Ze Szwecji pisze Włodek Kuliński: Resortowy pomiot a syndrom sztokholmski


W niedzielę, dnia 27 kwietnia 2014 roku (dzień kanonizacji Jana Pawła II), Klub Gazety Polskiej w Sztokholmie, tzw. „Gazetopolacy”, zorganizował spotkanie z Jerzym Targalskim, współautorem książki „Resortowe dzieci”, będącej plagiatem „Czerwonych dynastii” autorstwa prof. Jerzego Nowaka.

Na spotkanie poszedłem przygotowany, ponieważ – jako jeden z nielicznych tam obecnych – posiadam tę książkę i ją przeczytałem. Drugi jej egzemplarz posiadał sam współautor, a na sprzedaż jej nie oferowano. Zatem ewentualna „dyskusja” nad jej zawartością była bezsensowna i dlatego się nie odbyła.

Książka wielkich rewelacji nie zawiera, porusza sprawy dobrze wszystkim znane. Ciekawił mnie raczej jej autor, który od samego początku swego zaistnienia w Internecie jako „opozycjonista” wzbudzał moją daleko idącą nieufność.

P. Targalski rozpoczął spotkanie od opowiadania o sobie, od wieku dojrzałego. Mówił o życiu opozycjonisty, o prześladowaniach ze strony zarówno czerwonych, jak i endeków (kładąc nacisk na endecję) – a także jak wielokrotnie tracił pracę za poglądy.  Co prawda zawsze szybko dostawał nową i lepszą – m.in. był dyrektorem i redaktorem naczelnym PAI-Pressu oraz wiceprezesem Polskiego Radia, nie licząc pomniejszych, lukratywnych zajęć.  W czasach największej biedy otrzymywał zlecenia i pomoc od żony prof. Geremka.

Ten kit wciskał bez znieczulenia zebranej publice Gazetopolaków – nikt nie zareagował na nonszalancko wygłaszane dyrdymały i obrazę inteligencji normalnego słuchacza. Za to poszczególne osoby, co bardziej kumate, z mądrą miną pomagały prelegentowi, podpowiadając mu pojedyncze słowa typu „właśnie”, „że”, „nigdzie”, „Kraśko, Kraśko” itd.

I teraz następuje punkt kulminacyjny spotkania i mojego tam pobytu. Mianowicie spróbowałem zadać pytanie. Chodziło o to, że zdziwiło mnie, iż pracując przez pewien czas w „Radio Wolna Europa” p. Targalski nie znał ludzi, z którymi powinien się spotykać, a których nazwiska wymieniłem jako swych znajomych.

Pytania zadaje się po to, aby uzyskać na nie odpowiedź. Natomiast zebrana publiczność zareagowała oburzeniem i krzykami „prowokacja!”. Oczywiście każde pytanie jest w pewnym sensie prowokacją, gdyż prowokuje do reakcji. Postanowiłem zatem poczekać na oficjalną część dyskusyjną.

Gdy pan prelegent zaproponował „głosy z sali”, by – jak powiedział, „było ciekawiej”, wyjawiłem cel swego przybycia. Dzierżąc w ręce swój egzemplarz książki, o której najprawdopodobniej nikt poza mną nie miał pojęcia, gdyż wydanie zostało wyczerpane, zwróciłem uwagę, iż tekst zamieszczony na okładce książki, zawierający definicję resortowych bękartów, pasuje jak ulał właśnie do p. Targalskiego.

ONE. RESORTOWE DZIECI. Wychowane w rodzinach działaczy i funkcjonariuszy KPP, PZPR. Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, a potem SB. Doskonale ustawione potem w życiu, dzięki koneksjom a potem pieniądzom i „grubej kresce”. Czasem, choć wywodzą się z niekomunistyczych środowisk, związane ideologicznie oraz materialnie z byłą władzą i bezpieką. Za młodu aktywiści komunistycznych organizacji młodzieżowych, potem biznesmeni, właściciele i zarządcy nowych mediów. Właśnie dlatego tak zdecydowanie przeciwne dekomunizacji i lustracji, szydzący z patriotyzmu, polskich tradycji i w ogóle z polskości. Niebezpieczne, bo usytuowane w opiniotwórczej prasie, a przede wszystkim w telewizji i stacjach radiowych. Obecne w nich od stanu wojennego – do dziś.

W związku z tym stwierdziłem, iż uważam prelegenta za hipokrytę przez duże „CH” – i że nie wiem, czy zgromadzona tu licznie publiczność (30 osób) zdaje sobie sprawę z jego rodzinnych koneksji i korzeni, a także że wymienione przez niego resortowe dzieci wydają się być w porównaniu z rodziną p. Targalskiego pionkami.

Postać p. Targalskiego swoją drogą – za chwilę do niej powrócę – aoburzona reakcja publiczności to rozdział sam w sobie, bodaj czy nie ciekawszy od prelegenta. Być może część z niej miała lub nadal ma związki z resortem. Ludzie ci mogli się poczuć sami bezpośrednio zaatakowani. Stąd też ich głośno manifestowana irytacja i wściekłość.

Skąd „syndrom sztokholmski” w tytule artykułu? Otóż mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której osoby dotknięte działalnością ludzi wyrządzających im szkodę, stają w ich obronie.

targalski-resortowe-dzieci

zakowski-rys-arkadiusz-gasparski

Wracamy do postaci p. Targalskiego, używającego także pseudonimu Józef Darski.

Dziadek i tatuś w 1944 r poparli nową władzę ludową. Tatuś od 1945 roku był działaczem młodzieżowym w przybudówkach PZPR, a od 1952 roku wybitnym działaczem PZPR. Prof. Targalski był wykładowcą marksizmu-leninizmu na Uniwersytecie Warszawskim, prowadził także szkolenia partyjne. W latach 1961-1968 pracował w Zakładzie Historii Partii przy KC PZPR, następnie w Instytucie Historii Polskiej Akademii Nauk. Od 1964 roku był redaktorem naczelnym kwartalnika „Z Pola Walki” (wiemy, na czym polegała „walka” w owym czasie).
Prof. Targalski był jednym z głównych ideologów przy KC PZPR i zaufanym Jakuba Bermana – największego oprawcy narodu polskiego.

Sam p. Targalski w wieku 14 lat przeczytał „Kapitał” Marksa i podobne dzieła, które dostał od tatusia  (czyżby pod choinkę?), czym imponował swym resortowym kolegom. Mając 22 lata wstąpił do PZPR jako pełnoprawny członek. Działał w KOR. W 2007 uzyskał stopień doktora nauk historycznych na Akademii Humanistycznej w Pułtusku na podstawie pracy pt. Mechanizmy demontażu komunizmu w Jugosławii na przykładzie Słowenii i Serbii (1986–1991).

Reasumując: p. Targalski jest również ohydnym resortowym dzieciakiem. Tatuś zaś bardzo przypomina innego profesora KBW, Zygmunta Baumanna (obecnie socjologa), który po maturze, zamiast na kremówki…

bauman-na-maturze

Jak się zdaje, młodszy Targalski – aktualnie jako prawicowiec – idzie w ślady tatusia i sieje swoją propagandę w gazetowopolskiej współczesności, mając chyba ambicje zostania ideologiem PiS-u.

Warto zauważyć, iż np. w takich Niemczech potomkowie najwyżej postawionych członków NSDAP zachowują się skromniej i nie wpychają się na pierwszy plan dziennikarstwa i polityki.

Włodek Kuliński/Wirtualna Polonia

Zob. też:

Zródło:  http://wirtualnapolonia.com/2014/04/29/wlodek-kulinski-resortowy-pomiot-a-syndrom-sztokholmski/ , 29 kwietnia 2014.

POLISH CLUB ONLINE, 2014.04.29

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek