. Bernays, który swoją słynną pracę pt. „Propaganda” rozpoczyna takimi słowami:

„Świadome i celowe manipulowanie sposobem zachowania i nastawieniami mas jest istotną częścią składową społeczeństw demokratycznych. Organizacje, które pracują w ukryciu, kierują procesami społecznymi. To one są właściwym rządem w naszym kraju. Jesteśmy rządzeni przez osoby, których nazwisk jeszcze nigdy nie słyszeliśmy. Wpływają na nasze przekonania, nasz gust, nasze myśli. Jednakże to nie jest żadnym zaskoczeniem, taki stan rzeczy jest tylko logiczną konsekwencją struktur naszej demokracji: kiedy wielu ludzi ma żyć w społeczeństwie możliwie bezkonfliktowo, procesy sterowania tego rodzaju są niezbędne”[xv].

T. Ślipko słusznie zwraca uwagę, że w takiej — zorientowanej wyłącznie na skuteczność zarządzania — strukturze nie ma w ogóle miejsca na afirmację człowieka jako osoby. Człowiek zostaje zredukowany do elementu wkalkulowanego w całość rachunku technicznego, mającego zapewnić maksymalną efektywność planowanym procesom socjotechnicznym: „Nad tym wszystkim zaś panuje inny «człowiek»: człowiek — władca maszyn, za pośrednictwem maszyny — władca przyrody, a poprzez przyrodę — władca społeczeństwa, powiedzmy krótko — «człowiek-technokrata»”[xvi]. Tacy ludzie-technokraci, w myśl własnej koncepcji prawa makrorozwoju społecznego, dyktują stan rzeczy, w którym nie tylko świat przyrody, ale — co ważniejsze — także świat ludzkich osób jest coraz bardziej jednostronnie uzależniony od politycznych, a także ekonomicznych i społecznych ośrodków dyspozycyjnych wszechstronnie stechnicyzowanego społeczeństwa[xvii]. Wskazując na niebezpieczeństwo powstania totalitaryzmu technokratycznego, T. Ślipko stwierdza:

„Deklaracje ekskluzjonistów o wolności i poszanowaniu praw jednostki musiałyby się zamienić w dym czczych marzeń filozofów wobec twardej rzeczywistości, w której klucze do całokształtu życia społecznego spoczywałyby w rękach komputerowego gubernatora w postaci odpowiednich elit społecznych”[xviii].

Rację ma T. Ślipko, przestrzegając przed niebezpieczeństwem takiego technokratycznego totalitaryzmu, jednakże rację ma także E. Barnays, który stwierdza, że współczesnymi demokracjami nie da się sterować bez skutecznych technik propagandowych. Jeśli bowiem komunikacja międzyludzka nie jest zorientowana na poszukiwanie wspólnego dobra, lecz na artykułowanie swoich partykularnych roszczeń, państwo musi znaleźć środek, który w sposób skuteczny zapewni społeczeństwu funkcjonowanie. A ponieważ współczesny człowiek uznał, że nie ma żadnych obiektywnych wartości, które mogłyby stworzyć podstawę dla jedności społecznej, stworzenie takiej jedności staje się wyłącznie kwestią techniki, a technika szuka metod skutecznych.

Na gruncie paradygmatu nowożytnego, czyli absolutyzacji rozumu instrumentalnego i odrzucenialogosu ethosu jako podstawy działań politycznych, proces taki wydaje się być nieunikniony. Zwrot kupoiesis, czyli ku temu, co można zmierzyć, zważyć i odpowiednio przekształcić, redukuje człowieka do zwykłego tworzywa, które także można dowolnie przekształcać. Wolność, o której posiadaniu przekonany jest przeciętny współczesny człowiek, okazuje się więc być w dużej mierze iluzją[xix].

[i]    L. Morawski, Główne problemy współczesnej filozofii prawa. Prawo w toku przemian, Wydawnictwa Prawnicze PWN,Warszawa 2000 s. 68.

[ii]    L. Morawski, Główne problemy, s. 33.

[iii]   L. Morawski, Główne problemy, s. 57.

[iv]   L. Morawski, Główne problemy, s. 57–58.

[v]    L. Morawski, Główne problemy, s. 67.

[vi]   Na temat dialektyki między „duchem obiektywnym” i „duchem subiektywnym”: M. Ziętek, Verfügungsmacht über eigenen Körper im technischen Zeitalter  eine Illusion?, [w:] Gehört mein Körper noch mir? (Straf-) Gesetzgebung zur Verfügungsbefugnis über den eigenen Körper in den Lebenswissenschaften. Tagungsband der Interdisziplinäre BMBF-Klausurwoche „Gehört mein Körper noch mir?”, red. S. Beck, Nomos Verlag, Baden-Baden 2012, s. 129–152.

[vii]   Jest to szczególne widoczne w Niemczech, gdzie pojęcie „uświadamiania” (Aufklärung) odgrywa bardzo dużą rolę. Takie „uświadamianie” dokonywane jest przez wiele publicznych instytucji, bądź też prywatnych, wspieranych finansowo przez państwo. Najbardziej charakterystycznym przykładem jest Centrala Federalna ds. Uświadamiania Zdrowotnego (Bundeszentrale für gesundheitliche Aufklärung, BZgA), która jest bardzo aktywna także w kwestii edukacji seksualnej. Innym przykładem jest Centrala Federalna Kształcenia Politycznego (Bundeszentrale für Politische Bildung).

[viii] Współczesna eugenika tym się różni od tej uprawianej w III Rzeszy, że nie jest podporządkowana oficjalnej państwowej ideologii, której celem było stworzenie lepszej rasy. Jednakże bez wątpienia u podstaw zarówno współczesnej eugeniki, jak i tej upowszechnianej w III Rzeszy, tkwi to samo wartościowanie, czyli przekonanie, że istnieje życie, które nie jest warte życia (lebensunwertes Leben). Na temat eugeniki nazistowskiej: A.J. Katolo, Eugenika i eutanazja. Doświadczenia hitlerowskie, Fundacja Instytutu Globalizacji, Warszawa 2012,passim.

[ix]   E. Thompson, Postmodernizm, pamięć, logocentryzm, [w:] (Nie)Obecność. Pominięcia i przemilczenia w narracjach XX wieku, red. H. Gosk, B. Karwowska, Dom Wydawniczy Elipsa, Warszawa 2008, s. 37–53.

[x]    O nowym „paternalizmie bez ojca” pisze Ch. Lasch, The culture of Narcissism. American Life in an Age of Diminishing Expectations, W.W. Norton & Company, Nowy Jork, Londyn 1991, s. 222–232. Przed totalitaryzmem przestrzega T. Ślipko, co zostanie przedstawione w dalszej części tekstu.

[xi]   Pytanie o możliwość stworzenia etyki w świecie konsumentów stawia Z. Bauman w pracy pt. Does ethics have a chance in a world of consumers?, Harvard University Press, Cambridge (Massachusetts) 2009, s. 31–77. Także Ch. Lasch wskazuje na problem rosnącego narcyzmu i wynikających z tego problemów dla funkcjonowania państwa, (przyp. 71), passim.

[xii]   R. Skarzyński, Technika jako metoda zachowania rzeczywistości. Główne idee konserwatyzmu technekratycznego,„Archiwum Historii Myśli Politycznej” 1998, nr 7, s. 68.

[xiii] R. Koselleck, Kritik und Krise, Suhrkamp Taschenbuch Verlag, Freiburg/Monachium 1959, s. 11–32.

[xiv] C. Schmitt, Der Staat als Mechanismus bei Hobbes und Descartes, „Archiv für Rechts- und Sozialphilosophie” 1937, nr XXX, 4, s. 163.Techniki utrzymania się przy władzy szeroko opisał N. Machiavelli w utworze pt. Książę. Rozważania nad pierwszym dziesięcioksięgiem historii Rzymu Liwiusza, Warszawa 1994.

[xv] E. Bernays, Propaganda. Die Kunst der Publik Relations, orange press, Freiburg 2007, s. 19. Na temat dorobku E. Bernaysa i narodzin PR: L. Tye, The Father of Spin, Holt Paperback, Nowy Jork 1998, passim. Krytycznie: E.S. Herman, N. Chomsky, Manufacturing consent. The Political Economy of the Mass Media, Pantheon Books, Nowy Jork 2002, passim.

[xvi] T. Ślipko, Bioetyka. Najważniejsze problemy, Wydawnictwo Petrus, Kraków 2009, s. 51.

[xvii] T. Ślipko, Bioetyka, s. 40.

[xviii] T. Ślipko, Bioetyka, s. 40.

[xix] O paradoksie współczesnego liberalizmu mówi J. Bartyzel, który słusznie wskazuje na to, że postęp wymaga coraz głębszych i dalej idących interwencji w życie obywateli, co nie spotyka się z krytyką ze strony „postępowych liberałów”: „Wymaga to od liberałów — w których rękach znalazł się ster rządów — wykorzystania całej siły aparatu państwa do zburzenia wszystkich «Bastylii przesądów» i skonstruowania nowego «lepszego» społeczeństwa. Chociaż myślenie takie było logiczną konsekwencją politycznej egalitaryzacji liberalizmu, to jednak pojawienie się tej skrajnie rewizjonistycznej i czysto już lewicowej postaci liberalizmu postępowego (progresywnego) stanowiło oczywisty paradoks. Liberalizm przecież powstał jako swego rodzaju anty-polityczny sprzeciw wobec władzy absolutystycznej (którą bez żadnych zahamowań nazywał często «despotyzmem»), teraz zaś sam zaczął bez skrupułów wykorzystywać do realizacji swoich wszechogarniających celów wszystkie środki coraz bardziej rozrastającego się, kosztem sfery społecznej, demokratycznego «państwa-Lewiatana», dysponującego — w oparciu o mandat otrzymany od «ludu» — takimi możliwościami technicznymi i takim zakresem władzy, również nad życiem prywatnym, wolnością i własnością jednostek, rodzin i grup społecznych, o jakim żaden «despota» przedrewolucyjny nie mógł nawet marzyć”. J. Bartyzel, W gąszczu liberalizmów. Próba periodyzacji i klasyfikacji, Fundacja Servire Veritati, Instytut Edukacji Narodowej, Lublin 2004, s. 86.

Magdalena Ziętek

Fragment tekstu: M. Ziętek, Między emancypacją a technokratyzmem: prawo w służbie budowy Nowej Atlantydy?, w: Quaestiones de Qualitate vitae. W poszukiwaniu jakości życia. Studium interdyscyplinarne, A. Wudarski (red.), Frankfurt nad Odrą – Częstochowa – Osnabrück 2014, ss. 569-588.

Zródło: http://magdalenazietek.blogspot.com/2014/04/miedzy-emancypacja-technokratyzmem.html#more , 25 kwiecień 2014.

Więcej artykułów dr Madaleny Ziętek   >    >    >    TUTAJ

Polecamy blog autorski dr Magdaleny Zietek   W służbie orthos lógos 

POLISH CLUB ONLINE, 2014.04.27

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek