Jan Przybylski: Skandynawska alternatywa dla Polski


REBELIA.PL

 

HMS Helsingborg (K32)
HMS Helsingborg (K32)

Poza związkami z NATO, Unią Europejską i USA należy poszukiwać partnerów, z którymi zakres naszych interesów pokrywa się w jak największym stopniu. Niestety, rezultaty współpracy w Grupie Wyszehradzkiej są raczej rozczarowujące. Interesy nasze oraz „braci Słowian” i „bratanków” często są rozbieżne, bo Polska leży w bałtyckim, a nie dunajskim podobszarze geopolitycznym. Polityka polska powinna zatem skierować się ku partnerom znad Bałtyku, którzy mają zbliżone obawy i podobne interesy, z którymi współpraca będzie opierała się na konkretach, a nie niewiele znaczących gestach i pustosłowiu. Takimi właśnie potencjalnymi bliskimi aliantami są kraje skandynawskie – pisze Jan Przybylski.

Kryzys krymski i jego następstwa każą po raz kolejny postawić pytania o wartość i trwałość polskich sojuszy obronnych oraz potencjalne kierunki poszukiwania ich uzupełnień oraz alternatyw. Analiza reakcji tak wielkich mocarstw, jak i bliższych oraz dalszych sąsiadów pozwala na udzielenie pewnych odpowiedzi. Sąsiadem, u którego do trwających od marca procesów przywiązuje się największą wagę, wydaje się być Szwecja.

Nieco historii

Królestwo Szwecji swój uzyskany u zarania w stuleciach XVI i XVII status mocarstwowy, który notabene zapewnił mu honorowe miejsce w Mazurku Dąbrowskiego, utraciło na początku wieku XIX, nie mogąc ze względów ekonomicznych i demograficznych opierać się dłużej ekspansji rosyjskiej potęgi. Od tego czasu datuje się era formalnej neutralności kraju i trzymania się, nieraz bardzo intratnego, na uboczu wielkich konfliktów. Neutralność ta jednak w żadnym razie nie oznaczała bezbronności. Szwecja, która nigdy nie przekroczyła progu 10 milionów obywateli, nie mogła rzecz jasna myśleć o powrocie do minionej chwały i wystawianiu sił zbrojnych porównywalnych z potęgami grającymi w skali globalnej, niemniej jednak zawsze miały one potencjał, której nie można było lekceważyć. W połączeniu z niebagatelnym zapleczem przemysłowym opartym o złoża surowców, wysokim po rewolucji przemysłowej poziomem ogólnego rozwoju i zamożności oraz dogodnym położeniem geograficznym, zabezpieczał on Szwedów przez przykrościami ze strony wyjątkowo nieprzyjemnych w XX stuleciu sąsiadów, pozwalając na prowadzenie w pewnym zakresie aktywnej polityki zagranicznej w dziedzinie bezpieczeństwa, której przejawem było na przykład istotne wsparcie dla Finów wojujących między rokiem 1939 a 1944 ze Związkiem Sowieckim.

Warto też przy okazji w tym miejscu wspomnieć o tym, że Szwecja również  odniosła istotne korzyści z wyprowadzenia kapitałów oraz kadr z rozbrajanych po Wielkiej Wojnie Niemiec –  jako dostawca uzbrojenia, ale przede wszystkim technologii wojskowych, dla II Rzeczypospolitej.

Epoka Zimnej Wojny przyniosła kontynuację tradycyjnego szwedzkiego podejścia. Kraj, choć neutralny, pozostający poza wielkimi sojuszami wojskowymi (chociaż NATO gwarantowało bezpieczeństwo Szwecji), utrzymywał w obliczu sowieckiego zagrożenia, zwiększonego z uwagi na znaczny wpływ uzyskany przez Moskwę na Finlandię, liczące się w regionie siły zbrojne. Prowadził też politykę bardzo dużej samodzielności w zakresie produkcji uzbrojenia.

Najbardziej znanym jej symbolem jest seria odrzutowych myśliwców firmy Saab, reprezentowana przez tak słynne maszyny, jak J 29 Tunnan, J 35 Draken, J 37 Viggen, a ostatnio JAS 39 Gripen. Jednak Szwedzi budowali i budują do dziś również okręty, w tym zaawansowane i wysoko oceniane jednostki podwodne, większość asortymentu uzbrojenia wojsk lądowych czy rakiety przeciwokrętowe, w których dziedzinie należeli do światowych pionierów. Nie należy również zapominać o prowadzonym przez ćwierć wieku poważnym programie nuklearnym, który jednak z uwagi na opozycję wewnętrzną i (przede wszystkim) naciski Stanów Zjednoczonych (które zresztą w latach 50. objęły Szwecję parasolem atomowym), nie doprowadził powstania narodowej broni jądrowej.

„Pieriedyszka” po roku 1989 nie pozostała bez wpływu na Szwecję. Z jednej strony świadomość zagrożenia utrzymywały powtarzające się incydenty z rosyjskimi okrętami podwodnymi penetrującymi szwedzkie wody terytorialne, z drugiej jednak smuta u jedynego niebezpiecznego sąsiada, wyjście spod jego wpływów Finlandii, a wreszcie przystąpienie do Unii Europejskiej odbiły się na szwedzkich wydatkach obronnych, które stopniowo spadały, z 2,6% PKB w roku 1990 do 1,2% w 2008. Mimo drastycznych redukcji liczebności ogólnej (z 850 000 przewidywanych na czas „W” w roku 1988 do 54 000 w bieżącym) prowadzona była ciągła modernizacja armii, najważniejsze programy, takie jak myśliwiec Gripen czy korweta „Visby” były kontynuowane, co prawda w okrojonej formie, w Niemczech zakupiono 280 nowych i używanych czołgów Leopard 2. Aż do 2010 roku utrzymywano też powszechny pobór.

Dzień dzisiejszy

Szwecja roku 2014 jest nadal krajem pozostającym poza wielkimi blokami wojskowymi. Przyjrzyjmy się pokrótce jej siłom zbrojnym. Całość armii to 15 700 żołnierzy, podoficerów i oficerów służby czynnej, 11 700 utrzymywanych w bieżącej rezerwie, 5700 pracowników cywilnych wojska oraz 22 000 żołnierzy obrony terytorialnej. Wojska lądowe utrzymują dwie brygady, jedną ciężką i jedną zmotoryzowaną, wyposażonych łącznie w 45 pozostających na stopie czynnej czołgów, po 160 bojowych wozów piechoty i transporterów opancerzonych oraz 24 haubice samobieżne; obronę przeciwlotniczą zapewniają 2 bataliony wyposażone w rakiety bliskiego zasięgu. Siły te wspiera wspomniana obrona terytorialna, podzielona na 40 batalionów.

Chociaż przytoczone ilości sprzętu wydają się znikome, należy pamiętać o jego znacznych zasobach utrzymywanych w rezerwie (znajduje się w niej np. większość szwedzkich Leopardów 2A5 (Strv 122), nieco nowocześniejszych od pojazdów pozyskiwanych obecnie przez Wojsko Polskie). Głównym komponentem sił powietrznych są 4 dywizjony wyposażone łącznie w 80 wielozadaniowych samolotów bojowych JAS 39C/D Gripen, wspierane przez 2 samoloty wczesnego ostrzegania S200D i 2 maszyny rozpoznania radioelektronicznego S102B (znów wypada wspomnieć o rezerwach, w których znajduje się ok. 50 samolotów Gripen w wersji A/B, starszej, ale i tak znacznie przewyższającej maszyny MiG-29 i Su-22, na utrzymywanie których w aktywnej służbie jeszcze przez ponad dekadę będzie, jeżeli nic się nie zmieni, skazane lotnictwo polskie).

Zasadniczą siłę Królewskiej Marynarki Wojennej od wycofania w latach 70. dużych jednostek nawodnych stanowią okręty podwodne, obecnie w służbie pozostają takowe 4, wszystkie względnie nowe i nowoczesne (wyposażone m.in. w zwiększający znacznie możliwości operacyjne napęd niezależny od powietrza oparty na silniku Stirlinga, stanowiący istotne w skali światowej osiągnięcie krajowego przemysłu). Na powierzchni towarzyszy im 7 korwet, w tym 5 należących do odznaczającego się obniżoną wykrywalnością, w dużej mierze awangardowego typu „Visby” oraz pewna liczba mniejszych jednostek.

Ogólnie rzecz biorąc siły te mimo ograniczeń liczebnych należy ocenić na znaczące w skali europejskiej, a każda strona planująca działania w obszarze Bałtyku będzie musiała wziąć je pod uwagę w swych planach operacyjnych.

Siły zbrojne Szwecji są pod względem ogólnego potencjału dość porównywalne z Polską. Co prawda, wojska lądowe Skandynawów są znacznie mniej liczne, jednak już ich lotnictwu wypada przyznać pewną przewagę, między innymi dzięki posiadaniu maszyn wczesnego ostrzegania. Podobnie rzecz ma się z marynarką wojenną. Dodatkowo możliwości bojowe zwiększa dopracowywana teoretycznie i praktycznie od dłuższego czasu sieciocentryczność, utrudniająca porażenie całej struktury obronnej i ułatwiająca odtwarzanie gotowości. Za piętę achillesową uznać należy z kolei zasadniczą słabość obrony przeciwlotniczej średniego zasięgu (zapewniają ją tylko nieliczne, niezbyt nowoczesne zestawy RBS 97, stanowiące modernizację systemu Hawk, o korzeniach sięgających lat 50.) oraz zupełny brak przeciwrakietowej.

Utrzymuje się wspominana powyżej znacząca narodowa samowystarczalność Szwecji w dziedzinie produkcji uzbrojenia. Procesy konsolidacyjne sprawiły, że zasadniczym producentem stał się koncern Saab Group (w tym miejscu warto może sprostować pojawiające się nieraz nieporozumienie: nie jest prawdą, że firma ta zbankrutowała i przeszła w ręce chińskie; stało się to, owszem, udziałem motoryzacyjnego Saaba, który jednak od początku lat 90. i sprzedaży przez koncern-matkę udziałów General Motors nie miał z Saabem zbrojeniowym nic wspólnego poza nazwą, logo oraz marketingowym odwoływaniem się do spuścizny lotniczej przez nazywanie linii wyposażeniowych swoich modeli od legendarnych szwedzkich myśliwców). Zakres produkcji holdingu, który wchłonął część słynnego Boforsa, jest imponujący. Sztandarowym produktem jest oczywiście myśliwiec Gripen, chociaż wypada wspomnieć, że z uwagi na stosowanie w samolocie kluczowych elementów proweniencji zagranicznej (amerykański, chociaż montowany w Szwecji, silnik, brytyjskiego, a w najnowszej wersji włoskiego pochodzenia radar, amerykańskie uzbrojenie powietrze-powietrze) Szwedzi nie grają w tej samej lidze, co czołowi światowi producenci, czyli Stany Zjednoczone, Rosja, Francja, europejski superkoncern EADS oraz Chiny, są również wystawieni na naciski dostawców wspomnianych elementów w sytuacjach bezpośredniej konkurencji. Jak by jednak nie było, wciąż rozwijany Gripen stanowi znaczny sukces, w tym eksportowy, i dał producentowi nieocenione doświadczenia, przekładające się również na kapitał polityczny.

Poza tym koncern wytwarza wysokiej klasy radary naziemne, morskie i montowane na samolotach, pociski rakietowe różnego rodzaju — przeciwokrętowe, przeciwlotnicze oraz współprodukowane z EADS lotnicze manewrujące, a także bardzo zaawansowane kompleksowe systemy dowodzenia, kontroli i łączności, symulatory etc. Nieco mniej znaczący dla całokształtu obronności kraju producenci uzbrojenia wojsk lądowych, czyli zajmująca się tym obszarem część Boforsa oraz wytwarzająca wozy bojowe firma Hägglunds, zostali sprzedani podmiotom zagranicznym (obaj weszli jak na razie ostatecznie w skład koncernu BAe Systems).

Z kolei z nabycie przez niemiecki koncern HDW (który następnie stał się częścią jeszcze potężniejszego bytu, mianowicie ThyssenKrupp) stoczni Kockums, będącej „nadwornym” dostawcą szwedzkiej marynarki wojennej, w ostatnich miesiącach doprowadziło do rozwoju wypadków w pouczającym kierunku, który jak się wydaje winni pilnie obserwować przynajmniej polscy politycy deklarujący wolę walki z postkolonialną eksploatacją.

Przejęcie nastąpiło w roku 1999, z uwagi na kłopoty szwedzkiej stoczni wynikające z cięć w wydatkach obronnych Szwecji i innych państw skandynawskich, które doprowadziły do zamrożenia realizacji planów budowy perspektywicznego okrętu podwodnego „Viking” (miał on zasilić również floty Danii i Norwegii) oraz wartości programu korwety „Visby”. Kockums pod rządami nowych właścicieli pracował co prawda nad nowym okrętem podwodnym dla floty szwedzkiej, oznaczonym A26, ale przy poszukiwaniu kluczowych dla redukcji kosztów ponoszonych przez Sztokholm, utrzymania zatrudnienia w kraju wysoko wykwalifikowanej siły roboczej oraz potencjału technologicznego zamówień eksportowych pojawiła się wewnętrzna konkurencja — HDW jest jednym z głównych graczy na światowym rynku okrętów podwodnych. Iskrą zapalną w niełatwych stosunkach, znaczonych przez trudności w rozmowach między szwedzkim rządem a firmą, m.in. dotyczących programu A26, stała się sprawa Singapuru, dotychczasowego wiernego klienta Kockumsa, który w ubiegłym roku nad jego propozycję przedłożył okręty produkcji HDW.

Niemieckiego właściciela zaczęto w Szwecji oskarżać o to, że przejęcie miało w istocie wrogi charakter i jego celem jest doprowadzenie do zniknięcia konkurencji dla zakładów w Niemczech. Koncern Saab złożył w związku z tym ofertę odkupienia ThyssenKrupp Marine Systems AB (tak obecnie nazywa się Kockums) i podjął działania w tym kierunku, w czym wspierany jest przez władze, wywierające presję na obecnych właścicieli, choćby przez przejęcie przez i wywiezienie z obiektów stoczni przez pracowników rządowej agencji ds. zamówień wojskowych FMW w asyście żołnierzy kluczowych elementów i dokumentacji projektowanych we współpracy ze wspomnianą agencją jednostek A26.

Czego boją się Szwedzi

Zgodnie z obowiązującym planem obrony z roku 2009 szwedzkie siły zbrojne mają za zadanie bronić terytorium całego kraju i zapewniać jego integralność. Jako potencjalne zagrożenia szwedzcy analitycy wymieniają ataki mające na celu neutralizację kluczowych obszarów strategicznych kraju: obszaru Sztokholmu, infrastruktury rozpoznania dalekiego, systemu portów na południowym wybrzeżu, obszaru południowo-centralnego, w którym mogłaby potencjalnie być rozwijana pomoc sojusznicza lub, w przypadku kryzysu w obszarze Arktyki, północy Szwecji.

Pod uwagę brane są scenariusze o różnym stopniu eskalacji. Pierwszym jest próba opanowania przez wroga Gotlandii w celu ustanowienia blokady i wymuszenia określonych koncesji politycznych, możliwe że bez interwencji NATO. Jako kolejnych faz ewentualnego konfliktu Szwedzi oczekują penetracji terytorium kraju przez oddziały specjalne oraz uderzeń lotniczo-rakietowych na kluczowe dla obrony i funkcjonowania państwa obiekty, a dalej desantów powietrzno-morskich, mających na celu opanowanie ograniczonych, acz newralgicznych obszarów.

Jednoznacznie określonym przeciwnikiem jest tu Rosja, którą szwedzkie czynniki polityczne za zagrożenie uznawały zawsze, a za dzwonek alarmowy, przerywający postzimnowojenną drzemkę we względnie komfortowych warunkach uznano wojnę w Gruzji w roku 2008, wieszczącą powrót użycia siły na dużą skalę w stosunkach europejskich. Wydarzenia takie, jak rajd w okolice granic kraju pod koniec marca 2013 rosyjskich bombowców, ćwiczących atak na cele w rejonie Sztokholmu czy obserwacja przez odpowiednie służby intensyfikacji rosyjskiej działalności agenturalnej, utwierdzały Szwedów w poczuciu zagrożenia.

Jednocześnie krytycznie ocenia się tam obecnie własne możliwości obronne. Prowadzone w ostatnich latach analizy zdolności operacyjnych armii w na tle charakteru przewidywanych działań wskazywały jednoznacznie, że zmniejszenie finansowania, przekładające się na drastyczne redukcje liczebne wojsk operacyjnych i obrony terytorialnej, wynikające z całkowitego uzawodowienia tych pierwszych rozmontowanie systemu uzupełnień oraz określone braki sprzętowe każą krytycznie spoglądać na możliwość obrony w zarysowanych powyżej scenariuszach. W szczególności nie jest możliwa realizacja głównych celów planu obronnego. Według dowództwa armia może próbować skutecznie odpierać atak tylko z jednego kierunku, z nadziejami na skuteczne samodzielne działanie przez tydzień. Flota w przypadku zaangażowania w obronę rejonu Gotlandii i Sztokholmu nie będzie miała z kolei możliwości wydzielenia sił w celu działań na południu kraju i ochrony wyjścia na Morze Północne. Pokłosiem tych rozważań był m.in. wywiad prasowy, jakiego jeszcze w lutym 2013 udzielił wicepremier JanArne Björklund, postulując m.in. zwiększenie wydatków na obronność, podniesienie liczebności wojsk operacyjnych do 30 000 żołnierzy w czasie pokoju, rozbudowę systemu rezerw i zakup systemów przeciwlotniczych/przeciwrakietowych Patriot w celu rozmieszczenia ich na Gotlandii.

Jeżeli Gruzja była dzwonkiem alarmowym, sprawę Krymu potraktowano w Sztokholmie jako dzwon na trwogę. Ciąg deklaracji i konkretnych działań układa się w spójną całość. Na początku marca bieżącego roku minister obrony Karin Enström zdecydowała o opóźnieniu o dwa miesiące publikacji raportu o bezpieczeństwie kraju w celu uwzględnienia w nim zmiany sytuacji strategicznej. Niedługo później Riksrevisionen, parlamentarny organ audytu nadzorujący pracę rządu, zalecił przeznaczenie w ciągu najbliższych 10 lat dodatkowych funduszy, stanowiących równowartość 5–8 miliardów dolarów, na zakupy sprzętu oraz uzbrojenia i poddał krytyce przebieg profesjonalizacji sił zbrojnych, jako niezapewniający oczekiwanego wzrostu możliwości.

Ministerstwo obrony zadeklarowało zwiększenie z 60 do 70 sztuk zamówienia na myśliwce Gripen E (nowa generacja w ramach tego modelu, o istotnie zwiększonych możliwościach bojowych, planowana jako następca obecnie eksploatowanej wersji C/D). Rozważa również wyposażenie ich w pociski manewrujące dalekiego zasięgu (w razie podjęcia pozytywnej decyzji będą to zapewne wspomniane wyżej współprodukowane przez Saaba pociski TAURUS KEPD 350, o zasięgu szacowanym na ponad 500 km). Podkreśla się konieczność przyspieszenia zakupu nowej generacji zestawów przeciwlotniczych/przeciwrakietowych średniego zasięgu.

Wszystkie powyższe kierunki działania zyskały aprobatę komisji ds. obrony szwedzkiego parlamentu, która zaleciła również m.in. istotne wzmocnienie obrony terytorialnej, rozbudowę sił stacjonujących na Gotlandii, zwiększenie liczby operacyjnych okrętów podwodnych do pięciu, pozyskanie nowego typu rakiet przeciwskrętowych oraz skierowanie uwagi na zagadnienie bezpieczeństwa cybernetycznego. W aspekcie finansowym zalecono zwiększenie w ramach planu rozbudowy armii, którego realizacja ma rozpocząć się w roku 2016, rocznych wydatków na obronność o ok. 13% (początek napływu dodatkowych środków miałby nastąpić już w 2017). Co ważne, całość działań odbywa się w atmosferze ponadpartyjnej zgody, a opozycyjni socjaldemokraci postulują wręcz większą hojność na rzecz obronności niż koalicja rządząca. Wydaje się zatem, że nie ma politycznego zagrożenia dla realizacji nakreślonych powyżej zamierzeń, a Szwecja utwierdza się w roli państwa poważnego, w którym elity traktują zagadnienia strategiczne z należną im estymą.

Strategiczne poszukiwania

Szwedzka polityka obronna nie jest oczywiście realizowana w próżni. Kraj ten, przy całym posiadanym potencjalne, nie jest w stanie odgrywać roli mocarstwa, przede wszystkim z uwagi na ograniczoną populację. Szwedzi są tego w pełni świadomi i starają się oprzeć swoje bezpieczeństwo o szerszy układ międzynarodowy. Z uwagi na nieprzezwyciężalne, jak się wydaje, ograniczenia takiej roli nie może, poza określonymi aspektami spełniać Unia Europejska. Bardzo ważne znaczenie mają relacje z NATO — jak wspomnieliśmy, gwarantowało ono bezpieczeństwo Szwecji w okresie Zimnej Wojny, również obecnie scenariusze obrony opracowywane w Sztokholmie zakładają współdziałanie z NATO.

Pojawiają się tu jednak po obu stronach zasadnicze problemy. Szwecja członkiem paktu nie jest, a zmiana tego stanu rzeczy wymagałaby swoistej rewolucji mentalnej, powodującej odstąpienie od dwuwiekowej tradycji neutralności. Dopóki tak się nie stanie ograniczone są tak możliwości NATO, jak i jego chęci. Ograniczenia w pierwszej sferze wynikają z niekompatybilności infrastruktury Szwecji z sojuszem, od braku baz po odmienne standardy w zakresie łączności, wymiany danych czy identyfikacji „swój-obcy”. Sfera druga jest prostą pochodną stanu formalno-prawnego: skoro Szwecja nie partycypuje w sojuszniczej solidarności, nie może pozostając poza strukturami paktu liczyć na jej stosowanie wobec siebie, mimo współpracy militarnej, polegającej np. na włączeniu pod koniec roku 2013 eskadry myśliwców Gripen i niszczyciela min do NATO Response Force.

Oficjalne komunikaty w tym zakresie płynące z najwyższych szczebli NATO czy ze Stanów Zjednoczonych są jednoznaczne. Można je zapewne interpretować jako element nacisku na Sztokholm i przewidywać, że w razie faktycznej wojny Szwecja uzyskałaby pomoc, niemniej jednak trudno je zupełnie zignorować. Zagadnienie przystąpienia do NATO jest w tym kraju obecnie przedmiotem debaty publicznej. Klasa polityczna wydaje się skłaniać ku takiemu rozwiązaniu (np. przez ostatnią deklarację solidarności i gotowości przyjścia z pomocą, w tym wojskową, w wypadku zaatakowania któregoś z krajów UE lub Norwegii), jednak większość opinii publicznej zachowuje wciąż rezerwę, stąd trudno przewidzieć, jakie będą ostateczne rozstrzygnięcia w tym zakresie. Wydaje się, że nie bez znaczenia może być sceptycyzm wobec polityki prowadzonej przez Stany Zjednoczone w ubiegłej dekadzie, mimo udziału kontyngentów szwedzkich w operacjach w Afganistanie, Kosowie oraz Libii.

Drugą istotną sferę poszukiwań wyznaczają tradycyjne od wieków dla polityki szwedzkiej kierunki skandynawski oraz bałtycki. Nawiązują one tak do historii dawniejszej, obejmującej tworzenie wspólnych organizmów państwowych i historyczne strefy wpływów, jak i nowszej, np. planowanej po II wojnie światowej skandynawskiej unii obronnej czy też użytkowania do lat 90. przez Danię oraz Finlandię myśliwców Draken.

Szwedzi są bardzo aktywni w zakresie formułowania inicjatyw. Doprowadzili do powołania w roku 2009 organizacji NORDEFCO (Nordic Defence Cooperation), grupującej obok nich Danię, Norwegię, Finlandię i Islandię. Stawia sobie ona za cel współpracę w zakresach rozwoju strategicznego, możliwości obronnych, zasobów ludzkich i edukacji, szkoleń oraz prowadzenia operacji. Udało jej się osiągnąć pewne efekty w zakresie organizacji wspólnych ćwiczeń czy zakupów sprzętu wojskowego w ramach organizacji (można tu zwrócić uwagę na aspekt w postaci promocji wyrobów szwedzkiego przemysłu), ale sformułowane przez Sztokholm na początku roku 2013 wezwania do głębszej integracji, polegającej na stworzeniu ram prawnych dla wspólnej polityki zakupowej, systemu serwisowania oraz wzajemnego udostępniania zapasów oraz powołania wspólnych jednostek szybkiego reagowania wszystkich rodzajów sił zbrojnych spotkały się z dość chłodnym przyjęciem partnerów. Dla Danii i Norwegii mogłoby to oznaczać komplikacje wynikające z nakładania się NORDEFCO i NATO. Finowie, chociaż wyrazili zainteresowanie, obecnie, już w obliczu kryzysu krymskiego, ogłosili ustami szefa parlamentarnej komisji obrony, że efekty kooperacji pozostają dość ograniczone, a docelową drogą powinno być jednak członkowstwo w NATO, mającym znacznie większy potencjał niż inicjatywy skandynawskie.

Poza obszarem ściśle skandynawskim Szwedzi pozostają aktywni na południowym wybrzeżu Bałtyku. Tamtejsi analitycy wskazują na konieczność objęcia siecią porozumień państw bałtyckich. Z Estonią porozumienie analogiczne do konstytuującego NORDEFCO podpisano już na początku roku 2011. Pojawiały się również doniesienia o intensywnym sondowaniu stanowiska Warszawy w odniesieniu do współpracy obronnej.

W tym miejscu warto się przyjrzeć potencjałom militarnym reprezentowanym przez pozostałe kraje NORDEFCO (poza pozbawioną armii Islandią) i państwa bałtyckie. Dania, Finlandia i Norwegia dysponują siłami zbrojnymi porównywalnymi ze Szwecją. Wszystkie trzy kraje utrzymują powszechny pobór, prowadzą też modernizację sił zbrojnych. Specjalnością Duńczyków jest flota nawodna przy dość silnym lotnictwie, Norwegów — lotnictwo (kraj ten nabędzie znaczącą liczbę samolotów F-35, aż 52 sztuki) przy dość silnej flocie. W obu tych krajach relatywnie słabsze pozostają wojska lądowe. Finowie z kolei, przy marynarce wojennej o charakterze pomocniczym dysponują silnymi komponentem lądowym oraz lotnictwem, podjęli też kroki w celu wyposażenia sił zbrojnych w środki rażenia o zasięgu operacyjnym (chodzi tu o amerykańskie lotnicze pociski manewrujące JASSM, którymi interesuje się również Siły Zbrojne RP, oraz ziemia-ziemia ATACMS, oba systemy o zasięgu 300 km, aczkolwiek planowany zakup tych ostatnich został ostatnio anulowany na rzecz poszukiwania tańszej, a przy tym bardziej nowoczesnej opcji).

Litwa, Łotwa i Estonia są z kolei znacznie słabsze, posiadając wojska zdolne w istocie jedynie do symbolicznego oporu i wojny partyzanckiej. Z uwagi na ograniczone możliwości ekonomiczne, uniemożliwiające każdemu z tych krajów w pojedynkę zakup np. wielozadaniowych samolotów bojowych w ilościach mających sens z uwagi na koszty infrastruktury i obsługi oraz znaczenie operacyjne, należy spodziewać się utrzymania tego stanu rzeczy, mimo pewnych ruchów stanowiących pokłosie kryzysu krymskiego. Zmianę w tym zakresie mogłyby przynieść zakupy wspólne, dokonywane albo przez te trzy państwa razem, albo wespół z Polską, Szwecją czy Finlandią.

Na marginesie można wspomnieć o ciekawej współpracy przemysłowej, która może mieć pewien potencjał strategiczny i stanowi kapitalizację możliwości przemysłowych. Otóż w ubiegłym roku Turcja wybrała koncern Saab jako partnera, wespół z którym firma TAI będzie rozwijała nowy myśliwiec, który miałby wejść do służby w okolicach połowy przyszłej dekady. Trudno w tym miejscu nie powrócić myślą do aliansów Karola XII, uwzględniając również sprawę polską. Wyobraźmy sobie strategiczny półksiężyc Sztokholm-Warszawa-Ankara…

Wnioski dla Polski

Jednym z zasadniczych zadań polskich sił dążących do zapewnienia podmiotowości kraju jest prawidłowe określenie kierunków poszukiwań aliansów zagranicznych. Można mieć liczne i uzasadnione wątpliwości odnośnie do solidarności partnerów z Unii Europejskiej, NATO czy traktowanego jako osobny ośrodek Waszyngtonu z wieloma celami szeroko rozumianej polityki polskiej. Są rzecz jasna i obszary, gdzie ona występuje, ale traktując politykę jako całość, należy, dążąc do synergii, poszukiwać partnerów, z którymi zakres naszych interesów pokrywa się w jak największym stopniu. Narzucają się tu oczywiście więzi regionalne i koncepcje takie, jak Międzymorze. Tymczasem rezultaty ponad dwu dekad współpracy w Grupie Wyszehradzkiej są raczej rozczarowujące, a ostatnie poczynania Budapesztu czy w mniejszym stopniu Pragi wskazują, że faktyczne interesy nasze i „braci Słowian” czy „bratanków” są zasadniczo rozbieżne. Dla Węgrów droga do podmiotowości może wieść przez Moskwę, dla Polski — wręcz przeciwnie (pozwolimy sobie tu na nieuwzględnienie punktu widzenia polskich czcicieli kremlowskiego Katechona, miłośników profesora Dugina oraz Adwentystów Nowego 17 Września). Odmienność tych interesów wynika przede wszystkim z położenia w różnych podobszarach geopolitycznych, Polska w bałtyckim, kraje zatatrzańskie — w dunajskim. Swoje znaczenie ma również odmienność losów i doświadczeń historycznych.

Polityka polska powinna zatem porzucić marzenia i złudzenia, kierując się ku partnerom leżącym w tym samym podobszarze, co nasz kraj, mających zbliżone obawy i podobne interesy, z którymi współpraca będzie opierała się na konkretach, a nie niewiele znaczących gestach i pustosłowiu. Takimi właśnie potencjalnymi bliskimi aliantami są, jak wydaje się wynikać z nakreślonego powyżej obrazu sytuacji, Skandynawowie. W zakresie polityki obronnej na konkrety można wskazać już teraz: Marynarka Wojenna używa szwedzkich rakiet oraz radarów na okrętach, oferta A26 wraz z pakietem przemysłowym została zgłoszona do konkursu na nowy okręt podwodny, wojska lądowe z sukcesem wykorzystują fińskiego pochodzenia KTO Rosomak (konstrukcja, z której się wywodzi, znajduje się w uzbrojeniu armii fińskiej praz szwedzkiej); obecnym i perspektywicznym czołgiem wszystkich krajów skandynawskich oraz Polski pozostaje Leopard 2. Być może, gdyby nie braki postkomunistycznej kadry w zakresie przyszłościowego myślenia oraz wielka smuta w polskiej obronności w latach 90., związki byłyby jeszcze bliższe i bardziej dla nas korzystne, Szwedzi wtedy formułowali rozmaite propozycje współpracy przemysłowej, które rozbijały się o mur niemożności. W kontekście opisanej wcześniej historii ze stocznią Kockums można zapewne liczyć na zrozumienie Szwedów dla wysiłków na rzecz odzyskania suwerenności gospodarczej.

Oczywiście, kierunek bałtycki nie może (i niewiele wskazuje, żeby coś mogło zmienić w tym zakresie w przewidywalnej przyszłości) stanowić alternatywy dla gwarancji strategicznych najwyższego rzędu, choćby przez wzgląd na brak środków odstraszania nuklearnego. Niemniej jednak może stanowić ich bardzo cenne uzupełnienie, szczególnie na płaszczyźnie polityki bieżącej, regionalnej, nieocierającej się o globalną konfrontację.

W świetle powyższego wydaje się, że nurty, którym leży na sercu podmiotowość i suwerenność Polski powinny wyjść poza popularną optykę, która każe widzieć w Szwecji wyłącznie nowe Sodomę i Gomorę, rozsadnik zarazy wszetecznego szwecjalizmu. Prawdą jest, że bardzo wiele aspektów szwedzkiej polityki wewnętrznej może budzić daleko idący sceptycyzm.  Jednak państwo to uparcie nie chce zawalić się pod własnym ciężarem, a jak wspomnieliśmy wyżej, występują tam nawet dość osobliwi w dzisiejszym świecie antypacyfistyczni, wojowniczy socjaldemokraci; system gospodarczy natomiast wydaje się wykazywać znaczną elastycznością, umożliwiającą dzięki reformom zachowanie wysokiej wydolności. Może warto zatem traktować wewnętrzne sprawy Szwedów jako właśnie ich sprawy wewnętrzne, oczekując w tym zakresie wzajemności.

Trzeba odwołać się po raz kolejny do Carla Schmitta i rozróżnienia na wroga i sojusznika, stanowiącego istotę polityki. Tak jak wróg nie musi być etycznie odrażający, tak nie ma konieczności, aby sojusznik był w tym aspekcie szczególnie pociągający. Tym, co dzieli i łączy jest polityka właśnie oraz interesy.

Jan Przybylski

na zdjęciu: HMS Helsingborg (K32), Creative CommonsAttribution-Share Alike 3.0 Unporte

Źródło:   http://rebelya.pl/post/6314/jan-przybylski-skandynawska-alternatywa-dla-pol , 22 maja 2014<

POLISHCLUB.ORG , 2014.05.24

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek