Aleksander Ścios: 2015 – WYBÓR W CIENIU ROSJI


foto : corgarashu / Shutterstock.com
foto : corgarashu / Shutterstock.com

Odkrywcze stwierdzenie -„na Ukrainie trwa wojna”, wygłoszone przez premiera i powtórzone przez ministra obrony narodowej w trzy miesiące po zbrojnej napaści Rosjan, można byłoby uznać za kolejny dowód kompromitującej ignorancji. Po latach rządów PO-PSL, dowód w zasadzie zbędny i nie wnoszący dodatkowej wiedzy o kompetencjach ludzi reżimu.

W podobnych kategoriach można oceniać występy gen. Skrzypczaka, do niedawna wiceministra obrony narodowej, który 16 kwietnia br. podzielił się ze słuchaczami fachową oceną wydarzeń i zawyrokował, iż „wejście regularnych wojsk rosyjskich na Ukrainę jest kwestią godzin”. Ponieważ następnego dnia nikt nie zapytał pana generała o wiarygodność jego prognoz, może on nadal opowiadać Polakom o sile rosyjskiej armii i wygłaszać w mediach swoje  analizy.

Realny stan naszego bezpieczeństwa warto również oceniać w kontekście wystąpień szefa BBN. Rozliczne wypowiedzi gen. Kozieja, mogłyby stanowić ciekawy materiał badawczy dla profesjonalnych analityków, niekoniecznie z dziedziny wojskowości. Belwederski strateg potrafił jednego dnia (3.03.br) wyznać – „jesteśmy zagrożeni(…) nie można wykluczyć inwazji na Polskę”, by niewiele dni później (18.03.) podzielić się stwierdzeniem – „nie zagraża nam żadna militarna interwencja” i skonkludować (2.04.) – „zapewniam, jesteśmy bezpieczni”.

Po siedmiu latach rządów obecnego reżimu i doświadczeniach związanych z tragedią smoleńską, zbędne byłoby uzasadniać, że Polska jest krajem bezbronnym i zależnym od Moskwy. Poziom bezpieczeństwa narodowego wyznacza nie tylko rażąca niekompetencja członków rządu, słabość polskiej amii czy brak profesjonalnych służb ochrony państwa, ale decyduje o nim stan bezwzględnej podległości wobec kremlowskiego watażki – wytyczony ustaleniami z września 2009 roku, potwierdzony tragedią smoleńską i usankcjonowany procesem „pojednania” polsko-rosyjskiego.

Wprawdzie rządowe ośrodki propagandy (przy wydatnym wsparciu opozycji) sprawnie wykreowały Komorowskiego i Tuska na krytyków, a nawet przeciwników Putina, ta wizja nie znajduje oparcia w rzeczywistości. Jedynym miernikiem intencji grupy rządzącej jest sprawa Smoleńska i póki w tym obszarze nie nastąpią zmiany, nie wolno nawet dywagować o reprezentowaniu przez tych ludzi polskiej racji stanu.

Choćby z tej przyczyny, zachowania polityków opozycji „wspierających wysiłki rządu w sprawie Ukrainy” są nie tylko daremne, ale służą fałszowaniu rzeczywistości i wprowadzają w błąd milionów Polaków.

Ten rząd nie jest w stanie przeciwstawić się Rosji ani zapewnić nam minimum bezpieczeństwa. Ta prawda, zamiast stać się dogmatem opozycji, bywa podważana w ramach żałosnych strategii, co w rezultacie prowadzi do kompromitujących wyznań – „liczyłem na zmianę i znów się zawiodłem”.

Podstawowa narracja medialna w sprawie wojny na Ukrainie jest w III RP całkowicie ukierunkowana w stronę rosyjskiej propagandy. Straszenie Polaków „potęgą rosyjskiej armii”, opowieści o „miażdżącej przewadze militarnej” i „rzezi niewiniątek”, są dziś zgodnie głoszone przez reżimowe i „nasze” media i służą kreowaniu fałszywego obrazu „rosyjskiej siły”. Wzniecanie i podtrzymywanie takiej atmosfery leży w interesie Rosji i w tym celu uruchomiono niemal wszystkie rezerwy agenturalne – szczególnie w Polsce i krajach UE.
Tymczasem obecna przewaga Putina nie ma nic wspólnego z działaniami jego armii bądź sprawnością służb specjalnych. Jednym z najważniejszych czynników jest lęk „wolnego świata” przed konfrontacją militarną, wsparty na przeświadczeniu, że Rosja to mocarstwo, z którym trzeba pokojowo współistnieć. Ten sam lęk leżał u podstaw powojennego porządku i przez dziesięciolecia był sączony w umysły Europejczyków, przez różne „komitety pokojowe”, fałszywych dysydentów, instytucje ONZ,  itp. rosyjskie agendy.

Główna broń Kremla – propaganda, okazuje się szczególnie przydatna w umacnianiu takiej wizji i pozwala konsekwentnie budować mitologię rosyjskiej siły.

Ponieważ podstawowym dylematem NATO i państw „wolnego świata” stało się pytanie -„co na to powie Rosja” –  Putin ma ułatwione zadanie. Ukraina zostanie połknięta, zaś „georealiści” sami zadbają, by kremlowski terrorysta otrzymał należną strefę wpływów. Powszechne przeświadczenie, jakoby Rosja posiadała jakieś szczególne prawo do ingerowania w sprawy innych narodów, zaś dogmat „interesów rosyjskich” miał wyznaczać tym narodom obszar wolności i samostanowienia, raz jeszcze okaże się silniejsze. Nawet od instynktu samozachowawczego.

Dlatego dążenia Niemiec i Francji, tchórzliwa polityka Obamy oraz symulowane działania NATO, stanowią dziś śmiertelne zagrożenie dla Polski. Cała machina światowej dyplomacji i europejskiej propagandy jest nastawiona na „szukanie porozumienia” z Putinem, co w konsekwencji musi doprowadzić do oddania Ukrainy i uczynienia z Polski rosyjskiego dominium. To oznacza, że ta sama machina już dziś pracuje na kolejne zwycięstwo wyborcze reżimu Komorowskiego i Tuska. Pracuje zaś, bo ten układ nigdy nie sprzeciwi się antypolskiemu paktowi Moskwy i Berlina, zadba o „spokój nad Wisłą” i zagwarantuje zatroskanym przywódcom Zachodu, że Polsce nie zagrozi „epidemia rusofobii”. Donald Tusk, deklarują, iż „nie należy mnożyć konfliktów i zwiększać napięcia” i utrzymując otwartą granicę z Kaliningradem, daje wyraźny sygnał Rosji i „wolnemu światu”. Za takie gwarancje, rządzący Polską reżim może liczyć na pełne wsparcie USA i UE. Wizyta Obamy, z okazji tzw. święta wolności posłuży nie tylko wzmocnieniu esbecko-agenturalnego układu okrągłego stołu (również na arenie międzynarodowej) ale zostanie wykorzystana w kampanii wyborczej.

 

Nie sposób przewiedzieć, jak długo potrwa zabijanie ukraińskich dążeń do niepodległości. Putin pojął już zasady „europejskiej gry” i umiejętnie łączy korzystanie z pałki i karabinu ze skutecznością aparatu propagandy, dyplomacji i agentury.

Casus Ukrainy oznacza przyzwolenie na rozszerzenie wpływów Rosji – a zatem, sięgnięcie po Polskę. Prawdopodobnie nie grozi nam otwarta konfrontacja militarna (tej Rosja boi się najbardziej) lecz kilkuletnia gra obliczona na prowokacje, ostateczne rozbrojenie Polski, eliminację ostatnich środowisk opozycyjnych oraz pełne podporządkowanie obszaru polityki i gospodarki. W tym dziele Putin może liczyć na bliską współpracę Niemiec, dlatego otwarta granica z obwodem kaliningradzkim jest dziś warunkiem powodzenia „projektu Prusy Wschodnie” i zostanie wykorzystana  jako symbol odbudowy relacji rosyjsko-niemieckich.

W takiej sytuacji, obalenie układu rządzącego nie jest już „zadaniem partyjnym” ani „pojedynkiem wyborczym”, lecz sprawą od której zależy los Polski i Polaków.

Już tylko kalendarz wyborczy 2015 roku pokazuje, że najważniejsze z nich będą dotyczyły wyboru prezydenta.

Rozwój wydarzeń na Ukrainie obnażył wyjątkowe dyletanctwo Komorowskiego i jego środowiska na arenie międzynarodowej. Do szczególnie rażących błędów trzeba zaliczyć tezy osławionego Strategicznego Przeglądu Bezpieczeństwa Narodowego (SPBN), w których zawarto zapisy kompletnie niedorzeczne i nieadekwatne do zagrożeń związanych z ofensywą rosyjską. Zmodyfikowane w tzw. doktrynę Komorowskiego, mają one kształtować długookresową strategię państwa, rozstrzygać o sojuszach oraz kierunkach rozwoju armii i służb specjalnych. Przez ostatnie lata reżim prezydencki stał się głównym decydentem w tych kwestiach, a rząd Tuska zaledwie wykonawcą planów powstałych w otoczeniu Komorowskiego. To dostateczny powód, by pozbawić tych ludzi wpływu na sprawy związane z bezpieczeństwem narodowym.

Partia Jarosława Kaczyńskiego przegrywa właśnie szansę na punktowanie tej wyjątkowo niebezpiecznej polityki. Dotąd też nie uwiadomiono Polakom, że nie Tusk i jego ekipa są dziś najpoważniejszym zagrożeniem, lecz środowisko, na którym Rosja opiera swoje powyborcze kalkulacje.

Roszady z roku 2015 doprowadzą zapewne do  pozbawienia władzy Donalda Tuska i zastąpienia go mniej skompromitowanym figurantem. Do tego dąży układ belwederski i współpracujące z nim ośrodki propagandy. Jest to zadanie stosunkowo łatwe, do którego nie trzeba angażować całego potencjału opozycji i aktywności „naszych” mediów.

Jeśli więc widzimy tak silne ukierunkowanie, przy jednoczesnym braku kandydata opozycji oraz unikaniu tematyki belwederskiej, można przypuszczać, że pogodzono się z wizją reelekcji Komorowskiego i przyjęto założenie, że priorytetem będą wybory parlamentarne.  Byłaby to strategia wyjątkowo szkodliwa i błędna, bo pozostawienie władzy prezydenckiej w ręku Komorowskiego i wyznaczonego przezeń „nowego rozdania”, przesądzi o powodzeniu rosyjskich planów.

Lokator Belwederu już przed wyborami 2011 roku podkreślał, że to on „wybierze premiera” i będzie decydował o ostatecznym kształcie rządu. Wówczas nie było takiej potrzeby, ponieważ grupa rządząca trafnie przewidziała wynik wyborczy i nawet na moment nie utraciła kontroli. Gdyby takie zagrożenie pojawiło się w roku przyszłym, plan „wyboru premiera” stanie się koniecznością. To z kolei oznacza, że jeśli pierwsze z wyborów 2015 roku nie pozbawią Komorowskiego prezydentury, próżne staną się rachuby opozycji.

Szansa na realne zmiany pojawi się tylko wówczas, gdy lokator Belwederu będzie musiał rozstać się ze stanowiskiem. Jest to nieodzowne, nie tylko dlatego, że obecna prezydentura to rzecz najgorsza, jaka mogła przydarzyć się Polakom w czasie rosyjskiej agresji, ale po to, byśmy jako państwo i naród uniknęli losu Ukrainy.


Aleksander Ścios 

bezdekretu.blogspot.com

Źródło: http://bezdekretu.blogspot.com/2014/05/2015-wybor-w-cieniu-rosji.html , 6 maja 2014.

Przeczytaj więcej artykułów Aleksandra Ściosa  >   >   >   TUTAJ.

Wybór zdjęcia wg/PCO

POLISH CLUB ONLINE, 2014.05.09

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek